Wpisy

VII Niedziela Zwykła

Mt 5,38-48
Jezus wzywa nas do dążenia do doskonałości. Nie można tego osiągnąć o własnych siłach.
Miłość nieprzyjaciół jest sercem chrześcijaństwa. Te słowa są rewolucyjne. One mogą nawet gorszyć! One wzywają Każdego z nas do nawrócenia! 
Może ktoś się oburzy i powie: jak to, ja mam się nawracać? Przecież chodzę do kościoła, modle się… A jednak to nie stanowi.o byciu chrześcijaninem. 
Kochaj Boga z całego serca; przebacz każdemu; kochaj nieprzyjaciół – to jest tożsamość chrześcijanina.
Człowiek, choćby sam się bardzo wysilał, nie potrafi sam z siebie kochać wroga, zdrajcy, nieprzyjaciela… Kiedy mężczyzna kocha kobietę lub matka kocha swoje dziecko, nie jest to niczym nadzwyczajnym – jest to miłość naturalna. Do miłowania nieprzyjaciół nie wystarczą uczucia, silna wola czy dobre wychowanie! To przekracza nasze możliwości.
Do miłowania nieprzyjaciela może nas natchnąć tylko Duch Święty. To jest Jego dzieło, które przekształca w nas człowieka nowego, podobnego do Chrystusa i czyni to za darmo, nie w nagrodę za jakieś nasze zasługi. 
s. Marta J.

DZIEŃ REFLEKSJI, MODLITWY I WSPÓLNYCH POSZUKIWAŃ 

ŹRÓDŁO, CZYLI TAJEMNICA POCZĄTKU DROGI

Szukasz, pytasz o drogę i nie znajdujesz odpowiedzi? Być może czasami warto podarować sobie odrobinę pustyni, spotkać się z tymi, którzy zadają podobne pytania i razem poszukać odpowiedzi.

Siostry Franciszkanki Rodziny Maryi zapraszają dziewczęta w wieku 12 – 16 lat na DZIEŃ REFLEKSJI, MODLITWY I WSPÓLNYCH POSZUKIWAŃ  15 lutego 2020 r. (od 9:00 – 15:00),

do naszego domu w Krakowie, ul. Parkowa 11 B.

W programie:                                                    

  • konferencja
  • bibliodrama
  • obiad
  • adoracja Najświętszego Sakramentu

(możliwość spowiedzi i rozmowy z

księdzem lub siostrą)

  • Eucharystia
  • Koronka do Bożego Miłosierdzia

 

Nie zapomnijcie zabrać ze sobą:

  • Pisma Świętego
  • Różańca
  • notesu
  • pantofli
  • a nade wszystko szeroko otwartego serca 🙂

ZGŁOSZENIA s. Agnieszka – 601 784 308; s. Dorota – 697 590 006

 

 

Komentarz na VI Niedzielę Zwykłą

Komentarz do Ewangelii (Mt 5,17-37)

Dzisiejsze Słowo jest niezwykle bogatym w treści fragmentem Jezusowego Kazania na Górze, więc trzeba nam uchwycić ten jego moment, który będzie kluczowym, będzie czymś w rodzaju „gorącego centrum”, wokół którego skupią się wszystkie inne myśli. Tym centrum jest powracające jak refren zdanie Pana: „Słyszeliście, że kiedyś powiedziano (…), a Ja wam mówię”. „Kiedyś”, to znaczy w Prawie Starego Testamentu, było karane chociażby zabójstwo czy cudzołóstwo, ale teraz już nie Prawo jest punktem odniesienia, a Miłość – ucieleśniona w Jezusie z Nazaretu. To ON, jako Syn Żywego Boga, jest jedynym Punktem Odniesienia, dlatego Jego słowa: „A Ja wam mówię” – brzmią jak nakaz. Bo też „uczył ich jak Ten, który ma władzę, a nie jak ich uczeni w Piśmie”.
Ilekroć czytam ten tekst, staje mi przed oczami obraz niezmiernie rozległej i niebotycznie wysokiej świątyni – o nieproporcjonalnie niskim i wąskim przedsionku. Owym przedsionkiem jest Prawo Starego Testamentu, a świątynią Miłość, która wykracza poza granice Prawa. Wyobrażam sobie, że Jezus przyprawił swych słuchaczy conajmniej o zawrót głowy… jak to bywa, gdy się nagle przejdzie z ciasnego i ciemnego pomieszczenia i przystanie „na krawędzi świtu”. I nie jest to jedynie poetycką metaforą, zaczerpniętą z „Drogowskazów” Daga Hammrsjolda, ale realnością życia w świetle, promieniującym z Osoby Jezusa. W Jego bliskości zaczynają być ważne drobiazgi, które uchodzą uwadze innych, i nie może być inaczej, bo w miłości istotny jest każdy, nawet najmniejszy szczegół. Innymi słowy, nie chodzi jedynie o to, by się nie potknąć na głazie czynów zabranianych bądź dopuszczanych przez zimne przepisy Prawa, lecz o to, by nie przeoczyć piasku czynów o pozornie mniejszej wadze. Mały Książe powiedziałby w tym miejscu: „Dzieci, uważajcie na baobaby”, na okruchy zagniewania, na chłodne, oceniające spojrzenia,lub subtelne pominięcia. To bardzo boli; nie tylko owego pominiętego, ale nade wszystko Jezusa, bo Jego marzenia o nas są daleko większe.

s. Agnieszka Z.

