Wpisy

Słowo z Pustelni – 24.02.2020 r.

 Święty Jakub w pierwszym czytaniu, pisze dziś o łagodności, która właściwa jest prawdziwej mądrości.

Nie ważne, że świat i ludzie łagodność pozbawili sensu, a więc, raczej kojarzą ją z naiwnością, wyprutą nie tylko z mądrości, ale i często z roztropności.
Łagodny człowiek w dzisiejszym świecie to człowiek słaby, nie przebojowy,nie elokwentny, lub całkiem ciamajda życiowa! Ktoś z kim nie wiąże się nadziei.
Tymczasem, łagodność, która najbardziej chyba cechuje Osobę Boga i Jego relacje do nas jako grzeszników, po prostu nas ocala! Wnosi pokój i wprowadza harmonię, aby to co wybujałe, uciszyło się i nie pogrążało w bezpłodnych rozterkach ani nas, ani tych, którzy z nami żyją.
Co znaczy być łagodnym?
Nie chodzi teraz o katechizmową, czy teologiczną wykładnię.To pytanie raczej oto, w czym ja i Ty możemy okazywać się jeszcze bardziej łagodni? Bywa, że brakuje nam łagodności do samych siebie, bywa, że w stosunku do osób z którymi żyjemy na co dzień.Choć to bardzo ze sobą powiązane. Bywa, że nasz sposób bycia, myślenia i działania doprasza się o ZŁAGODNIENIE.
Gwałtowność,- nie ta która zdobywa Królestwo, lecz ta, która jakby nami rządzi i zwykle jej żałujemy,  pochodzi z braku przemiany naszego serca i nie rzadko bywa mało subtelnym przejawem po prostu zadufania w sobie i pychy.Zdradza jakąś niespójność i duchowy bałagan.Na przykład : przemawia tonem niezwykle słodkim i subtelnym, ale jak idzie i zamknie drzwi, to jak poirytowany oficer na wojnie. 
Albo stara się wszędzie wszystkim przyznać rację, uchodzi za osobę niekonfliktową, ale zabije Cię wzrokiem, lub zagłuszy Cię swoim śmiechem.
Przypadek opętanego chłopca z Ewangelii przez ducha głuchego i niemego, jest szczególny, właśnie przez gwałtowność w przejawach i oporność na egzorcyzmy Apostołów.I gdy nam wydaje się, że to co głuche i nieme w zasadzie jest nieszkodliwe,to w przypadku z demonami,okazuje się dokładnie odwrotnie! Im demon bardziej zakamuflowany,tym gorszy!
Człowiek w swej naturze ma wiele możliwości ekspresji, jesteśmy różni i nie zawsze nasze gwałtowne i nie nawrócone serce obnaży się w gwałtownej reakcji.Trudno jednak nie zauważyć, że bardzo często ludzie, którzy tłumią w sobie gniew, brak przebaczenia, urazę, którzy cokolwiek,ale po prostu tłumią,maskują, w życiu okazują się zwyczajnie skrajni. I jak to było z chłopcem, tak bywa i z nimi: raz rzucają się w ogień,to znów w wodę. Ale zawsze budząc skrajne odczucia także w tych, którzy są na nich jakby skazani, na ich skrajne stany emocjonalne, czy nawet skrajne decyzje,których są ofiarami.
To nie jest oczywiście wyznacznikiem o ich rzekomym byciu opętanymi, ale na pewno wyznacznikiem ich duchowej kondycji, że coś domaga się konfrontacji z Jezusem.
Gwałtowne skrajności nie pochodzą od Ducha Bożego.Nie umie on też być łagodnym! Może łagodność małpować tylko przez krótki czas, jednak prędzej czy później, zacznie się rzucać i miotać.
I to powinno nam pomóc w codziennym, duchowym rozeznawaniu. Znacie takie powiedzenie: ” co nagle, to po diable!” A także: ” Boże młyny, mielą powoli!”
I na ogół tak bywa. 
Jest także napisane, że Jezus  ” surowo rozkazał ” demonowi, aby wyszedł z chłopca i więcej razy nie powracał. Surowo! To daje jeszcze jedno proste i jasne światło, że całą naszą gwałtowność mamy przekuwać na bardzo zdecydowany opór wobec Złego! Z nim akurat nie mamy dyskutować, ani przejawiać wobec niego łagodności.Czy możemy sami stawić jemu opór? No nie. Nawet nie wskazane, bo polegniemy na pierwszej prostej.My mamy być silni nawet nie naszą modlitwą i nie naszym postem, ale groźni i niebezpieczni Świętym Imieniem Jezus!
A co ze słowami Jezusa: ” ten rodzaj można wyrzucić tylko modlitwą i postem”?
Przyznajmy, że obie formy: modlitwa i post ,są niezwykle ŁAGODNYMI formami walki nas jako ludzi w działaniu, a jednak, okazują się w zjednoczeniu z Jezusem niezwykle skutecznymi, żeby nie powiedzieć najskuteczniejszymi.
I modlitwa i post odzierają nas duchowo i cieleśnie ze złudzeń, że własnymi siłami cokolwiek możemy. I oto chodzi! Żebyśmy do walki z największym naszym wrogiem stawali osłabieni, a jednak wzmocnieni! I modlitwa i post oswajają nas z mocą Boga i pomagają wyrabiać nawyk polegania wyłącznie na Nim, a nie na sobie.Tak, jak Jezus, który zawsze polegał na Mocy Swego Ojca.
Jezu Najłagodniejszy,  zmiłuj się nad nami!Amen.
s. Teresa M.

