Święto Świętej Rodziny 

Święto Świętej Rodziny

„On wstał…”
(Mt 2,13-15. 19-23)

Aż dwukrotnie w tym krótkim tekście Ewangelii czytamy o tym, że św. Józef na polecenie Anioła
Bożego natychmiast wstaje i czyni to, co jest mu nakazane. Nie ociąga się ani chwili, nie kalkuluje, nie
zastanawia się, nie szuka własnych rozwiązań… Po prostu wstaje, zabiera Dziecię i Jego Matkę, aby
wykonać polecenie…
Jakże niemodna dzisiaj i rzadka postawa, a przecież w posłuszeństwie i uległości wobec Boga
wyrażająca najwyższą mądrość. Postawa godna naśladowania dla każdego, szczególnie ojca rodziny!
Józef jako ojciec ma za zadanie chronić powierzoną mu żonę i dziecko. I czyni to doskonale dzięki
posłuszeństwu Bogu. Ta uległość wcale nie była łatwa, ani wygodna, a jednak dzięki niej ocalił życie
Zbawiciela. Dzisiaj to samo zadanie stoi przed każdym ojcem rodziny. Musi on ochronić swoje dzieci
przed współczesnymi Herodami, a jest ich z pewnością znacznie więcej, niż 2000 lat temu. Takim
Herodem może być zły kolega, środowisko, książka, gra komputerowa, świat wirtualny… Można by
wiele wymieniać. Niełatwe jest zadanie ojca rodziny dzisiaj. Ale podobnie, jak Józefowi, tak
współczesnym tatom chce pomagać Bóg. Czyni to przez przykazania, Słowo Boże, natchnienia Ducha
Świętego, dobrych ludzi. Trzeba tylko, jak Józef zasłuchać się w Boży głos, pozwolić sobie na ciszę,
refleksję i modlitwę, zaufać Temu, Który pierwszy jest Ojcem i chce tylko szczęścia swoich dzieci.

Uroczystość Bożego Narodzenia 

Uroczystość Bożego Narodzenia

„Niemowlę, leżące w żłobie.”

Okoliczności narodzenia Jezusa, choć brutalne pokazują jasno, że Boża wola musi się wypełnić i
nawet przypadkowe ludzkie posunięcia, jak spis ludności, służą temu celowi. Cezar August nie mógł
przecież wiedzieć, że wydane przez niego rozporządzenie pomoże Zbawicielowi narodzić się w miejscu,
zapowiedzianym przez proroków. Zaś zamknięte drzwi domów betlejemskich sprawiły, że pasterze z
łatwością odnaleźli Mesjasza, który jako Niemowlę leżał w żłobie.
Bóg pozostaje Bogiem niezależnie od fali zła, jaka przetacza się przez świat i ludzkie serca.
Ostateczne zwycięstwo należy do Niego i rozpoczyna się w sercach dla Niego otwartych. Tylko serca
proste, pokorne i ubogie potrafią usłyszeć śpiew aniołów i uwierzyć w objawione im Słowo. Bóg
objawiający się w Niemowlęciu to znak delikatności i miłosierdzia Stwórcy, który nie miażdży
stworzenia swoją wszechmocą, ale pociąga słodyczą i bliskością. Taki Bóg objawia się w noc Bożego
Narodzenia… Taki oddaje nam się cały w każdej Mszy św. i Komunii św… Pokorny w swej małości i
bezbronności ryzykuje naszą pogardę i odtrącenie, ale dla tych, którzy uwierzą i przyjdą z pokłonem,
otwiera niebo.

s. Agnieszka B.

IV Niedziela Adwentu 

IV Niedziela Adwentu
„Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak…”

(Mt 1, 18-25)

 

Można by sparafrazować to zdanie i powiedzieć, że wszystko było NIE tak, jak wyobrażali to
sobie młodzi małżonkowie Maryja i Józef… Maryja znalazła się brzemienną zanim zamieszkali razem,
zaś Józef stanął wobec bardzo trudnej sytuacji. Musiał zmierzyć się z wewnętrznymi wątpliwościami,
dotyczącymi wierności swej małżonki oraz zdecydować o dalszym życiu w świetle Prawa
Mojżeszowego. Przyszłość ich związku zawisła na włosku, gdyż najlepszym wyjściem z sytuacji
wydawało się potajemne rozstanie… Jednak Bóg wszystko przewidział i nie pozostawił w potrzebie ludzi
całkowicie Mu oddanych. Zainterweniował w cudowny sposób w ostatniej chwili, ratując ludzi i swój
plan. Nie wiemy, co działo się w sercach Maryi i Józefa zanim Bóg objawił swoją wolę. Możemy się
tylko domyślać, na jak wielką próbę zostało wystawione zaufanie obojga. Z kart Ewangelii dowiadujemy
się, że zdali ten egzamin celująco: Maryja powiedziała „Fiat”, zaś Józef zrobił, co w jego mocy, aby nie
została zniesławiona.

