Słowo z Pustelni – 30.03.2020 r.

Są takie perykopy, do których naprawdę nie lubię pisać komentarzy. Dlaczego?

Bo mają tak ogromną siłę wciągania mnie we Wnętrze Boga, że naprawdę zniechęca mnie perspektywa mego bełkotu wobec doświadczenia przepaści Miłości Boga!
Cóż…posłuszeństwo działa cuda, niechaj więc działa.
Jeśli pozwolisz, będę zwracała się do Ciebie :
 Kochany Człowieku! 
Tak będzie mi łatwiej, obojętnie, czy jesteś kobietą, czy mężczyzną.
Tak więc Kochany Człowieku! Opis dziejszej Ewangelii dnia, niech Cię totalnie WYŁĄCZY!
Jest tylko Jezus i Ty!
Wszyscy odeszli.Właśnie miał się odbyć nad Tobą sąd! Miano wymierzyć Tobie sprawiedliwość, słuszną karę, jako bolesną konsekwencję Twych grzechów! Siedzisz, leżysz, klęczysz czy też stoisz, a może kulisz się w kłębek niczym dziecko w łonie matki zalękniony.Właśnie jakieś tłumy czytały cały Twój życiorys, ale wyłącznie w kluczu tego wszystkiego,co czyni Cię winnym wobec Boga i drugiego człowieka.Czytali wszystko co chciałbyś ukryć i zapomnieć.Zapadł wyrok. Wiesz, że tacy jak Ty, rozminęli się właśnie z Bogiem. Tak się jednak nie stało, ponieważ Ten Jezus, którego nie dość poważnie traktowałeś w swoim życiu, jako jedyny, stanął w Twojej obronie! Jednym zdaniem ust Swoich, rozproszył ten dziki tłum i dał Tobie NOWĄ SZANSĘ.
Od Niego WSZYSTKO zależało Twoje życie, lub śmierć.
Został tylko On i Ty.
Jest cisza.Nie wiesz co powiedzieć, a nawet nie masz władania nad sobą.Czujesz tylko jak kolejne łzy spływają po Twoich policzkach, nosie, brodzie, szyi, jesteś zapłakanym człowiekiem, bo właśnie bezmiar Miłości Jezusa stoi na przeciw tego morza zła, które teraz Ty dopiero widzisz. Jest cisza, coraz głębsza i czujesz jak coraz bardziej zmniejsza dystans między Tobą a Nim.Przepływa przez Ciebie fala wstydu, żalu i wdzięczności.Wiesz, że właśnie Jezus w ostatnim momencie uchwycił Cię, gdy wpadałeś w gardło piekła.Gardło bolesnej samotności i ciemności pozbawionej Boga.W tym piekielnym gardle, miałeś lub mogłeś być jednym z tych, którzy przeklinaliby  siebie przez wieczność.Ciszę przerywa Głos, który czujesz, że Cię leczy i kompie w świetle, Głos, który wiesz, że koi przebaczeniem wszystko, wszystko!
 „Ja Cię nie potępiam! Idź i nie grzesz więcej!”
Taki jest właśnie Jezus .
On Cię zawsze chce ocalić, nawet, jeśli Ty sam działasz na własną szkodę i nie szanujesz Jego Świętej Osoby.
Opis cudzołożnicy? Jezus wiedział, że za kilka dni odda za nią i za KAŻDEGO, życie na Krzyżu.
Panie, gdyby cała ludzkość była przyłapana dopiero co na grzechu i była od niego jeszcze odrażająco ciepła. I gdybyś nic w tej ludzkości nie znalazł czystego,ani centymetra,wszystko splugawione grzechem,  wierzę i ufam, że jeśli tylko w sercu zapłacze,Ty podarujesz jej swoje Miłosierne milczenie, pomożesz nie spłonąć  jej ze wstydu, pomożesz nie rozpłynąć się z żalu, a potem usłyszy słowa Twego absolutnego przebaczenia.
Będzie płakać,” jak się płacze nad jedynakiem.”
Będzie żyć, bo jesteś naszą Nową Szansą od Ojca.
Jesteś  Wcielonym Posłańcem Jego Usprawiedliwienia.
 Wierzę,że wobec tak ogromnej Miłości nie można nie zapłakać z żalu.
s. Teresa M.

V NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

KOMENTARZ DO EWANGELII – 29.03.2020

J 11 ,1-45

Wielki Post jest drogą, czterdziestodniową wędrówką, która ostatecznie prowadzi do światła i zmartwychwstania. Mimo że droga ta wiedzie przez znajdujące się na pustyni wyschłe koryta rzeczne, nie została pozbawiona wody, duchowej ochłody. Pokrzepieniem jest tu bowiem zapisane na kolejnych kartach niedzielnych Ewangelii Boże Słowo.