VII Niedziela Zwykła

Mt 5,38-48
Jezus wzywa nas do dążenia do doskonałości. Nie można tego osiągnąć o własnych siłach.
Miłość nieprzyjaciół jest sercem chrześcijaństwa. Te słowa są rewolucyjne. One mogą nawet gorszyć! One wzywają Każdego z nas do nawrócenia! 
Może ktoś się oburzy i powie: jak to, ja mam się nawracać? Przecież chodzę do kościoła, modle się… A jednak to nie stanowi.o byciu chrześcijaninem. 
Kochaj Boga z całego serca; przebacz każdemu; kochaj nieprzyjaciół – to jest tożsamość chrześcijanina.
Człowiek, choćby sam się bardzo wysilał, nie potrafi sam z siebie kochać wroga, zdrajcy, nieprzyjaciela… Kiedy mężczyzna kocha kobietę lub matka kocha swoje dziecko, nie jest to niczym nadzwyczajnym – jest to miłość naturalna. Do miłowania nieprzyjaciół nie wystarczą uczucia, silna wola czy dobre wychowanie! To przekracza nasze możliwości.
Do miłowania nieprzyjaciela może nas natchnąć tylko Duch Święty. To jest Jego dzieło, które przekształca w nas człowieka nowego, podobnego do Chrystusa i czyni to za darmo, nie w nagrodę za jakieś nasze zasługi. 
s. Marta J.

Słowo z pustelni 17.02.2020 r.

