Wpisy

I Niedziela Wielkiego Postu

Komentarz do Ewangelii wg św. Mateusza 4,1-11

Jezus przyjmuje chrzest w Jordanie i wychodzi na pustynię. Usłyszał, że jest umiłowanym synem Ojca, Jego serce jest pełne tęsknoty za Bogiem. Jezus wie, po co przyszedł nas świat. Po to, aby podzielić się Swoją relacją z Ojcem, aby pokazać nam Ojca. 

Spędza czterdzieści na pustyni, które są  przygotowaniem do lat przepowiadania, a punktem kulminacyjnym są Krzyż i chwała Paschy. Czterdzieści dni modlitwy i pokuty, a potem scena końcowa czyli – kuszenie. 

Jezus pokonując pokusy uczy nas tego, że kiedy sięgamy po grzech, to znaczy, że nie znamy Ojca. Nie mamy świadomości obdarowania. Pokazuje, że kiedy będziemy nasyceni Bogiem, to pokusy szatana nie będą dla nas atrakcyjne. One będą zawsze, ale my za nimi nie pójdziemy, jeśli uwierzmy, że jesteśmy Umiłowanymi Dziećmi Ojca. 

Maryjo, wyproś mi u Boga łaskę pustyni, aby moje serce tęskniło za Bogiem.

s. Joanna S.

Słowo z Pustelni – 29.02.2020 r.

Trzeba to poczuć,co czuł przeciętny człowiek żyjący w tym czasie w Palestynie, na widok każdego celnika.

Więc wyobraź sobie, że masz czwórkę dzieci, małe pole, dwie kozy i klepiesz biedę. Na drodze musisz skonfrontować się z celnikiem,o którym wiesz,że jest nieuczciwy,bo kolaboruje z Twoim okupantem.
I jest tak , że on nakłada podatek na wszystko co masz! W kwocie,która jest przesadnie zawyżona, jednym słowem jesteś ofiarą systemu, który Cię poniża, upokarza i bezwzględnie uciska.W czasach Jezusa, celnicy opodatkowali wszystko! Jeśli chciał, długi także wysoko oprocentowywał.Jednym słowem,wiesz, że ten typ zabiera chleb Twoim dzieciom.
Nie było uczciwych celników.Mateusz też do wyjątków nie należał.I wyobraź sobie, że Ten Jezus, którego kochasz, któremu ufasz, idzie w gościnę do Twojego celnika!Sic!
Czy już coś czujesz? 
Jeśli jesteś prawdziwy, to czujesz złość, sprzeciw, bunt, gniew, może czujesz ból i nawet zawód Osobą Jezusa. I pytasz się siebie: Boże!? No,ale jak!? Do Niego? 
Jezus tak właśnie zrobił! I  proponuję, nie czytaj tej perykopy w formie mocno ugrzecznionej. Inaczej nie poznasz wszystkich mętów swego serca! Inaczej nie uchwycisz tych skłonności i odruchów, które wszyscy mamy! Nie zobaczysz, jak przygryzasz możesz wargi z wściekłości, nie zobaczysz, jak potrafisz rzucić pogardą w jednym swoim spojrzeniu na kogoś, kto tak Cię krzywdzi! A może bardziej?
A Jezus…spojrzał na Mateusza ….z MIŁOŚCIĄ!
Aby to zrozumieć, trzeba nauczyć się bardzo trudnej umiejętności. Odróżniania czynu od osoby. Odnoszenia się do konkretnego czynu, czy postawy, ale poszanowania osoby! My zwykle tego nie kontrolujemy! Nam się to wszystko często zupełnie nie wytrąca, lecz przeciwnie scala w jedno i zaczynamy wymierzać słuszną sprawiedliwość.Jesteśmy mistrzami w okazywaniu pozawerbalnej dezaprobaty!
A nawet jeśli staramy się być kulturalni i chcemy standardowo zmieścić się w swojej źle pojętej doskonałości, po prostu nie widzimy, jak epatujemy chłodem i dystansem.
Ból ściska nam nie jeden mięsień mimiczny i w najlepszym wydaniu przybieramy formę „dozownika”! Tylko nie dozownika na mydło,a dozownika na miłość! Tyle i nie więcej! Odtąd i dotąd! I nie wiedzieć kiedy, stajemy się w tym odruchu dozowania ludziom miłości,akceptacji, szacunku, po prostu już szafą chłodniczą! Drugi człowiek,acz zepsuty może swoimi czynami, nie ma jak przy nas nawet zatęsknić za odmianą swej osoby, swego życia.Nie! Bo więzimy go w naszej chłodnej dezaprobacie!
A Jezus? On jest Słońcem Miłości Ojca, który Wschodzi ciepłem nad wszystkimi!
Jeśli tej trudnej lekcji nie przerobimy na ziemi z Jezusem, niestety nie wejdziemy do Domu Ojca.
Miłość jest ciasną bramą, ale jedyną, bo i Miłością i Bramą jest On Sam. 
W.Post jest szczególnym czasem kontemplowania szalonej Miłości Boga do nas! Więc, jeśli ten czas nie nauczy nas bardziej kochać drugiego człowieka, nie nauczy nas prawdy o tym jak potrafimy być podli bez łaski Bożej, będzie czasem straconym.Jaki post jest miły Bogu?
ROZERWAĆ KAJDANY ZŁA.
Czyż tymi kajdanami nie jest nasza ciasna i mała „miarka ” miłości, spinająca nasz mózg do tego co tylko mieści się w naszym rozumieniu, i spinająca nasze serca, tak, że stają się karzełkami, zafiksowanymi w życiu duchowym?
Obyśmy chociaż w tym W.Poście nikomu NIE DALI ODCZUĆ, że nie zasługuje sobie na naszą sympatię,miłość,czy przebaczenie. Obyśmy choć trochę KOCHALI WIĘCEJ!

