Słowo z Pustelni 26.03.2022

(Łk 18, 9-14)
„Jezus opowiedział niektórym, co dufni byli w siebie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: „Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik.”

  Na  ogół tych dwóch „delikwentów” nosimy  w sobie jednocześnie.

Czasami do głosu dochodzi jeden, czasami bardziej drugi.

 Sęk w tym, że oboje dobrze się mają i każdy walczy o przetrwanie w świątyni naszego wnętrza. 

Henryk Fiszel trafnie kiedyś zauważył i ujął to w słowach: „Gdy człowiek obrasta w pióra, nie znaczy, że będą z nich skrzydła”.

s. Teresa M.

IV Niedziela Wielkiego Postu 

IV Niedziela Wielkiego Postu

„Ujrzał go Jego ojciec…” (Łk 15, 1-3. 11-32)

Nie tylko ujrzał, ale złamał wszystkie ówczesne i dzisiejsze zasady… Wybiegł na spotkanie tego,
który przecież do niedawna czekał na jego śmierć.. Wybiegł, przytulił, ucałował i… przyjął, przywracając
godność! Tak postąpić może tylko największa Miłość, która się nie obraża, nie chowa urazy, nie unosi
pychą… Miłość, która nieustannie wyczekuje, aby móc obdarować… Miłość, która przebacza i
zapomina… Tak kochać może tylko Bóg, bo cały jest Miłością.
Po ludzku syn nie miał prawa wrócić do domu i doskonale o tym wiedział, dlatego chciał
zatrudnić się, jako najemnik. Wiedział o tym również jego brat, który pomimo ciągłego przebywania z
ojcem, wciąż nie pojmował Miłości ojcowskiego serca. Żaden z nich, ani ten, który fizycznie był przy
ojcu, ani ten, który odszedł, nie rozumiał serca ojca. A ono kocha wciąż niezmiennie i pragnie
obdarowywać Miłością wszystkich: tych wracających z daleka i tych, którzy choć są blisko, wpatrują się
tylko we własne potrzeby.
Pozwólmy się Bogu kochać… Pozwólmy, aby nam przebaczał, aby nas przygarniał, przytulał,
pouczał, karmił, odziewał, obdarowywał… Sprawimy Mu tym największą radość…

s. Agnieszka B.

III Niedziela Wielkiego Postu

III Niedziela Wielkiego Postu
„Czy myślicie, że byli większymi grzesznikami, niż wy?…” (Łk 13, 1-9)

Lubimy myśleć o sobie, że jesteśmy lepsi, że to ten drugi jest winny. Jako Polacy chętnie rościmy
sobie prawo do przywilejów i wyjątkowego traktowania nawet przez Boga, że względu na Jana Pawła II,
czy też św. Faustynę itp. Tymczasem Jezus wyraźnie pokazuje nam absurd takiego rozumowania, gdyż w
oczach Boga nikt nie jest sprawiedliwy. Wszyscy jesteśmy grzesznikami, zasługującymi na kare. Każde
zaś dobro, będące naszym udziałem, czy też owocem wysiłku, jest darem łaski, darmo danym z
niezgłębionego Miłosierdzia Bożego.
Nie należy się zatem pysznić, porównując się z gorszymi według naszej oceny, ale w pokorze
dziękować i przepraszać Boga, bo nikt z nas nie wie kiedy i jak nisko może upaść. Warto też zawczasu
wypraszać dla siebie łaskę nawrócenia i jak najgorliwiej współpracować z nią każdego dnia. Jeśli taka
postawa i staranie stanie się naszym nawykiem, może uchroni nas przed upadkiem.

s. Agnieszka B.

Gerard Feliński – Ojciec św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego

s. Teresa Antonietta Frącek, RM
Warszawa, 17 marca 2022

Gerard Feliński – Ojciec św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego
Szczęśliwy człowiek, który ufa Panu. Psalm 1, z liturgii 17 marca.
Powyższe słowa można odnieść do Gerarda Felińskiego, ojca św. Zygmunta
Szczęsnego, człowieka sprawiedliwego, który zaufał Bogu.
Przed miesiącem rozważaliśmy życie matki św. Zygmunta Szczęsnego, kobiety
ewangelicznej, świętej matki. Dziś, w miesiącu marcu, kiedy czcimy św. Józefa,
człowieka milczenia i zawierzenia, któremu Bóg powierzył Świętą Rodzinę – Jezusa i
Maryję, otworzymy księgę życia Gerarda Felińskiego, który wychował świętego syna.
Pierwsze wiadomości o rodzie Felińskich znajdujemy w XVII wieku, w okresie
potęgi i sławy Rzeczypospolitej Polskiej. Czerpiemy je z konstytucji sejmów polskich i z
wydawnictw o polskich rodach szlacheckich. Protoplastą rodu Felińskich był zamożny
mieszczanin Witebska, Marek Ilinicz Łytko, który w wyprawie przeciw Szwedom
(1601–1607) wsławił się w Inflantach przy zdobywaniu twierdzy Felin. Za męstwo i
waleczność został przez sejm polski nobilitowany (1607), otrzymał herb Farensbach, po
Waldemarze Farensbachu, pod którego chorągwią służył, oraz nazwisko Feliński, od
miasta Felin. On także otrzymał na sejmie w 1611 r. łan gruntu, na przedmieściu Sokala
na Wołyniu. Wielu z potomków Marka, pod nazwiskiem Feliński, piastowało wysokie
stanowiska. Jeden z nich, Łytko-Feliński, dworzanin kanclerza Ossolińskiego,
towarzyszył mu w poselstwie do Rzymu (1633), Dawid był burmistrzem Witebska (†1690),
Jan regentem kancelarii grodzkiej Witebska (†1698). Z linii wołyńskiej Felińskich znany
jest przede wszystkim Tomasz (ur.ok.1740), dziadek Zygmunta Szczęsnego. Pełnił on
szereg funkcji publicznych, z ramienia litewskiego księcia J.K. Czartoryskiego, króla
Stanisława Augusta Poniatowskiego, biskupa łuckiego; ceniony znawca prawa, człowiek
sprawiedliwy, pobożny.
Tomasz i Rozalia z Ostrowskich Felińscy, mieszkali przeważnie w Wojutynie,
wychowali 6 dzieci, trzech synów: Alojzego, Piotra i Gerarda oraz trzy córki: Emilię,
Józefę i Teklę. Najbardziej utalentowany z ich dzieci był najstarszy syn Alojzy (ur.1771),
jeden z najwybitniejszych poetów polskich XIX stulecia, uczestnik powstania i osobisty
sekretarz Tadeusza Kościuszki, autor dramatu (pt. Barbara Radziwiłłówna) oraz hymnu
Boże coś Polskę, dyrektor słynnego Liceum Ziemi Wołyńskiej w Krzemieńcu.
Gerard Feliński, 24-letni absolwent Uniwersytetu Wileńskiego, uczestniczył latem
1811 r. w tak zwanych sądach szlacheckich w Ziębinie na Litwie, gdzie poznał 18-letnią
Ewę Wendorffównę, która tam przebywała z rodziną krewnej Antoniny i Janem Zubko.
Spotkanie Ewy z Gerardem Felińskim, odznaczającym się elegancją, kulturą i wzniosłym
umysłem, doprowadziło do ich zaręczyn i małżeństwa. Uroczystość ich zaślubin miała
miejsce w dzień św. Andrzeja, w Ziębinie (1811). Sakramentu małżeństwa udzielił im
miejscowy proboszcz, przeor Dominikanów. O tej ważnej chwili Ewa zanotowała w
swych Pamiętnikach: „Wesele nasze odbyło się bez zwykłych zachodów, bez wyprawy,
bez przygotowań jak z jednej tak z drugiej strony”. Młodzi małżonkowie zamieszkali w
Wojutynie na Wołyniu, gdzie Gerard posiadał własny okazały dom oraz odziedziczoną
po rodzicach posiadłość ziemską. Gerard idealista, o gorącym sercu i porywczym
usposobieniu, ona praktyczna, spokojna i głęboko religijna swoim taktem i miłością
utrzymywała harmonię i wzajemne zaufanie. Oboje gruntownie wykształceni górowali
poziomem intelektualnym i postępowymi poglądami nad ówczesną szlachtą.
Spokojne życie Felińskich nie trwało długo. Nieszczęścia narodowe, gospodarcze, a
zwłaszcza rodzinne boleśnie ich dotknęły, a były to wojna – wyprawa Napoleona na
Moskwę i tragiczny jej odwrót (1812), przemarsze wojsk rosyjskich, straty gospodarcze,
a zwłaszcza śmierć czworga ich dzieci. W 1820 r. Gerard został wybrany przez szlachtę
na deputata Sądu Głównego Ziemi Wołyńskiej w Żytomierzu i pozostał na tym
stanowisku do wiosny 1831 r. Przez dwa lata Ewa z mężem mieszkała w Żytomierzu, a
gdy rodzina zaczęła się powiększać – wróciła do Wojutyna z Pauliną i Alojzym, do
których przybył wkrótce Szczęsny, a następnie Zofia, Julian, Gerardyna, Wiktoria.