„Wiedzcie, że to, co wystawia waszą wiarę na próbę, rodzi wytrwałość”. Jk 1,3

Prawda, że gdy się czyta to zdanie, działa jak kojący opatrunek na dokuczliwą ranę? No nie wiem, na mnie tak działa.
Przyłóżmy je sobie na poranione serca. Zaczerpnijmy ze Źródła.
 Niech nas leczy niewidzialnie,a nawet nieodczuwalnie,ale skutecznie to konkretne Słowo Życia.
Pobądźmy w ciszy, w leczącym pokoju tego zdania. Niech nas otuli, niczym ramionami kochająca matka. Próby nie są chwilą prawdy o innych, czy o Bogu.One są przede wszystkim, chwilą prawdy o nas i o kondycji NASZEGO serca.
Jeśli przechodzisz próby, to znaczy że  jest co próbować! A który kowal będzie uderzał w miękki ołów?
Próby są jak uderzenia młotem, to prawda, ale wyobraź sobie, że one ściśle się wiążą z darem wolności i darem prawdziwej miłości. Próbę źle znieśli nawet Aniołowie! Wiemy, że Lucyfer na niej poległ. Jakże więc kruchy, mały człowiek ma przetrwać czas prób i wyjść z nich zwycięsko?
Jezus w czasie swojej największej próby trwał na modlitwie przed Ojcem w Ogrójcu.Wszystkie próby można przetrwać z Nim. Nie ma tak ciężkich chwil w życiu, które nie byłyby do udźwignięcia w cieniu Jego czułej i wyrozumiałej bliskości. Mam ogromne współczucie dla wszystkich nie wierzących.Czas prób, jest dla nich już piekłem, bo są jak konie, które mają pokonać dystans życia w galopie, z połamanymi czterema kończynami! Współczuję, naprawdę.
Jezus w czasie prób czasami w ogóle nie pozwoli odczuć, że jest z nami.
I co wtedy? Jak wytrwać i nie zwątpić?
Bardzo cenię sobie Księgę Przysłów. Te słowa: „przed upadkiem pojawia się pycha, a przed potknięciem – duch wyniosłości” Prz.16,18, są odpowiedzią na pytanie jak nie polec. 
Jeśli przechodzisz próbę, niech czas modlitwy będzie dla Ciebie czasem łapania oddechu,czasem nabierania dystansu przede wszystkim do SIEBIE. I nie jest to wcale łatwe, gdy cierpimy. Niech będzie pełnym pokory wołaniem,- nawet bez słów do Boga. Nie polegaj na sobie, i raczej z góry zakładaj, że Bóg wie co robi i wszystko widzi, a nam czasami wystarczy po prostu usiąść i przeczekać.Czekanie, będzie czytaniem księgi  o ukrytych demonach w naszych myślach, i często dwu tomową Księgą o niesamowitej Mądrości Boga, w sposobie prowadzenia nas przez życie.
A na koniec zmów ze mną „Zdrowaś” za kogoś , kto może nie wierzy, próby są dla niego otchłanią piekła i tylko oddala od siebie bliskość Jezusa, podcinając tym samym gałąź na której siedzi, jak faryzeusze z dzisiejszej Ewangelii.
I sursum corda! W górę serca!
Bo w próbach okazujemy się wszyscy tak samo słabi i nędzni.
” Prawy bowiem,choć upadnie siedem razy, to wstanie” Prz.24,16 
A …” choćbyś głupca zmiażdżył w moździerzu jak ziarno,nie przestanie być głupcem”Prz.26,22
Bądźmy mądrzy, bądźmy pokorni!
Życzę pięknego tygodnia!
s. Teresa M.

DZIEŃ REFLEKSJI, MODLITWY I WSPÓLNYCH POSZUKIWAŃ 

ŹRÓDŁO, CZYLI TAJEMNICA POCZĄTKU DROGI

Szukasz, pytasz o drogę i nie znajdujesz odpowiedzi? Być może czasami warto podarować sobie odrobinę pustyni, spotkać się z tymi, którzy zadają podobne pytania i razem poszukać odpowiedzi.

Siostry Franciszkanki Rodziny Maryi zapraszają dziewczęta w wieku 12 – 16 lat na DZIEŃ REFLEKSJI, MODLITWY I WSPÓLNYCH POSZUKIWAŃ  15 lutego 2020 r. (od 9:00 – 15:00),

do naszego domu w Krakowie, ul. Parkowa 11 B.

W programie:                                                    

  • konferencja
  • bibliodrama
  • obiad
  • adoracja Najświętszego Sakramentu

(możliwość spowiedzi i rozmowy z

księdzem lub siostrą)

  • Eucharystia
  • Koronka do Bożego Miłosierdzia

 

Nie zapomnijcie zabrać ze sobą:

  • Pisma Świętego
  • Różańca
  • notesu
  • pantofli
  • a nade wszystko szeroko otwartego serca 🙂

ZGŁOSZENIA s. Agnieszka – 601 784 308; s. Dorota – 697 590 006

 

 

Słowo z Pustelni – 15.02.2020 r.

Ile masz? I ile chcesz dać?

