Wpisy

Słowo z Pustelni – 11.05.2020 r.

 „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, i mieszkanie u niego uczynimy.”

Nic się samo nie zachowuje. Albo o coś dbamy pieczołowicie, albo wręcz przeciwnie.Zachowuje się naukę Jezusa, nie tyle w pamięci,- to zaledwie początek preludium.
Zachowuje się w przeciwnościach, w walkach, zmaganiach i burzach. Zachować, znaczy ochraniać całym sobą przed czymś, lub przed kimś.Nie dać sobie zmącić, zabrudzić, ulać, ukraść, czy wręcz zatruć.
Jezus zachowanie niezmąconej swojej nauki, wprost określa miłowaniem Jego Osoby.Dopowiada przy tym o rzeczywistości niepojętej dla naszych małych rozumów. Skutkiem tak wyrażanej miłości, prowokujemy nie jako Boga, by konsekwentnie zapragnął wejść w nas, wraz Ojcem, jak wchodzi się w przytulne mieszkanie. To są słowa obietnicy Samego Jezusa.Niepojęty Bóg chce zamieszkiwać nasze wnętrza!
Uganiamy się niekiedy za dużo mniej wartościowymi przejawami szczęścia, a na ile obchodzi nas i cenimy sobie ten nadzwyczajny dar, wcale nie zastrzeżony wyłącznie dla wybranych mistyków! 
Nie jeden Anioł chciałby dostąpić tej łaski, być w takim stopniu włączonym w wewnętrzne Życie Boga jak my.
s. Teresa

Słowo z Pustelni – 02.05.2020 r.

„I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.”J 19,27 b

Co to była za godzina? To była godzina pierwszej Mszy Świętej, a Krzyż był pierwszym Ołtarzem, z którego, gdy jeszcze mógł mówić, wypowiedział te słowa Najwyższy Kapłan i Zbawca człowieka.
Myślę, że ma to nie małe znaczenie, aby przyjmować osobę Maryi do swojego życia właśnie w trakcie każdej, dobrze przeżytej Eucharystii.
Dlaczego? Bo tak chciał Jezus.On wie, że nikt lepiej od Niej, nie potrafi zaopiekować się Jezusem, także tym żyjącym w nas, poprzez łaskę Eucharystii i Komunii Świętej.
Wziąć Maryję podczas Eucharystii, to dużo więcej niż pobożność Maryjna, dużo więcej niż odmawianie różańca, dużo więcej niż głoszenie choćby najwznioślejszych rekolekcji o Maryi. Dlaczego? Ponieważ gwarantem jest tutaj nie tyle nasz wysiłek co Wola Samego Jezusa i moc za tym idąca sakramentalnie.Wszystko co czynimy w Jego woli, ma siłę łaski. To On nas nauczył wołać do Boga:  Ojcze nasz i ta najpiękniejsza z modlitw, tworzy Liturgię Mszy Świętej.Podobnie jest i ma być z naszą relacją do Maryi. Jezus mówi: „weź ją do siebie”, nie znaczy weź i postaw figurkę, i na tym koniec, ale weź , w znaczeniu Eucharystycznym! Gdy mówi o swoim Boskim Życiu, które chce nam dawać pod postacią Chleba i Wina, to też mówi : Bierzcie! Bierz! I jedz! Bierz i pij! Weź też Moją Matkę! Ale nie podziwiaj , nie ścigaj się z wszystkimi „współczesnymi ekspertami od Maryi”, tylko, komunikuj z Nią! Żyj Jej wewnętrznym życiem, które Ona chce Ci dawać, abyś zachował dar życia, złożony w tobie podczas Eucharystii! Dar Jego Boskiego życia i dar Jego słowa!
Co znaczy jeszcze przyjąć Matkę Jezusa do siebie? 
Nie ten Ją przyjął, kto o Niej pięknie z ambon opowiada, nie ten, kto o Niej najpiękniejsze pieśni tworzy, nie ten, kto najwięcej różańców Jej daje, nie ten…, lecz ten, kto zrozumiał, co znaczy umierać sobie, by Jezus w tobie żył.Przyjąć Maryję, to pozwolić by Ona dobrze tego procesu wewnętrznego pilnie strzegła, okiem troskliwej Matki. To pozwolić, by Ona Sama czule przeprowadzała Cię w oczyszczaniu z Ciebie samego! Inna maryjność jest tylko biciem piany na własną chwałę i chowaniem się za autorytet Jej Osoby, ale to jest nadużycie!
Szczerze? Wolę zdecydowanie Maryjnych ludzi, niż o Niej mówiących. Różnica? Zasadnicza.
Maryjna dusza, ma po prostu  nabyte od Niej cechy, Jej właściwe. Atrapa? Każdy kto w jednej ręce ma różaniec, a słowem i postawą odbiega od postawy, którą przyjęłaby Ona.
Zachęcam do głębokiej lektury Jana Pawła II, który pisał wprost o Maryi, jako Niewieście Eucharystycznej, choćby w Encyklice o Eucharystii Ecclesia de Eucharistia.
s. Teresa M.