Niech pamięć o tym zdarzeniu będzie dla nas umocnieniem w chwilach prób życiowych. Nie
wiemy, co nas w życiu czeka i jaki egzamin z naszej wierności Bogu przyjdzie nam zdawać. Jedno jest
pewne: Bóg nie zostawi człowieka oddanego Jemu. Zainterweniuje na pewno, na czas, nawet gdyby
musiał uczynić cud, aby wyciągnąć nas z tarapatów.

s. Agnieszka B.

Młodzieńcze ideały miłości Boga i Ojczyzny Z. Sz. Felińskiego

Teresa Antonietta Frącek RM

Młodzieńcze ideały miłości Boga i Ojczyzny Z. Sz. Felińskiego

 

Listopad niesie ze sobą refleksje na temat przemijania, na temat życia na ziemi i

odchodzenia z realiów doczesności do wiecznych Przybytków, uświadamia nam to

Uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny. Listopad niesie nam także

głębokie treści z dziejów narodu, z lat niewoli i dążeń do wolności osobistej i

niepodległości narodowej. O tym każdego roku przypomina nam dzień 11 listopada.

Dzień 1 listopada w bieżącym roku ma dla nas wyjątkowe znaczenie z racji

200 rocznicy urodzin Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, którego urodziny czcimy

w ciągu całego roku przez specjalne modlitwy i medytacje indywidualne i wspólne,

przez spotkania, koncerty, konferencje, prelekcje, które przybliżają życie i działalność

tego świętego człowieka i Pasterza, pozwalają odkryć głębię jego życia wewnętrznego,

granitową wiarę, męstwo i odwagę w głoszeniu prawdy, jego bezgraniczne oddanie się

Bogu i zaufanie Opatrzności, miłość, miłosierdzie i poświęcenie dla człowieka. Dziś

jeszcze raz pochylmy się nad jego życiem, kierując uwagę na jego lata najmłodsze, na

wartości wyniesione z domu rodzinnego,

Zygmunt Szczęsny od lat najmłodszych oddychał polską, katolicką i

patriotyczną atmosferą domu rodzinnego. W jego rodzinie żyła pamięć cnót

obywatelskich dziadka Tomasza Felińskiego i stryja Alojzego Felińskiego – poety,

sekretarza Tadeusza Kościuszki, sławnego dyrektora Liceum Krzemienieckiego.

Działał na niego przykład ojca, który z pobudek obywatelskich pracował honorowo w

polskim sądownictwie w Żytomierzu. Dużo o Polsce i jej historii mówiła dzieciom

matka i rozbudzała w nich miłość ojczyzny; opowiadała im również o Litwie – swej

ziemi rodzinnej. Oboje rodzice dążyli do wychowania dzieci na pożytecznych

członków społeczeństwa. W domu rodzinnym wiele słyszał Szczęsny o sławnych

ludziach i głośnych wypadkach Felińscy utrzymywali bliskie stosunki z generałem i

poetą Ludwikiem Kropińskim z Worończyna. Bywał w Wojutynie pułkownik

napoleoński Aleksander Błędowski, późniejszy generał; wiele mówiono o Napoleonie

i jego wojnach. Matka była gorącą wielbicielką cesarza Francuzów, a ojciec w

młodości marzył o służbie wojskowej w armii Napoleona, z którym łączono nadzieje

odzyskania niepodległości Polski. Wspominano także o wybitnych ludziach Kościoła:

o biskupie łuckim Kasprze Cieciszowskim, jego sufraganie Janie Podhorodeńskim,

czy świątobliwym ks. Wiktorze Ożarowskim. Szczęsny podziwiał ich czyny i cnoty.