Ewa była sercem i duchem ożywczym ogniska rodzinnego. Ojciec, stale przebywał
w Żytomierzu, a tylko ferie spędzał z rodziną. Wiemy, że był dla dzieci „surowy i
wymagający”, ale kochał je i uważał za swoje „wielkie skarby”. Wychowaniem dzieci
zajmowała się przede wszystkim matka, a ojciec ich wykształceniem. Podstawowe
elementy wiedzy poznawał Szczęsny w domu rodzinnym dzięki matce i Paulince. Kiedy
miał 5 lat, a brat Alojzy – 7, ojciec zorganizował dla nich naukę w Zboroszowie pod
kierunkiem prywatnych nauczycieli. Jednakże nauka synów w domu nie zadowalała ojca,
toteż wkrótce posłał ich do szkoły parafialnej w pobliskim Nieświczu (1828).
„Tymczasem – wspominał Szczęsny – takeśmy już podrośli ze starszym bratem ––
że towarzystwo rówieśników stało się nam pożądanym; że zaś i ojciec cenił wysoko
koleżeńskie stosunki przy wyrobieniu charakteru, ułatwiono nam przeto zapoznanie się z
kilku chłopcami z sąsiedztwa, odpowiedniego dla nas wieku”. Do tych rówieśników
należeli: Jaś i Franuś Grodeccy z Łobaczówki oraz Adam Kruszyński z Haliczan. „Owa
to przeto młodziutka trójka stanowiła pierwsze ogniwa towarzyskiego łańcucha, który
poczynał nawiązywać się już dla mnie w Zboroszowie”. Ojciec zadbał także by jego
synowie poznali i szanowali bohaterów narodowych, walczących o wolność ojczyzny,
którzy także dla ojczyzny cierpieli, przeszli przez więzienia i zsyłkę na Syberii.
Z wybuchem powstania listopadowego, cały Wołyń został zajęty przez armię
rosyjską, która niosła srogą pacyfikację, spustoszenie i terror. Ewa z dziećmi musiała
opuścić Wojutyn, i Zboroszów, ukrywała się w lasach, doznała aresztowania i
internowania, dotkliwej biedy i głodu. Radosnym momentem było przybycie ojca i
powrót do Zboroszowa, a w jesieni 1832 r. do Wojutyna, ale już z ciężko chorym ojcem.
W obliczu śmieci ojca dzieci z matką uczestniczyły we Mszy św. w kościele parafialnym
w Skurczu, a następnie były świadkami przyjęcia przez ojca ostatnich sakramentów,
których udzielił mu ks. proboszcz. Potem ojciec żegnał kolejno dzieci. Szczęsny
zapamiętał słowa ojca: „Wielkie skarby zostawiam na ziemi, ale ufam, że Bóg, który
mnie powołuje do siebie, nie opuści sierot i skuteczniejszą, niż moja, otoczy opieką”.
Ojciec – jak pisze Szczęsny – przed śmiercią wyraził swe życzenie, „by nas
starszych do szkół niezwłocznie oddano. Powolna temu rozporządzeniu ojca, odwiozła
nas matka do Łucka i umieściła w świeżo przeniesionym tam z Krzemieńca gimnazjum”,
Szczęsny z Alojzym zaledwie rozpoczęli naukę, gdy powiadomiono ich o śmierci
ojca: „Z rozdartym sercem – napisał – pospieszyliśmy do domu, by choć na katafalku
ucałować raz jeszcze te drogie ręce, co nam niedawno błogosławiły, a które nigdy już
więcej nad głowami naszymi podnieść się nie miały. Matka uścisnęła nas wśród łkania i
wprowadziła w milczeniu do pokoju, gdzie na przykrytych całunem marach zwłoki Ojca
spoczywały. … Z jękiem i łkaniem padliśmy na kolana, oblewając rzewnymi łzami te
zawsze ukochane, choć zlodowaciałe już członki, co za chwilę pod wiekiem grobowym
na zawsze skryć się miały” (10.01.1832). Po pogrzebie ojca Szczęsny z Alojzym
kontynuował naukę w gimnazjum w Łucku, przeniesionym następnie do Klewania.
Około 1834 r., Szczęsny przyjął sakrament bierzmowania, którego udzielił mu w
kościele katedralnym w Łucku bp Michał Piwnicki; wówczas, z miłości dla ojca,
przybrał sobie imię – Gerard. O matce i jej wspólnym życiu z ojcem napisał: „Trudno
przypuścić, by przez ciąg dwudziestoletniego pożycia swego z mężem nie miała nic do
zniesienia od niego, zwłaszcza, że ojciec był prędkiego i wrażliwego charakteru. Nigdy
jednak ani przed nami, ani przed najbliższymi przyjaciółmi nie wspominała o tym, co
najmniejszy cień na pamięć zmarłego rzucić by mogło. Lubiła, przeciwnie, opowiadać
nam te zwłaszcza zdarzenia, w których odwaga, szlachetność lub wspaniałomyślność
ojca najkorzystniej się wykazywały, gdyż chciała, by w sercach naszych pamięć tylko
cnót jego wyryła się jak najgłębiej, wciąż rozbudzając cześć i przywiązanie dla niego”.
Wspomnienie o Gerardzie Felińskim, ojcu św. Zygmunta Szczęsnego, możemy
zakończyć słowami z dzisiejszej liturgii: „Błogosławieni, którzy w sercu dobrym i
szlachetnym zatrzymują Słowo Boże i wydają owoc dzięki swojej wytrwałości”.