III Niedziela Wielkiej Nocy

„ A my spodziewaliśmy się…” Tyle mamy wyobrażeń, oczekiwań, rozwiązań. T powinno być tak, tu należy zrobić to, a tam coś innego. Nawet dla Pana Boga często mamy wyznaczone zadania, z których powinien się wywiązać, zareagować. Coraz częściej słyszy się, że powinien powstrzymać pandemię, zesłać deszcz, nie dopuścić do głodu…

„O nierozumni (głupi), jak nieskore są wasze serca do wierzenia…” I wyjaśniał im to, co mieli przecież zapisane w Pismach. Wtedy poznali Go przy łamaniu chleba. Proszę Cię dziś, Boże, o łaskę wiary w Twoje Słowo, w Twoją miłość. Daj mi wytrwałość w karmieniu się Twoim Słowem, w czytaniu, słuchaniu go i światło, bym je mogła rozumieć. Otwieraj moje oczy na cud Eucharystii – największego daru Boga dla człowieka, szaleństwa Bożej miłości. Wierzę, że to Ty będziesz mi tłumaczył, wykładał, że mnie poprowadzisz, nie według moich oczekiwań ale drogą Twojej odwiecznej mądrości, zniżającej się troskliwie do kruchości człowieka.

s. Magdalena M.

NIEDZIELA ZMARTWYCHWSTANIA PAŃSKIEGO

Komentarz do Ewangelii wg św. Jana 20,1-9

Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego

„Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu”… Taki jest początek tej najlepszej z nowin, nowiny o Jezusie z Nazaretu, Bogu, który chciał być człowiekiem, Bogu, który umarł w ludzkim ciele, „abyśmy mieli życie i mieli je w obfitości”. Jego Samego tu nie ma; jest jedynie pusty grób, porzucone płótna i miłość. Ta miłość nie pozwoliła Marii usiedzieć w domu i kazała jej pójść do grobu, pomimo ciemności. Ta sama miłość sprawiła, że Piotr i Jan nie szli, lecz biegli, a ten drugi wyprzedził pierwszego. Oczywiście, wiek wiekiem, ale miłość też ma swoje prawa – wierzy wbrew nadziei i uprzedza chwile spotkania, bo po prostu spieszno jej kochać. Taka miłość musiała długo dojrzewać, by móc ujrzeć to, co tylko jej oczom jest dostępne. Popatrzmy choćby na Jana; jak wiele wewnętrznych przeszkód musiała w nim pokonać, by jeden z Synów Gromu spoczął w czwartkowy wieczór, oparty o Serce Jezusa, a ostatecznie sprawić to, co dzisiejsza Ewangelia zamyka w jędrnym skrócie: „Ujrzał i uwierzył”.

Tutaj wystarczyłoby dopisać: „czego i tobie i sobie życzę”, ale chcę życzyć jeszcze czegoś… Chcę życzyć, by w czasie zamętu, niepewności jutra, lęku, kto z nas zostanie zarażony jako następny, nowina o Jezusie, który pokonał grzech i śmierć, otworzyła w tobie i we mnie zupełnie nowy rozdział życia. Można by mu nadać skromny tytuł: „Miłość”, bo ostatecznie jedynie ona daje sens naszemu „teraz”, a w końcu, jedynie ona przenika granice śmierci.

s.A.Z.

Słowo z Pustelni – 06.04.2020 r.

Akurat rozrzutność, nieobliczalność, szaleństwo w miłości, Jezus dobrze rozumie.

