Słowo z Pustelni – 16.03.2020 r.

Co do mnie mówisz Jezu Nasz Ukochany? Co chcesz powiedzieć też tutaj przez moje nie czyste usta?

Ty,o którym dziś słyszymy, że gdy wytykałeś bez znieczulenia prawdę o zamkniętym sercu i braku wiary w Ciebie,w odpowiedzi otrzymałeś złość i zawiść, która miała Cię przedwcześnie pozbawić życia,straceniem ze skał.
Łatwo mówić do odbiorców,którzy Cię kochają,którzy Cię pragną.
Łatwo pisać do często zupełnie anonimowych odbiorców.Ale gdybym miała stanąć teraz przed sztabem ludzi możnych tego świata,przerastających mnie tytułami,wiekiem,doświadczeniem, mądrością, inteligencją,to czy miałabym odwagę powiedzieć do nich,co naprawdę słyszę,rozumiem i w co głęboko wierzę i co czuję?
Czy gdybym miała doświadczyć tego co Ty Sam,złości, zawiści,zgrzytania zębów i chęci wprost pozbawienia mnie życia,czy nadal niezmiennie mówiłabym,to co napisze za chwilę?
Nie będę w zarozumiałości i zuchwałości zapewniać,że tak,i nie będę zaprzeczać,że na pewno bym uległa,- jak większość, konformizmowi duchowemu.Nie wiem tego,Ty to  wiesz Jezu! Ale zakładam, że jak nie jeden raz wywołałam sprzeciw w swoim życiu,tak i tym razem mogę wsadzić przysłowiowy” kij w mrowisko.”
Zatem: to co słyszę oparte jest ściśle o nieprzypadkowe dzisiejsze pierwsze czytanie.
Więc zanim walnie ktoś we mnie kamieniem swoich zbuntowanych myśli, proszę po siostrzanemu,pokornie i na klęczkach to pisząc, pochylcie się uważnie ze mną nad treścią dzisiejszego czytania o uzdrowieniu Naamana.
Naaman nie był wierzącym!
Ale znalazł się w życiowym potrzasku.Trąd był w jego czasach nie tylko pewnym wyrokiem śmierci,był też wyrokiem społecznym.Groziła mu potworna i nie ludzka izolacja i odtrącenie.Zawaliło mu się wszystko. Całe życiowe powodzenie, przepych,poczucie złudnego bezpieczeństwa.Dowiedział się,że jest jakiś tam prorok,i że jego Bóg może go uzdrowić.I w zasadzie tylko tyle od tego Boga,-jeszcze wtedy mu obcemu, chciał.Nic więcej.Był tak zdeterminowany, że udał się do proroka Elizeusza.Ale…miał na to swój scenariusz.Biedak stanął przed skromnym domkiem proroka z całym swoim przepychem i resztkami ” pseudo” wielkości i skuteczności.Nadźwigały się juczne zwierzaki jego blichtru i zapłaty! Udał się tam jako wciąż ” coś znaczący” i ” ważny” człowiek.
I mądry, pełen Ducha Świętego Elizeusz tak „poprzebijał” tego „zadufanego balona”,jego nadymane ego,że go prawie obraził! O włos urażona miłość własna Naamana, pozbawiłaby go… uzdrowienia!
A czemu tak? 
Otrzymał bowiem lekcję pierwszą: prorok w ogóle do niego  NIE WYSZEDŁ!
A masz! Pierwszy policzek, ktoś raczył wysłać do niego sługę.
A potem recepta na zdrowie okazała się być irytująco prostacka! Taki intelekt,taka powaga, ma się tak nagiąć i zrobić coś tak uderzająco prostego,jak zanurzyć się w wodach nie za czystego Jordanu i to siedem razy! Oczywiście dzisiejszy człowiek dla zdrowia, nie miałby oporów,zanurzyłyby się nawet w fekaliach.Różne rzeczy już widziałam,które ludzie czynili dla swego zdrowia.
Upomniany z kolei przez swego sługę,że tak naprawdę nie ma nic do stracenia,podejmuje to wezwanie,i śmiem podejrzewać że bez wszystkich do tego dyspozycji serca.Męska duma i co tam jeszcze, na pewno sporo tego buzowało w jego głowie.Jeśli czytaliście,to wiecie, jaki był mimo wszystko efekt końcowy.