Słowo z Pustelni – 15.02.2020 r.

Ile masz? I ile chcesz dać?

Bo w dzisiejszej perykopie uczniowie dopatrzyli się zaledwie siedmiu chlebów na tysiące ludzi! A ludzie wykazali się taką determinacją w zasłuchaniu w słowa Jezusa, że trwali przy nim trzy dni bez zapasów pożywienia! Nikt z tego tłumu nie wyraził prośby o chleb,tym bardziej o rybę.Nikt nie narzekał ,że jest już zmęczony, że gorąco, że ścierpł, że jest głodny! Że Jezus może się rozgadał! Wyczuwa się w opisie trwanie przy Nim, pełne pasji i kompletnego zapomnienia o sobie. Zdumiewający jest już sam ten fakt! A Jezus, który miałby pełne prawo,czuć się pierwszy zmęczony,- jako mówca, myślą i troską obejmuje najpierw tłum swoich słuchaczy! Uruchamia swoją wyobraźnię i próbuje dyskretnie wychować nieco wyobraźnię uczniów.Ma ich obchodzić, tak samo jak Jezusa, że lud jest głodny, a do domów mają daleko! Ma nie być im to obojętne!
My często wolimy nie uruchamiać wyobraźni, aby konsekwentnie, nie obarczać się na rzecz drugiego, a bywa, że może nie chcemy uszczuplać  też swego portfela.
 A co z tymi, którzy portfeli nie mają? Bogaci są jeszcze w: czas, umiejętność słuchania,w czuły dotyk, w dobre i  mądre słowo,w dar modlitwy.
 Troska o drugiego człowieka, może być jednorazowa,-i taka jest zwykle dużo prostsza w„obsłudze”, lub długoterminowa, i jako taka powinna być przemyślana i mądra.Jezus był niezawodny w każdej z tych form troski o człowieka.
Ujmuje mnie zawsze sposób działania Jezusa, cichy, dyskretny, bez tego całego „szoł ” w około własnej osoby! Rozmnaża siedem chlebków i karmi tysiące, w sposób cichego przyrostu, w miarę jego rozdawania! Jakie to jest uroczo ciche! Bez selfi w akcji! A teraz zestawiam sobie Jezusa z Jego słowami „gdy dajesz jałmużnę , nie trąb…”! I rzeczywiście,- nic z 
„trąbienia”…Jakże ujmujące jest to, że Jezus nigdy nie manipuluje ani wolą jednostki ani tłumami! Jeśli wyświadcza miłość, troskę, jeśli daje cokolwiek, to tylko dlatego, że kocha i że wie, że ten konkretny dar ma nam pomóc, a może i służyć innym.Nigdy nie daje niczego, by żebrać o czyjąś uwagę, aby sobie kogokolwiek czymś kupić, zaskarbić czyjeś uznanie, sympatię, poparcie, czy nazbierać followersów, czy w ogóle cokolwiek ugrać! Jeroboam za to z dzisiejszego pierwszego czytania, ugrał wszystko, od początku do końca, i w ten oto sposób stał się pod każdym względem bankrutem! Cała podstępna walka o władzę i wszystko co się z nią wiąże, obróciła się przeciwko niemu.
Ujmuje też serce, że kiedy trwamy przy Bogu, także z czystej chęci u wyboru, z miłości, z zachwytu, On nas nigdy nie pozostawi samym sobie. Ośmielę się stwierdzić, że chyba nie jedna osoba już tego doświadczyła.Dając się porwać miłości, otrzymała od Jezusa miłość nieskończenie większą! Jezus okazał Jej troskę także i oto, o co wcale nie prosiła, czego w najcichszych marzeniach nawet nie oczekiwała.Doświadczenie na co dzień, czym jest Jego Boska Opatrzność, uczy i wychowuje,aby naprawdę nie dać się sprowokować do zbytnich trosk w żadnej sprawie.
Myśli mi się jeszcze, że te opisy rozmnożeń chleba i ryb, są tylko bladym przedsmakiem hojności i gościnności Boga względem każdego, kto po trudach ziemskiej pielgrzymki trafi do Domu Ojca. 
Czy Ten, który zatroszczył się o tak wiele, nie wykaże się wyobraźnią, aby przyjąć duszę w Niebie po tym łez padole?
Na pewno! Dajmy tylko Jemu i sobie samym szansę! Codziennie dajmy Mu to co mamy, bez wymyślania! Tylko siedem chlebków i kilka rybek. W Jego dłoniach nasze marne nic, zamieni się w coś,co na pewno będzie bezcenne,a może też nakarmi tłumy, których my być świadomi teraz wcale nie musimy.  
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 08.02.2020r.