Umie ją też przyjąć.Zawsze będzie brał takich jak Maria w obronę.
Dojrzała miłość potrafi nie tylko wszystko ofiarować, umie także nie bronić się przed przyjęciem wszystkiego.
Dojrzała miłość umie pić nie tylko ze słów, spija miłość gestów.Sama na ogół nie oblicza strat, ale umie być w pełni świadoma ceny.
Miłość dojrzała rozpoznaje ten moment, ten dzień,ten czas.
Maria wie, że choćby wylała hektolitry najdroższych olejków, i tak Jezusa nie prześcignie w hojności.
Dorosły mężczyzna w wieku Jezusa posiada około 6 litrów krwi! Gdybyśmy poszli w matematykę, to jak wymierzyć cenę Krwi wylanej do końca, aż do wypłynięcia wody przez Jezusa, w stosunku do pół litra tych wonności szaleńczo rozlanych na stopy, zamiast na głowę,jak przystało u Żydów?
Maria daje tyle, ile może i potrafi. W darze olejku jest skończona, w darze miłości odczuwa się, że tam się wylewa znacznie więcej…
Jezusa nie prześcigniemy w rozrzutności…
Może to szalone? Ale prawdziwe, w tajemnicy Paschalnej, ukrytej w tajemnicy Eucharystii, Jezus czyni względem Ciebie i mnie to samo co Maria, a nawet dużo więcej. Kąpie nas w Swoim Bóstwie całych, namaszcza i poi Krwią, otula już nie włosami jak Maria, otula Swoim Zmartwychwstałym, Uwielbionym Ciałem. Syci ciszą, kaloryczną od Ducha Świętego i daru pokoju! I wystarczy, że wierzysz…I wystarczy, że uczysz się kochać coraz bardziej…
s. Teresa M.

 Niedziela Męki Pańskiej

 Niedziela Męki Pańskiej Rok A
„Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam?”  (Mt 26, 14-27,66)
W Mateuszowym opisie Męki Jezusa widzimy Boga, dobrowolnie oddającego się w ręce człowieka. Uderzają tu dwie rzeczywistości: pierwsza to okrucieństwo człowieka, a druga – poddanie się Boga woli ludzkiej. Autor Ewangelii z niesamowitą wyrazistością ukazuje podłość ludzką, wyrażającą się poprzez czyny, uderzające w niewinnego Jezusa: najpierw zdrada, opuszczenie, skrępowanie, opluwanie, wyszydzanie, ośmieszanie, policzkowanie, biczowanie, zabawianie się Jego kosztem, osądzenie, rozebranie, aż do krzyżowania i naigrawania się nawet w momencie konania… Tak człowiek traktuje Boga!… Tak grzech upadla człowieka, upadla każdego z nas… Mój grzech sprawia, że do takiego traktowania Boga jestem zdolna… Przerażająca to prawda, ale jednak prawda!…

Co wobec tej sytuacji robi Bóg?… Bez oporu poddaje się woli człowieka. Wydaje się bezsilny… Ale to tylko pozory. To On jest Panem nawet w Męce i śmierci. On szanuje wolność człowieka do tego stopnia, że bierze na siebie konsekwencje jej nadużywania i… umiera, aby wyzwolić nas z niszczącej siły samowoli i grzechu. Niesamowita tajemnica MIŁOŚCI! Niepojęta i nieogarniona przez człowieczy rozum. Pozostaje nam tylko uklęknąć pod krzyżem z wdzięcznością i pokorą, i prosić, aby Boża łaska chroniła nas przed najmniejszym nawet grzechem…

s. Agnieszka B.

Słowo z Pustelni – 04.04.2020r.

Jeśli występuję w swym sercu przeciwko innej osobie, to nawet z jej obiektywnego dobra, czynię nie dobrą nowinę,ale donos. Faktem donosu rozpoczyna się się dzisiejsza Ewangelia i nawoływaniem do kolejnych donosów się kończy.Okoliczności  spięte tymi samymi klamrami: donosem, – mową nie życzliwą, zatrutą.