I teraz,co nam to DZIŚ mówi?
Czuję, że dużo.
Zalecenia są PROSTE!
Ale dla wielu tak proste,że aż nie wykonalne,a wręcz gorszące! No jak?
Zostać w domu?
Albo, jak już idziesz,to przyjąć Jezusa najpierw na tronik z dłoni w Adoracji i czci,by następnie samodzielnie spożyć Jezusa.
I spójrzcie, jakie to nie łatwe?
Co nam wszystkim właściwie dolega? O co nam chodzi?
Kogo my właściwie deklarujemy się w życiu SŁUCHAĆ????Komu chcemy być POSŁUSZNI?!
Rząd i Kościół,nasi diecezjalni Biskupi proszą,a my ( nie mówię że wszyscy) ,ale czy nie jesteśmy „mądrzejsi od”?
I tak jest z nami w zasadzie we wszystkim.
 Najpierw nie umiemy słuchać siebie nawzajem i być sobie poddani,posłuszni i ulegli,bo nie mamy tej postawy wobec Samego Boga.Przestaliśmy słuchać Jego prostych rad do szczęścia!
I teraz, czy coś tracimy na tym,że choćby posłuchamy głosu Kościoła,w zaufaniu Bogu Samemu? Czy stracę coś na tym,że posłucham kogoś,kto w moich oczach może stracił wiarygodność?
Nie,nic nie stracę, jeśli ten akt, skieruje wprost ku Bogu.
To po pierwsze, a po drugie:
Co nam wszystkim po zdrowiu i świecie bez Boga? Ludzie,których kocham do bólu!
Co jeszcze musi nam zacząć dolegać,aby nasza zarozumiałość pękła jak balon Naamana, abyśmy zrozumieli, że potrzeba nam nade wszystko iść się oczyścić w Sakramencie Pokuty i Pojednania?!
Upraszczam rzeczywistość?
Tak, świadomie, bo upraszcza ją dla nas Sam Miłosierny Bóg!
Zadaj sobie pytanie z czego chcesz i powinieneś/naś się iść obmyć,aby naprawdę wyzdrowieć duchowo?
Zatrważające,ale człowiek umie się tak oswoić ze sobą i  swoimi wadami, że ich nie dostrzega,a nawet jest mu z nimi dobrze i broni ich jak cnót!
Myślę,że zwłaszcza dotyczy to środowiska osób konsekrowanych! Ale nie tylko,dotyczy także tych,którzy  zadomowili się w grzechach ciężkich.Przepraszam,ale tak jest…
Więc gdybym miała stanąć na areopagu wszystkich możnych tego świata,z całą pokorą powiedziałabym:
 ludzkie starania,-tak, rozumne profilaktyki i restrykcje,-tak,ale jeśli chcemy wszyscy być szczelni na  zło,i z mocą jeszcze raz napisze SZCZELNI NA ZŁO i jego skutki,proszę Was wszystkich pokornie posłuchajmy prostych zaleceń naszych Pasterzy,nawet jeśli nam się nie podobają,a  oprócz tego,niech się KAŻDY z nas uderzy w piersi i pójdzie obmyć do Konfesjonału! Tego nam jeszcze NIKT nie zabronił,wręcz przeciwnie,o ile mi wiadomo możliwości płyną wartkim strumieniem, niczym w Jordanie. 
Wiem, wielkie intelekty każą mi się zaraz postukać w czoło! A co kulturalniejsi powiedzą biedna pustelnica,no chyba ma zmiany w umyśle.Ale mnie to nie przeszkadza, proszę Was, nim będzie za późno,nikogo nie straszę, idźmy się WSZYSCY pojednać z Bogiem.
Nie ma innej formy uszczelnienia przed złem i wszystkimi jego skutkami.Idźcie Kochani! A przekonacie się, że dla Boga nie ma nic nie możliwego!
I nie proszę oto z pozycji tej lepszej,wręcz przeciwnie,mówię to z pozycji jadącej z Wami w tym samym przedziale i piszę to z miłości do KAŻDEGO CZŁOWIEKA.
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni 14.03.2020 r.

