Słowo z Pustelni 03.02.2020r.

Zadziwiające, jak Szatan błaga Jezusa, by go posłać choćby w świnie. Wychodzi na to, jakby potrzebował ulgi,litości,wręcz odpoczynku od tego by przebywać w samym sobie i w towarzystwie pozostałych duchów nieczystych!Już chwila pomieszkania choćby w najbardziej nieczystym zwierzęciu,wydaje się być dla niego ulgą.Z jakiegoś powodu Jezus daje mu na to swoje przyzwolenie.I to pozostaje tajemnicą,jak i inne przyzwolenia Boga na jego  popisy w dzisiejszym świecie.

Jak to się kończy w szaleńczym tempie trzody dla Legionu złych duchów, wiemy już z opisu.
Co nam to mówi? 
Może , że wszystko co stworzył Bóg z natury jest stworzone do zamieszkania w Jego jakże przyjemnych głębokościach.Jakim piekielnym zatem doświadczeniem jest jakby ” bezdomność” Lucyfera, który z własnej woli wytrącił się z mieszkania w Światłości Boga niczym olej od wody.Te refleksje każą mi być głęboko wdzięczną,że łaska uświęcająca pozwala mi być zamieszkałą przez całą Trójcę Świętą oraz, że przez łaskę Chrztu, mogę mieszkać nie jako po środku Łona Ojca w jedynym Synu! I ta łaska ZAMIESZKANIA w Bogu będzie stałym atakiem zawiści i zazdrości całego piekła.
Mam też drugą refleksję,trochę smutną,bo jest mi smutno,gdy sobie myślę,że Jezus wyświadczył całej tej krainie przysługę, przywrócił jej upragniony pokój,a jednak prosili by sobie od nich poprostu poszedł i Nasz Kochany Jezus to uszanował.Przykre to, że dwa tysiące trzody świń,w ostatecznym rozrachunku stanowiło dla nich większą stratę,niż utrata takiej Osoby, jaką jest Jezus!
Można być tak pragmatycznym,tak mocno wrytym w swoje cele, że zaczynamy je przeceniać nad Samą Obecność Jezusa!
Niech nas chroni przed taką postawą, wierność łasce bycia zamieszkanym przez Boga. 
s. Teresa M.

Święto Ofiarowania Pańskiego – Matki Bożej Gromnicznej

W święto życia konsekrowanego, po raz kolejny zatrzymujemy się nad Tajemnicą Ofiarowania Pana Jezusa w świątyni. Jakże niezwykła jest postawa Maryi i Józefa…, pełna zawierzenia i poczucia, że otrzymany Dar nie należy do nich, lecz zgodnie ze słowami Pisma: „Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu” (Łk 2,23), jest własnością Boga.

Gdy w naszym życiu Bóg jest najważniejszy, wtedy też na każdy otrzymany od Niego dar, potrafimy spojrzeć oczami Ofiaro-Dawcy. Tylko wtedy jesteśmy w stanie zrozumieć, że przyjęcie daru związane jest z ofiarą, nieustannym oddawaniem go Bogu. To właśnie wydarzyło się w życiu Maryi i Józefa w świątyni. W perspektywie dalszej trzeba stwierdzić, że Maryja przez całe swoje życie przeżywała ofiarowanie Jezusa Bogu.

Począwszy od Jej „Fiat” w dniu Zwiastowania, poprzez codzienne wsłuchiwanie się w Boże natchnienia i rozważanie ich w swym wrażliwym Sercu, a na Kalwarii kończąc, Ona oddawała Bogu swojego Syna. Jej postawa zdumiewa i uczy nas, w jaki sposób my sami powinniśmy przeżywać z Bogiem relację „ofiarowania”.

Oprócz tej zdumiewającej postawy Maryi i stojącego obok Niej Józefa, dostrzegamy także figurę starca Symeona i prorokini Anny. Ich postawę charakteryzuje modlitwa, uwielbienie i oczekiwanie na spotkanie z „Pocieszeniem Izraela”. Tak przeżywali obecność Jezusa w swoim życiu, że w „dniu nawiedzenia” potrafili rozpoznać przechodzącego i przychodzącego do nich i całego izraelskiego ludu Zbawiciela.