Bo w dzisiejszej perykopie uczniowie dopatrzyli się zaledwie siedmiu chlebów na tysiące ludzi! A ludzie wykazali się taką determinacją w zasłuchaniu w słowa Jezusa, że trwali przy nim trzy dni bez zapasów pożywienia! Nikt z tego tłumu nie wyraził prośby o chleb,tym bardziej o rybę.Nikt nie narzekał ,że jest już zmęczony, że gorąco, że ścierpł, że jest głodny! Że Jezus może się rozgadał! Wyczuwa się w opisie trwanie przy Nim, pełne pasji i kompletnego zapomnienia o sobie. Zdumiewający jest już sam ten fakt! A Jezus, który miałby pełne prawo,czuć się pierwszy zmęczony,- jako mówca, myślą i troską obejmuje najpierw tłum swoich słuchaczy! Uruchamia swoją wyobraźnię i próbuje dyskretnie wychować nieco wyobraźnię uczniów.Ma ich obchodzić, tak samo jak Jezusa, że lud jest głodny, a do domów mają daleko! Ma nie być im to obojętne!
My często wolimy nie uruchamiać wyobraźni, aby konsekwentnie, nie obarczać się na rzecz drugiego, a bywa, że może nie chcemy uszczuplać  też swego portfela.
 A co z tymi, którzy portfeli nie mają? Bogaci są jeszcze w: czas, umiejętność słuchania,w czuły dotyk, w dobre i  mądre słowo,w dar modlitwy.
 Troska o drugiego człowieka, może być jednorazowa,-i taka jest zwykle dużo prostsza w„obsłudze”, lub długoterminowa, i jako taka powinna być przemyślana i mądra.Jezus był niezawodny w każdej z tych form troski o człowieka.
Ujmuje mnie zawsze sposób działania Jezusa, cichy, dyskretny, bez tego całego „szoł ” w około własnej osoby! Rozmnaża siedem chlebków i karmi tysiące, w sposób cichego przyrostu, w miarę jego rozdawania! Jakie to jest uroczo ciche! Bez selfi w akcji! A teraz zestawiam sobie Jezusa z Jego słowami „gdy dajesz jałmużnę , nie trąb…”! I rzeczywiście,- nic z 
„trąbienia”…Jakże ujmujące jest to, że Jezus nigdy nie manipuluje ani wolą jednostki ani tłumami! Jeśli wyświadcza miłość, troskę, jeśli daje cokolwiek, to tylko dlatego, że kocha i że wie, że ten konkretny dar ma nam pomóc, a może i służyć innym.Nigdy nie daje niczego, by żebrać o czyjąś uwagę, aby sobie kogokolwiek czymś kupić, zaskarbić czyjeś uznanie, sympatię, poparcie, czy nazbierać followersów, czy w ogóle cokolwiek ugrać! Jeroboam za to z dzisiejszego pierwszego czytania, ugrał wszystko, od początku do końca, i w ten oto sposób stał się pod każdym względem bankrutem! Cała podstępna walka o władzę i wszystko co się z nią wiąże, obróciła się przeciwko niemu.
Ujmuje też serce, że kiedy trwamy przy Bogu, także z czystej chęci u wyboru, z miłości, z zachwytu, On nas nigdy nie pozostawi samym sobie. Ośmielę się stwierdzić, że chyba nie jedna osoba już tego doświadczyła.Dając się porwać miłości, otrzymała od Jezusa miłość nieskończenie większą! Jezus okazał Jej troskę także i oto, o co wcale nie prosiła, czego w najcichszych marzeniach nawet nie oczekiwała.Doświadczenie na co dzień, czym jest Jego Boska Opatrzność, uczy i wychowuje,aby naprawdę nie dać się sprowokować do zbytnich trosk w żadnej sprawie.
Myśli mi się jeszcze, że te opisy rozmnożeń chleba i ryb, są tylko bladym przedsmakiem hojności i gościnności Boga względem każdego, kto po trudach ziemskiej pielgrzymki trafi do Domu Ojca. 
Czy Ten, który zatroszczył się o tak wiele, nie wykaże się wyobraźnią, aby przyjąć duszę w Niebie po tym łez padole?
Na pewno! Dajmy tylko Jemu i sobie samym szansę! Codziennie dajmy Mu to co mamy, bez wymyślania! Tylko siedem chlebków i kilka rybek. W Jego dłoniach nasze marne nic, zamieni się w coś,co na pewno będzie bezcenne,a może też nakarmi tłumy, których my być świadomi teraz wcale nie musimy.  
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 10.02.2020r.

 ” A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie.”

Najwdzięczniej leczy się pacjenta, który nie tylko ma już świadomość choroby, ale chce powrotu do zdrowia i współpracuje z lekarzem. Słucha jego porad i zażywa leki, lub prowadzi tryb życia, który ma mu pomóc w poprawie kondycji. Z tego co mi wiadomo, najbardziej irytujący jest pacjent, który mówi lekarzowi, co ma robić.Niby wszystko to wiemy…

Lekarza  Najlepszego  jaki tylko może być, zwłaszcza od chorób duszy, mamy w każdym Tabernakulum, to co cierpliwie zaleca, mamy  zaś w Piśmie Świętym,a na ile poważnie traktujemy swoją duszę, to już odpowiedzialność każdego, przed którą się nie ucieknie.
Osobiście zachęcam, aby jednak uznać się za chorego!
Świadomość bycia pacjentem Samego Boga, naprawdę daje dużo pokoju i radości na co dzień! A nawet nie rzadko niezły ubaw z samego siebie i swego niedołęstwa.
 Aha – Ten Lekarz,- jako jedyny, ma dla każdego czasu bez limitów!
s. Teresa M.