Nie z przypadku dane jest nam słyszeć dziś przypowieść o marnotrawnym synu…choć osobiście wolę ją czytać jako przypowieść o Miłosiernym Ojcu.Dziś mnie uderza w  niej pewna stwierdzona konsekwencja.Zaczyna się od tego,że to jeden z synów żąda połowy majątku,jeszcze za życia Ojca,a więc uśmierca go,gdy ten jeszcze żyje!Uczynił Ojca trupem w swoim sercu!Ojciec,którego opuszcza właściwie przestał mieć większe znaczenie dla niego.
Być może dlatego,z taką łatwością bierze swoją część i nie wnika,co czuje Ojciec, jaką on właściwie dał informację temu Ojcu: nie jesteś mi do szczęścia potrzebny!

I zdumiewają mnie słowa Ojca o nim,gdy powraca:” był umarły, a ożył”! Czyli, tak naprawdę uśmiercając Ojca w swoim życiu,uśmiercił siebie samego!
Taka jest logika i konsekwencje wszystkich naszych oddaleń od  Naszego Ojca w Niebie. Im głębiej i dłużej wymazujemy Go z listy naszych potrzeb,tym bardziej skrajnie sami pakujemy się w śmierć duchową.
W zasadzie przypowieść Jezusa jest tak piękna i głęboka sama w sobie, że ona się jakby samo-komentuje dla każdego serca,które czyta ją uważnie i w modlitewnym zasłuchaniu.
To nie jest przypowieść o niej,o nim,o tamtych,czy o tych! To przypowieść o Tobie i o mnie.
Zobacz, że Ojciec POZWOLIŁ synowi zadecydować, odejść,roztrwonić,upaść moralnie,pozwolił mu cierpieć,a więc pozwolił mu jakiś czas ponosić konsekwencje swego wyboru! Pozwolił mu zdobyć wiedzę i doświadczenie kim jest on sam i jaka jest Osoba Ojca!I gdyby nie te bolesne konsekwencje,może nigdy by się nie opamiętał. Tacy właśnie jesteśmy, na ogół wymuszamy na Bogu,aby dopuszczał bolesne konsekwencje rozmaitych naszych wyborów na nas.Wie,że w przeciwnym razie zatracili byśmy się w złu.Przedłużalibyśmy sobie w nieskończoność,to wszystko co nas niszczy.Czy obecny czas,który wszyscy przeżywamy, nie jest przypadkiem dźwiganiem niepięknych konsekwencji oddalania się od Źródła naszego Życia?
Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości o tym, że Ojciec szanuje naszą wolność i nie przestaje kochać i czekać?
W świetle ostatnich wydarzeń marzę i błagam Boga w modlitwach,aby pierwsze zdania dzisiejszej Ewangelii po prostu się działy!!!
Bo czytamy:
„W owym czasie przybliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać.”
Niech tak się stanie W OWYM CZASIE ,tzn. tym czasie, TERAZ!
Niech się odważnie przybliżą WSZYSCY,którzy dostrzegają w sobie grzech, aby Go słuchać!
Słuchajmy ze słodkich ust Jezusa tej najpiękniejszej z przypowieści,która nas bierze w obronę! 
Docenimy TEN CZAS.
Starszego syna nie ruszam celowo, wymagałby jeszcze długich refleksji i pisania.
Jedno tylko napiszę, niech czytanie o nim będzie nam przestrogą przed taką postawą porównywania się z kimkolwiek,także w TYM CZASIE.
Nikogo lepiej nie osądzajmy, Ojciec widzi w ukryciu i patrzy na serce!
Ojciec nie jest zainteresowany takim wizerunkiem Samego Siebie,Ojca, który wybiega na przeciw życiowego poparańca,aby mu wypomnieć jakim to nieudacznikiem się okazał! I dobrze mu tak…
I nie wyręczamy Ojca w dawaniu innym odczuć,że zasłużyli na karę!
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni 09.03.2020 r.

Dobrze jest z tą dzisiejszą Ewangelią w Duchu Świętym, trochę tak usiąść Ojcu w Niebie na kolanach. Tylko Mu sprawimy radość! Odwagi!