Słowo z Pustelni 14. 03.2022

„U Ciebie, Panie, sprawiedliwość, a u nas wstyd na twarzach, jak to jest dziś u nas – mieszkańców Judy i Jerozolimy, i całego Izraela, u bliskich i dalekich, we wszystkich krajach, dokąd ich wypędziłeś z powodu niewierności, jaką Ci okazali.

Panie! Wstyd na naszych twarzach, naszych królów, naszych przywódców i naszych ojców, bo zgrzeszyliśmy przeciw Tobie. Ale Pan, Bóg nasz, jest miłosierny i okazuje łaskawość, mimo że zbuntowaliśmy się przeciw Niemu i nie słuchaliśmy głosu Pana, Boga naszego, by postępować według wskazań, które nam dał przez swoje sługi, proroków.”
Brakuje naszego powszechnego  zawstydzenia przed Bogiem, stąd i najmądrzejrze analizy światowe i decyzje, nie zmieniają oblicza ziemi na lepsze.
Lecz szansa na zawstydzenie i tak przyjdzie. O ten powszechny wstyd ziemi, oświeconej Duchem Świętym, który ” przekona świat o grzechu ” się modlę. Tylko z komunii  z Bogiem, płynie dar pokoju. Innego nie będzie.
s Teresa M.

Słowo z Pustelni 12.03.2022

 „A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie;”
Na te słowa Jezusa można odpowiedzieć tylko na dwa sposoby! Pośredniego sposobu nie ma! Albo refrenem dzisiejszego  psalmu :” Błogosławieni słuchający Pana”, albo uznać,że jednak mam prawo postawić granice w przebaczeniu, ale wówczas, nie można też uznać w nas Dzieci Ojca Niebieskiego. Dlatego przebaczyć lub nie, staje się tak niebezpiecznie decydujące i kluczowe! Ogromna odpowiedzialność spoczywa też na każdym, kto do nienawiści i braku przebaczenia podżega!
Optyka Ojca zatem, to optyka przez ten pryzmat.Na szczęście Bóg się nigdy nie dał upolitycznić, unarodowić i nie jest stronniczy.
s. Teresa M.

II Niedziela Wielkiego Postu 

II Niedziela Wielkiego Postu
„Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił.” (Łk 9, 28b-36)

Zawsze, gdy czytam Łukaszowy opis Przemienienia Jezusa, mocno porusza mnie wzmianka o
tym, że miało ono miejsce podczas Jego modlitwy. Jedynie ten Ewangelista zwraca na to uwagę. I czuję
w sercu tęsknotę za taką modlitwą, która by przemieniła moje serce, duszę i mnie całą… Ufam też ze
wszystkich sił, że choć zewnętrznie tego nie widać, przy spotkaniu z Panem serce i wnętrze człowieka
powolutku upodabnia się do Tego, przed którym stoi… Ufam, że każdy pacierz, każda Komunia św.,
każda chwila spędzona u stóp konsekrowanej hostii, czynią nas coraz bardziej Bożymi. Taki jest przecież
cel i sens modlitwy. Spędzając czas z Bogiem, upodabniamy się do Niego… Nasze serce zaczyna bić w
rytm Bożego Serca. Boża Miłość wypełnia nas, uzdrawiając rany i otwierając nas na potrzeby bliźnich…
Czas modlitwy szczerej, gorącej ma naprawdę moc zmienić nas nawet zewnętrznie, dlatego
zawalczmy o ten czas każdego dnia!

s. Agnieszka B.