W pierwszą niedzielę Wielkiego Postu była nim sentencja: „«Nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych»” (Mt 4,4). W drugą: „«To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!»” (Mt 17,5). W trzecią: „«Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki»” (J 4,5). W czwartą: „«Idź, obmyj się w sadzawce Siloam»” (J 9,1). W ten sposób, wraz z Jezusem i Jego Słowem przeszliśmy spory kawałek drogi…

Dzisiaj, w piątą niedzielę dotarliśmy do kolejnej perykopy, którą być może najlepiej oddają słowa: „wiara”, „przyjaźń”, „Boża chwała”, „czas Boga”.

Słowo Boże przedstawia historię schorowanego i bliskiego już śmierci Łazarza. Wraz ze swymi siostrami, Marią i Martą, był on zaufanym przyjacielem Jezusa. Jednakże, gdy oznajmiono Zbawicielowi w jak ciężkim stanie zdrowia znajduje się Jego przyjaciel, odpowiedział: «Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą»” (J 11,4).

Zaskoczeni…? Zdumieni…? Z reguły przyjaźń kojarzy się nam z niecierpiącym zwłoki działaniem. Spodziewalibyśmy się, że Jezus zerwie się na równe nogi, pobiegnie do Betanii i uzdrowi Łazarza. Tymczasem, patrząc zupełnie po ludzku, Jezus niewiele sobie zrobił z usłyszanej historii. Czy nie dotknęły Go słowa o potrzebującym pomocy przyjacielu?

Dla wielu, Jego decyzja jest absurdalna. Zgodnie z wszechogarniającą nas technologiczną modą: „klikam i mam”, człowiek domaga się natychmiastowych odpowiedzi na trud, cierpienie i śmierć. Szukamy rozwiązań, które często są zgubne i nie pozwalają nam głębiej zobaczyć dojrzewających w czasie oczekiwania przyszłych owoców.

Ktoś jednak powiedział: „Trudny czas często prowadzi do najpiękniejszych chwil naszego życia. Nie trać wiary. Zobaczysz, że było warto”. Tego właśnie uczy nas dzisiaj Jezus – aby w czasie próby całkowicie Mu zaufać, tak jak uczyniła to Marta: „«(…) wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga»” (J 11,22) oraz „«Tak, Panie! Ja mocno wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat»” (J 11,27). Gdyby Jezus od razu przyszedł, od razu uzdrowiłby Łazarza, nie byłoby czasu na piękny dialog, na wyznanie wiary i niezawodną pewność Marty – totalne zaufanie.

Można tutaj przywołać Ewangelię – Mt 8,23-27 – Uciszenie burzy na jeziorze  – jak Jezus zasnął w łódce. I zerwała się burza. Jezus mógł od razu ją uciszyć…ale tego nie uczynił. Dał uczniom czas, aby zobaczyć jak bardzo Mu ufają, jak głębokiej są wiary… Poczekaj na cud, aby objawiła się Chwała Boża.

Jezus zaprasza nas, abyśmy oddali Mu nasz czas, bo On jest Panem także tego wymiaru. W obliczu próby nie żądajmy od Niego doraźnych rozwiązań, lecz pozwólmy Mu działać tak jak On tego chce, a zatem, aby wobec wszystkich ukazały się Jego wielkie dzieła.

Tak pisał o tym ks. Jan Twardowski:

„Kiedy się modlisz – musisz zaczekać

wszystko ma czas swój

widzą prorocy

trzeba wciąż prosząc przestać się spodziewać

niewysłuchane w przyszłości dojrzewa

to niespełnione dopiero się staje

Pan wie już wszystko nawet pośród nocy

dokąd się mrówki nadgorliwe śpieszą

miłość uwierzy przyjaźń zrozumie

nie módl się skoro czekać nie umiesz”.

Możemy się zapytać: Co rodzi w nas piękno? Pośpiech – gdy wszystko leci nam z rąk? Czy ufne oczekiwanie, które potrafi przemienić nas, nasze wnętrze, nasze relacje i spojrzenie na otaczający nas świat? Przyjaźń z Jezusem jest najpiękniejszą przygodą, nawet gdy niejednokrotnie każe nam czekać na cud!!!

Czekamy na cud. Bóg się opóźnia, ale tak jak kiedyś do Marty, tak i dziś kieruje do mnie te same słowa: „«Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?»” (J 11,40).

Zanurzając się w te Słowa Ewangelii o Łazarzu, stają się one nadzieją…ponieważ również obecna sytuacja w naszym kraju i na świecie staje się wielkim znakiem zapytania! Zadajemy sobie pytania: Dlaczego?  Ile to jeszcze potrwa? …i rodzi się w nas lęk…im więcej informacji, tym jesteśmy bardziej przerażeni: Coronawirus. Czy Pan Bóg śpi… gdy dzieje się taka burza? Wszyscy czekają na Cud! I On czeka. ”Ta walka o przeżycie ma objawić Moją Większą Chwałę” – czy tak brzmią dzisiaj Jego Słowa?…ale czy ta trudna sytuacja, to oczekiwanie na przemianę nie jest inspiracją do wydobywania z nas piękna? Tyle pięknych inicjatyw, przekazywania sobie nadziei, iskierek pozytywności … Czy jesteśmy zdolni żyć nadzieją pomimo tak wielkiej burzy?