Niektórzy z nich udali się do faryzeuszów i donieśli im, co Jezus uczynił.
(J 11,46 

Donieśli…no właśnie…O dobru drugiego człowieka możesz mówić, jak o czymś radosnym, czym sam się szczerze cieszysz, możesz mówić z szacunkiem , uznaniem, lub w sposób, który ma zadziałać na jego niekorzyść, i wtedy naprawdę donosisz, nawet jeśli osobiście tego tak nie nazywasz po imieniu.
„Arcykapłani zaś i faryzeusze wydali polecenie, aby każdy, ktokolwiek będzie wiedział o miejscu Jego pobytu, doniósł o tym, by można było Go pojmać.”
Swoją opinią, słowem, działamy zawsze albo na korzyść drugiego, albo też wplatamy się w misternie uwity diabelski łańcuszek, jako jedno z jego ogniw, nakręcając spirale niechęci, zazdrości, zawiści i dezaprobaty. Jezusa zniszczono najpierw językami, które z obfitości serc przemawiały.Innymi słowy, co mieli w sercu , to i na języku.I z nami wcale nie jest lepiej.Jest dokładnie tak samo.

Ze wszystkich rodzajów broni, która jest zarzewiem do najgorszego, uważam , że nadal wciąż pozostaje ta w zasięgu każdego z nas, mianowicie nasz język.
“Życie i śmierć jest w mocy języka” (Prz 18, 21).
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 28.03.2020 r.

„I powstało w tłumie rozdwojenie z Jego powodu.”
Trzeba by dodać, że trwa po dziś dzień…
W czym tkwi problem? 
O co my się właściwie wszyscy nieustannie przewracamy?
To też byłoby za pewne kolejnym powodem do podziału.
Czy nie dlatego, że wszyscy za dużo mówimy, a za mało nasłuchujemy tego, co właściwie ma nam do powiedzenia Sam Bóg?
Czy nie dlatego,że podczas, gdy jedni odmawiają Koronki, Różance, Nowenny i mnożą, mnożą pacierze jak zaklinacze węży, inni próbują wsłuchiwać się w Słowo Boga? W Jego mowę poprzez ciszę i poprzez wydarzenia życia?
Cisza naprawdę oddramatyzowuje spojrzenie i płucze jak czysta woda psychikę i serce z tego, co jest tylko szumem medialnym. Szumem cudzych myśli, sądów lub diagnoz.
Jezus do dzisiaj ma z nami pod górkę, bo nieustannie stawiamy Mu granice tego jakim dajemy Mu w swej zarozumiałości prawo być, a jakim Go znać i przyjąć nie chcemy. Do dziś ma z nami pod górkę, bo albo narzekamy, że jest niedostępny i daleki, albo jęczymy, że jest za prosty, za bliski. Albo zamykamy Go tylko w kapiących złotem Bazylikach, albo znów stwierdzamy, że w czterech ścianach naszego domu Go nie ma. Im bardziej wzmagają się te wyścigi teologicznych dociekań lub wyścigi wypowiedzi tego co jest teraz bardziej właściwe, tym bardziej staje się to odrażające.
Albo zaczniemy czytać Biblie i stamtąd czerpać Światło, albo będziemy się stawali coraz bardziej karłami uprawiania wiedzy o Bogu i wiedzy o tym, co to znaczy wierzyć.
A Jezus? …”Ja zaś jak potulny Baranek”…Przeraża mnie czasami,jak łatwo my mali ludzie potrafimy zakrzyczeć Cichego Boga.
Maryjo, Matko słuchająca, naucz nas przyjmować Jezusa bez szemrania w tym wszystkim co JEST. Naucz Go znajdować, słyszeć i TRWAĆ.
Tak, jakbyśmy mieli zostać unicestwieni ze wstydu,że czegoś nie rozumiemy, że coś nas przerasta, że nie mamy światła zaraz na każdy temat i każdą sprawę.

Cisza i milczenie uczą zaś pokornego czekania i cierpliwości,aby Bóg Sam objawił nam, jak bardzo mądre są Jego zrządzenia i dopusty, i jak bardzo przykłada się nieustannie do  Ojcowskiej troski o każdego z nas.
Chyba to jest to, co miała Maryja,że umiała czekać nie nazywając zaraz wszystkiego i wcale nie wszystko rozumiejąc, ” rozważała w sercu Swoim”.
Może dlatego,ta umiejętność rozważania przed mówieniem, pomagała Jej w szarej, mozolnej, żmudnej codzienności sprawić, że Jezus  czuł się przy Niej wyjątkowo dobrze, wyjątkowo bezpiecznie i wyjątkowo mógł być przy niej Sobą.Pochwalił tę umiejętność Swej Ukochanej Matki,gdy w innym miejscu usłyszał,jak błogosławione były łono i piersi, które ssał. Nie zaprzeczył i owszem! Ale , błogosławieni są także Ci,którzy słuchają Słowa Bożego i je zachowują!
Tak sobie myślę Maryjo, jaki był heroizm Twego milczenia. A któż mógłby lepiej niż Ty potwierdzić tożsamość Jezusa? Kim jest i skąd pochodzi i dokąd zmierza!?
Podczas gdy wszyscy skaczą sobie do oczu i gardeł, Ty wiesz skąd się Jezus wziął w Twoim łonie i milczysz…
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 16.03.2020 r.