Komentarz na V Niedziela Zwykłą

Niech świeci wasze światło przed ludźmi.” (Mt 5, 13-16)

Można by zapytać: „Po co?”, skoro świat żyje swoim życiem i wydaje się, że mało kto przejmuje się Ewangelią. Zeświecczenie życia coraz bardziej daje się we znaki chrześcijanom, a styl ich życia kole w oczy tych, którym do Pana Boga nie po drodze. Po co w takim razie mamy dawać świadectwo wiary?… Czy nie lepiej wyznawać ją w sercu, po kryjomu, aby nie narażać się na niezrozumienie i nie-akceptację?… Tak byłoby zdecydowanie łatwiej, ale…

Jezus twierdzi, że chrześcijanie są potrzebni dzisiejszemu światu, jak sól w pokarmach i jak światło pośród ciemności. Nikt nie może podważyć oczywistości tych dwóch znaków. Nikt nie zaprzeczy roli, jaką te rzeczywistości odgrywają w ludzkim życiu. Świat bez Boga umiera, bo w ciemności życie się nie rozwinie… Życie bez Boga traci smak, staje się tylko namiastką, ułudą. Bóg wie, jak bardzo człowiek potrzebuje Jego Miłości, jak bardzo za nią tęskni. Potrzebuje jej tym bardziej, im konsekwentniej od niej ucieka. I właśnie uczniowie Jezusa z woli Boga mają być drogą, po której On dotrze do świata. Mają nieść Jego światło, nadawać smak. Bóg sprawił, iż styl życia człowieka prawdziwie Bożego może zadziwić innych i obudzić w nich tęsknotę za Prawdą.

Daj nam, Panie, siły, abyśmy pośród ciemności świata żyli, jak dzieci światłości; aby nasze życie niepokoiło, ciekawiło i przyciągało innych do Ciebie. Aby nigdy wina za to, że tak wielu Ciebie nie poznało nie była naszym udziałem.

s. Agnieszka B.

Słowo z Pustelni – 08.02.2020r.