Powstanie listopadowe, bitwa pod Boremlem, bolesne przejścia rodzinne

(opuszczenie Wojutyna i Zboroszowa, internowanie w Galicji), pozostawiły w jego

pamięci niezatarte ślady. Na progu życia – pisał jego biograf M. Godlewski – w

wrażliwym chłopięciu wzbierać zaczyna jakaś litość nieokreślona dla tych, którzy

cierpią i walczą za swoich i jakaś chęć gorączkowa niesienia im pomocy (Tragedia, s.7-

8). Patrzył też Szczęsny własnymi oczyma na klęski jakie spadały na kraj po upadku

powstania listopadowego (1830/31). Sam zapisał w Pamiętnikach: Wnet po

uśmierzeniu powstania rząd rosyjski rozpoczął zagładę wszystkich żywiołów

narodowych, zaliczając do ich rzędu nawet i katolicyzm. Był świadkiem burzenia

kościołów, zniesienia unii, rusyfikacji szkolnictwa. To wszystko wpływało na

kształtowanie jego świadomości narodowej. Na te lata przypada nauka Szczęsnego w

gimnazjum rosyjskim, którego celem nie było kształcenie, ale wynarodowienie.

Młodzież oparła się rusyfikacji, jej patriotyzm był gorący i ogólny (Pamiętniki, s.96-98).

Nowy kierunek formacji narodowej nadaje Szczęsnemu matka i środowisko

polskie w Krzemieńcu oraz Stowarzyszenie Ludu Polskiego, założone przez

Szymona Konarskiego, zmierzające do moralnej poprawy społeczeństwa. W tej

patriotycznej atmosferze młodzież uczyła się wytrwale historii i literatury polskiej, ale

także konspirowała we własnym kółku. Uczucia patriotyczne były wówczas tak wyegzaltowane,

że Szczęsny z bratem Alojzym i kilku kolegami, mieli zamiar

zaciągnąć się do partyzantki. Po ujawnieniu tego planu roztropna matka oddała całą

sprawę pod rozwagę obywateli Krzemieńca. Oni to – pisze Szczęsny – wytłumaczyli

nam, że obecnie szkodę by tylko przyniosło sprawie narodowej nieroztropne

porwanie się do broni .W nagrodę … wtajemniczono nas nieco głębiej w zamiary

sprzysiężonych. Obaj Felińscy, przewidziani na zecerów w przyszłej tajnej drukarni

związkowej, uczyli się sztuki drukarskiej w zakładzie Włocha Mylo (Tamże, s.122-123).

Po zesłaniu matki na Syberię drogowskazem dla Szczęsnego na dalszą drogę

życia stały się jej słowa zawarte w liście pożegnalnym: Pamiętajcie, że każdy

winien się koniecznie przyłożyć swymi zdolnościami do dobra kraju. Czy to więc

zechcecie wejść w służbę publiczną, to bym życzyła, żeby to było w naszych

prowincjach; czy to zajmiecie się gospodarstwem lub inną jaką prywatną pracą, to i w

tym zawodzie starajcie się pracować czynnie i być użytecznymi (marzec 1839).

Zapewne te słowa zdecydowały, że Szczęsny, wybierając kierunek dalszego

kształcenia, dwukrotnie odrzucił propozycję generał gubernatora Bibikowa, który

namawiał go do wojskowej służby lub szkoły wojskowej, obiecując awans i

protekcję. Zofia Poniatowska zapisała: Szczęsny nie odstępował od zamiaru

ukończenia rozpoczętych nauk i uzyskał pozwolenie na studia matematyczne.

O miłości Ojczyzny i pragnieniu jej służenia pisał Szczęsny ‘z piołunem w

sercu’ do Tomasza Jełowickiego (10 list. 1839), wyrażając smutek, że nic jeszcze nie

mógł uczynić dla Polski; że chciałby jej służyć, ale w danych warunkach ma związane

ręce. Rozumie jednak dobrze jak mu jest droga Ojczyzna! I pisał prawdę: Ojczyzna

staje się teraz dla niego świętością jakąś, skarbem jakimś mistycznym, ukochanym – tą

matką najdroższą sześćkroć przebitą, która … powstać musi, wielka królująca

(Tragedia, s.7-8). Już samo powołanie się na to, że był synem Ewy Felińskiej patriotki,

wygnanki syberyjskiej, było wystarczającą gwarancją jego uczuć narodowych.