Co do mnie mówisz Jezu Nasz Ukochany? Co chcesz powiedzieć też tutaj przez moje nie czyste usta?

Ty,o którym dziś słyszymy, że gdy wytykałeś bez znieczulenia prawdę o zamkniętym sercu i braku wiary w Ciebie,w odpowiedzi otrzymałeś złość i zawiść, która miała Cię przedwcześnie pozbawić życia,straceniem ze skał.
Łatwo mówić do odbiorców,którzy Cię kochają,którzy Cię pragną.
Łatwo pisać do często zupełnie anonimowych odbiorców.Ale gdybym miała stanąć teraz przed sztabem ludzi możnych tego świata,przerastających mnie tytułami,wiekiem,doświadczeniem, mądrością, inteligencją,to czy miałabym odwagę powiedzieć do nich,co naprawdę słyszę,rozumiem i w co głęboko wierzę i co czuję?
Czy gdybym miała doświadczyć tego co Ty Sam,złości, zawiści,zgrzytania zębów i chęci wprost pozbawienia mnie życia,czy nadal niezmiennie mówiłabym,to co napisze za chwilę?
Nie będę w zarozumiałości i zuchwałości zapewniać,że tak,i nie będę zaprzeczać,że na pewno bym uległa,- jak większość, konformizmowi duchowemu.Nie wiem tego,Ty to  wiesz Jezu! Ale zakładam, że jak nie jeden raz wywołałam sprzeciw w swoim życiu,tak i tym razem mogę wsadzić przysłowiowy” kij w mrowisko.”
Zatem: to co słyszę oparte jest ściśle o nieprzypadkowe dzisiejsze pierwsze czytanie.
Więc zanim walnie ktoś we mnie kamieniem swoich zbuntowanych myśli, proszę po siostrzanemu,pokornie i na klęczkach to pisząc, pochylcie się uważnie ze mną nad treścią dzisiejszego czytania o uzdrowieniu Naamana.
Naaman nie był wierzącym!
Ale znalazł się w życiowym potrzasku.Trąd był w jego czasach nie tylko pewnym wyrokiem śmierci,był też wyrokiem społecznym.Groziła mu potworna i nie ludzka izolacja i odtrącenie.Zawaliło mu się wszystko. Całe życiowe powodzenie, przepych,poczucie złudnego bezpieczeństwa.Dowiedział się,że jest jakiś tam prorok,i że jego Bóg może go uzdrowić.I w zasadzie tylko tyle od tego Boga,-jeszcze wtedy mu obcemu, chciał.Nic więcej.Był tak zdeterminowany, że udał się do proroka Elizeusza.Ale…miał na to swój scenariusz.Biedak stanął przed skromnym domkiem proroka z całym swoim przepychem i resztkami ” pseudo” wielkości i skuteczności.Nadźwigały się juczne zwierzaki jego blichtru i zapłaty! Udał się tam jako wciąż ” coś znaczący” i ” ważny” człowiek.
I mądry, pełen Ducha Świętego Elizeusz tak „poprzebijał” tego „zadufanego balona”,jego nadymane ego,że go prawie obraził! O włos urażona miłość własna Naamana, pozbawiłaby go… uzdrowienia!
A czemu tak? 
Otrzymał bowiem lekcję pierwszą: prorok w ogóle do niego  NIE WYSZEDŁ!
A masz! Pierwszy policzek, ktoś raczył wysłać do niego sługę.
A potem recepta na zdrowie okazała się być irytująco prostacka! Taki intelekt,taka powaga, ma się tak nagiąć i zrobić coś tak uderzająco prostego,jak zanurzyć się w wodach nie za czystego Jordanu i to siedem razy! Oczywiście dzisiejszy człowiek dla zdrowia, nie miałby oporów,zanurzyłyby się nawet w fekaliach.Różne rzeczy już widziałam,które ludzie czynili dla swego zdrowia.
Upomniany z kolei przez swego sługę,że tak naprawdę nie ma nic do stracenia,podejmuje to wezwanie,i śmiem podejrzewać że bez wszystkich do tego dyspozycji serca.Męska duma i co tam jeszcze, na pewno sporo tego buzowało w jego głowie.Jeśli czytaliście,to wiecie, jaki był mimo wszystko efekt końcowy.