Zobaczyć siebie jako małą drobinkę, mniejszą od ziarnka maku w wielkim kosmosie, która bezpiecznie i wygodnie otulona Jego Wszechmocnym Majestatem i Dobrocią,słyszy jeszcze raz te słowa Jezusa.
Poczuć się wyjątkowo godnie!
Odnaleźć w sobie siłę do bycia takim właśnie na co dzień, mocą tej Dobroci, którą czerpiemy zachłannie i bez zawstydzenia od Naszego Ojca. Dobrze jest zobaczyć się takim niedorosłym do tej miary, ale i stworzonym właśnie do niej. Nie stajemy się Dzieckiem Ojca Wszechmogącego z automatu, tylko dlatego, że łaska Chrztu była i pozostaje darmowa. To wszystko o czym mówi dziś Jezus, w zasadzie najbardziej czyni nas Dziećmi Ojca, a uruchomienie tej łaski przez nas na co dzień sprawia, że drugi człowiek, z powodu naszej postawy, dowiaduje się, że także Dzieckiem tego Ojca nie przestał być, choćby nie wiem jak daleko się oddalił, choćby nie wiem jak dalece i nas poranił. Ten poziom miłowania, to z jednej strony cóż, miłowanie z wysokości Krzyża, w Jezusie, a z drugiej strony, to właśnie poziom „z kolan „Ojca, poziom bliskości z Nim.B o kiedy uruchamiasz odważnie miłość ponad swoje bóle, łzy, cierpienie, ponad swój interes,ponad żal i cały wachlarz rozmaitych uczuć, kiedy wznosisz serce ponad swą krzywdę, Ojciec Niebieski poruszony Twoją postawą, daje Ci jeszcze więcej, niż Ty siebie stracisz! I to są te
„zanadrza”. Będę się gorąco modlić, aby Światło Miłosiernego Ojca odbijało się w naszych sercach, w naszych oczach,w naszych gestach.
Przypomina mi się taka pouczająca bajka, jak to mała mrówka porównywała się z całym mrowiskiem, no i w tych porównaniach oczywiście zawsze wypadała lepiej od wszystkich mrówek. Aż w końcu pewnego ranka, miała okazję pierwszy raz przyjrzeć się afrykańskiemu ptaszkowi Wikłaczowi.Był tak pracowity, że gniazdo, które jaskółka musi w trudzie lepić miesiąc, on lepił w jeden dzień, a w sezonie budował ich nawet do 30! Mrówka posmutniała po tych zachwytach, bo zrozumiała, że nie jest lepsza.Jaki z tego morał dla nas?A no taki, że jeśli obiektem naszego porównywania się będzie OJCIEC W NIEBIE, to zawsze,odejdziemy może nie tyle smutni,co raczej przekonani, jak dalecy jesteśmy od ideału.To zaś wewnętrzne przekonanie zacznie skutecznie urabiać nasze serca do większych starań w kierunku, jaki wyznaczają słowa dzisiejszej Ewangelii.
Niech kochający nas bezgranicznie Ojciec przytuli każdego z Was w Jezusie do Siebie i wzmocnić wolę do  życia według swej godności, bycia Dzieckiem takiego właśnie Ojca!
s. Teresa M.

II Niedziela Wielkiego Postu

Dzisiaj Pan Jezus wyprowadza swoich uczniów na górę, z dala od ludzi, na miejsce odosobnione. Tam umacnia ich ukazując swoją boską naturę. Ojciec daje świadectwo, że to Jego Syn umiłowany, że to prawdziwy Syn Boży. Potrzebne było Apostołom to doświadczenie przed męką Jezusa. Potrzebne, by nie stracili wiary podczas próby krzyża, by otworzyć ich serca na przyjęcie światła zmartwychwstania, by poszli głosić radosną nowinę…

Mnie też Pan Jezus wprowadza na Górę Przemienienia. Stać się nią może każda adoracja. Wychodzę wtedy z mojej codzienności, od ludzi, od spraw. Wpatruję się, Jezu, w Twoją Twarz ukrytą w Najświętszym Sakramencie, a Ty mnie umacniasz, przemieniasz,  przenikasz Sobą, pozwalasz trwać w Twojej miłości, w Tobie samym, osłaniasz świetlistym obłokiem. A potem trzeba zejść z góry, wrócić do obowiązków, ludzi, zajęć, czasem do trudu, prób, cierpień, pokus… Jednak wracam inaczej, umocniona Twą łaską, z pewnością w sercu, że zawsze ze mną jesteś.

s. Magdalena S.

Słowo z Pustelni – 07.03.2020 r.

„Bądźcie więc wy doskonali,jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski”. 

Te słowa nie mają nas przytłoczyć swoim niedościgłym wzorem! Nie mają wywołać wytrzeszczu gałek ocznych z naciskiem na doskonałość.

Więc o co chodzi Jezusowi gdy to do nas mówi? To nie wie jakimi jesteśmy? To nie wie,że tak postawiona poprzeczka wywołać może  zadyszkę jeszcze przed biegiem?Wszystko to wie i nikt nie posiada lepszego wyczucia natury ludzkiej nad Jezusa!