I zobacz, jak  OKAZANA Miłość odmienia serce!Lewi może pierwszy raz doświadczył, jak to jest być kochanym PO MIMO SWEJ NIKCZEMNOŚCI!

Niech nam Jezus zrobi duży bałagan! Niech nam zburzy naszą  zachowawczość w miłowaniu, zwłaszcza wobec tych, którzy nas pocharatali.
Będę się gorąco modlić, abyśmy w tegorocznym W.Poście zapłonęli od Świętych Ran Jezusa!
Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami!
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 22.02.2020 r.

Jezus nie pyta Ciebie i mnie oto, co o Nim myślą inni,lub kim jest dla innych. Nie pyta, co powinniśmy o Nim wiedzieć, czy myśleć.
Nie pyta też, ile książek o Nim przeczytaliśmy,ile z tego rozumiemy.Nie rozlicza Ciebie i mnie z ilości godzin z Nim spędzonym.Ani ile Komunii Świętych już przyjęliśmy.
Jezus pyta: kim jestem dzisiaj, tak naprawdę dla Ciebie?Kim jestem w Twoim sercu i ile mam miejsca w sferze tęsknot i pragnień?
I nie czeka na szybką, życzeniową odpowiedź,tylko kim JEST w Twoich i moich 24 godzinach każdego dnia!
Święty Piotr wyznał,że Jezus jest Mesjaszem! A to znaczy,że jest tym Jedynym utęsknionym i Jedynym oczekiwanym podskórnie i w głębokości serca!
Rozumiesz,co odpowiada Święty Piotr?To tak jakby powiedział: Jesteś kresem moich oczekiwań,kresem tęsknoty!
Męska odpowiedź,rzeczowa,krótka,ale ukrywa całe armatnie działo strzelające odczuciem SPEŁNIENIA Świętego Piotra w Jezusie!
Może mi się wydaje,może się mylę,może nawet wolałabym się mylić,ale w moim odbiorze, nasze serca nie rzadko grzęzną w jakiś małych pragnieniach, tęsknotach, oczekiwaniach,może nawet w częściowych ich spełnieniach i naprawdę nie zdradzamy czasami nic a nic tęsknoty za Jezusem.Czy mamy wzdychać za Nim publicznie? No nie bynajmniej!Lepiej mało się tym „chwalić”werbalnie.
Gdybyśmy bardziej za Nim tęsknili, to ta tęsknota wiele by nam uporządkowała, wiele odcedziła i uczyniła nas bardziej spójnymi między tym za czym tęsknimy a jak żyjemy od poniedziałku do poniedziałku.
Ojciec w Niebie nie tylko objawia Kim Jezus dla nas jest.On dzieli się także z nami swoją własną miłością do Jezusa. Jeśli masz wyraźne doświadczenie ,że Jezus wcale nie jest Twoim Centrum,nie jest największą tęsknotą, to proś Ojca,a na pewno da Tobie! 
Marana-Tha! Nie nie pomyliłam się: Marana-Tha! 
s. Teresa M.

Słowo z pustelni 17.02.2020 r.