Bóg nigdy nie bierze sobie urlopu od czułej troski o nas.
Jeśli stado nie jest odpowiednio chronione,wystarczy tylko jeden wilk, który w swojej inteligencji wie, że ma łatwy dostęp do źródła pokarmu.Ataki będzie powtarzać i zagryzie więcej owiec niż będzie w stanie zjeść. Oprócz tego zamknięta zagroda w chwili ataku,tak naprawdę staje się wrogiem samych owiec.Nie czmychną w las i w góry.Takie sytuacje musiał nie jednokrotnie obserwować dorastający Jezus.Świadomość zwykłej, ludzkiej odpowiedzialności za taki stan rzeczy, musiała w jego człowieczeństwie, i wschodniej mentalności rosnąć tym bardziej, że każda taka strata pogrążała i tak już biednych ludzi.Widok masakry na bezbronnych kozłach,czy owcach też nie należał do miłych wspomnień.Wrażliwe serce Jezusa dojrzewając, przekładało sobie ten obraz z życia wzięty, na rzeczywistość jaka miała miejsce u jemu współczesnych, pozostawionych sobie samym ludziach. Pozbawionych tak naprawdę autentycznej troski tych, którzy za pasterzy uważali się tylko dla elit.Przyszły w końcu dni, gdy Jezus wystąpił w obronie wszystkich „owiec”, zapełniając raz na zawsze tę ogromną przepaść, jaka dzieliła pasterzy od owiec całym Sobą, oddając za nas życie.
Dzisiejsza perykopa opowiada o jednej z wielu takich sytuacji, gdzie bycie z kimś, nie było planowane, nie było zamierzone.
Czuła troska o zagubionego człowieka nieustannie inspiruje Bożą Miłość.
Myślę sobie, dlaczego Jezus „wpuszcza” nas w takie nie planowane sytuacje, spotkania, rozmowy. Coś nagle nam zmienia, przewraca o 180 ° !?
 Jestem osobiście przekonana, że czyni tak, ponieważ lepiej od nas zna taktykę Złego.
W odróżnieniu od nas dobrze wie, że Zły duch niczym wilk, poddaje nas nieustannej obserwacji, i jeśli my coś planujemy, to on planuje to razem z nami.Ileż sytuacji naprawdę bardzo dla nas niekorzystnych Jezus zmienił! Czasami z udziałem naszej świadomości i wolnej woli,a często i bez. Wiem, że takie zaskakujące nas historie, zawsze albo mają pomóc nam samym, albo też, występujemy w roli posłanych i to ktoś drugi, ma przez nas doświadczyć Bożej troski.Litość Serca Jezusa, zawsze działa na naszą korzyść, zawsze jest obroną.Bóg zawsze jest murem za nami, bo lepiej niż my dostrzega zagrożenia duchowe i wszystkie zastawione na nas pułapki Złego.
Zaraz mnie pożrą wszyscy, którzy uważają, że jednak Bóg bywa nie litościwy, gdy umiera na nowotwór młoda matka czwórki dzieci,albo giną niewinni ludzie.Właśnie i wtedy  wierzę Bogu, że mimo wszystko wie lepiej i widzi dalej niż my.Ktoś powie: piszesz sobie o trudnych sprawach tak lekko, bo nie doświadczyłaś czym jest cierpienie.Przeciwnie.
Ponieważ doświadczyłam nie jednego rodzaju cierpienia, z perspektywy czasu zaczynam rozumieć i być Bogu teraz bardzo wdzięczną za wszystko co mi pozmieniał i wywrócił do góry nogami.Dlaczego? Bo dostrzegam jak bardzo byłam i jestem chroniona i dzięki temu sama mogę też być schronieniem dla kogoś drugiego, kogo On do mnie przysłał,lub jeszcze przyśle.Nam się często tylko mocno wydaje, że dzieje nam się krzywda, podczas gdy od największej krzywdy właśnie nas uchroniła Boża Opatrzność. Kimkolwiek jesteś i będziesz to czytać, proszę Cię, nigdy nie wątp w to, że Jezus stoi murem za Tobą! Nigdy! Cały czas Nasz Baranek Boży, chroni Cię niczym kokosz swoje pisklę.Całym Sobą, całą Swoją Ofiarą Zbawczą wypełnia tę niebezpieczną przestrzeń po między Tobą, a Złym, więcej, Jego kochające przebite i Zmartwychwstałe ramiona, są dla Ciebie bezpieczną zagrodą, przed którą każdy Zły duch skomle jak przerażony pies. Jest tylko jedno ale, jeden warunek takiej ochrony : Ty musisz tego chcieć! Nie ma bezpiecznej strefy duchowej dla Ciebie poza Nim.Więc jeśli się chcesz poruszać w życiu zdany na własne siły, to stajesz się łatwym łupem wrogich Tobie i nie widzialnych mocy.Takie są moje doświadczenia i osobiście też jestem udręczona widokiem duchowej masakry, rzezi, jaka się rozgrywa na moich oczach na niejednej duszy, tylko dlatego, że ktoś bezmyślnie wchodzi w strefę 
„wilka” i szuka,ale poza Jezusem, poza Kościołem. Jezus aby Cię uchronić, aby dać Ci odczuć, że nie jesteś zaniedbaną owcą bez Pasterza, nie rzadko pozmienia Swoje plany, bo nie jest ich niewolnikiem, pozmienia je również tym, którzy mają Tobie służyć, ale proszę Cię w imieniu Kochającego,troskliwego Jezusa: nie oddalaj się niebezpiecznie od Niego! Lub też podejmij decyzję zbliżenia się ku Niemu i nie udawaj, że jesteś fenomenem, który Boga nie potrzebuje i dobrze mu z tym.To kłamstwo prędzej czy później życie zweryfikuje i poczujesz się zwiedziony. Nawet teraz,gdy to czytasz, On wpatrzony jest w nas, jak Ojciec wpatruje się w swoje małe dziecko, które pod Jego okiem uczy się samodzielnie chodzić.
Niech to troskliwe spojrzenie Jezusa przeniknie Twoje i moje serce ,amen.
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni 04.02.2020r.

