XI Niedziela Zwykła

Rozważanie na 11 Niedzielę Zwykłą, rok C

 

Tyle razy słyszę: „ na niebo trzeba sobie zasłużyć, zapracować; być świętym to nie grzeszyć”. Tyle razy łapię się na tym, że ogarnia mnie wewnętrzne zadowolenie, bo coś dobrego zrobiłam, pomogłam, byłam potrzebna – jakby to było moje. A stąd blisko już do pomyślenia: jaka to jestem dobra, przecież tak się staram; zrobię jeszcze coś – wtedy już na pewno będę blisko Boga, zdobędę Jego miłość, przychylność…

Jednak za chwilę wali się ten mój domek z kart, nadchodzi czas prawdy. Odchodzę, grzeszę, jak potężny Dawid, jak kobieta, której samą obecnością w swoim domu Szymon był zgorszony.

Wtedy staję przed Tobą, Boże, jak dziecko. Ze łzami w oczach przynoszę do Ciebie popsutą zabawkę. Z ufnością wyciągam do Ciebie ręce, tulę się do Serca i przepraszam, że zraniłam Twą miłość. Ile Ci wtedy, z serca, swojej malutkiej miłości wyleję, ile naprzepraszam, jak się moją ufnością do Ciebie przytulę… Wtedy jesteś najbliżej. Ty sam mnie podnosisz, Krwią Jezusa obmywasz, oczyszczasz i dalej posyłasz, żebym mogła innym głosić Twoją nieskończoną, stęsknioną, miłosierną Bożą miłość. „Idź w pokoju, twoja wiara cię ocaliła”.

s. Magdalena

X Niedziela Zwykła

5 CZERWCA 2016
X Niedziela Zwykła, rok C

Komentarz do Ewangelii wg św. Łukasza 7,11-17

EWANGELIA

Jezus udał się do pewnego miasta, zwanego Nain; a szli z Nim Jego uczniowie i tłum wielki. Gdy zbliżył się do bramy miejskiej, właśnie wynoszono umarłego – jedynego syna matki, a ta była wdową. Towarzyszył jej spory tłum z miasta. Na jej widok Pan użalił się nad nią i rzekł do niej: Nie płacz! Potem przystąpił, dotknął się mar – a ci, którzy je nieśli, stanęli – i rzekł: Młodzieńcze, tobie mówię: wstań! Zmarły usiadł i zaczął mówić; i oddał go jego matce. A wszystkich ogarnął strach; wielbili Boga i mówili: Wielki prorok powstał wśród nas, i Bóg łaskawie nawiedził lud swój. I rozeszła się ta wieść o Nim po całej Judei i po całej okolicznej krainie.

 

ROZWAŻANIE

Miasteczko Nain. Moja codzienność – zabieganie, troski, zmartwienia, małe radości i smutki. Czasem jakaś tragedia – jak ta w dzisiejszej Ewangelii. Kiedy tracę wszystko, co najdroższe, co najbliższe, co najukochańsze. Czy jednak potrafię dostrzec przez łzy, że zbliża się do mnie Jezus? O nic nie pyta. Nie czeka na mój krzyk. Nie oczekuje wyznania wiary. On po prostu widzi mój ból, moje łzy, moje rozdarcie wewnętrzne. I wzrusza się do głębi – tak, jak tylko On potrafi. Jeżeli moja „procesja żałobna” zatrzyma się w tym momencie przy Nim – tak jak ten orszak z marami z dzisiejszej Ewangelii – to mam szansę usłyszeć Jego pełne mocy wołanie: Młodzieńcze, tobie mówię: wstań!

Panie Jezu Chryste! Ty wkraczasz w moją żałobę, w mój smutek i ból! I wszystko naraz się zmienia! Ty jesteś moją RADOŚCIĄ i moim ŻYCIEM! Kiedy dotykasz mnie Swoją łaską, wszystko się zmienia. Ty wnosisz życie i szczęście w moje serce zniszczone i obumarłe! Uwielbiam Cię, Panie, bo mnie wybawiłeś, bo zamieniłeś w taniec mój żałobny lament! Zastanawiam się, co sprowadziło śmierć w moje serce i odkrywam, że był to grzech. Jezu, Ty jesteś moim Życiem i Zmartwychwstaniem, Ty podnosisz mnie z grzechu, Ty budzisz mnie do życia, Ty wyrywasz mnie z letargu, z duchowej letniości.