„Wiedzcie, że to, co wystawia waszą wiarę na próbę, rodzi wytrwałość”. Jk 1,3

Prawda, że gdy się czyta to zdanie, działa jak kojący opatrunek na dokuczliwą ranę? No nie wiem, na mnie tak działa.
Przyłóżmy je sobie na poranione serca. Zaczerpnijmy ze Źródła.
 Niech nas leczy niewidzialnie,a nawet nieodczuwalnie,ale skutecznie to konkretne Słowo Życia.
Pobądźmy w ciszy, w leczącym pokoju tego zdania. Niech nas otuli, niczym ramionami kochająca matka. Próby nie są chwilą prawdy o innych, czy o Bogu.One są przede wszystkim, chwilą prawdy o nas i o kondycji NASZEGO serca.
Jeśli przechodzisz próby, to znaczy że  jest co próbować! A który kowal będzie uderzał w miękki ołów?
Próby są jak uderzenia młotem, to prawda, ale wyobraź sobie, że one ściśle się wiążą z darem wolności i darem prawdziwej miłości. Próbę źle znieśli nawet Aniołowie! Wiemy, że Lucyfer na niej poległ. Jakże więc kruchy, mały człowiek ma przetrwać czas prób i wyjść z nich zwycięsko?
Jezus w czasie swojej największej próby trwał na modlitwie przed Ojcem w Ogrójcu.Wszystkie próby można przetrwać z Nim. Nie ma tak ciężkich chwil w życiu, które nie byłyby do udźwignięcia w cieniu Jego czułej i wyrozumiałej bliskości. Mam ogromne współczucie dla wszystkich nie wierzących.Czas prób, jest dla nich już piekłem, bo są jak konie, które mają pokonać dystans życia w galopie, z połamanymi czterema kończynami! Współczuję, naprawdę.
Jezus w czasie prób czasami w ogóle nie pozwoli odczuć, że jest z nami.
I co wtedy? Jak wytrwać i nie zwątpić?
Bardzo cenię sobie Księgę Przysłów. Te słowa: „przed upadkiem pojawia się pycha, a przed potknięciem – duch wyniosłości” Prz.16,18, są odpowiedzią na pytanie jak nie polec. 
Jeśli przechodzisz próbę, niech czas modlitwy będzie dla Ciebie czasem łapania oddechu,czasem nabierania dystansu przede wszystkim do SIEBIE. I nie jest to wcale łatwe, gdy cierpimy. Niech będzie pełnym pokory wołaniem,- nawet bez słów do Boga. Nie polegaj na sobie, i raczej z góry zakładaj, że Bóg wie co robi i wszystko widzi, a nam czasami wystarczy po prostu usiąść i przeczekać.Czekanie, będzie czytaniem księgi  o ukrytych demonach w naszych myślach, i często dwu tomową Księgą o niesamowitej Mądrości Boga, w sposobie prowadzenia nas przez życie.
A na koniec zmów ze mną „Zdrowaś” za kogoś , kto może nie wierzy, próby są dla niego otchłanią piekła i tylko oddala od siebie bliskość Jezusa, podcinając tym samym gałąź na której siedzi, jak faryzeusze z dzisiejszej Ewangelii.
I sursum corda! W górę serca!
Bo w próbach okazujemy się wszyscy tak samo słabi i nędzni.
” Prawy bowiem,choć upadnie siedem razy, to wstanie” Prz.24,16 
A …” choćbyś głupca zmiażdżył w moździerzu jak ziarno,nie przestanie być głupcem”Prz.26,22
Bądźmy mądrzy, bądźmy pokorni!
Życzę pięknego tygodnia!
s. Teresa M.

DZIEŃ REFLEKSJI, MODLITWY I WSPÓLNYCH POSZUKIWAŃ 

ŹRÓDŁO, CZYLI TAJEMNICA POCZĄTKU DROGI

Szukasz, pytasz o drogę i nie znajdujesz odpowiedzi? Być może czasami warto podarować sobie odrobinę pustyni, spotkać się z tymi, którzy zadają podobne pytania i razem poszukać odpowiedzi.

Siostry Franciszkanki Rodziny Maryi zapraszają dziewczęta w wieku 12 – 16 lat na DZIEŃ REFLEKSJI, MODLITWY I WSPÓLNYCH POSZUKIWAŃ  15 lutego 2020 r. (od 9:00 – 15:00),

do naszego domu w Krakowie, ul. Parkowa 11 B.