Czas oczekiwania na cud niech będzie skierowaniem naszych umysłów i serc na to, co piękne i dobre – jednym słowem – pozytywne. Życzmy sobie, aby poprzez wzajemne przekazywanie sobie pozytywnych myśli i słów, w każdym z nas mogła zakwitnąć wiosenna nadzieja i radość.

Niech ten czas będzie piękny i dobry, bogaty w niespodzianki oraz zachwyt i zdumienie nad tym, że pomimo tego, co nas obecnie spotyka, Bóg jest, kocha swoje dzieci i czuwa nad nimi. Ufamy, że przesyłane sobie wzajemnie iskierki pozytywności będą wyrazem Jego miłości do nas. 

s. Magdalena B.

 

 

Słowo z Pustelni – 28.03.2020 r.

„I powstało w tłumie rozdwojenie z Jego powodu.”
Trzeba by dodać, że trwa po dziś dzień…
W czym tkwi problem? 
O co my się właściwie wszyscy nieustannie przewracamy?
To też byłoby za pewne kolejnym powodem do podziału.
Czy nie dlatego, że wszyscy za dużo mówimy, a za mało nasłuchujemy tego, co właściwie ma nam do powiedzenia Sam Bóg?
Czy nie dlatego,że podczas, gdy jedni odmawiają Koronki, Różance, Nowenny i mnożą, mnożą pacierze jak zaklinacze węży, inni próbują wsłuchiwać się w Słowo Boga? W Jego mowę poprzez ciszę i poprzez wydarzenia życia?
Cisza naprawdę oddramatyzowuje spojrzenie i płucze jak czysta woda psychikę i serce z tego, co jest tylko szumem medialnym. Szumem cudzych myśli, sądów lub diagnoz.
Jezus do dzisiaj ma z nami pod górkę, bo nieustannie stawiamy Mu granice tego jakim dajemy Mu w swej zarozumiałości prawo być, a jakim Go znać i przyjąć nie chcemy. Do dziś ma z nami pod górkę, bo albo narzekamy, że jest niedostępny i daleki, albo jęczymy, że jest za prosty, za bliski. Albo zamykamy Go tylko w kapiących złotem Bazylikach, albo znów stwierdzamy, że w czterech ścianach naszego domu Go nie ma. Im bardziej wzmagają się te wyścigi teologicznych dociekań lub wyścigi wypowiedzi tego co jest teraz bardziej właściwe, tym bardziej staje się to odrażające.
Albo zaczniemy czytać Biblie i stamtąd czerpać Światło, albo będziemy się stawali coraz bardziej karłami uprawiania wiedzy o Bogu i wiedzy o tym, co to znaczy wierzyć.
A Jezus? …”Ja zaś jak potulny Baranek”…Przeraża mnie czasami,jak łatwo my mali ludzie potrafimy zakrzyczeć Cichego Boga.
Maryjo, Matko słuchająca, naucz nas przyjmować Jezusa bez szemrania w tym wszystkim co JEST. Naucz Go znajdować, słyszeć i TRWAĆ.
Tak, jakbyśmy mieli zostać unicestwieni ze wstydu,że czegoś nie rozumiemy, że coś nas przerasta, że nie mamy światła zaraz na każdy temat i każdą sprawę.

Cisza i milczenie uczą zaś pokornego czekania i cierpliwości,aby Bóg Sam objawił nam, jak bardzo mądre są Jego zrządzenia i dopusty, i jak bardzo przykłada się nieustannie do  Ojcowskiej troski o każdego z nas.
Chyba to jest to, co miała Maryja,że umiała czekać nie nazywając zaraz wszystkiego i wcale nie wszystko rozumiejąc, ” rozważała w sercu Swoim”.
Może dlatego,ta umiejętność rozważania przed mówieniem, pomagała Jej w szarej, mozolnej, żmudnej codzienności sprawić, że Jezus  czuł się przy Niej wyjątkowo dobrze, wyjątkowo bezpiecznie i wyjątkowo mógł być przy niej Sobą.Pochwalił tę umiejętność Swej Ukochanej Matki,gdy w innym miejscu usłyszał,jak błogosławione były łono i piersi, które ssał. Nie zaprzeczył i owszem! Ale , błogosławieni są także Ci,którzy słuchają Słowa Bożego i je zachowują!
Tak sobie myślę Maryjo, jaki był heroizm Twego milczenia. A któż mógłby lepiej niż Ty potwierdzić tożsamość Jezusa? Kim jest i skąd pochodzi i dokąd zmierza!?
Podczas gdy wszyscy skaczą sobie do oczu i gardeł, Ty wiesz skąd się Jezus wziął w Twoim łonie i milczysz…
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 23.03.2020 r.