Tobie mówię: wstań! Oto Słowo Życia na dzisiaj dla mnie. Spraw, Panie, abym żyła tym Słowem. Aby to Słowo nieustannie ożywiało moje zmęczone serce, aby budziło mnie do życia w pełni, aby podnosiło mnie z odrętwienia. Pragnę wszędzie głosić i opowiadać wszystkie cudowne Twe dzieła, wychwalać Ciebie i uwielbiać, bo Ty jesteś wielkim Prorokiem wśród nas. Ty jesteś Panem.

s. Magda

IX Niedziela Zwykła

IX Niedziela Zwykła, rok C

Komentarz do Ewangelii wg św. Łukasza 7, 1-10

Gdy Jezus dokończył wszystkich swoich mów do słuchającego Go ludu, wszedł do Kafarnaum. Sługa pewnego setnika, szczególnie przez niego ceniony, chorował i bliski był śmierci. Skoro setnik posłyszał o Jezusie, wysłał do Niego starszyznę żydowską z prośbą, żeby przyszedł i uzdrowił mu sługę.

Ci zjawili się u Jezusa i prosili Go usilnie: «Godzien jest, żebyś mu to wyświadczył – mówili – miłuje bowiem nasz naród i sam zbudował nam synagogę». Jezus przeto zdążał z nimi.

A gdy był już niedaleko domu, setnik wysłał do Niego przyjaciół ze słowami: «Panie, nie trudź się, bo nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój. I dlatego ja sam nie uważałem się za godnego przyjść do Ciebie. Lecz powiedz słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: „Idź!” – a idzie; drugiemu: „Przyjdź!” – a przychodzi; a mojemu słudze: „Zrób to!” – a robi».

Gdy Jezus to usłyszał, zadziwił się nad nim, i zwróciwszy się do tłumu, który szedł za Nim, rzekł: «Powiadam wam: Tak wielkiej wiary nie znalazłem nawet w Izraelu». A gdy wysłańcy wrócili do domu, zastali sługę zdrowego.

Modlitwa pełna wiary

Motyw dwóch dróg pojawia się w Piśmie Świętym bardzo często. Zaczyna się już w Rdz, gdzie pierwszym aktem stwórczym Boga jest oddzielenie światła od ciemności. Pan kładzie też przed człowiekiem błogosławieństwo i przekleństwo, by człowiek mógł wybrać życie. W dzisiejszej Ewangelii również pojawia się pewna dwoistość. A jest to dwoistość pochwały. Starszyzna żydowska chwali setnika przed Jezusem, a Jezus chwali go przed tłumem. Jednak pochwała Jezusa i starszyzny dotyczy całkiem innego przedmiotu. Przyjrzyjmy się od początku.

Sługa setnika jest bliski śmierci. Wieść o Jezusie wywołuje w setniku natychmiastową reakcję. Wysyła starszyznę żydowską do Nauczyciela, by prosili Go przyjście i uzdrowienie jego sługi. Ci w usilności swych błagań, wyliczają, dlaczego Jezus miałby uzdrowić służącego. Powodem miałaby był miłość setnika do Izraela oraz to, że zbudował im synagogę w Kafarnaum. To, według nich, stanowi o tym, że jest on godny tej łaski.

Następnie setnik posyła do Jezusa przyjaciół, przez których wyznaje swą niegodność
i zdawałoby się, że z tego powodu broni Jezusowi wejścia do swego domu. Jest jednak wręcz przeciwnie! Wyznaje wiarę w Słowo, posłane od Ojca, które ma moc stwarzać. Zaprasza do swego domu już nie samego Nauczyciela, ale Słowo Boga. Zaprasza Słowo do swego niewolnika, a Słowo przychodzi, by dawać wolność. Setnik jest świadom, że nic bez Niego nie może się stać, a z Nim i przez Nie wszystko jest możliwe.