 I Niedziela Wielkiego Postu

I Niedziela Wielkiego Postu
„Jeśli jesteś Synem Bożym…” (Łk 4, 1-13)

Relacja Jezusa z Ojcem należy do istoty Boga, który jako Trójca jest Wspólnotą doskonałej
Miłości. Ta właśnie Miłość stała się źródłem walki Boga o zagubionego w grzechu człowieka. To z
Miłości do nas Bóg pozwolił się ogołocić najpierw przez przyjęcie ludzkiej natury wraz z jej
ograniczeniami, a potem cierpienia i Męki. Diabeł w swoim kuszeniu uderza więc w istotę. Próbuje
wzniecić w sercu Jezusa wątpliwości co do Miłości Ojca i chce zniszczyć świadomość Jego tożsamości.
Taką samą pokusą uderzy potem w Syna Bożego na krzyżu, wmawiając Mu, że Ojciec Go opuścił, że się
o Niego nie troszczy… Kusiciel doskonale wie, że gdy podda w wątpliwość prawdziwość więzi między
Ojcem, a Synem, zniszczy dzieło zbawienia. Ale Jezus nie daje się zwieść. Jego pewność jedności z
Ojcem nie chwieje się ani na moment. On doskonale wie, Kim jest i czyje dzieło pełni.
Od chrztu św. każdy człowiek jest dzieckiem Boga. Wszystkie dary i łaski Boga są naszym
udziałem. Boża Miłość do nas jest nieskończona. Dopóki tą pewnością będziemy żyli, jesteśmy
bezpieczni. Dlatego diabeł za wszelką cenę będzie próbował zniszczyć w nas tę pewność Bożego
dziecięctwa i zniekształcić Boży obraz w naszej duszy. Każda pokusa, każdy grzech zmierza do tego, aby
osłabić, a potem zniszczyć więź, łączącą nas z Bogiem. Cała nasza troska winna więc być skierowana na
budowanie i umacnianie tej najważniejszej w życiu relacji i świadomości, iż jestem dzieckiem Boga –
ukochanym i chcianym… I nie może tego zmienić nawet mój grzech, bo ramiona Ojca zawsze są otwarte
i zawsze mogę do Niego wrócić.

s. Agnieszka B.

Słowo z Pustelni 28.02.2022r.

„Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie.”
Usiądź w Jego Obecności i zadaj sobie uczciwie pytanie,czy jest jeszcze coś, co możesz rozdać bardziej,dać od siebie bardziej?
Czym będzie w Twoim przypadku naprawdę to „wszystko”?
Ubogich teraz będzie więcej niż ptaków!
Pomyśl,jak jeszcze bardziej możesz wyjść ze swojej strefy komfortu?
A na wzmocnienie „pleców”, Duch Boga, podaje nam słowo krzepiące w pierwszym czytaniu z Listu Św.Piotra :
„Dlatego radujcie się, choć teraz musicie doznać trochę smutku z powodu różnorodnych doświadczeń. Przez to wartość waszej wiary okaże się o wiele cenniejsza od niszczalnego złota, które przecież próbuje się w ogniu”.
Radować się? Bardzo to teraz trudne,zwłaszcza kiedy docierają informacje,że kolejne dziecko cierpi w tej wojnie!
Ta radość nie ma nic z wesołkowatości, to poprostu złapanie oddechu przy Bogu,który jeśli coś obiecuje , to nie zawiedzie!
Złap sobie ten oddech!
s. Teresa M.

 VIII Niedziela Zwykła 

 VIII Niedziela Zwykła 

Belki we własnym oku nie dostrzegasz…” (Łk 6, 39-45)

Dzisiejsze Słowo stanowi jakby papierek lakmusowy, pozwalający każdemu zbadać stan swojego człowieczeństwa. Często bowiem uważamy się za ekspertów w ocenianiu innych, będąc przy tym bardzo wymagającymi, natomiast dla siebie mamy jedną tylko ocenę – tę najwyższą. Tymczasem Jezus w bardzo sugestywnych obrazach pokazuje fałsz tych ocen i uczy, jak bardzo trzeba nam być ostrożnymi w wydawaniu opinii o innych… Znacznie lepiej zająć się z uwagą własnym wnętrzem; zbadać jakość czynów, słów, myśli, przy których trwamy, bo to one wskazują, jakie jest nasze serce. Jeśli będziemy to czynić systematycznie, uczciwie i pokornie, bardzo szybko przejdzie nam ochota osądzania bliźnich, bo zawstydzimy się własną niedoskonałością.

s. Agnieszka B.