W programie:                                                    

  • konferencja
  • bibliodrama
  • obiad
  • adoracja Najświętszego Sakramentu

(możliwość spowiedzi i rozmowy z

księdzem lub siostrą)

  • Eucharystia
  • Koronka do Bożego Miłosierdzia

 

Nie zapomnijcie zabrać ze sobą:

  • Pisma Świętego
  • Różańca
  • notesu
  • pantofli
  • a nade wszystko szeroko otwartego serca 🙂

ZGŁOSZENIA s. Agnieszka – 601 784 308; s. Dorota – 697 590 006

 

 

Komentarz na VI Niedzielę Zwykłą

Komentarz do Ewangelii (Mt 5,17-37)

Dzisiejsze Słowo jest niezwykle bogatym w treści fragmentem Jezusowego Kazania na Górze, więc trzeba nam uchwycić ten jego moment, który będzie kluczowym, będzie czymś w rodzaju „gorącego centrum”, wokół którego skupią się wszystkie inne myśli. Tym centrum jest powracające jak refren zdanie Pana: „Słyszeliście, że kiedyś powiedziano (…), a Ja wam mówię”. „Kiedyś”, to znaczy w Prawie Starego Testamentu, było karane chociażby zabójstwo czy cudzołóstwo, ale teraz już nie Prawo jest punktem odniesienia, a Miłość – ucieleśniona w Jezusie z Nazaretu. To ON, jako Syn Żywego Boga, jest jedynym Punktem Odniesienia, dlatego Jego słowa: „A Ja wam mówię” – brzmią jak nakaz. Bo też „uczył ich jak Ten, który ma władzę, a nie jak ich uczeni w Piśmie”.
Ilekroć czytam ten tekst, staje mi przed oczami obraz niezmiernie rozległej i niebotycznie wysokiej świątyni – o nieproporcjonalnie niskim i wąskim przedsionku. Owym przedsionkiem jest Prawo Starego Testamentu, a świątynią Miłość, która wykracza poza granice Prawa. Wyobrażam sobie, że Jezus przyprawił swych słuchaczy conajmniej o zawrót głowy… jak to bywa, gdy się nagle przejdzie z ciasnego i ciemnego pomieszczenia i przystanie „na krawędzi świtu”. I nie jest to jedynie poetycką metaforą, zaczerpniętą z „Drogowskazów” Daga Hammrsjolda, ale realnością życia w świetle, promieniującym z Osoby Jezusa. W Jego bliskości zaczynają być ważne drobiazgi, które uchodzą uwadze innych, i nie może być inaczej, bo w miłości istotny jest każdy, nawet najmniejszy szczegół. Innymi słowy, nie chodzi jedynie o to, by się nie potknąć na głazie czynów zabranianych bądź dopuszczanych przez zimne przepisy Prawa, lecz o to, by nie przeoczyć piasku czynów o pozornie mniejszej wadze. Mały Książe powiedziałby w tym miejscu: „Dzieci, uważajcie na baobaby”, na okruchy zagniewania, na chłodne, oceniające spojrzenia,lub subtelne pominięcia. To bardzo boli; nie tylko owego pominiętego, ale nade wszystko Jezusa, bo Jego marzenia o nas są daleko większe.

s. Agnieszka Z.

Słowo z Pustelni – 15.02.2020 r.

Ile masz? I ile chcesz dać?