Jezus milczy aż do tej pory, a otwierając usta wypowiada pochwałę wiary setnika, która tak naprawdę stanowi o jego godności w oczach Pana. Starszyzna Izraela widziała jego miłość do narodu wybranego, widziała synagogę, ale nie widziała wiary, która kierowała tak naprawdę jego życiem. Wiara pełna pokory i zaproszenia, wiara prosta i mocna, wiara oparta na Słowie.

Jezus zaprasza Cię do takiej wiary przez Słowo. Ono ma moc nieustannie rozdzielać jasność od ciemności, które są w Tobie. W tej jasności, będziesz zdolny wybierać błogosławieństwo, by żyć. To Słowo da Cię głęboką wewnętrzną wolność, a Twoja modlitwa pełna wiary będzie wysłuchana i o cokolwiek poprosisz, dostaniesz. Takich orędowników za niewolników tego świata szuka Pan.

s. Bogusława

Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej

Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej

26.05.2016

Rozważanie do Ewangelii

Łk 9, 11b – 17

Ewangeliczny opis pierwszego rozmnożenia chleba wg św. Łukasza pokazuje nam dwie prawdy. Pierwsza to prawda o tym, że trudno nam prawdziwie zawierzyć Jezusowi. Widzimy apostołów, którzy chwilę wcześniej mocą Bożą, posłani przez Pana, uzdrawiają, wyrzucają złe duchy, głoszą Królestwo Boże, a już chwilę później na głód tłumu reagują po ludzku! „Odpraw tłum; niech idą do okolicznych wsi i zagród, gdzie znajdą schronienie i żywność, bo jesteśmy tu na pustkowiu. […] Mamy tylko pięć chlebów i dwie ryby, chyba, że pójdziemy, nakupimy żywności dla wszystkich tych ludzi. Było bowiem około pięciu tysięcy mężczyzn.” Jak trudno jest uwierzyć, że dla Boga nie ma problemu nakarmić pięć tysięcy. Skłonni jesteśmy bardziej do szukania jedynie ludzkich rozwiązań naszych problemów niż uciekania się do Bożej pomocy i zawierzenia Bogu. A Jezus mówi do apostołów: „Wy dajcie im jeść!” Czyżby nie rozumiał, że nie są w stanie tego uczynić? Jezus rozumie to doskonale, ale chce ich przekonać, że ten kto Jemu zawierza będzie mocą Bożą czynił rzeczy przekraczające ludzkie możliwości.

Druga prawda to ta, że człowiek potrzebuje chleba, aby żyć, ale jeszcze bardziej potrzebuje pokarmu duchowego, który daje życie wieczne. Dlatego, gdy widzimy Jezusa, który łamie chleb i podaje go apostołom, aby rozdali tłumom, przychodzi nam na myśl Wieczernik. Moment, w którym Jezus pozostawia nam Siebie pod postacią chleba i wina i poleca uczniom, by powtarzali tę ofiarę na Jego pamiątkę. Każdego dnia w Eucharystii Jezus rękami kapłana ponawia dla nas gest łamania chleba, aby dać nam Siebie – Pokarm Duchowy na życie wieczne.

Cóż więc znaczą słowa Jezusa: „Wy dajcie im jeść”? Choć są one bezpośrednio skierowane do apostołów i odnoszą się do kapłanów, to jednak w jakiś sposób odnoszą się również do każdego , który chce być uczniem Jezusa. Bo każdy uczeń Jezusa,  a więc każdy , wezwany jest, by świadczyć o miłości Boga, by nieść braciom pokarm Słowa Bożego i zaświadczyć, że On sam jest obecny w Eucharystii.

Nieśmy więc w sercach Chrystusa, tym, którzy może jeszcze nie wiedzą, że Go potrzebują.

  1. Aleksandra Ł.

Komentarz do Niedzieli Trójcy Świętej

Komentarz do Niedzieli Trójcy Świętej

Bóg nie śpi i nie pozwala, by człowiek zasnął w śmierci.