I teraz,co nam to DZIŚ mówi?
Czuję, że dużo.
Zalecenia są PROSTE!
Ale dla wielu tak proste,że aż nie wykonalne,a wręcz gorszące! No jak?
Zostać w domu?
Albo, jak już idziesz,to przyjąć Jezusa najpierw na tronik z dłoni w Adoracji i czci,by następnie samodzielnie spożyć Jezusa.
I spójrzcie, jakie to nie łatwe?
Co nam wszystkim właściwie dolega? O co nam chodzi?
Kogo my właściwie deklarujemy się w życiu SŁUCHAĆ????Komu chcemy być POSŁUSZNI?!
Rząd i Kościół,nasi diecezjalni Biskupi proszą,a my ( nie mówię że wszyscy) ,ale czy nie jesteśmy „mądrzejsi od”?
I tak jest z nami w zasadzie we wszystkim.
 Najpierw nie umiemy słuchać siebie nawzajem i być sobie poddani,posłuszni i ulegli,bo nie mamy tej postawy wobec Samego Boga.Przestaliśmy słuchać Jego prostych rad do szczęścia!
I teraz, czy coś tracimy na tym,że choćby posłuchamy głosu Kościoła,w zaufaniu Bogu Samemu? Czy stracę coś na tym,że posłucham kogoś,kto w moich oczach może stracił wiarygodność?
Nie,nic nie stracę, jeśli ten akt, skieruje wprost ku Bogu.
To po pierwsze, a po drugie:
Co nam wszystkim po zdrowiu i świecie bez Boga? Ludzie,których kocham do bólu!
Co jeszcze musi nam zacząć dolegać,aby nasza zarozumiałość pękła jak balon Naamana, abyśmy zrozumieli, że potrzeba nam nade wszystko iść się oczyścić w Sakramencie Pokuty i Pojednania?!
Upraszczam rzeczywistość?
Tak, świadomie, bo upraszcza ją dla nas Sam Miłosierny Bóg!
Zadaj sobie pytanie z czego chcesz i powinieneś/naś się iść obmyć,aby naprawdę wyzdrowieć duchowo?
Zatrważające,ale człowiek umie się tak oswoić ze sobą i  swoimi wadami, że ich nie dostrzega,a nawet jest mu z nimi dobrze i broni ich jak cnót!
Myślę,że zwłaszcza dotyczy to środowiska osób konsekrowanych! Ale nie tylko,dotyczy także tych,którzy  zadomowili się w grzechach ciężkich.Przepraszam,ale tak jest…
Więc gdybym miała stanąć na areopagu wszystkich możnych tego świata,z całą pokorą powiedziałabym:
 ludzkie starania,-tak, rozumne profilaktyki i restrykcje,-tak,ale jeśli chcemy wszyscy być szczelni na  zło,i z mocą jeszcze raz napisze SZCZELNI NA ZŁO i jego skutki,proszę Was wszystkich pokornie posłuchajmy prostych zaleceń naszych Pasterzy,nawet jeśli nam się nie podobają,a  oprócz tego,niech się KAŻDY z nas uderzy w piersi i pójdzie obmyć do Konfesjonału! Tego nam jeszcze NIKT nie zabronił,wręcz przeciwnie,o ile mi wiadomo możliwości płyną wartkim strumieniem, niczym w Jordanie. 
Wiem, wielkie intelekty każą mi się zaraz postukać w czoło! A co kulturalniejsi powiedzą biedna pustelnica,no chyba ma zmiany w umyśle.Ale mnie to nie przeszkadza, proszę Was, nim będzie za późno,nikogo nie straszę, idźmy się WSZYSCY pojednać z Bogiem.
Nie ma innej formy uszczelnienia przed złem i wszystkimi jego skutkami.Idźcie Kochani! A przekonacie się, że dla Boga nie ma nic nie możliwego!
I nie proszę oto z pozycji tej lepszej,wręcz przeciwnie,mówię to z pozycji jadącej z Wami w tym samym przedziale i piszę to z miłości do KAŻDEGO CZŁOWIEKA.
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni 14.03.2020 r.