„Oto ja stwarzam…”Iz.65,17 a

W tym stwierdzeniu wyraziła się natura Boga względem nas,względem wszystkiego!
Bóg nie stworzył świata raz,nie stworzył też człowieka raz!
Ojciec nieustannie stwarza i nieustannie pragnie stwarzać! Nawet TERAZ.
Bóg się tym nie męczy,to leży w Jego najgłębszej istocie, że stwarza. Czego dotknie, lub wobec czego rzeknie swoje słowo,stwarza nową rzeczywistość.Bóg nieustannie rodzi Życie. Nawet wówczas,gdy nam się może wydawać,że burzy,to w istocie zawsze działa jako Budowniczy i Renowator.
Warto kontemplować tę prawdę, czytając np. w tym kluczu całą Biblię.Śledzić w niej wszystkie przejawy tego nieustannego stwarzania.
Czy to widać wyłącznie w licznych cudach, takich jak choćby ten z dzisiejszej perykopy? Po wnikliwszej i dłuższej lekturze Pisma Świętego widać, że nie.
Najbardziej zachwyca mnie moc stwórcza samych słów Boga. U Boga każde słowo to akt najgłębszej Jego woli. Bóg mówi,bo kocha!Ta moc przejawia się bez względu na kilometry, bez względu nawet na opór.Bóg słowem swoim ma moc nad wszystkim! Choć nie zawsze tej mocy używa.
Jeśli Bóg wydaje z siebie słowo,ono zawsze stwarza nową rzeczywistość.Najbliższe są mi te poruszenia stwórcze,które dokonują się cicho,w ułamkach sekund,wewnątrz nas, na poziomie przemiany serc i przemiany myślenia.
Przez to, że zdecydowana większość z nas obdarzona jest darem mowy, to nam wszystkim ten dar mocno powszednieje.I mało lub nieznacznie na co dzień zdajemy sobie sprawę, że nasze słowa też zawsze mają jakąś moc.Chyba też nieustannie projektujemy własne bezpłodne paplanie na słowa Boga.
U Niego nie ma słów zbędnych, słów pustych, słów pozbawionych sensu i mocy!Bóg się mową nie bawi,a już na pewno względem nas.
Może dlatego gdy On do nas mówi, słuchamy Go jak jednego z nas! A należałoby nieustannie odświeżać wiarę,że to BÓG POWIEDZIAŁ WŁAŚNIE!
Jesteśmy bardzo wrażliwi na słowa ludzi,ale otumanieni na fakt przemawiającej Osoby Żyjącego Boga.
Może wtedy doświadczali byśmy znacznie głębiej jak nas tworzy Ojciec,gdy wypowiada swoje słowo w Jezusie i przez Jezusa.
Czy rozumiemy jaki to przywilej, jaka to łaska,jaki to cud,że chce mówić do nas malutkich SAM BÓG?????
Dużo się teraz mówi i pisze o Komunii Świętej duchowej i dobrze,ale… pocałuj Biblię w domu,pocałuj każde Słowo,które wypowiedział z najgłębszych pokładów swej najczulszej miłości do nas Bóg.
s. Teresa M.

IV NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU 

IV NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU 
Przeżywamy wielkie rekolekcje, szczególny czas, trudny czas, i może pojawia się pytanie „Rabbi, kto zgrzeszył”, że pojawił się koronawirus, i odpowiedź Jezusa „…stało się
tak aby się objawiły sprawy Boże”.
W Ewangelii dzisiejszej niedzieli, warto zwrócić uwagę na postać niewidomego. Posiada on cechy, które jako ludzie wierzący powinniśmy starać się naśladować. Po pierwsze jest posłuszny. Nie byłoby jego uzdrowienia, gdyby nie wykonał on polecenia Jezusa i nie poszedł się obmyć w sadzawce. Po drugie, jest uczciwy i odważny. Mówi to, co jest zgodne z jego wiedzą. I kolejne, może najważniejsze, jest w pełni otwarty na łaskę, gotowy wierzyć, gdy zostanie mu objawiona prawda. Niewidomy był w ciemności od urodzenia, a teraz jest światłością w Panu. Jak wylicza św. Paweł w Liście do Efezjan „owocem bowiem światłości jest prawość i
sprawiedliwość i prawda”. Czy pozwoliłabym dzisiaj, aby Jezus nałożył swoją ślinę na moje oczy? Jeszcze za jedno jestem wdzięczna niewidomemu, za jego świadectwo o Jezusie „Bóg wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę”. Słowa jakże pełne nadziei dla nas na dzisiaj i na najbliższy czas.
Panie, w Tobie jest Światło, w Tobie jest Życie. Ja jestem tym niewidomym. Dałeś mi życie i wzrok przy Chrzcie, ale przez grzech straciłam go. Nie widzę. Nikt nie może mnie uleczyć. Twoje słowo doprowadziło mnie do Ciebie. Nałóż błoto na moje oczy. Uczyń ze mną to samo co z niewidomym. Ty jesteś ten sam wczoraj, dzisiaj i na zawsze i masz tę samą moc, by nas uzdrowić, by nas zbawić. Zmiłuj się nade mną, Jezu. Amen.

s. Bożena S.

Słowo z Pustelni 21.03.2020r.