Jezus mówi zawsze w jakimś kontekście. Mówił do społeczności, która potępiała i Samarytan i Rzymian i innych nie obrzezanych! Tutaj mówiąc o charakterze miłości Ojca,odwołuje się do pogody. 

Jedno słonce dla wszystkich i jeden życiodajny deszcz dla wszystkich.Przejawy Bożego Błogosławieństwa.

I mówi to do nas ponad czasowo do wszystkich, bo wie,że my jesteśmy mistrzami robienia różnic w traktowaniu  ludzi.Mistrzami nawet bardziej w dawaniu odczuć, niż w słowach!

Nie musimy zaraz uderzać w najgłośniejszy dzwon! Myślę,że naprawdę posiadamy niewielu prawdziwych wrogów, czyli ludzi źle do nas nastawionych i działających wprost lub pośrednio przez innych na naszą niekorzyść.Nie chodzi o ciepłe uczucia wględem tych, którzy choćby pozbawiają nas na stałe prawa do dobrej opinii na nasz temat. Chodzi oto,że krocząc razem z Jezusem, stać nas na to,aby wbrew temu co czujemy,chcieć całym sercem tego samego dobra dla tych którzy nas ranią, co dla tych, których kochamy. 

Nie chodzi zaraz o spektakularną akceptację.W duchowości Jezusa zawsze idzie o SERCE.

Popatrzmy,że dla nas wszystkich Ojciec cały czas jest Cichym Dawcą Życia,Cichą Opatrznością naszych potrzeb.

Więc to podobieństwo do Ojca ma dotyczyć nade wszystko serca, DOBRZE NASTAWIONEGO,nasze serce,a później nasze myślenie i wola wszystko ma być CICHYM PRZEDŁUŻENIEM BŁOGOSŁAWIEŃSTWA OJCA.

Nam się tylko wydaje,że to za mało. To cały sukces,który jeśli jest autentyczny sprawi,że obejmie on całe nasze człowieczeństwo, we wszystkich jego przejawach.

Być dla wszystkich  cichym przedłużeniem Błogosławieństwa Samego Ojca, to pozwolić Jezusowi być w nas Sobą!

Nie siłą, nie mocą naszą, lecz łaską Ducha Świętego! Amen.

s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 02.03.2020 r.

Jeśli Ty i ja będziemy oddzielać Jezusa od KOGOKOLWIEK, choćby od JEDNEGO CZŁOWIEKA, wtedy On oddzieli nas od tych, którzy mają mieć udział w w szczęściu Życia Wiecznego ,w DOMU NASZEGO OJCA. 

Trzeba to w końcu sobie dobitnie powiedzieć: 
nie pchaj się w szeregi wierzących,w szeregi Kościoła,w szeregi idących za Barankiem, jeśli wciskasz się tam, pozbawiając choćby jedną tylko osobę miłości!

Bramą jest Jezus,a biletem Twój bliźni!

Taka prawda!…
Bądź uwielbiony Jezu tak bardzo ukryty w naszych braciach i siostrach!
Otwórz nam oczy i naucz nas kochać, zanim umrzemy!
Zmiłuj się nad nami i rozpal nasze zimne serca od Ognia Twoich Świętych Ran!
s. Teresa M.

I Niedziela Wielkiego Postu

Komentarz do Ewangelii wg św. Mateusza 4,1-11

Jezus przyjmuje chrzest w Jordanie i wychodzi na pustynię. Usłyszał, że jest umiłowanym synem Ojca, Jego serce jest pełne tęsknoty za Bogiem. Jezus wie, po co przyszedł nas świat. Po to, aby podzielić się Swoją relacją z Ojcem, aby pokazać nam Ojca. 

Spędza czterdzieści na pustyni, które są  przygotowaniem do lat przepowiadania, a punktem kulminacyjnym są Krzyż i chwała Paschy. Czterdzieści dni modlitwy i pokuty, a potem scena końcowa czyli – kuszenie. 

Jezus pokonując pokusy uczy nas tego, że kiedy sięgamy po grzech, to znaczy, że nie znamy Ojca. Nie mamy świadomości obdarowania. Pokazuje, że kiedy będziemy nasyceni Bogiem, to pokusy szatana nie będą dla nas atrakcyjne. One będą zawsze, ale my za nimi nie pójdziemy, jeśli uwierzmy, że jesteśmy Umiłowanymi Dziećmi Ojca. 