„To mówi Mądrość Boża: jestem stworzona, jestem zrodzona, poczęta jestem”. JESTEM. Jestem od dawna, od wieków, od początku. Zanim ziemia powstała, przed wszelkimi czynami – tj. od zawsze.

Kim jest Mądrość stworzona: poczęta i zrodzona, jeśli nie Synem Bożym już oczekującym i gotowym na dzieło odkupienia i to, gdy jeszcze świat nie istniał, ani żaden człowiek na nim? Stworzonym jest nie dlatego, że nie było Go wcześniej, ale dlatego, że wraz ze stworzeniem zaczął istnieć w czasie. Jak ono przybrał granice istnienia, by stać się poznawalnym. Był jednak od początku, a był w taki sposób, że oczekiwał na zjawienie się. Dlatego jest stworzonym, że nigdy nie był innym, jak tylko przeznaczonym na to, by przybrać postać człowieka. Takim był zawsze: zanim czas zaistniał i to, co w czasie. A gdy zstąpił w czasy został poczęty i zrodzony i jako taki umarł i zerwał zasłonę przybytku, tj. ciała, udostępniając śmiertelnym wejście do miejsca najświętszego.

Pierwsze czytanie ukazuje nam więc Boga, który od zawsze myśli o człowieku – jest on Jego pasją. Pragnie wspólnoty z nim, relacji ojcowsko-synowskiej, bardzo bliskiej. Jest jednak zapatrzony w niego wzrokiem dalekosiężnym, i choć po ojcowsku planuje jego szczęśliwy byt, to pozwalając na jego samodzielne wybory,  jest gotowy ponieść ich zgubne konsekwencje.

Syn Boży towarzyszył stworzeniu świata od początku (mistrzyni u boku Pana), dlatego powstało ono  w oparciu o historię zbawienia, na którą był On przeznaczony – historię która trwa i jest radością Boga.

Dzieło odkupienia dokonało się wprawdzie przez śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, w łaskę tę jednak wprowadza dopiero Duch Święty, sakramentalnie otwierający nową rzeczywistość i przysposabiający dusze wiernych do oglądania prawdy. Zwycięstwo Jezusa nad śmiercią przywróciło człowiekowi wolność,  a ta jest warunkiem niezbywalnym dla prawdy. Duch Święty jest Tym, który doprowadzi stworzenie do jego pełni, która jeszcze ukryta, odkryje się w Bogu. Prawda ma być światłem w tej drodze, która jeszcze została do pokonania. Źródło tego światła będzie zarazem pełnią prawdy. Tymczasem jednak Bóg ma nam jeszcze wiele do powiedzenia i jest to piękna cecha Kościoła, przez który się wypowiada. Kościół nie jest rzeczywistością statyczną, ale ożywiony Duchem, rozwija się wewnątrz samego Boga (w Nim poruszamy się, żyjemy i jesteśmy). Duch powie wszystko, co usłyszy. Bóg nie pozostawia więc niczego tylko dla siebie. Dążąc do jedności z człowiekiem, do jego przebóstwienia („aby i oni stanowili jedno w Nas”), wszystko,  co należy do Trójcy Świętej i jest Jej wzajemną wymianą, wydaje również w ręce człowieka. Nie ma więc przed nami tajemnic, to tylko nasze ograniczenia stawiają Bogu przeszkody. Wiedząc jednak o tym, że jeszcze nie jesteśmy w stanie przyjąć wszystkiego, Bóg nie ustaje w wysiłkach, by nam to przekazać. Bóg jest uparty i konsekwentny w miłości.