Bo w dzisiejszej perykopie uczniowie dopatrzyli się zaledwie siedmiu chlebów na tysiące ludzi! A ludzie wykazali się taką determinacją w zasłuchaniu w słowa Jezusa, że trwali przy nim trzy dni bez zapasów pożywienia! Nikt z tego tłumu nie wyraził prośby o chleb,tym bardziej o rybę.Nikt nie narzekał ,że jest już zmęczony, że gorąco, że ścierpł, że jest głodny! Że Jezus może się rozgadał! Wyczuwa się w opisie trwanie przy Nim, pełne pasji i kompletnego zapomnienia o sobie. Zdumiewający jest już sam ten fakt! A Jezus, który miałby pełne prawo,czuć się pierwszy zmęczony,- jako mówca, myślą i troską obejmuje najpierw tłum swoich słuchaczy! Uruchamia swoją wyobraźnię i próbuje dyskretnie wychować nieco wyobraźnię uczniów.Ma ich obchodzić, tak samo jak Jezusa, że lud jest głodny, a do domów mają daleko! Ma nie być im to obojętne!
My często wolimy nie uruchamiać wyobraźni, aby konsekwentnie, nie obarczać się na rzecz drugiego, a bywa, że może nie chcemy uszczuplać  też swego portfela.
 A co z tymi, którzy portfeli nie mają? Bogaci są jeszcze w: czas, umiejętność słuchania,w czuły dotyk, w dobre i  mądre słowo,w dar modlitwy.
 Troska o drugiego człowieka, może być jednorazowa,-i taka jest zwykle dużo prostsza w„obsłudze”, lub długoterminowa, i jako taka powinna być przemyślana i mądra.Jezus był niezawodny w każdej z tych form troski o człowieka.
Ujmuje mnie zawsze sposób działania Jezusa, cichy, dyskretny, bez tego całego „szoł ” w około własnej osoby! Rozmnaża siedem chlebków i karmi tysiące, w sposób cichego przyrostu, w miarę jego rozdawania! Jakie to jest uroczo ciche! Bez selfi w akcji! A teraz zestawiam sobie Jezusa z Jego słowami „gdy dajesz jałmużnę , nie trąb…”! I rzeczywiście,- nic z 
„trąbienia”…Jakże ujmujące jest to, że Jezus nigdy nie manipuluje ani wolą jednostki ani tłumami! Jeśli wyświadcza miłość, troskę, jeśli daje cokolwiek, to tylko dlatego, że kocha i że wie, że ten konkretny dar ma nam pomóc, a może i służyć innym.Nigdy nie daje niczego, by żebrać o czyjąś uwagę, aby sobie kogokolwiek czymś kupić, zaskarbić czyjeś uznanie, sympatię, poparcie, czy nazbierać followersów, czy w ogóle cokolwiek ugrać! Jeroboam za to z dzisiejszego pierwszego czytania, ugrał wszystko, od początku do końca, i w ten oto sposób stał się pod każdym względem bankrutem! Cała podstępna walka o władzę i wszystko co się z nią wiąże, obróciła się przeciwko niemu.
Ujmuje też serce, że kiedy trwamy przy Bogu, także z czystej chęci u wyboru, z miłości, z zachwytu, On nas nigdy nie pozostawi samym sobie. Ośmielę się stwierdzić, że chyba nie jedna osoba już tego doświadczyła.Dając się porwać miłości, otrzymała od Jezusa miłość nieskończenie większą! Jezus okazał Jej troskę także i oto, o co wcale nie prosiła, czego w najcichszych marzeniach nawet nie oczekiwała.Doświadczenie na co dzień, czym jest Jego Boska Opatrzność, uczy i wychowuje,aby naprawdę nie dać się sprowokować do zbytnich trosk w żadnej sprawie.
Myśli mi się jeszcze, że te opisy rozmnożeń chleba i ryb, są tylko bladym przedsmakiem hojności i gościnności Boga względem każdego, kto po trudach ziemskiej pielgrzymki trafi do Domu Ojca. 
Czy Ten, który zatroszczył się o tak wiele, nie wykaże się wyobraźnią, aby przyjąć duszę w Niebie po tym łez padole?
Na pewno! Dajmy tylko Jemu i sobie samym szansę! Codziennie dajmy Mu to co mamy, bez wymyślania! Tylko siedem chlebków i kilka rybek. W Jego dłoniach nasze marne nic, zamieni się w coś,co na pewno będzie bezcenne,a może też nakarmi tłumy, których my być świadomi teraz wcale nie musimy.  
s. Teresa M.

Komentarz na V Niedziela Zwykłą

Niech świeci wasze światło przed ludźmi.” (Mt 5, 13-16)

Można by zapytać: „Po co?”, skoro świat żyje swoim życiem i wydaje się, że mało kto przejmuje się Ewangelią. Zeświecczenie życia coraz bardziej daje się we znaki chrześcijanom, a styl ich życia kole w oczy tych, którym do Pana Boga nie po drodze. Po co w takim razie mamy dawać świadectwo wiary?… Czy nie lepiej wyznawać ją w sercu, po kryjomu, aby nie narażać się na niezrozumienie i nie-akceptację?… Tak byłoby zdecydowanie łatwiej, ale…

Jezus twierdzi, że chrześcijanie są potrzebni dzisiejszemu światu, jak sól w pokarmach i jak światło pośród ciemności. Nikt nie może podważyć oczywistości tych dwóch znaków. Nikt nie zaprzeczy roli, jaką te rzeczywistości odgrywają w ludzkim życiu. Świat bez Boga umiera, bo w ciemności życie się nie rozwinie… Życie bez Boga traci smak, staje się tylko namiastką, ułudą. Bóg wie, jak bardzo człowiek potrzebuje Jego Miłości, jak bardzo za nią tęskni. Potrzebuje jej tym bardziej, im konsekwentniej od niej ucieka. I właśnie uczniowie Jezusa z woli Boga mają być drogą, po której On dotrze do świata. Mają nieść Jego światło, nadawać smak. Bóg sprawił, iż styl życia człowieka prawdziwie Bożego może zadziwić innych i obudzić w nich tęsknotę za Prawdą.

