Słowo z Pustelni 28.09.2020 r.

„Lecz Jezus, znając tę myśl w ich sercach,

wziął dziecko,
postawił je przy sobie
i rzekł do nich”
Takie jest właśnie usposobienie dziecka. Po pierwsze pozwoli się Jezusowi wziąć, bez tłumaczeń po co.
Nie będzie się bronić, zadawać zbędnych pytań, dociekać działania Jezusa.
Po drugie pozwoli się postawić Jezusowi przy sobie, bez zakładania masek, bez kokieterii, wielkich zawstydzeń. Dziecku wszystko jedno, czy Ten, komu ufa bezgranicznie stawia go na świeczniku, czy może w ogóle trzyma w cieniu.
Dziecko nie ma takich trosk, w jakich sytuacjach stawia je Jezus. Jest tak proste i tak dalece nie zainteresowane sobą, jak może być odebrane przez innych, że wręcz jakby nie uczestniczy w tym geście, jest jak „eksponat”.
Dorosły człowiek nie pozwoliłby Jezusowi na tyle. „Schody”, zaczęłyby się już przy pierwszym, spontanicznym geście Jezusa, gdy dziecko wziął!
Czego dziecko ewangeliczne, uczy nas dzisiaj najbardziej?
Czego uczy Ciebie i mnie? Z czym mamy problem, kiedy on się pojawia  i dlaczego? W którym momencie przestajemy być ewangelicznym dzieckiem, a w zamian zakładamy maskę?
Rzecz jasna nie tę szmacianą 🙂
s. Teresa M.

XXVI Niedziela Zwykła

XXVI Niedziela Zwykła

„Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do Królestwa Bożego.”

(Mt 21, 28-32)

Te słowa Jezusa mogły wywołać nie tylko niezrozumienie, ale i oburzenie pobożnych Żydów…
Dlaczego zatem Jezus użył tak mocnego porównania i o co Mu chodziło?… O otwartość na pełnienie
woli Ojca! W obrazie pierwszego syna Jezus ukazuje ludzi, którzy przekonani o swojej sprawiedliwości
tak bardzo ufają własnym pomysłom na życie, że nie potrafią usłyszeć i przyjąć wezwania do nawrócenia.
Z kolei ci pogardzani, których reprezentuje drugi syn, dotknąwszy dna swojej ludzkiej grzeszności, są
zdolni uchwycić łaskę i opamiętać się.
Jeżeli mamy w sobie umiejętność usłyszenia Bożego zaproszenia na drogę ciągłego nawracania
się i gotowość do porzucenia swoich schematów i pomysłów na życie, jesteśmy bezpieczni. Bóg ciągle
zaskakuje! Jego drogi i plany nie są do przewidzenia, jednak zawsze służą do wyciągania nas z marazmu i
poczucia samowystarczalności. Warto zgodzić się na Jego prowadzenie, bo Jego droga jest jedyną
bezpieczną i pewną.

s. Agnieszka B.

Słowo z Pustelni 26.09.2020 r.

„Pomnij jednak na Stwórcę swego w dniach swej młodości, zanim jeszcze nadejdą dni niedoli i przyjdą lata, o których powiesz: «Nie mam w nich upodobania»”

W myśl tych słów działał też Jezus. Bo oto, gdy powodzenie, rozgłos, zaczynają przybierać na sile i Apostołowie niemal zachłystują się takim obrotem spraw, Jezus wypowiada po raz drugi mocno nie wygodne słowa :«Weźcie wy sobie dobrze do serca te słowa: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi»” Jak wiemy do nich te słowa nie docierały. Po fakcie je sobie przypominali.

Wszyscy poważni ojcowie duchowi, w jedności z Mistrzem, zwykle nam to przypominają. Kiedy odczuwasz czas pocieszenia duchowego, oczywiście bądź wdzięczny, ale pamiętaj, że tuż za zakrętem, może być już widać Twoją, osobistą, życiową Golgotę, a także, kiedy cierpisz, pamiętaj, że po burzy jest słońce i cierpienie, choćby największe, kiedyś się kończy.

Po co mamy tak żonglować? Ponieważ trwamy wtedy w równowadze. Nie pochłania nas ani to co zbyt radosne, ani to co zbyt trudne. Kiedy jesteśmy duchowo zrównoważeni, jesteśmy po prostu bardziej obiektywni, mamy lepszy nasłuch Boga i drugiego człowieka.

Nie zaślepia nas nasza radość i nie ogłusza ból. Nie można nami wtedy tak łatwo manipulować. 