W dzisiejszych czytaniach mamy więc przedstawione trzy dynamiki: udzielania się Boga człowiekowi przez dzieło stworzenia
i odkupienia (I czytanie), dynamika Kościoła w jego urzędzie nauczycielskim, sprawowanym przez Ducha Świętego (ewangelia) oraz dynamika odpowiedzi człowieka w formie zawierzenia Bogu, heroicznego trwania przy Nim (II czytanie). Każda z nich przedstawia działanie rozwojowe, aktywność będącą wyrazem samych głębin istoty Boga i człowieka stworzonego na Jego wzór. Dwie pierwsze są dynamikami służebnymi wobec człowieka, trzecia zaś jest ich konsekwencją po rozpoznaniu ich służebnego charakteru.

s. Joanna

 

 

Niedziela Zesłania Ducha Świętego

Niedziela Zesłania Ducha Świętego

Ewangelia wg św. Jana 20, 19-23

W niedzielę Zesłania Ducha Świętego Jezus, w Swoim Słowie, zaprasza nas, abyśmy tak jak uczniowie, doświadczyli pokoju płynącego ze spotkania ze Zmartwychwstałym, dotknęli Jego ran, przyjęli Ducha Świętego i mogli głosić, że On żyje!

W dzisiejszej Ewangelii odnajdujemy uczniów ukrytych „z obawy przed Żydami”. Trwają we wspólnocie. Potrzebują siebie nawzajem. Wiedzą, że w obecnej sytuacji, samotność zamknie ich jeszcze bardziej i spotęguje lęk. Doświadczają paraliżującego strachu, ich nadzieje zostały rozwiane, kobiety zaświadczają, że widziały Zmartwychwstałego, niedowierzają, są całkowicie bezradni wobec zaistniałej sytuacji…

I właśnie wtedy, w tej beznadziei, gdy „drzwi były zamknięte” przychodzi Jezus. Staje pośrodku. W centrum ich życia! Zwraca ich uwagę na to, co najistotniejsze – na Samego Siebie! Przychodzi ze Swoim pokojem, który zmienia perspektywę ich patrzenia. Uczy, jak nie kontemplować lęku, ale Tego, kto ten lęk może usunąć. Nie skupiać się na problemach, ale na Tym, kto te problemy może oddalić. TO SPOTKANIE BYŁO PIERWSZĄ ADORACJĄ ZMARTWYCHWSTAŁEGO.

Uczniowie wpatrując się w Jezusa, otwierają swoje serca na przemianę. Nie mówią nic – patrzą. Trwają w rozradowaniu, bo ujrzeli Pana. Jezus pokazuje im Swoje rany, pragnie, aby w nich doświadczyli najgłębszego spotkania, prowadzącego do zmartwychwstania.
I właśnie wtedy, gdy są słabi i pełni lęku posyła ich, aby nie swoją mocą, ale mocą Ducha Świętego, szli na cały świat.

Zawsze, gdy trwam przed Najświętszym Sakramentem – Jezus przychodzi ze Swoim pokojem – i zaprasza mnie, abym przyjęła Jego Ducha. Wtedy posyła mnie na cały świat. Świat to moja codzienność. To miejsce, gdzie mogę prosić o Ducha Świętego, aby „mieć życie” – to znaczy poznawać, kochać i naśladować Jezusa Chrystusa we wszystkim co każdy nowy dzień przyniesie.

Panie, niech zstąpi Duch Twój i odnowi ziemię…ziemię mojego serca.

s. Joanna Szewczyk

Wniebowstąpienie Pańskie

Komentarz do Ewangelii wg św. Łukasza 24,46-53

„Oto ja ześlę na was obietnicę Ojca. Wy zaś pozostańcie w mieście, aż będziecie uzbrojeni mocą z wysoka”.

Czasem wydaje mi się, że Bóg mnie nie słucha. Czasem wydaje mi się, że w ogóle mi nie pomaga – a przecież tyle Go proszę, przecież obiecał. … A tu proszę – Jezus mówi konkretnie dziś do mnie – pozostań w mieście – pozostań w tym miejscu, w którym jesteś – bądź cierpliwa Ja w odpowiednim czasie przyjdę i uzbroję cię mocą z wysoka. Tylko bądź cierpliwa i ufaj – Ja dam Ci obiecanego przez Ojca Ducha Świętego – On cię wszystkiego nauczy – proś, a otrzymasz. I ufaj…

s. M.