Feliński od swej matki, niewiasty rzadkich cnót i podniosłego ducha, nauczył

się kochać krzyż, ufać Bogu i poświęcać się dla matki Ojczyzny. Wśród tęsknoty za

jedną i drugą matką przeszła mu młodość(Pelczar, s.4-5). Rodzinne nieszczęście

nauczyło go, że żyje się dla tego, co sprawiedliwe i wielkie. Nieszczęścia narodu i

rodziny wyryły głębokie ślady na jego młodej duszy i rozpaliło w niej głęboką miłość

Ojczyzny, gotową na wszelkie ofiary, nawet na męczeństwo (L.Wałęga, Gaz. Kość.1897,

n.44, s.370). Od lat najmłodszych jako prawe dziecko Polski, znał co to cierpienie…

Formacja narodowa młodego Zygmunta Szczęsnego wiązała się ściśle z religijną. W

ówczesnej bowiem sytuacji narodu pod zaborami utrwalało się przekonanie: Polak to

katolik. Zachowanie wiary gwarantowało utrzymanie polskiego ducha narodowego.

Z.Sz. Feliński, który położył całą swą ufność w Bogu i opiece Matki Najśw.,

nigdy nie zwątpił w powstanie wolnej, niepodległej Ojczyzny.

 

III Niedziela Adwentu Rok

III Niedziela Adwentu
„Między narodzonymi z niewiast,
nie powstał większy od Jana Chrzciciela.”

(Mt 11, 2-11)

Przed tygodniem słyszeliśmy z ust Jana Chrzciciela słowo wychwalające Jezusa, jako
NAJMOCNIEJSZEGO Pana, Władcę, Sędziego, który posyła Ducha Świętego na ziemię. Dzisiaj
natomiast z ust samego Zbawiciela słyszymy pochwałę Jana, jako największego spośród narodzonych z
niewiasty i największego proroka. Jezus chwali Jana za wierne wypełnienie ogłoszonej przez proroków i
powierzonej właśnie jemu misji.
To jednak nie koniec! Zbawiciel rozradowany wiernością Jana obiecuje i nam Królestwo Boże. To
jest Dobra Nowina dla każdego człowieka! Jeżeli podobnie, jak Jan będziemy w życiu nadsłuchiwać
głosu Bożego wezwania, a potem podejmiemy staranie, aby to wezwanie wypełnić, zasłużymy na niebo.
Niezależnie od tego, jak potoczy się nasze ziemskie życie, mamy możliwość zdobyć Królestwo Boże i
dostąpić szczęścia, jakiego nie może dać świat i jego najbardziej wyszukane przyjemności. Wiąże się to
jednak ze świadomym podjęciem wysiłku. Niech św. Jan Chrzciciel wspiera nas w tych zmaganiach.

s. Agnieszka B.

II Niedziela Adwentu

„Nie jestem godzien nosić Mu sandałów.”

(Mt 3, 1-12)

Nad Jordanem Jan Chrzciciel jest niejako u szczytu popularności. Ciągną za nim tłumy, chcące nie
tylko słuchać jego głosu, ale również proszą go o radę. Przychodzą do niego ludzie różnych warstw
społecznych od najuboższych do największych autorytetów religijnych i poruszeni niełatwym przecież
Słowem, deklarują decyzję zmiany swojego życia. Jan miałby więc wszelkie powody do dumy i mógłby
skupić na sobie całą uwagę Izraela i swoją. Tymczasem…
…nie dzieje się nic z tych rzeczy. Jan nazywa siebie Głosem Kogoś na tyle większego i
mocniejszego, iż on sam nie czuje się być Jego sługą. Ogromna musiała być pokora Jana, skoro pozostał
niewzruszony oznakami rozgłosu i uwielbienia tłumów. Nie miał w sobie niczego ze współczesnych
idoli!
A czy my mamy w sobie coś z Jana?… Nie chodzi o Jego umartwienie, czy eremicki styl życia.
Nie, nie o to tu chodzi! Czy odnajdziemy w sobie choć kroplę Jego pokory?…; pokory, która pozwala
zgiąć kolana przed Bogiem, zrezygnować z wygodnego stylu życia i myślenia, aby przyjąć wartości
polecane przez Mistrza…; pokory, która czyni człowieka tak przeźroczystym, że nie przysłania on sobą
Tego, którego głosi i dla którego żyje…
Św. Janie Chrzcicielu, wyproś nam łaskę pokory, abyśmy mogli rozpoznać Jezusa i oddać Mu
pokłon.

s. Agnieszka B.