Daj nam, Panie, siły, abyśmy pośród ciemności świata żyli, jak dzieci światłości; aby nasze życie niepokoiło, ciekawiło i przyciągało innych do Ciebie. Aby nigdy wina za to, że tak wielu Ciebie nie poznało nie była naszym udziałem.

s. Agnieszka B.

Słowo z Pustelni – 08.02.2020r.

Bóg nigdy nie bierze sobie urlopu od czułej troski o nas.
Jeśli stado nie jest odpowiednio chronione,wystarczy tylko jeden wilk, który w swojej inteligencji wie, że ma łatwy dostęp do źródła pokarmu.Ataki będzie powtarzać i zagryzie więcej owiec niż będzie w stanie zjeść. Oprócz tego zamknięta zagroda w chwili ataku,tak naprawdę staje się wrogiem samych owiec.Nie czmychną w las i w góry.Takie sytuacje musiał nie jednokrotnie obserwować dorastający Jezus.Świadomość zwykłej, ludzkiej odpowiedzialności za taki stan rzeczy, musiała w jego człowieczeństwie, i wschodniej mentalności rosnąć tym bardziej, że każda taka strata pogrążała i tak już biednych ludzi.Widok masakry na bezbronnych kozłach,czy owcach też nie należał do miłych wspomnień.Wrażliwe serce Jezusa dojrzewając, przekładało sobie ten obraz z życia wzięty, na rzeczywistość jaka miała miejsce u jemu współczesnych, pozostawionych sobie samym ludziach. Pozbawionych tak naprawdę autentycznej troski tych, którzy za pasterzy uważali się tylko dla elit.Przyszły w końcu dni, gdy Jezus wystąpił w obronie wszystkich „owiec”, zapełniając raz na zawsze tę ogromną przepaść, jaka dzieliła pasterzy od owiec całym Sobą, oddając za nas życie.
Dzisiejsza perykopa opowiada o jednej z wielu takich sytuacji, gdzie bycie z kimś, nie było planowane, nie było zamierzone.
Czuła troska o zagubionego człowieka nieustannie inspiruje Bożą Miłość.
Myślę sobie, dlaczego Jezus „wpuszcza” nas w takie nie planowane sytuacje, spotkania, rozmowy. Coś nagle nam zmienia, przewraca o 180 ° !?
 Jestem osobiście przekonana, że czyni tak, ponieważ lepiej od nas zna taktykę Złego.
W odróżnieniu od nas dobrze wie, że Zły duch niczym wilk, poddaje nas nieustannej obserwacji, i jeśli my coś planujemy, to on planuje to razem z nami.Ileż sytuacji naprawdę bardzo dla nas niekorzystnych Jezus zmienił! Czasami z udziałem naszej świadomości i wolnej woli,a często i bez. Wiem, że takie zaskakujące nas historie, zawsze albo mają pomóc nam samym, albo też, występujemy w roli posłanych i to ktoś drugi, ma przez nas doświadczyć Bożej troski.Litość Serca Jezusa, zawsze działa na naszą korzyść, zawsze jest obroną.Bóg zawsze jest murem za nami, bo lepiej niż my dostrzega zagrożenia duchowe i wszystkie zastawione na nas pułapki Złego.