VI NIEDZIELA WIELKANOCNA Komentarz do Ewangelii

Komentarz do Ewangelii  św. J 14, 23-29
VI Niedziela Wielkanocna

 

14 rozdział Ewangelii wg Św. Jana rozpoczyna się słowami „Niech się nie trwoży serce wasze”.
W rozważanym dzisiaj fragmencie Ewangelista po raz kolejny przypomina nam te słowa, zachęca nas do trwania w wierze, wzywa do praktyki miłości i zapowiada zesłanie Ducha Świętego. Duch Święty nauczy nas wszystkiego. Nauczy nas kochać Boga, kochać Bliźniego, kochać Kościół, zachowywać naukę. Nauczy nas MIŁOŚCI. Co dla mnie znaczy ukochać Jezusa? Czy kocham Jego ideały, Jego nakazy i dla tych ideałów żyję i te nakazy na co dzień wypełniam? On pierwszy ukochał mnie miłością odwieczną. Jak dziś okażę Chrystusowi moją miłość? Uczyńmy ze swego serca dom gościnnie otwarty dla Boga i módlmy się słowami Małej Arabki:

Duchu Święty – natchnij mnie

Miłości Boża – pochłoń mnie

Na właściwą drogę – zaprowadź mnie.

Maryjo Matko – spojrzyj na mnie.

Z Jezusem – błogosław mi.

Od wszelkiego złego,

Od wszelkiego złudzenia,

Od wszelkiego niebezpieczeństwa – zachowaj mnie. Amen.

s. Bożena S.

V Niedziela Wielkanocna

Komentarz do Ewangelii wg św. Jana 13, 31-33a. 34-35

Myślę – „miłość wzajemna” i przed oczami wyobraźni rysuje się droga, która zdaje się nie mieć kresu, albo kryształ o coraz bogatszej strukturze i niezwykłym pięknie symetrii. Za jedną i drugą metaforą ukrywa się Sam Jezus i miara Jego Miłości (owo: „…jak Ja was umiłowałem”). Zarówno dystans, jak i bogactwo głębi wydaje się być nieskończone. A jednak Ten, Który wyznaczył tak niezwykłą miarę wzajemności w miłości, zrobił wszystko, co możliwe (i co, po ludzku niemożliwe), by Nieskończoność zastąpić Bliskością. Aż po użycie Siebie za pokarm. Cóż, ostatecznie wiedział, że stajemy się tym, co spożywamy. Nie mogę sądzić w swej własnej sprawie. Zwłaszcza w tej, ale mogę (i chcę) dalej sięgać po Jezusa ukrytego w Chlebie i Słowie. I może ktoś, kiedyś szepnie mi do ucha: „jesteś do Niego taka podobna”.

s. A. Z.

Komentarz do Ewangelii na Niedzielę Dobrego Pasterza

IV Niedziela Wielkanocna Rok C

„Nikt nie może ich wyrwać z ręki Mojego Ojca.”
(J 10, 27-30)

            Próbuję wyobrazić sobie to czułe objęcie przez Boga: delikatny dotyk, pełen miłości, czułości i zatroskania, ale równocześnie na tyle mocny, aby uchronić przed niebezpieczeństwem, wypadnięciem, dać poczucie bezpieczeństwa i całkowitej akceptacji… Cudownie brzmi zapewnienie Jezusa o tym, że nikt i nic nie może nas wyrwać z tych Rąk, dających schronienie; że najtrudniejsza nawet nasza sytuacja życiowa jest kontrolowana przez Tego, który pozwolił gwoździem wyryć sobie na dłoniach nasze imiona i zawsze niesie nas, jak skarb przez nasze ziemskie drogi. Potwierdza to św. Paweł mówiąc, że „nic nas nie zdoła odłączyć od Miłości Boga”( Rz 8, 35-39). Nie pozostaje nam zatem nic innego, jak wtulić się z ufnością w dobre dłonie Boskiego Pasterza i czuwać, aby nie przyszło nam go głowy wyrywać się z nich.

s. Agnieszka B.