To praktyka Samego Jezusa i weźmy ją sobie głęboko do serca, bo dotyczyła nie tylko uczniów i Jego, dotyczy każdego.

s. Teresa M.

Słowo z Pustelni 21.09.2020 r.

«Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary»

Jest pewna zasada, która przekłada się na nasze bycie miłosiernym lub nie. 
Dopóki nie chcesz sam  zasiadać do stołu ze swoim wewnętrznym łajdakiem, draniem, czy jak tam jeszcze siebie określisz, dopóki sam gorszysz się sobą – dotąd będziesz skąpił szacunku, miłości, zaufania i miłosierdzia innym.
Jaki stosunek masz do swojego wewnętrznego grzesznika, taki masz dla wszystkich. 
Jeśli sobie samemu zabraniasz w jakiejś części na kontakt z Jezusem, pokazujesz Mu się tylko taki ładny, gładki, poukładany, pokazujesz Mu się takim, jakiego sam umiesz siebie jeszcze znieść, to odczuwasz bunt w sercu, za każdym razem, gdy On Ci tylko wspomni przez innych o Twoich wadach. 
s. Teresa M.

XXIV NIEDZIELA ZWYKŁA

13.09.2020 XXIV Niedziela Zwykła

Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą?…”

(Mt 18, 21-35)

Przebaczenie, które tak trudno przychodzi człowiekowi, dla Boga jest naturalnym odruchem serca. Miłość Ojca Niebieskiego nie stawia granic Miłosierdziu, ale zawsze jest gotowa otworzyć ramiona dla skruszonego grzesznika. Nasza ludzka miłość przeciwnie – wciąż liczy, rozlicza, stawia warunki, wymagania, a przez to unicestwia samą siebie.

Wszechmoc Boga najpiękniej wyraża się w przebaczeniu. Nikt z nas nie musi się obawiać, że tego przebaczenia nie otrzyma, bo Pan rozdaje je bardzo hojnie. A od nas oczekuje tylko, byśmy czynili podobnie, jak On!

s. Agnieszka B.

Słowo z pustelni 07.09.2020 r.

„śledzili Go”…

A przecież byli w synagodze!!!W miejscu świętym! 
Czyli w dzisiejszej naszej Kaplicy, może zakonnej? W Kościele, może parafialnym?
Fakt, że ktoś uczestniczy w modlitwach, w brewiarzu, w różańcu, ba, we Mszy Świętej, naprawdę jeszcze NIC , nie znaczy! 
Bo może jest tam, jakby go w ogóle nie było, może zużywa całą swoją uwagę na śledzenie brata czy siostry, może należy do przykładnego zakonnika, zakonnicy, parafianina, ale w myślach, cały czas przerabia życie innych? 
W sumie Jezus uzdrawia aż i tylko jedną wyschłą rękę tego chorego biedaka. Skamieniałe serca pobożnych i „lepiej” wiedzących, pozostały nie tkniete łaską! Wyschłe serca i umysły z pychy! 
Niech to wystarczy. 
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni 05.09.2020 r.

„Nawet tego nie czytaliście, co uczynił Dawid, gdy poczuł głód, on i jego ludzie”. 

Pozwól mi proszę, zadać Tobie w pokorze serca, tylko jedno pytanie.

Znasz  dobrze Pismo Święte?

Bo to stwierdzenie Jezusa :” nawet tego nie czytaliście” , obawiam się, że nas też dotyczy.

I nie chodzi o przeczytanie całego Pisma Świętego „od deski do deski”. Znam z imienia osoby, które mają to za sobą już kilkakrotnie. I nadal się nie wczytali, nadal nie wsłuchali sercem.Ten ” wyczyn”, nie ma nic wspólnego z umiejętnością czytania ze zrozumieniem. 

Po prostu dołóżmy starań. 

s. Teresa M.

Słowo z Pustelni 31.08.2020 r.

„Czy nie jest to syn Józefa?”