Trudne doświadczenia życia i modlitwa, zawsze prędzej czy później, w ciszy, odsłaniają prawdę o nas samych, o tym co naprawdę mamy w sercu i o naszej relacji z Bogiem.
Przypowieść Jezusa nie pozostawia żadnych wątpliwości co do tego.
Oboje ludzi znajdowało się bowiem wewnątrz świątyni na spotkaniu z Bogiem.
Można być bardzo blisko Jego Osoby, biorąc pod uwagę, że Jezus Sam o Sobie dał świadectwo, że jest Żywą Świątynią, możemy to rozumieć, że oboje ludzi ma łaskę bycia zanurzonym we wnętrzu Samego Boga.Mimo tego przywileju, tylko jeden z nich naprawdę SPOTYKA SIĘ sercem z Najwyższym.
Sama obecność w świątyni, jeszcze nic nie znaczy! Można w niej być i nadal grzeszyć! Można w niej być i nadal pozostawać z pasją zajętym celebracją siebie lub co jeszcze gorsze, brakiem cnoty innych!
Co zatem Jezus ceni w spotkaniu ze Sobą?
Czy jesteś po pierwsze prawdziwy, bez masek, czy nie odgrywasz jakiejś roli, czy jesteś otwarty jako człowiek na prawdę o sobie, czy co najważniejsze, nie próbujesz się Bogu samozareklamować i czy nie ma w tym sercu choć jednej osoby, którą dyskredytujesz w poczuciu bycia bardziej akuratnym.
Nie chodzi też wcale Bogu oto,żebyś zawsze walił się w piersi głośniej od innych i zawsze uważał się za nikczemnika.Chodzi oto, że w sytuacji przyjęcia postawy serca bycia tym choćby odrobinę lepszym, stajesz przed Bogiem w kłamstwie i tym samym utrudniasz Mu swobodną rozmowę z Tobą.
Jeśli ktoś ma dzieci,lub też pracował z nimi,wie, że nie ma nic gorszego,jeśli oboje umówią się na temat zabawy,i nagle jedno z nich wytrąci drugie z jego roli,nie uznając prawdy,że jest w tej zabawie żoną, mężem,lub strażakiem.
Poprostu….zabawa ma trwać w temacie!
Więc zadajmy sobie pytanie, jak to przebiega u nas,czy czasami nie próbujemy wcisnąć Jezusa na modlitwie, by wszedł z nami w jakąś rolę i bawił się z nami na temat tego,że choćby jesteśmy LEPSI….
Okazuje się,że nawet ostatnie wydarzenia mocno to weryfikują.Lepsi Ci co poszli na Mszę,czy ci co zostali w domach?
Tylko Ci się Bogu podobają,którzy pragną się z Nim spotkać, czerpać z Jego miłości,w okolicznościach,jakie On Sam dopuszcza.
Tylko Ci się Jemu podobają,którzy potrafią zapomnieć o sobie,swoich pragnieniach ,choćby najświętszych i dalecy są od osądzania KOGOKOLWIEK.
Niech Maryja,która posiada Najczystsze Serce,wyprasza nam wszystkim łaskę czystości serc.
S. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 16.03.2020 r.

Co do mnie mówisz Jezu Nasz Ukochany? Co chcesz powiedzieć też tutaj przez moje nie czyste usta?