Maryjo, wyproś mi u Boga łaskę pustyni, aby moje serce tęskniło za Bogiem.

s. Joanna S.

Słowo z Pustelni – 29.02.2020 r.

Trzeba to poczuć,co czuł przeciętny człowiek żyjący w tym czasie w Palestynie, na widok każdego celnika.

Więc wyobraź sobie, że masz czwórkę dzieci, małe pole, dwie kozy i klepiesz biedę. Na drodze musisz skonfrontować się z celnikiem,o którym wiesz,że jest nieuczciwy,bo kolaboruje z Twoim okupantem.
I jest tak , że on nakłada podatek na wszystko co masz! W kwocie,która jest przesadnie zawyżona, jednym słowem jesteś ofiarą systemu, który Cię poniża, upokarza i bezwzględnie uciska.W czasach Jezusa, celnicy opodatkowali wszystko! Jeśli chciał, długi także wysoko oprocentowywał.Jednym słowem,wiesz, że ten typ zabiera chleb Twoim dzieciom.
Nie było uczciwych celników.Mateusz też do wyjątków nie należał.I wyobraź sobie, że Ten Jezus, którego kochasz, któremu ufasz, idzie w gościnę do Twojego celnika!Sic!
Czy już coś czujesz? 
Jeśli jesteś prawdziwy, to czujesz złość, sprzeciw, bunt, gniew, może czujesz ból i nawet zawód Osobą Jezusa. I pytasz się siebie: Boże!? No,ale jak!? Do Niego? 
Jezus tak właśnie zrobił! I  proponuję, nie czytaj tej perykopy w formie mocno ugrzecznionej. Inaczej nie poznasz wszystkich mętów swego serca! Inaczej nie uchwycisz tych skłonności i odruchów, które wszyscy mamy! Nie zobaczysz, jak przygryzasz możesz wargi z wściekłości, nie zobaczysz, jak potrafisz rzucić pogardą w jednym swoim spojrzeniu na kogoś, kto tak Cię krzywdzi! A może bardziej?
A Jezus…spojrzał na Mateusza ….z MIŁOŚCIĄ!
Aby to zrozumieć, trzeba nauczyć się bardzo trudnej umiejętności. Odróżniania czynu od osoby. Odnoszenia się do konkretnego czynu, czy postawy, ale poszanowania osoby! My zwykle tego nie kontrolujemy! Nam się to wszystko często zupełnie nie wytrąca, lecz przeciwnie scala w jedno i zaczynamy wymierzać słuszną sprawiedliwość.Jesteśmy mistrzami w okazywaniu pozawerbalnej dezaprobaty!
A nawet jeśli staramy się być kulturalni i chcemy standardowo zmieścić się w swojej źle pojętej doskonałości, po prostu nie widzimy, jak epatujemy chłodem i dystansem.
Ból ściska nam nie jeden mięsień mimiczny i w najlepszym wydaniu przybieramy formę „dozownika”! Tylko nie dozownika na mydło,a dozownika na miłość! Tyle i nie więcej! Odtąd i dotąd! I nie wiedzieć kiedy, stajemy się w tym odruchu dozowania ludziom miłości,akceptacji, szacunku, po prostu już szafą chłodniczą! Drugi człowiek,acz zepsuty może swoimi czynami, nie ma jak przy nas nawet zatęsknić za odmianą swej osoby, swego życia.Nie! Bo więzimy go w naszej chłodnej dezaprobacie!
A Jezus? On jest Słońcem Miłości Ojca, który Wschodzi ciepłem nad wszystkimi!
Jeśli tej trudnej lekcji nie przerobimy na ziemi z Jezusem, niestety nie wejdziemy do Domu Ojca.
Miłość jest ciasną bramą, ale jedyną, bo i Miłością i Bramą jest On Sam. 
W.Post jest szczególnym czasem kontemplowania szalonej Miłości Boga do nas! Więc, jeśli ten czas nie nauczy nas bardziej kochać drugiego człowieka, nie nauczy nas prawdy o tym jak potrafimy być podli bez łaski Bożej, będzie czasem straconym.Jaki post jest miły Bogu?
ROZERWAĆ KAJDANY ZŁA.
Czyż tymi kajdanami nie jest nasza ciasna i mała „miarka ” miłości, spinająca nasz mózg do tego co tylko mieści się w naszym rozumieniu, i spinająca nasze serca, tak, że stają się karzełkami, zafiksowanymi w życiu duchowym?
Obyśmy chociaż w tym W.Poście nikomu NIE DALI ODCZUĆ, że nie zasługuje sobie na naszą sympatię,miłość,czy przebaczenie. Obyśmy choć trochę KOCHALI WIĘCEJ!