Czy i ja potrafię dostrzegać Jego obecność w moim życiu? Czy nie stawiam innej obecności ponad Jego obecność? Czy umiem być świadkiem i dawać świadectwo o Jezusie innym? Czy przeżywam swoje życie jako dar i w darze każdego dnia zawierzam je Bogu? 

Gdy jestem blisko Boga, gdy Nim żyję, Jego promienie Miłości, Dobroci, Życzliwości i Pokoju płyną z mojego wnętrza, dotykając ludzi i zwiastując im Jego obecność.

 

Warto jeszcze raz podkreślić, że święto Ofiarowania Pańskiego jest z ustanowienia Jana Pawła II dniem poświęconym Osobom Życia Konsekrowanego. Konsekracja oznacza poświęcenie, zawierzenie swojego życia Bogu na wzór ofiarowania Pana Jezusa w świątyni. Warto zatrzymać się choć na chwilę nad głębią tego aktu. 

Zgodnie ze słowami wypowiedzianymi przez Jezusa w Ogrodzie Oliwnym: „«(…) nie moja, lecz Twoja [wola] niech się stanie!»” (Łk 22,42), poświęcenie należy rozumieć jako czysty dar serca i zjednoczenie ludzkiej woli z odwieczną wolą Ojca. 

Potwierdzają to także słowa naszego Ojca Założyciela św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego: „Nie proszę przeto Pana Boga, aby to lub owo zrządził, ale żeby wszystko to, co zrządzić raczy, miało dla mnie taki urok i powab tylko, że jest to wola Jego, żebym pokusy nawet nie miał, co innego pragnąć”.

Naśladując Maryję, która w chwili Zwiastowania oddała się całkowicie na służbę Bogu i w świątyni ofiarowała Mu Jego Syna, wstępując w ślady Jej wiernego sługi św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, który poświęcając się Bogu, tak bardzo ukochał wolę Bożą, prośmy, aby nasza konsekracja stawała się każdego dnia radosnym „Fiat”, a tym samym, aby przyczyniała się do wierności naszej drodze powołania. 

Niech nasze serca przepełnia wdzięczność za dar szczególnego powołania do życia zakonnego. Dziękujmy Bogu za wszystkie dary jakie wypływają z naszej konsekracji. Niech nasza służba staje się pięknym świadectwem wierności Trójjedynemu Bogu. Amen.

s. Magdalena B.

Słowo z Pustelni – 01.02.2020 r.

Czy nie jest tak,że lęk prowokuje nas nie tylko do zwykle chybionych decyzji, ale najpierw wystawia nas na pośmiewisko naszych wewnętrznych osądów?

Widać to w lękowej reakcji uczniów, w zagrożeniu, gdy burza na jeziorze zdaje się już pochłaniać żywiołem ich łódź.
To stwierdzenie:” nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?”….
Zarzucać Bogu, że  nie obchodzi Go nasz los jest czymś mocno nie na miejscu, a jednak wszyscy wpadamy w tę pułapkę. Posiadamy lęki, których jesteśmy świadomi, ale może mamy też takie,o których sprawy sobie jeszcze nie zdajemy,które nami na co dzień rządzą, określają nasze relacje, nasze reakcje, zwłaszcza,gdy tracimy poczucie bezpieczeństwa.
Bywa, że tylko kryzysowe sytuację dopuszczone przez Boża Opatrzność, ujawniają, nasze rzekome zaufanie Bogu. Trzeba sobie powiedzieć, że to często tylko pobożność i księga poradnictwa ale tylko dla innych. I myślenie mocno życzeniowe.Dobrze jest pozbyć siebie i innych złudzeń,że jesteśmy ludźmi głębokiej wiary. Na ile faktycznie jesteśmy ludźmi zawierzenia, pokazują przeciwności i nasze reakcje.
Nie wystawiaj swoich burz zewnętrznych do uciszenia, wystawiaj lęki, by Jezus mógł im nakazać milczenie. Twój najbardziej ukryty lęk,jest najgorszym żywiołem do ujarzmienia!
Niech zapanuje głęboka cisza, tam gdzie twój lęk niszczy  Ciebie i może jeszcze kogoś obok…
Jezusa ZAWSZE obchodzi Twój los. Zawsze! Nie bój się, czasami Jezus jakby ” wycofuje ” się tylko po to aby wydobyć z nas choćby zakamuflowane lęki.
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 27.01.2020 r.