Ty,o którym dziś słyszymy, że gdy wytykałeś bez znieczulenia prawdę o zamkniętym sercu i braku wiary w Ciebie,w odpowiedzi otrzymałeś złość i zawiść, która miała Cię przedwcześnie pozbawić życia,straceniem ze skał.
Łatwo mówić do odbiorców,którzy Cię kochają,którzy Cię pragną.
Łatwo pisać do często zupełnie anonimowych odbiorców.Ale gdybym miała stanąć teraz przed sztabem ludzi możnych tego świata,przerastających mnie tytułami,wiekiem,doświadczeniem, mądrością, inteligencją,to czy miałabym odwagę powiedzieć do nich,co naprawdę słyszę,rozumiem i w co głęboko wierzę i co czuję?
Czy gdybym miała doświadczyć tego co Ty Sam,złości, zawiści,zgrzytania zębów i chęci wprost pozbawienia mnie życia,czy nadal niezmiennie mówiłabym,to co napisze za chwilę?
Nie będę w zarozumiałości i zuchwałości zapewniać,że tak,i nie będę zaprzeczać,że na pewno bym uległa,- jak większość, konformizmowi duchowemu.Nie wiem tego,Ty to  wiesz Jezu! Ale zakładam, że jak nie jeden raz wywołałam sprzeciw w swoim życiu,tak i tym razem mogę wsadzić przysłowiowy” kij w mrowisko.”
Zatem: to co słyszę oparte jest ściśle o nieprzypadkowe dzisiejsze pierwsze czytanie.
Więc zanim walnie ktoś we mnie kamieniem swoich zbuntowanych myśli, proszę po siostrzanemu,pokornie i na klęczkach to pisząc, pochylcie się uważnie ze mną nad treścią dzisiejszego czytania o uzdrowieniu Naamana.
Naaman nie był wierzącym!
Ale znalazł się w życiowym potrzasku.Trąd był w jego czasach nie tylko pewnym wyrokiem śmierci,był też wyrokiem społecznym.Groziła mu potworna i nie ludzka izolacja i odtrącenie.Zawaliło mu się wszystko. Całe życiowe powodzenie, przepych,poczucie złudnego bezpieczeństwa.Dowiedział się,że jest jakiś tam prorok,i że jego Bóg może go uzdrowić.I w zasadzie tylko tyle od tego Boga,-jeszcze wtedy mu obcemu, chciał.Nic więcej.Był tak zdeterminowany, że udał się do proroka Elizeusza.Ale…miał na to swój scenariusz.Biedak stanął przed skromnym domkiem proroka z całym swoim przepychem i resztkami ” pseudo” wielkości i skuteczności.Nadźwigały się juczne zwierzaki jego blichtru i zapłaty! Udał się tam jako wciąż ” coś znaczący” i ” ważny” człowiek.
I mądry, pełen Ducha Świętego Elizeusz tak „poprzebijał” tego „zadufanego balona”,jego nadymane ego,że go prawie obraził! O włos urażona miłość własna Naamana, pozbawiłaby go… uzdrowienia!
A czemu tak? 
Otrzymał bowiem lekcję pierwszą: prorok w ogóle do niego  NIE WYSZEDŁ!
A masz! Pierwszy policzek, ktoś raczył wysłać do niego sługę.
A potem recepta na zdrowie okazała się być irytująco prostacka! Taki intelekt,taka powaga, ma się tak nagiąć i zrobić coś tak uderzająco prostego,jak zanurzyć się w wodach nie za czystego Jordanu i to siedem razy! Oczywiście dzisiejszy człowiek dla zdrowia, nie miałby oporów,zanurzyłyby się nawet w fekaliach.Różne rzeczy już widziałam,które ludzie czynili dla swego zdrowia.
Upomniany z kolei przez swego sługę,że tak naprawdę nie ma nic do stracenia,podejmuje to wezwanie,i śmiem podejrzewać że bez wszystkich do tego dyspozycji serca.Męska duma i co tam jeszcze, na pewno sporo tego buzowało w jego głowie.Jeśli czytaliście,to wiecie, jaki był mimo wszystko efekt końcowy.
I teraz,co nam to DZIŚ mówi?
Czuję, że dużo.
Zalecenia są PROSTE!
Ale dla wielu tak proste,że aż nie wykonalne,a wręcz gorszące! No jak?
Zostać w domu?
Albo, jak już idziesz,to przyjąć Jezusa najpierw na tronik z dłoni w Adoracji i czci,by następnie samodzielnie spożyć Jezusa.
I spójrzcie, jakie to nie łatwe?
Co nam wszystkim właściwie dolega? O co nam chodzi?
Kogo my właściwie deklarujemy się w życiu SŁUCHAĆ????Komu chcemy być POSŁUSZNI?!
Rząd i Kościół,nasi diecezjalni Biskupi proszą,a my ( nie mówię że wszyscy) ,ale czy nie jesteśmy „mądrzejsi od”?
I tak jest z nami w zasadzie we wszystkim.
 Najpierw nie umiemy słuchać siebie nawzajem i być sobie poddani,posłuszni i ulegli,bo nie mamy tej postawy wobec Samego Boga.Przestaliśmy słuchać Jego prostych rad do szczęścia!
I teraz, czy coś tracimy na tym,że choćby posłuchamy głosu Kościoła,w zaufaniu Bogu Samemu? Czy stracę coś na tym,że posłucham kogoś,kto w moich oczach może stracił wiarygodność?
Nie,nic nie stracę, jeśli ten akt, skieruje wprost ku Bogu.
To po pierwsze, a po drugie:
Co nam wszystkim po zdrowiu i świecie bez Boga? Ludzie,których kocham do bólu!
Co jeszcze musi nam zacząć dolegać,aby nasza zarozumiałość pękła jak balon Naamana, abyśmy zrozumieli, że potrzeba nam nade wszystko iść się oczyścić w Sakramencie Pokuty i Pojednania?!
Upraszczam rzeczywistość?
Tak, świadomie, bo upraszcza ją dla nas Sam Miłosierny Bóg!
Zadaj sobie pytanie z czego chcesz i powinieneś/naś się iść obmyć,aby naprawdę wyzdrowieć duchowo?
Zatrważające,ale człowiek umie się tak oswoić ze sobą i  swoimi wadami, że ich nie dostrzega,a nawet jest mu z nimi dobrze i broni ich jak cnót!
Myślę,że zwłaszcza dotyczy to środowiska osób konsekrowanych! Ale nie tylko,dotyczy także tych,którzy  zadomowili się w grzechach ciężkich.Przepraszam,ale tak jest…
Więc gdybym miała stanąć na areopagu wszystkich możnych tego świata,z całą pokorą powiedziałabym:
 ludzkie starania,-tak, rozumne profilaktyki i restrykcje,-tak,ale jeśli chcemy wszyscy być szczelni na  zło,i z mocą jeszcze raz napisze SZCZELNI NA ZŁO i jego skutki,proszę Was wszystkich pokornie posłuchajmy prostych zaleceń naszych Pasterzy,nawet jeśli nam się nie podobają,a  oprócz tego,niech się KAŻDY z nas uderzy w piersi i pójdzie obmyć do Konfesjonału! Tego nam jeszcze NIKT nie zabronił,wręcz przeciwnie,o ile mi wiadomo możliwości płyną wartkim strumieniem, niczym w Jordanie. 
Wiem, wielkie intelekty każą mi się zaraz postukać w czoło! A co kulturalniejsi powiedzą biedna pustelnica,no chyba ma zmiany w umyśle.Ale mnie to nie przeszkadza, proszę Was, nim będzie za późno,nikogo nie straszę, idźmy się WSZYSCY pojednać z Bogiem.
Nie ma innej formy uszczelnienia przed złem i wszystkimi jego skutkami.Idźcie Kochani! A przekonacie się, że dla Boga nie ma nic nie możliwego!
I nie proszę oto z pozycji tej lepszej,wręcz przeciwnie,mówię to z pozycji jadącej z Wami w tym samym przedziale i piszę to z miłości do KAŻDEGO CZŁOWIEKA.
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni 14.03.2020 r.