I zobacz, jak  OKAZANA Miłość odmienia serce!Lewi może pierwszy raz doświadczył, jak to jest być kochanym PO MIMO SWEJ NIKCZEMNOŚCI!

Niech nam Jezus zrobi duży bałagan! Niech nam zburzy naszą  zachowawczość w miłowaniu, zwłaszcza wobec tych, którzy nas pocharatali.
Będę się gorąco modlić, abyśmy w tegorocznym W.Poście zapłonęli od Świętych Ran Jezusa!
Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami!
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 24.02.2020 r.

 Święty Jakub w pierwszym czytaniu, pisze dziś o łagodności, która właściwa jest prawdziwej mądrości.

Nie ważne, że świat i ludzie łagodność pozbawili sensu, a więc, raczej kojarzą ją z naiwnością, wyprutą nie tylko z mądrości, ale i często z roztropności.
Łagodny człowiek w dzisiejszym świecie to człowiek słaby, nie przebojowy,nie elokwentny, lub całkiem ciamajda życiowa! Ktoś z kim nie wiąże się nadziei.
Tymczasem, łagodność, która najbardziej chyba cechuje Osobę Boga i Jego relacje do nas jako grzeszników, po prostu nas ocala! Wnosi pokój i wprowadza harmonię, aby to co wybujałe, uciszyło się i nie pogrążało w bezpłodnych rozterkach ani nas, ani tych, którzy z nami żyją.
Co znaczy być łagodnym?
Nie chodzi teraz o katechizmową, czy teologiczną wykładnię.To pytanie raczej oto, w czym ja i Ty możemy okazywać się jeszcze bardziej łagodni? Bywa, że brakuje nam łagodności do samych siebie, bywa, że w stosunku do osób z którymi żyjemy na co dzień.Choć to bardzo ze sobą powiązane. Bywa, że nasz sposób bycia, myślenia i działania doprasza się o ZŁAGODNIENIE.
Gwałtowność,- nie ta która zdobywa Królestwo, lecz ta, która jakby nami rządzi i zwykle jej żałujemy,  pochodzi z braku przemiany naszego serca i nie rzadko bywa mało subtelnym przejawem po prostu zadufania w sobie i pychy.Zdradza jakąś niespójność i duchowy bałagan.Na przykład : przemawia tonem niezwykle słodkim i subtelnym, ale jak idzie i zamknie drzwi, to jak poirytowany oficer na wojnie. 
Albo stara się wszędzie wszystkim przyznać rację, uchodzi za osobę niekonfliktową, ale zabije Cię wzrokiem, lub zagłuszy Cię swoim śmiechem.
Przypadek opętanego chłopca z Ewangelii przez ducha głuchego i niemego, jest szczególny, właśnie przez gwałtowność w przejawach i oporność na egzorcyzmy Apostołów.I gdy nam wydaje się, że to co głuche i nieme w zasadzie jest nieszkodliwe,to w przypadku z demonami,okazuje się dokładnie odwrotnie! Im demon bardziej zakamuflowany,tym gorszy!
Człowiek w swej naturze ma wiele możliwości ekspresji, jesteśmy różni i nie zawsze nasze gwałtowne i nie nawrócone serce obnaży się w gwałtownej reakcji.Trudno jednak nie zauważyć, że bardzo często ludzie, którzy tłumią w sobie gniew, brak przebaczenia, urazę, którzy cokolwiek,ale po prostu tłumią,maskują, w życiu okazują się zwyczajnie skrajni. I jak to było z chłopcem, tak bywa i z nimi: raz rzucają się w ogień,to znów w wodę. Ale zawsze budząc skrajne odczucia także w tych, którzy są na nich jakby skazani, na ich skrajne stany emocjonalne, czy nawet skrajne decyzje,których są ofiarami.
To nie jest oczywiście wyznacznikiem o ich rzekomym byciu opętanymi, ale na pewno wyznacznikiem ich duchowej kondycji, że coś domaga się konfrontacji z Jezusem.
Gwałtowne skrajności nie pochodzą od Ducha Bożego.Nie umie on też być łagodnym! Może łagodność małpować tylko przez krótki czas, jednak prędzej czy później, zacznie się rzucać i miotać.
I to powinno nam pomóc w codziennym, duchowym rozeznawaniu. Znacie takie powiedzenie: ” co nagle, to po diable!” A także: ” Boże młyny, mielą powoli!”
I na ogół tak bywa. 
Jest także napisane, że Jezus  ” surowo rozkazał ” demonowi, aby wyszedł z chłopca i więcej razy nie powracał. Surowo! To daje jeszcze jedno proste i jasne światło, że całą naszą gwałtowność mamy przekuwać na bardzo zdecydowany opór wobec Złego! Z nim akurat nie mamy dyskutować, ani przejawiać wobec niego łagodności.Czy możemy sami stawić jemu opór? No nie. Nawet nie wskazane, bo polegniemy na pierwszej prostej.My mamy być silni nawet nie naszą modlitwą i nie naszym postem, ale groźni i niebezpieczni Świętym Imieniem Jezus!
A co ze słowami Jezusa: ” ten rodzaj można wyrzucić tylko modlitwą i postem”?
Przyznajmy, że obie formy: modlitwa i post ,są niezwykle ŁAGODNYMI formami walki nas jako ludzi w działaniu, a jednak, okazują się w zjednoczeniu z Jezusem niezwykle skutecznymi, żeby nie powiedzieć najskuteczniejszymi.
I modlitwa i post odzierają nas duchowo i cieleśnie ze złudzeń, że własnymi siłami cokolwiek możemy. I oto chodzi! Żebyśmy do walki z największym naszym wrogiem stawali osłabieni, a jednak wzmocnieni! I modlitwa i post oswajają nas z mocą Boga i pomagają wyrabiać nawyk polegania wyłącznie na Nim, a nie na sobie.Tak, jak Jezus, który zawsze polegał na Mocy Swego Ojca.
Jezu Najłagodniejszy,  zmiłuj się nad nami!Amen.
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 22.02.2020 r.