Czego nie może wybaczyć Bóg? Wyłącznie tego, czego nie chcemy nazwać i wyznać jako grzechu.

Co zatem jest grzechem przeciwko Duchowi Świętemu?
Wszystko to, czego bronimy jako nienaruszalne, niepodważalne i idziemy w zaparte i z Kościołem i jego nauczaniem i z Samym Bogiem. Czy ten stan jest odwracalny? Tak, lecz tylko w momencie gdy pozwalamy sobie przemówić do serca i rozumu, że może nie mamy racji. Wtedy pozwalamy zadziałać Duchowi Świętemu, który to ma moc nas przekonywać o grzechu, ma moc nas uświęcać, jednak nie bez naszej współpracy.
Myślę, że ten najgroźniejszy z grzechów wisi jak pułapka najbardziej nad tymi, którzy są inteligentni, którzy mają sporo wiedzy o Bogu, a jednak na jakimś etapie życia Mistrz kłamstwa i Ten, który najbardziej Ducha Świętego obraził na trwałe,czyli Szatan tak ich omamia, że tam, gdzie powinni widzieć zagrożenie widzą dla siebie drogę wyjścia, a tam gdzie Duch Święty poucza ich jak czuła Matka, otula skrzydłami Słowa Bożego, jest Cichym Apologetom ich serc, mówią: to zły duch, to Belzebub.
Kontekst tej prawdy jest o tyle bolesny, że uczeni w piśmie z samej Jerozolimy, powinni byli się wykazać większą uczonością i pokorniejszą otwartością na Tajemnice Syna Bożego. Ale w momencie gdy pozwalają sobie mówić o Jezusie nie faktami tylko osądami faktów, utrwalają w swoich sercach i umysłach gęstą ciemność. Te trujące opary Lucyfera, pozbawiają nasze ludzkie umysły nawet zdrowej logiki, co Jezus jasno wykazał.
Ktoś powie: mnie to nie dotyczy.
No i nie byłabym tego taka pewna. Bo ileż to razy czynimy podobnie. Ktoś działa w naszym środowisku pod wpływem łaski Bożej, a my już z góry „wiemy”, że nie ma w tym Boga i jeszcze mamy odwagę o tym mówić do innych, niczym ” uczeni w piśmie”na szkodę drugiego. Stąd już  bardzo cienka granica do grzesznej postawy, którą Jezus określił wystarczająco jasno. Bezpieczniej dla nas czasami przyznać, że brakuje nam rozeznania duchowego, że coś nas zwyczajnie przerasta, niż opierać się na swoich sądach i rozeznaniach, lub co gorsza na powtarzanych opiniach, bo tak mówią. Nawet jeśli trzeba będzie się nam niekiedy wyłamać z większości i pozostać osamotnionym w oczekiwaniu na rozeznanie. Nie wiemy ilu dokładnie było uczonych w piśmie, twierdzących, że Jezus ma Belzebuba, ale wiadomo, że nikt spośród nich nie odważył się myśleć inaczej.
Nie warto, naprawdę nie warto być zarozumiałym, bo nie wiedzieć kiedy, możemy się stać podatnymi do  nazywania tego co Święte – złym, a tego co naprawdę złe- jedynym odpowiednim.
Duchu Święty, strzeż naszych serc od wszelkich przejawów bycia zarozumiałymi.
s. Teresa M.

III Niedziela Zwykła

Komentarz do Ewangelii wg św. Mateusza 4, 12-23

Każdy człowiek, aby dojść do jakiegokolwiek celu swojego życia, potrzebuje do tego drogi. Chodzi o drogę oczekiwania, podobną do tej, na którą wstępuje kobieta oczekująca narodzin swojego dziecka. W dalszej kolejności chodzi o drogę troski, drogę miłości, drogę stawiania pierwszych kroków, wypowiadania pierwszych słów, drogę zdobywania i rozwijania swoich talentów, drogę sukcesów… Droga ta nierzadko usłana jest jednak kamieniami, stromymi zboczami, jest drogą niepewności i ludzkich zawirowań… Droga ta ma wiele barw i ich odcieni, a dla każdego kto na nią wstępuje jest szczególnym doświadczeniem. 