I Niedziela Adwentu

„Nie spostrzegli się…”
(Mt 24, 37-44)

Porównanie, użyte przez Jezusa, bardzo wzmacnia dzisiejszą przestrogę. Aż dziwne, że można
było nie zauważyć tak wielkiego niebezpieczeństwa, jakim był potop lub zlekceważyć je do tego stopnia,
żeby stracić życie. A jednak…
Obecne czasy wydają się również zagrażać potopem… lekceważenia Boga i Jego Prawa. Świat
żyje tak, jakby Boga nie było, a pojedynczy ludzie siłą rzeczy są w tej pogańskiej rzeczywistości
zanurzeni. Czy zatem nie ma już wyjścia?… Jest! Jezus dzisiaj o tym mówi! Wzywa, abyśmy byli czujni i
nie dali się zwieść. A zwodzą nas podstępy złego, ukrywane sprytnie pod maską pozornego dobra,
postępu, wygody, usprawiedliwiania się wszechobecnym łamaniem Bożych przykazań. To wszystko jest
przejawem ludzkiej pychy i egoizmu. Jezus zapewnia, że wszyscy, którzy będą czujni i wytrwali w
wierności Bożemu Prawu, nie zostaną zwiedzeni i podobnie, jak Noe będą uratowani.
Nie ma lepszej arki i bezpieczniejszego miejsca, niż Serce Ojca Niebieskiego. Tam możemy
chronić się każdego dnia, powierzając siebie i świat Jego opiece przez modlitwę i codzienne staranie.

s. Agnieszka B.

POWOŁANIOWE DNI SKUPIENIA

Serdecznie zapraszamy wszystkie dziewczęta, które ukończyły 18 rok życia i słyszą w duszy Głos wołania, zapraszający je do poświęcenia swojego życia na wyłączną służbę Bogu 🙂
„NIE BÓJ SIĘ MARYJO. ZNALAZŁAŚ BOWIEM ŁASKĘ U BOGA”.
I Ty droga dziewczyno – NIE BÓJ SIĘ odpowiedzieć Panu Bogu TAK, jak zrobiła to Maryja. Niech Niepokalana będzie naszym wspomożeniem, na drodze rozeznawania 🙂
Zapraszamy do kontaktu (informacje na plakacie)!
z darem modlitwy
Siostry Franciszkanki Rodziny Maryi

Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata

 

„To jest Król żydowski!”
(Łk 23, 35-43)

Wydaje się, że ten napis na krzyżu był koniecznie potrzebny, bo kto potrafiłby dostrzec króla w
człowieku ukrzyżowanym i zmasakrowanym tak bardzo, że wszyscy przechodzący mogli tylko potrząsać
głową… Któż odważyłby się uznać króla w tym, którego odrzuciły największe autorytety religijne i
polityczne… Któż przyznałby się do wspólnoty ze skazanym na najwyższy wymiar kary… A jednak…
Znalazł się taki, który publicznie powierzył się ukrzyżowanemu Królowi i poprosił o udział w Jego
Królestwie. I chociaż stracił życie ziemskie, wygrał wieczne!
Tak zwany dobry łotr pokazuje nam nie tylko cenę przyznania się do Jezusa, ale i to, że nie ma
sytuacji, w którym to przyznanie się i Jego ratunek nie byłyby możliwe. Łatwo jest deklarować się i
śpiewać z tłumem, że Jezus jest Panem, ale znacznie trudniej iść Jego drogą ofiary i trudu w szarości
codziennego życia, godząc się na powolne ogołacanie z różnych przejawów egoizmu i pychy, których w
nas tak wiele, a dla których nie ma miejsca w Jego Królestwie. Niech postawa łotra, wołającego do Jezusa
w krytycznej chwili życia, mobilizuje nas do trwania przy Nim niezależnie od okoliczności.

s. Agnieszka B.

Słowo z Pustelni 14.11.2022

Powiedzieli mu, że Jezus z Nazaretu przechodzi. Wtedy zaczął wołać: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” 
 
To jest definicja szczęścia! Żeby Jezus przeszedł przez nasze życie, żeby przeszedł przez nasz życiorys ! A my żebyśmy nie pozostali obojętni i dobrze wykorzystali swoją szansę.I nie pozostali niemi.
s. Teresa M.