Zaraz mnie pożrą wszyscy, którzy uważają, że jednak Bóg bywa nie litościwy, gdy umiera na nowotwór młoda matka czwórki dzieci,albo giną niewinni ludzie.Właśnie i wtedy  wierzę Bogu, że mimo wszystko wie lepiej i widzi dalej niż my.Ktoś powie: piszesz sobie o trudnych sprawach tak lekko, bo nie doświadczyłaś czym jest cierpienie.Przeciwnie.
Ponieważ doświadczyłam nie jednego rodzaju cierpienia, z perspektywy czasu zaczynam rozumieć i być Bogu teraz bardzo wdzięczną za wszystko co mi pozmieniał i wywrócił do góry nogami.Dlaczego? Bo dostrzegam jak bardzo byłam i jestem chroniona i dzięki temu sama mogę też być schronieniem dla kogoś drugiego, kogo On do mnie przysłał,lub jeszcze przyśle.Nam się często tylko mocno wydaje, że dzieje nam się krzywda, podczas gdy od największej krzywdy właśnie nas uchroniła Boża Opatrzność. Kimkolwiek jesteś i będziesz to czytać, proszę Cię, nigdy nie wątp w to, że Jezus stoi murem za Tobą! Nigdy! Cały czas Nasz Baranek Boży, chroni Cię niczym kokosz swoje pisklę.Całym Sobą, całą Swoją Ofiarą Zbawczą wypełnia tę niebezpieczną przestrzeń po między Tobą, a Złym, więcej, Jego kochające przebite i Zmartwychwstałe ramiona, są dla Ciebie bezpieczną zagrodą, przed którą każdy Zły duch skomle jak przerażony pies. Jest tylko jedno ale, jeden warunek takiej ochrony : Ty musisz tego chcieć! Nie ma bezpiecznej strefy duchowej dla Ciebie poza Nim.Więc jeśli się chcesz poruszać w życiu zdany na własne siły, to stajesz się łatwym łupem wrogich Tobie i nie widzialnych mocy.Takie są moje doświadczenia i osobiście też jestem udręczona widokiem duchowej masakry, rzezi, jaka się rozgrywa na moich oczach na niejednej duszy, tylko dlatego, że ktoś bezmyślnie wchodzi w strefę 
„wilka” i szuka,ale poza Jezusem, poza Kościołem. Jezus aby Cię uchronić, aby dać Ci odczuć, że nie jesteś zaniedbaną owcą bez Pasterza, nie rzadko pozmienia Swoje plany, bo nie jest ich niewolnikiem, pozmienia je również tym, którzy mają Tobie służyć, ale proszę Cię w imieniu Kochającego,troskliwego Jezusa: nie oddalaj się niebezpiecznie od Niego! Lub też podejmij decyzję zbliżenia się ku Niemu i nie udawaj, że jesteś fenomenem, który Boga nie potrzebuje i dobrze mu z tym.To kłamstwo prędzej czy później życie zweryfikuje i poczujesz się zwiedziony. Nawet teraz,gdy to czytasz, On wpatrzony jest w nas, jak Ojciec wpatruje się w swoje małe dziecko, które pod Jego okiem uczy się samodzielnie chodzić.
Niech to troskliwe spojrzenie Jezusa przeniknie Twoje i moje serce ,amen.
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni 04.02.2020r.