Dzisiejsza Ewangelia zaprasza nas na wyjątkową drogę – Jezusową drogę światła, która pomaga zrozumieć sens każdej ludzkiej drogi. Może warto się nad nią zatrzymać i odkryć, że to jest najpiękniejsza z wszystkich dróg… 

Po dniach pustyni i postu, po czasie kuszenia i zwycięstwa nad szatanem, oraz po uwięzieniu Jana Chrzciciela, Jezus zgodnie ze słowami proroka Izajasza usunął się do Galilei. Izajasz przepowiedział, że pójdzie On w mocy Ducha do pogrążonego w ciemności ludu, zapraszając go do wejścia na drogę światła: „Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie” (Mt 4,17). On sam był światłem, które wskazywało ludziom drogę do Królestwa Bożego: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem” (J 14,6). Na innym miejscu Jan Ewangelista dopowie: „Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności” (1J 1,5).  

Zaproszenie Jezusa do wejścia na drogę światła, a więc na drogę nawrócenia, zaprasza do refleksji. 

 Z pewnością jest w moim życiu coś wymagającego remontu, przeróbki, odświeżenia, dotknięcia łaską. Mogą to być te zakamarki serca, które zostały zabrudzone brakiem przebaczenia, krzywym spojrzeniem na drugiego człowieka, nieczystą myślą, nieudolnym gestem, w którym zabrakło mojej miłości… 

Nawrócić się oznacza pozwolić sobie, by łaska Boga dotarła aż do głębi mojej duszy. Nawrócić się to zapragnąć więcej Jezusa i Jego miłości w moim życiu. Nawrócić się oznacza więcej zatrzymania się przy tabernakulum, by spędzić czas z Umiłowanym. Nawrócić się oznacza stawać się darem. W końcu, nawrócić się oznacza więcej piękna w życiu wewnętrznym i zewnętrznym.

Czytając Ewangelię i kolejne fragmenty Pisma świętego możemy zastanowić się, czy i my słyszymy Jezusowe zaproszenie, by wejść na Jego drogę światła i czy uświadamiamy sobie, jak wiele piękna możemy znaleźć na tej drodze? Kardynał Angelo Comastri pisał, że z Jezusem nawet w ciemności świecą gwiazdy i nawet na pustyni mogą zakwitnąć kwiaty….wiec z odwagą rozpocznijmy wędrówkę w stronę Boga idąc Drogą Światła… A wtedy za dzieją się najpiękniejsze cuda nie tylko w naszym życiu zewnętrznym ale przede wszystkim w naszym życiu duchowym… I poczujemy w sercu zdumiewającą Bliskość Boga.

s. Magdalena B.

Słowo z Pustelni – 25.01.2020 r.

Święty Paweł zdążył się już obyć ze swoim  wewnętrznym i zewnętrznym „zadęciem”.