Nie z przypadku dane jest nam słyszeć dziś przypowieść o marnotrawnym synu…choć osobiście wolę ją czytać jako przypowieść o Miłosiernym Ojcu.Dziś mnie uderza w  niej pewna stwierdzona konsekwencja.Zaczyna się od tego,że to jeden z synów żąda połowy majątku,jeszcze za życia Ojca,a więc uśmierca go,gdy ten jeszcze żyje!Uczynił Ojca trupem w swoim sercu!Ojciec,którego opuszcza właściwie przestał mieć większe znaczenie dla niego.
Być może dlatego,z taką łatwością bierze swoją część i nie wnika,co czuje Ojciec, jaką on właściwie dał informację temu Ojcu: nie jesteś mi do szczęścia potrzebny!

I zdumiewają mnie słowa Ojca o nim,gdy powraca:” był umarły, a ożył”! Czyli, tak naprawdę uśmiercając Ojca w swoim życiu,uśmiercił siebie samego!
Taka jest logika i konsekwencje wszystkich naszych oddaleń od  Naszego Ojca w Niebie. Im głębiej i dłużej wymazujemy Go z listy naszych potrzeb,tym bardziej skrajnie sami pakujemy się w śmierć duchową.
W zasadzie przypowieść Jezusa jest tak piękna i głęboka sama w sobie, że ona się jakby samo-komentuje dla każdego serca,które czyta ją uważnie i w modlitewnym zasłuchaniu.
To nie jest przypowieść o niej,o nim,o tamtych,czy o tych! To przypowieść o Tobie i o mnie.
Zobacz, że Ojciec POZWOLIŁ synowi zadecydować, odejść,roztrwonić,upaść moralnie,pozwolił mu cierpieć,a więc pozwolił mu jakiś czas ponosić konsekwencje swego wyboru! Pozwolił mu zdobyć wiedzę i doświadczenie kim jest on sam i jaka jest Osoba Ojca!I gdyby nie te bolesne konsekwencje,może nigdy by się nie opamiętał. Tacy właśnie jesteśmy, na ogół wymuszamy na Bogu,aby dopuszczał bolesne konsekwencje rozmaitych naszych wyborów na nas.Wie,że w przeciwnym razie zatracili byśmy się w złu.Przedłużalibyśmy sobie w nieskończoność,to wszystko co nas niszczy.Czy obecny czas,który wszyscy przeżywamy, nie jest przypadkiem dźwiganiem niepięknych konsekwencji oddalania się od Źródła naszego Życia?
Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości o tym, że Ojciec szanuje naszą wolność i nie przestaje kochać i czekać?
W świetle ostatnich wydarzeń marzę i błagam Boga w modlitwach,aby pierwsze zdania dzisiejszej Ewangelii po prostu się działy!!!
Bo czytamy:
„W owym czasie przybliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać.”
Niech tak się stanie W OWYM CZASIE ,tzn. tym czasie, TERAZ!
Niech się odważnie przybliżą WSZYSCY,którzy dostrzegają w sobie grzech, aby Go słuchać!
Słuchajmy ze słodkich ust Jezusa tej najpiękniejszej z przypowieści,która nas bierze w obronę! 
Docenimy TEN CZAS.
Starszego syna nie ruszam celowo, wymagałby jeszcze długich refleksji i pisania.
Jedno tylko napiszę, niech czytanie o nim będzie nam przestrogą przed taką postawą porównywania się z kimkolwiek,także w TYM CZASIE.
Nikogo lepiej nie osądzajmy, Ojciec widzi w ukryciu i patrzy na serce!
Ojciec nie jest zainteresowany takim wizerunkiem Samego Siebie,Ojca, który wybiega na przeciw życiowego poparańca,aby mu wypomnieć jakim to nieudacznikiem się okazał! I dobrze mu tak…
I nie wyręczamy Ojca w dawaniu innym odczuć,że zasłużyli na karę!
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni 09.03.2020 r.