Po „schodach” po cud!

Tym razem słyszę o przeszkodach, które mam szanse ominąć.Są to  tzw.”przeszkadzajki” życiowe,w które bywa, że mogę się zapętlić i do jakiegoś cudu,który Bóg chce mi po prostu ofiarować, nie dojdzie! Spróbujmy pokonać je wspólnie:

1.Fakty, które uderzają w rozum i prowokują do racjonalizacji.
” Twoja córka umarła.Czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?”
Świat tak nam „pomaga” wszystko racjonalizować,że mamy ten nawyk oswojony niczym oddychanie.
Ileż razy stwierdzamy, : no w tym momencie to już nie ma sensu, albo: po co,gdy i tak to nic nie zmieni. Niby nic takiego,a jednak już na wstępie możemy nie podjąć wezwania.
2. Zniechęcanie nas.
To już jakby skutek racjonalizowania.Jeśli jednak jesteśmy ludźmi wiary,to warto zapamiętać, że będzie ono uderzało w nas przez całe życie z trzech źródeł: z nas samych, poprzez ludzi i przez Złego.
I już na tym etapie zmagania, trzeba przypominać sobie i bronić się tarczą i mieczem słów Jezusa:
” Nie bój się, tylko wierz!”
3.Samotność i oddzielenie od źródeł zgiełku.
” I nie pozwolił nikomu iść ze sobą, z wyjątkiem…”
Nie ciągnijmy uparcie ze sobą i we wszystkie swoje sprawy wszystkich, których podsunie nasza pomysłowość.Przestańmy tyle mówić o tym, co jest problemem!I nie mówię, żeby zaniechać w ogóle poruszania tego co problem obiektywnie może stanowić.Ale warto być czujnym,by nie stać się gderającym,którego narzekanie stało się już jak dwutlenek węgla! Ten zgiełk zagłusza nam serce, aby było zdolne usłyszeć szelest nadchodzącego i wkraczającego w jakiś sposób w sam środek naszej biedy Jezusa! Użalamy się, robimy dramę, komórki przegrzane od zdawania relacji innym,a co mówi Jezus?
„Dlaczego robicie zgiełk i płaczecie?….”On zaś WYRZUCIŁ wszystkich…”
Proponuje „przerzedzić ” swój tłum ludzi lub intensywność nadawania tylko w jedno ucho.
Proponuje dobrze zlokalizować źródła zgiełku,które sami robimy.
4.Wolność od opinii ludzkich.
” Lecz oni wyśmiewali się z Niego”.
Nie jest dobrze, jeśli czyjaś opinia tak mnie wiąże, że aż paraliżuje.
Nie jest dobrze, jeśli ktoś się ze mnie śmieje i mnie to zwija kłębek.
Nie jest dobrze, jeśli jakakolwiek dezaprobata ludzka wycofuje mnie.
Jezus robił swoje,a do prześmiewców miał duży dystans.I tak jest zdrowo.
Praktykuje. I powiem,że jest mi z tym naprawdę lżej.
5.Przełamać barierę wstydu przed Jezusem.
Jeśli chcesz cudu,choćby tego małego,duchowego,nie spektakularnego,wpuść Jezusa w swoje miejsce,obszar, gdzie coś wygląda na jakby martwe.Może jest upokarzajace.
Pozwól by On ujął to za konkret, ” wziął dziecko za rękę” i nie zagaduj Boga, bo On chce z mocą DZIŚ do Ciebie i do mnie w jakimś bardzo konkretnym wymiarze,obszarze wyszeptać, bez pompy na stadionach: „Talitha kum”!
6.Do cudu zawsze potrzebna jest wiara dziecka.
Masz w sobie jeszcze tę wewnętrzną dziewczynkę? Lub tego chłopca, który wierzy Bogu i ufa, że On wie co robi?
Jeśli tak,to pozostaje mi życzyć już tylko smacznego,bo po tych bojach o uzdrowienie, Jezus zwykle lubi też nakarmić ciało.” I powiedział, aby dali jej jeść”!
W sumie dziewczynka nie była świadoma ile „schodów” Jezus miał do tego cudu,ile przeszkód. Przez to przechodził za to jej ojciec, przełożony synagogi.
Może tak być, że wszystkich potrzebnych dyspozycji,o które prosimy dla innych, Bóg najpierw chce dla nas samych i to my będziemy musieli wykazać się dojrzalszą postawą wewnętrzną lub otwartymi na cuda najpierw z nami.
7.W całość wątku wplata się od tyłu kobieta, cierpiąca na krwotok.