Jechał na koniu pewny siebie, na kolejne podboje, jako zagorzały i niezwykle skuteczny prześladowca chrześcijan. Może nawet nieco znużony powtarzalnością zdarzeń: swoją przewagą, miażdżąca siłą i jak zwykle obrzydzony słabością bezbronnych wyznawców jakiegoś tam Jezusa, których z łatwością więzi, krzywdzi i zabija.
Bóg zrobił w sumie bardzo  niewiele z tego co mógł. Jak zwykle bardzo pokornie, tylko trochę intensywniej zaświecił Swym naturalnym blaskiem Chwały. I cóż!? No i do dziś obchodzimy jedyny w swoim rodzaju bolesny upadek z wysokości konia! Przyznaję, że przy całym tym dramacie i powadze wydarzeń, jednak mnie od dłuższego czasu opis tych wydarzeń trochę bawi. A nawet dostrzegam tu subtelny humor Jezusa. Taką personę, tak nie elegancko, bez dyplomacji zrzucić z konia! Jezus mógł mieć nieskończoną ilość scenariuszy na to spotkanie z Szawłem, ale wybiera taki, a nie inny sposób dotarcia do jego już mocno „upasionej” pychy.
Dialog w sumie też łagodny, choć bardzo konkretny.
I nagle Ten, Który przemawia do Szawła ze środka jasności, budzi respekt, zawstydza pychę i siłę i całe to zadęcie pęka niczym bańka mydlana, bo oto Szaweł słyszy, że ośmiela się tak naprawdę walczyć z Samym Bogiem! I to Boga prześladuje, Boga, który jest do tego stopnia po stronie swego skrzywdzonego każdego wyznawcy, że zaciera różnice! Mówi przecież w imieniu wszystkich w pierwszej Osobie. Jezusowe Ja, z mocą i w świetle, zjednoczone z każdym  Swoim wyznawcą! 
Mogę sobie tylko trochę wyobrazić przez jakie duchowe ciemności przechodził Szaweł w ciągu tych trzech zaledwie dni, by odrodzić się jako mały, pokorny, skruszony Paweł.
I cóż?…Pochylanie się nad tymi wydarzeniami wyzwoliło kiedyś we mnie prostą modlitwę. Przypomina mi się ona zawsze każdego 25 stycznia, ale też wtedy, gdy mi coś ewidentnie mi nie wychodzi, tak po prostu,w codzienności.
Jezu, bądź moim jedynym Światłem, jedynym blaskiem, a gdy trzeba zrzucaj mnie z konia pychy, zadęcia, z konia wyniosłości, z konia, który mi jedzie w stronę wyrządzania komukolwiek krzywdy, choćby jedną myślą lub słowem.
I powiem z humorem, że Jezus ma sposoby.
Więc odwagi – do bycia nieustannym uczniem Jezusowej Światłości i Prawdy. Odwagi do proszenia Go oto, aby nas uczył chodzić swoimi drogami i po ojcowsku zrzucał z konia. Boli trochę,ale warto! I najlepiej abyśmy byli gorliwi w tej prośbie względem samych siebie, a nie innych. Jezus ma moc nas chronić, walczyć o nas, ma moc Sam wydać o nas najbardziej wiarygodne rekomendacje, ale też ma moc zawrócić i zrzucić nas w proch, jeśli będzie trzeba.
Święty Pawle módl się za nami!
s. Teresa M.

II Niedziela Zwykła

Komentarz do Ewangelii wg św. Jana 1, 29-34

Czas Świąt Bożego Narodzenia za nami.

Pierwsza refleksja, która zrodziła się to pytanie: czy znalazłam czas, aby pochylić się nad Betlejemskim Żłóbkiem, czy znalazłam czas na adorację Betlejemskich jasełek, czy mimo pustych dłoni pośpieszyłam z pasterzami tam, gdzie Słowo stało się Ciałem?
W II Niedzielę okresu zwykłego z zapartym tchem słucham Jana Chrzciciela.
Oto syn Elżbiety i Zachariasza jako ostatni z proroków wskazał na Chrystusa jako Zbawiciela. To, co było mglistą zapowiedzią, nad wodami Jordanu, stało się rzeczywistością.
Jan może być uważany za tego, który opowiada niesamowitą opowieść o Bogu pośród nas. Wreszcie Jan Chrzciciel pokazuje nam Baranka Bożego, który gładzi grzech świata.
Pierwszy rozpoznaje Jezusa. Ujrzał i daje świadectwo, że On jest Synem Bożym, w Którym sam Bóg staje się dostępny i uchwytny dla człowieka.

I dzisiaj wielu Janów wskazuje na Chrystusa, przez swoje życie, miłość, powołanie. Niech Duch Święty ożywi w każdym z nas wezwanie do bycia odważnymi i radosnymi Świadkami Chrystusa.

s. Bożena S.

Komentarz do Ewangelii na Niedzielę Chrztu Pańskiego

Ewangelia wg św. Mateusza 3, 13-17

Dzisiejsze Słowo porusza wiele wątków. Zatrzymuje nas posłannictwo Jana Chrzciciela, wypełnienie zapowiedzi Pisma, chrzest Jezusa i ostatecznie znak Ducha i świadectwo Ojca. Ten ostatni wątek szczególnie do mnie przemawia. Głos Boga Ojca dający świadectwo o Jezusie. Słowa Taty o Synu… Wyznanie miłości: «Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie».