Nie z przypadku dane jest nam słyszeć dziś przypowieść o marnotrawnym synu…choć osobiście wolę ją czytać jako przypowieść o Miłosiernym Ojcu.Dziś mnie uderza w  niej pewna stwierdzona konsekwencja.Zaczyna się od tego,że to jeden z synów żąda połowy majątku,jeszcze za życia Ojca,a więc uśmierca go,gdy ten jeszcze żyje!Uczynił Ojca trupem w swoim sercu!Ojciec,którego opuszcza właściwie przestał mieć większe znaczenie dla niego.
Być może dlatego,z taką łatwością bierze swoją część i nie wnika,co czuje Ojciec, jaką on właściwie dał informację temu Ojcu: nie jesteś mi do szczęścia potrzebny!

I zdumiewają mnie słowa Ojca o nim,gdy powraca:” był umarły, a ożył”! Czyli, tak naprawdę uśmiercając Ojca w swoim życiu,uśmiercił siebie samego!
Taka jest logika i konsekwencje wszystkich naszych oddaleń od  Naszego Ojca w Niebie. Im głębiej i dłużej wymazujemy Go z listy naszych potrzeb,tym bardziej skrajnie sami pakujemy się w śmierć duchową.
W zasadzie przypowieść Jezusa jest tak piękna i głęboka sama w sobie, że ona się jakby samo-komentuje dla każdego serca,które czyta ją uważnie i w modlitewnym zasłuchaniu.
To nie jest przypowieść o niej,o nim,o tamtych,czy o tych! To przypowieść o Tobie i o mnie.
Zobacz, że Ojciec POZWOLIŁ synowi zadecydować, odejść,roztrwonić,upaść moralnie,pozwolił mu cierpieć,a więc pozwolił mu jakiś czas ponosić konsekwencje swego wyboru! Pozwolił mu zdobyć wiedzę i doświadczenie kim jest on sam i jaka jest Osoba Ojca!I gdyby nie te bolesne konsekwencje,może nigdy by się nie opamiętał. Tacy właśnie jesteśmy, na ogół wymuszamy na Bogu,aby dopuszczał bolesne konsekwencje rozmaitych naszych wyborów na nas.Wie,że w przeciwnym razie zatracili byśmy się w złu.Przedłużalibyśmy sobie w nieskończoność,to wszystko co nas niszczy.Czy obecny czas,który wszyscy przeżywamy, nie jest przypadkiem dźwiganiem niepięknych konsekwencji oddalania się od Źródła naszego Życia?
Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości o tym, że Ojciec szanuje naszą wolność i nie przestaje kochać i czekać?
W świetle ostatnich wydarzeń marzę i błagam Boga w modlitwach,aby pierwsze zdania dzisiejszej Ewangelii po prostu się działy!!!
Bo czytamy:
„W owym czasie przybliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać.”
Niech tak się stanie W OWYM CZASIE ,tzn. tym czasie, TERAZ!
Niech się odważnie przybliżą WSZYSCY,którzy dostrzegają w sobie grzech, aby Go słuchać!
Słuchajmy ze słodkich ust Jezusa tej najpiękniejszej z przypowieści,która nas bierze w obronę! 
Docenimy TEN CZAS.
Starszego syna nie ruszam celowo, wymagałby jeszcze długich refleksji i pisania.
Jedno tylko napiszę, niech czytanie o nim będzie nam przestrogą przed taką postawą porównywania się z kimkolwiek,także w TYM CZASIE.
Nikogo lepiej nie osądzajmy, Ojciec widzi w ukryciu i patrzy na serce!
Ojciec nie jest zainteresowany takim wizerunkiem Samego Siebie,Ojca, który wybiega na przeciw życiowego poparańca,aby mu wypomnieć jakim to nieudacznikiem się okazał! I dobrze mu tak…
I nie wyręczamy Ojca w dawaniu innym odczuć,że zasłużyli na karę!
s. Teresa M.