Po „schodach” po cud!

Tym razem słyszę o przeszkodach, które mam szanse ominąć.Są to  tzw.”przeszkadzajki” życiowe,w które bywa, że mogę się zapętlić i do jakiegoś cudu,który Bóg chce mi po prostu ofiarować, nie dojdzie! Spróbujmy pokonać je wspólnie:

1.Fakty, które uderzają w rozum i prowokują do racjonalizacji.
” Twoja córka umarła.Czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?”
Świat tak nam „pomaga” wszystko racjonalizować,że mamy ten nawyk oswojony niczym oddychanie.
Ileż razy stwierdzamy, : no w tym momencie to już nie ma sensu, albo: po co,gdy i tak to nic nie zmieni. Niby nic takiego,a jednak już na wstępie możemy nie podjąć wezwania.
2. Zniechęcanie nas.
To już jakby skutek racjonalizowania.Jeśli jednak jesteśmy ludźmi wiary,to warto zapamiętać, że będzie ono uderzało w nas przez całe życie z trzech źródeł: z nas samych, poprzez ludzi i przez Złego.
I już na tym etapie zmagania, trzeba przypominać sobie i bronić się tarczą i mieczem słów Jezusa:
” Nie bój się, tylko wierz!”
3.Samotność i oddzielenie od źródeł zgiełku.
” I nie pozwolił nikomu iść ze sobą, z wyjątkiem…”
Nie ciągnijmy uparcie ze sobą i we wszystkie swoje sprawy wszystkich, których podsunie nasza pomysłowość.Przestańmy tyle mówić o tym, co jest problemem!I nie mówię, żeby zaniechać w ogóle poruszania tego co problem obiektywnie może stanowić.Ale warto być czujnym,by nie stać się gderającym,którego narzekanie stało się już jak dwutlenek węgla! Ten zgiełk zagłusza nam serce, aby było zdolne usłyszeć szelest nadchodzącego i wkraczającego w jakiś sposób w sam środek naszej biedy Jezusa! Użalamy się, robimy dramę, komórki przegrzane od zdawania relacji innym,a co mówi Jezus?
„Dlaczego robicie zgiełk i płaczecie?….”On zaś WYRZUCIŁ wszystkich…”
Proponuje „przerzedzić ” swój tłum ludzi lub intensywność nadawania tylko w jedno ucho.
Proponuje dobrze zlokalizować źródła zgiełku,które sami robimy.
4.Wolność od opinii ludzkich.
” Lecz oni wyśmiewali się z Niego”.
Nie jest dobrze, jeśli czyjaś opinia tak mnie wiąże, że aż paraliżuje.
Nie jest dobrze, jeśli ktoś się ze mnie śmieje i mnie to zwija kłębek.
Nie jest dobrze, jeśli jakakolwiek dezaprobata ludzka wycofuje mnie.
Jezus robił swoje,a do prześmiewców miał duży dystans.I tak jest zdrowo.
Praktykuje. I powiem,że jest mi z tym naprawdę lżej.
5.Przełamać barierę wstydu przed Jezusem.
Jeśli chcesz cudu,choćby tego małego,duchowego,nie spektakularnego,wpuść Jezusa w swoje miejsce,obszar, gdzie coś wygląda na jakby martwe.Może jest upokarzajace.
Pozwól by On ujął to za konkret, ” wziął dziecko za rękę” i nie zagaduj Boga, bo On chce z mocą DZIŚ do Ciebie i do mnie w jakimś bardzo konkretnym wymiarze,obszarze wyszeptać, bez pompy na stadionach: „Talitha kum”!
6.Do cudu zawsze potrzebna jest wiara dziecka.
Masz w sobie jeszcze tę wewnętrzną dziewczynkę? Lub tego chłopca, który wierzy Bogu i ufa, że On wie co robi?
Jeśli tak,to pozostaje mi życzyć już tylko smacznego,bo po tych bojach o uzdrowienie, Jezus zwykle lubi też nakarmić ciało.” I powiedział, aby dali jej jeść”!
W sumie dziewczynka nie była świadoma ile „schodów” Jezus miał do tego cudu,ile przeszkód. Przez to przechodził za to jej ojciec, przełożony synagogi.
Może tak być, że wszystkich potrzebnych dyspozycji,o które prosimy dla innych, Bóg najpierw chce dla nas samych i to my będziemy musieli wykazać się dojrzalszą postawą wewnętrzną lub otwartymi na cuda najpierw z nami.
7.W całość wątku wplata się od tyłu kobieta, cierpiąca na krwotok.

Dla mnie jest obrazem kogoś , z kogo uchodzi życie.Krew zaś w Biblii jest synonimem życia. Życie uchodzić z nas może na dwa sposoby.Albo wykańcza nas choroba, która toczy ciało, albo też cierpimy z jakiegoś powodu wewnętrznie i to odbiera nam życiową energię.Spotkanie, które miało ,- według scenariusza kobiety, przebiegać sprawnie i niezauważalnie, bez angażowania świadomości Jezusa, On czyni na tyle ważnym, że dziś o nim możemy czytać i z niego czerpać,choć minęło już tyle wieków!

To pokazuje, jak czasami dalecy jesteśmy od Jego mentalności, w swoim sposobie przychodzenia do Jezusa, myślenia o Nim, potrafimy być bardzo odlegli od tego, co dla Niego tak naprawdę jest ważne! Jak bardzo czuły jest Nasz Jezus na wiarę, na pokorę i skromność.Jak można Go dotknąć dogłębnie i samemu odzyskać życie, nawet jeśli nam się wydaje, że przedzieramy się przez gęsty tłum, że jakby Jezus stoi do nas plecami i w dodatku sięgamy gdzieś jakiegoś frędzla, a to i tak w naszym mniemaniu dużo.Tymczasem Nasz Jezus uczynił się formą Chleba, którą mamy możliwość przyjąć, jak głodne dziecko na język codziennie, a wiarą już nie podchodzić gdzieś od pleców, ale ufnie się wtulić w Niego.I co najważniejsze,- nie musimy sobie na taką bliskość zasługiwać.No nie musimy!Nie musimy być czyści, bez zarzutu i godni Jego uwagi. Wystarczy, że bardzo tego pragniemy i , że mamy w sercu wiarę w sensowność bliskości z Nim.
s. Teresa M.

Wydarzenia

Upps! Wygląda na to, że nic nie znaleźliśmy:-)

Sorry, no posts matched your criteria