W słowach dzisiejszej Ewangelii odbieramy najdoskonalszą lekcję komunikacji pomiędzy rodzicem a dzieckiem. Słowa miłości ukazujące akceptację, przynależność, wybranie, pełną wartość, docenienie…i wszystkie inne najintymniejsze postawy, objawiając niezwykłą wieź pomiędzy ojcem a synem, ojcem a córką… Postawy i słowa miłości, które powinny być unosić się nad dziećmi jak powietrze, powinny być wypowiadane jak naturalny odruch, uderzenie serca… Życie pokazuje jednak, że wielu z nas nosi na sobie piętno innych słów… Totalnie przeciwnych tym, które usłyszał Jezus nad Jordanem. Niejednokrotnie słowa te po dziś dzień rzucają cień na nasze życiowe wybory i poczucie własnej wartości.
Dlatego dzisiejsze Słowo jest szczególnym darem i zaproszeniem do przyjęcia jedynych, prawdziwych i najsłuszniejszych słów, które powinniśmy usłyszeć od naszych ziemskich ojców.

Słowo potrafi zranić, lecz słowo potrafi również uzdrowić i oczyścić. Zwłaszcza, kiedy jest to Słowo Boga.

Dzisiaj Bóg Ojciec mówi do każdego z nas: Jesteś moim DZIECKIEM UMIŁOWANYM,  i to właśnie w TOBIE mam UPODOBANIE!  W chrzcie stajemy się Dziećmi Bożymi. Nikt i nic tego nie może zmienić. Masz Ojca, który jest BOGIEM.

Niech Duch Święty otworzy dzisiaj nasze serca. Niech otworzy uszy naszych dusz na głos Taty – Ojca Niebieskiego, który z miłością mówi do ciebie dziś i jutro i zawsze:
Jesteś Moją córką/synem najukochańszym! Kocham do szaleństwa miłości wszystko co w tobie! Na wieki! – Twój Tato – Bóg.

s. Zofia

 

 

 

 

 

IV NIEDZIELA ZWYKŁA

Kolejny raz odczytuję wezwanie do wypłynięcia na głębię, do zaufania. W życiu często czyha na mnie zniechęcenie, rezygnacja. Nazywam ja czasem realizmem – nie będzie, nie wyjdzie, nie uda się, bo przecież tyle razy już próbowałam, zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, więcej się nie da… A Ty, Panie Jezu, proponujesz, żeby jeszcze raz spróbować i to teraz, z tymi ludźmi, w tych warunkach… To się nie może udać, to nie ma sensu…

               A jednak warto zaufać, warto podjąć kolejną próbę, nie licząc na swoje siły, nawet nie licząc się z praktyczną logiką, ale pokładając ufność w Tobie i w Twojej mocy. Dopiero takie posłuszne, zdane całkiem na Ciebie, Boże, działanie przynosi rezultaty, bo to już nie ja czynię, ale moc Boża przeze mnie.

s. Magdalena

III NIEDZIELA ZWYKŁA

Ne 8, 2-4a. 5-6. 8-10; Łk 1, 1-4; 4, 14-21

Dziś w liturgii możemy przeżyć radość odnalezienia Księgi Prawa, czego doświadczyli Izraelici, którzy odbudowywali ruiny Jeruzalem. Po latach niewoli babilońskiej i ciężkiej amnezji serca, w ruinach odnaleźli Księgę Prawa. Odnaleźli życie. Słuchali ze wzruszeniem
i łzami. Jednak kapłan nie pozwolił im na trwanie w emocjonalnym rozczuleniu. Wezwał ich do radości i świętowania, do dzielenia się tym, co mają z innymi, co skwapliwie wypełnili.
W sercach jednak przylgnęli do Słów Księgi…

Jezus w Nazarecie rozwija Księgę Izajasza, z której odczytuje słowa nadziei, którą Izrael żył od lat, oczekując na Mesjasza. Pragnienie wolności zewnętrznej i wewnętrznej, nasycenie, uzdrowienie to pragnienia Izraela pozostającego w niewoli od lat. Gdy Jezus zwinął księgę powiedział: „Dziś spełniły się słowa, które słyszeliście”. Zwój zwinięty, lecz Słowo zaczyna się rozwijać…

Dziś każdy uczestnik liturgii może stać się uczestnikiem tych wydarzeń. Kiedy otwieramy serce, nie jesteśmy już tylko słuchaczami, ale uczestnikami i Słowo Boże znajduje swe rozwinięcie w naszym życiu, przynosząc radość w Panu, a ona jest naszą ostoją.

s. Bogusława