Patrz, byli w synagodze, czyli teoretycznie powinni być podatni na spotkanie z Bogiem.Wczytywali się w Święte Księgi, czyli powinni być w uprzywilejowanej pozycji słyszących Boga!
Ani nie pomógł kościółek, ani pobożność, ani nawet zgłębianie Pisma nie pomogło! I nam nie pomoże nic z tych świętych środków, jeśli serce nie będzie pokorne. Dlaczego? Bo zobacz, że nadęte serce nic nie słyszy, wie lepiej i dlatego czyta bez zrozumienia, słucha i nic nie słyszy! Nadęte pychą serce zapędza umysł w stałe szufladkowanie ludzi, których rzekomo znamy. A prawda jest taka, że na ogół my ich znamy tylko powierzchownie. Nadęte serce zaciągnie umysł, we wszystko co potwierdzi jego punkt widzenia. Patrz, że tylko skończył Jezus mówić, a oni natychmiast myślami są przy fakcie, który wszystko im wymiata i słowo i Ducha i pokorę serca! Syn Józefa, przecież Go znamy! Co On nam tu będzie mówił co jest słuszne, co On nam tu będzie interpretować?! 
Jeśli masz w sercu choćby jedną osobę, od której trudno byłoby Ci przyjąć prawdę o sobie,lub też by przez te osobę mógł nawiedzić Cię Sam Bóg, to lepiej zamknij swoją Biblię, wstań z kolan, i zamiast siedzieć pobożnie w kaplicy czy kościele, idź do tej osoby i wyznaj jej w pokorze, że bardzo ją przepraszasz, ale jest dla Ciebie ostatnią osobą , przez którą chcesz by przyszedł do Ciebie Bóg i chcesz to zmienić w sobie! A jeśli nie masz takiej możliwości, to módl się w skrusze, ze łzami do Boga i oddawaj tę osobę Bogu i swoje uprzedzenia do niej, bo są przed Bogiem obrzydłe. 
s. Teresa M.

XXII Niedziela Zwykła

Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie.” (Mt 16, 21-27)

Najprawdopodobniej Piotr chciał ochronić Jezusa, albo przynajmniej wyrazić swoją troskę o Niego. I pewnie było to szczere. Dlaczego zatem spotkał go tak surowy wyrzut?… Ponieważ Boży plan i Boży pomysł na życie jest zawsze najlepszy i najbezpieczniejszy. Piotr po długim przebywaniu u boku Jezusa powinien był już to wiedzieć. A może jego protest wcale nie był podyktowany szczerą troską o Mistrza, a tylko lękiem, że jako Jego uczeń będzie musiał podzielić Jego los… Ostatecznie podzielił go aż po krzyż, ale w tamtym momencie nie był jeszcze na to gotowy.

Cudowny i bardzo bezpieczny jest Boży plan wobec naszego życia, bo zakłada dość czasu na nasze dojrzewanie. To, czego dziś się lękamy i nie chcemy o tym nawet słuchać, za kilkadziesiąt lat być może będzie naszym pragnieniem… Tego nie wiemy. Wiemy jednak, że Jezus zna nasze lęki i rozumie je. Dlatego do niczego nas nie zmusza, ale zawsze proponuje. Jego Jeśli chcesz…”wzrusza delikatnością i szacunkiem wobec wolności człowieka. A Jego przykład pociągał przez wieki wielu do ufnego stąpania Jego śladami. I tak jest do dziś w Twoim i moim życiu. Pan zawsze idzie pierwszy, dźwigając brzemię naszego grzechu i daje nam szansę, abyśmy w tym dziele zbawienia uczestniczyli. Nie warto jej zmarnować!

s. Agnieszka B.

„… spodobała się Herodowi”.

Serce czuwające, to także takie, które nieustannie dokonuje swego rodzaju selekcji  codziennych upodobań.

To co wybieramy, jako godne uwagi, cenne, piękne, albo nas tworzy, wypełnia nasze serce, może i poprawia zdrowie, nastrój, kondycję, lub też przeciwnie jest jak mały guziczek z napisem „open” ku grzechowi, ku destrukcji, ku chorobie itd.

Czasami te małe, niewinne upodobania, mogą się okazać dosłownie więzieniem, dybami, i kajdanami dla naszej woli. Upadek Heroda rozpoczął się tym, że najpierw podobała mu się Herodiada, w końcu apetyt rośnie i spodobała mu się jej  tańcząca córka. Potem już stał się ślepym niewolnikiem tych upodobań i ich konsekwencji.

To wszystko czemu oddajesz umysł, serce, duszę i ciało, prędzej czy później, albo staje się Twoim sługą w szukaniu Boga, lub staje się twoim cichym sidłem.

Więc stawiaj serce nieustannie w świetle tego pytania : czy mi to rzeczywiście potrzebne? Czy to będzie służyć dobru? Może nikt z twojego powodu głowy nie straci jak Jan Chrzciciel, ale chodzi oto chodzi , że sam się jej możesz pozbawić, a w ostateczności szczęścia, które mogłoby trwać wiecznie.

Uważaj co lubisz, uważaj co potrzebujesz, uważaj po co wyciągasz rękę i na co patrzą twoje oczy.

Uważaj na wszystko, co w pierwszej chwili silnie pociąga, nawet, jeśli jest dobre i Boże… Uważaj… 

s. Teresa M.