Dobrze jest z tą dzisiejszą Ewangelią w Duchu Świętym, trochę tak usiąść Ojcu w Niebie na kolanach. Tylko Mu sprawimy radość! Odwagi!

Zobaczyć siebie jako małą drobinkę, mniejszą od ziarnka maku w wielkim kosmosie, która bezpiecznie i wygodnie otulona Jego Wszechmocnym Majestatem i Dobrocią,słyszy jeszcze raz te słowa Jezusa.
Poczuć się wyjątkowo godnie!
Odnaleźć w sobie siłę do bycia takim właśnie na co dzień, mocą tej Dobroci, którą czerpiemy zachłannie i bez zawstydzenia od Naszego Ojca. Dobrze jest zobaczyć się takim niedorosłym do tej miary, ale i stworzonym właśnie do niej. Nie stajemy się Dzieckiem Ojca Wszechmogącego z automatu, tylko dlatego, że łaska Chrztu była i pozostaje darmowa. To wszystko o czym mówi dziś Jezus, w zasadzie najbardziej czyni nas Dziećmi Ojca, a uruchomienie tej łaski przez nas na co dzień sprawia, że drugi człowiek, z powodu naszej postawy, dowiaduje się, że także Dzieckiem tego Ojca nie przestał być, choćby nie wiem jak daleko się oddalił, choćby nie wiem jak dalece i nas poranił. Ten poziom miłowania, to z jednej strony cóż, miłowanie z wysokości Krzyża, w Jezusie, a z drugiej strony, to właśnie poziom „z kolan „Ojca, poziom bliskości z Nim.B o kiedy uruchamiasz odważnie miłość ponad swoje bóle, łzy, cierpienie, ponad swój interes,ponad żal i cały wachlarz rozmaitych uczuć, kiedy wznosisz serce ponad swą krzywdę, Ojciec Niebieski poruszony Twoją postawą, daje Ci jeszcze więcej, niż Ty siebie stracisz! I to są te
„zanadrza”. Będę się gorąco modlić, aby Światło Miłosiernego Ojca odbijało się w naszych sercach, w naszych oczach,w naszych gestach.
Przypomina mi się taka pouczająca bajka, jak to mała mrówka porównywała się z całym mrowiskiem, no i w tych porównaniach oczywiście zawsze wypadała lepiej od wszystkich mrówek. Aż w końcu pewnego ranka, miała okazję pierwszy raz przyjrzeć się afrykańskiemu ptaszkowi Wikłaczowi.Był tak pracowity, że gniazdo, które jaskółka musi w trudzie lepić miesiąc, on lepił w jeden dzień, a w sezonie budował ich nawet do 30! Mrówka posmutniała po tych zachwytach, bo zrozumiała, że nie jest lepsza.Jaki z tego morał dla nas?A no taki, że jeśli obiektem naszego porównywania się będzie OJCIEC W NIEBIE, to zawsze,odejdziemy może nie tyle smutni,co raczej przekonani, jak dalecy jesteśmy od ideału.To zaś wewnętrzne przekonanie zacznie skutecznie urabiać nasze serca do większych starań w kierunku, jaki wyznaczają słowa dzisiejszej Ewangelii.
Niech kochający nas bezgranicznie Ojciec przytuli każdego z Was w Jezusie do Siebie i wzmocnić wolę do  życia według swej godności, bycia Dzieckiem takiego właśnie Ojca!
s. Teresa M.

II Niedziela Wielkiego Postu

Dzisiaj Pan Jezus wyprowadza swoich uczniów na górę, z dala od ludzi, na miejsce odosobnione. Tam umacnia ich ukazując swoją boską naturę. Ojciec daje świadectwo, że to Jego Syn umiłowany, że to prawdziwy Syn Boży. Potrzebne było Apostołom to doświadczenie przed męką Jezusa. Potrzebne, by nie stracili wiary podczas próby krzyża, by otworzyć ich serca na przyjęcie światła zmartwychwstania, by poszli głosić radosną nowinę…

Mnie też Pan Jezus wprowadza na Górę Przemienienia. Stać się nią może każda adoracja. Wychodzę wtedy z mojej codzienności, od ludzi, od spraw. Wpatruję się, Jezu, w Twoją Twarz ukrytą w Najświętszym Sakramencie, a Ty mnie umacniasz, przemieniasz,  przenikasz Sobą, pozwalasz trwać w Twojej miłości, w Tobie samym, osłaniasz świetlistym obłokiem. A potem trzeba zejść z góry, wrócić do obowiązków, ludzi, zajęć, czasem do trudu, prób, cierpień, pokus… Jednak wracam inaczej, umocniona Twą łaską, z pewnością w sercu, że zawsze ze mną jesteś.

s. Magdalena S.