Dla mnie jest obrazem kogoś , z kogo uchodzi życie.Krew zaś w Biblii jest synonimem życia. Życie uchodzić z nas może na dwa sposoby.Albo wykańcza nas choroba, która toczy ciało, albo też cierpimy z jakiegoś powodu wewnętrznie i to odbiera nam życiową energię.Spotkanie, które miało ,- według scenariusza kobiety, przebiegać sprawnie i niezauważalnie, bez angażowania świadomości Jezusa, On czyni na tyle ważnym, że dziś o nim możemy czytać i z niego czerpać,choć minęło już tyle wieków!

To pokazuje, jak czasami dalecy jesteśmy od Jego mentalności, w swoim sposobie przychodzenia do Jezusa, myślenia o Nim, potrafimy być bardzo odlegli od tego, co dla Niego tak naprawdę jest ważne! Jak bardzo czuły jest Nasz Jezus na wiarę, na pokorę i skromność.Jak można Go dotknąć dogłębnie i samemu odzyskać życie, nawet jeśli nam się wydaje, że przedzieramy się przez gęsty tłum, że jakby Jezus stoi do nas plecami i w dodatku sięgamy gdzieś jakiegoś frędzla, a to i tak w naszym mniemaniu dużo.Tymczasem Nasz Jezus uczynił się formą Chleba, którą mamy możliwość przyjąć, jak głodne dziecko na język codziennie, a wiarą już nie podchodzić gdzieś od pleców, ale ufnie się wtulić w Niego.I co najważniejsze,- nie musimy sobie na taką bliskość zasługiwać.No nie musimy!Nie musimy być czyści, bez zarzutu i godni Jego uwagi. Wystarczy, że bardzo tego pragniemy i , że mamy w sercu wiarę w sensowność bliskości z Nim.
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni 03.02.2020r.

Zadziwiające, jak Szatan błaga Jezusa, by go posłać choćby w świnie. Wychodzi na to, jakby potrzebował ulgi,litości,wręcz odpoczynku od tego by przebywać w samym sobie i w towarzystwie pozostałych duchów nieczystych!Już chwila pomieszkania choćby w najbardziej nieczystym zwierzęciu,wydaje się być dla niego ulgą.Z jakiegoś powodu Jezus daje mu na to swoje przyzwolenie.I to pozostaje tajemnicą,jak i inne przyzwolenia Boga na jego  popisy w dzisiejszym świecie.

Jak to się kończy w szaleńczym tempie trzody dla Legionu złych duchów, wiemy już z opisu.
Co nam to mówi? 
Może , że wszystko co stworzył Bóg z natury jest stworzone do zamieszkania w Jego jakże przyjemnych głębokościach.Jakim piekielnym zatem doświadczeniem jest jakby ” bezdomność” Lucyfera, który z własnej woli wytrącił się z mieszkania w Światłości Boga niczym olej od wody.Te refleksje każą mi być głęboko wdzięczną,że łaska uświęcająca pozwala mi być zamieszkałą przez całą Trójcę Świętą oraz, że przez łaskę Chrztu, mogę mieszkać nie jako po środku Łona Ojca w jedynym Synu! I ta łaska ZAMIESZKANIA w Bogu będzie stałym atakiem zawiści i zazdrości całego piekła.
Mam też drugą refleksję,trochę smutną,bo jest mi smutno,gdy sobie myślę,że Jezus wyświadczył całej tej krainie przysługę, przywrócił jej upragniony pokój,a jednak prosili by sobie od nich poprostu poszedł i Nasz Kochany Jezus to uszanował.Przykre to, że dwa tysiące trzody świń,w ostatecznym rozrachunku stanowiło dla nich większą stratę,niż utrata takiej Osoby, jaką jest Jezus!
Można być tak pragmatycznym,tak mocno wrytym w swoje cele, że zaczynamy je przeceniać nad Samą Obecność Jezusa!
Niech nas chroni przed taką postawą, wierność łasce bycia zamieszkanym przez Boga. 
s. Teresa M.

Wydarzenia

Upps! Wygląda na to, że nic nie znaleźliśmy:-)

Sorry, no posts matched your criteria