Jezus nie pyta Ciebie i mnie oto, co o Nim myślą inni,lub kim jest dla innych. Nie pyta, co powinniśmy o Nim wiedzieć, czy myśleć.
Nie pyta też, ile książek o Nim przeczytaliśmy,ile z tego rozumiemy.Nie rozlicza Ciebie i mnie z ilości godzin z Nim spędzonym.Ani ile Komunii Świętych już przyjęliśmy.
Jezus pyta: kim jestem dzisiaj, tak naprawdę dla Ciebie?Kim jestem w Twoim sercu i ile mam miejsca w sferze tęsknot i pragnień?
I nie czeka na szybką, życzeniową odpowiedź,tylko kim JEST w Twoich i moich 24 godzinach każdego dnia!
Święty Piotr wyznał,że Jezus jest Mesjaszem! A to znaczy,że jest tym Jedynym utęsknionym i Jedynym oczekiwanym podskórnie i w głębokości serca!
Rozumiesz,co odpowiada Święty Piotr?To tak jakby powiedział: Jesteś kresem moich oczekiwań,kresem tęsknoty!
Męska odpowiedź,rzeczowa,krótka,ale ukrywa całe armatnie działo strzelające odczuciem SPEŁNIENIA Świętego Piotra w Jezusie!
Może mi się wydaje,może się mylę,może nawet wolałabym się mylić,ale w moim odbiorze, nasze serca nie rzadko grzęzną w jakiś małych pragnieniach, tęsknotach, oczekiwaniach,może nawet w częściowych ich spełnieniach i naprawdę nie zdradzamy czasami nic a nic tęsknoty za Jezusem.Czy mamy wzdychać za Nim publicznie? No nie bynajmniej!Lepiej mało się tym „chwalić”werbalnie.
Gdybyśmy bardziej za Nim tęsknili, to ta tęsknota wiele by nam uporządkowała, wiele odcedziła i uczyniła nas bardziej spójnymi między tym za czym tęsknimy a jak żyjemy od poniedziałku do poniedziałku.
Ojciec w Niebie nie tylko objawia Kim Jezus dla nas jest.On dzieli się także z nami swoją własną miłością do Jezusa. Jeśli masz wyraźne doświadczenie ,że Jezus wcale nie jest Twoim Centrum,nie jest największą tęsknotą, to proś Ojca,a na pewno da Tobie! 
Marana-Tha! Nie nie pomyliłam się: Marana-Tha! 
s. Teresa M.