Bóg nigdy nie bierze sobie urlopu od czułej troski o nas.
Jeśli stado nie jest odpowiednio chronione,wystarczy tylko jeden wilk, który w swojej inteligencji wie, że ma łatwy dostęp do źródła pokarmu.Ataki będzie powtarzać i zagryzie więcej owiec niż będzie w stanie zjeść. Oprócz tego zamknięta zagroda w chwili ataku,tak naprawdę staje się wrogiem samych owiec.Nie czmychną w las i w góry.Takie sytuacje musiał nie jednokrotnie obserwować dorastający Jezus.Świadomość zwykłej, ludzkiej odpowiedzialności za taki stan rzeczy, musiała w jego człowieczeństwie, i wschodniej mentalności rosnąć tym bardziej, że każda taka strata pogrążała i tak już biednych ludzi.Widok masakry na bezbronnych kozłach,czy owcach też nie należał do miłych wspomnień.Wrażliwe serce Jezusa dojrzewając, przekładało sobie ten obraz z życia wzięty, na rzeczywistość jaka miała miejsce u jemu współczesnych, pozostawionych sobie samym ludziach. Pozbawionych tak naprawdę autentycznej troski tych, którzy za pasterzy uważali się tylko dla elit.Przyszły w końcu dni, gdy Jezus wystąpił w obronie wszystkich „owiec”, zapełniając raz na zawsze tę ogromną przepaść, jaka dzieliła pasterzy od owiec całym Sobą, oddając za nas życie.
Dzisiejsza perykopa opowiada o jednej z wielu takich sytuacji, gdzie bycie z kimś, nie było planowane, nie było zamierzone.
Czuła troska o zagubionego człowieka nieustannie inspiruje Bożą Miłość.
Myślę sobie, dlaczego Jezus „wpuszcza” nas w takie nie planowane sytuacje, spotkania, rozmowy. Coś nagle nam zmienia, przewraca o 180 ° !?
 Jestem osobiście przekonana, że czyni tak, ponieważ lepiej od nas zna taktykę Złego.
W odróżnieniu od nas dobrze wie, że Zły duch niczym wilk, poddaje nas nieustannej obserwacji, i jeśli my coś planujemy, to on planuje to razem z nami.Ileż sytuacji naprawdę bardzo dla nas niekorzystnych Jezus zmienił! Czasami z udziałem naszej świadomości i wolnej woli,a często i bez. Wiem, że takie zaskakujące nas historie, zawsze albo mają pomóc nam samym, albo też, występujemy w roli posłanych i to ktoś drugi, ma przez nas doświadczyć Bożej troski.Litość Serca Jezusa, zawsze działa na naszą korzyść, zawsze jest obroną.Bóg zawsze jest murem za nami, bo lepiej niż my dostrzega zagrożenia duchowe i wszystkie zastawione na nas pułapki Złego.
Zaraz mnie pożrą wszyscy, którzy uważają, że jednak Bóg bywa nie litościwy, gdy umiera na nowotwór młoda matka czwórki dzieci,albo giną niewinni ludzie.Właśnie i wtedy  wierzę Bogu, że mimo wszystko wie lepiej i widzi dalej niż my.Ktoś powie: piszesz sobie o trudnych sprawach tak lekko, bo nie doświadczyłaś czym jest cierpienie.Przeciwnie.
Ponieważ doświadczyłam nie jednego rodzaju cierpienia, z perspektywy czasu zaczynam rozumieć i być Bogu teraz bardzo wdzięczną za wszystko co mi pozmieniał i wywrócił do góry nogami.Dlaczego? Bo dostrzegam jak bardzo byłam i jestem chroniona i dzięki temu sama mogę też być schronieniem dla kogoś drugiego, kogo On do mnie przysłał,lub jeszcze przyśle.Nam się często tylko mocno wydaje, że dzieje nam się krzywda, podczas gdy od największej krzywdy właśnie nas uchroniła Boża Opatrzność. Kimkolwiek jesteś i będziesz to czytać, proszę Cię, nigdy nie wątp w to, że Jezus stoi murem za Tobą! Nigdy! Cały czas Nasz Baranek Boży, chroni Cię niczym kokosz swoje pisklę.Całym Sobą, całą Swoją Ofiarą Zbawczą wypełnia tę niebezpieczną przestrzeń po między Tobą, a Złym, więcej, Jego kochające przebite i Zmartwychwstałe ramiona, są dla Ciebie bezpieczną zagrodą, przed którą każdy Zły duch skomle jak przerażony pies. Jest tylko jedno ale, jeden warunek takiej ochrony : Ty musisz tego chcieć! Nie ma bezpiecznej strefy duchowej dla Ciebie poza Nim.Więc jeśli się chcesz poruszać w życiu zdany na własne siły, to stajesz się łatwym łupem wrogich Tobie i nie widzialnych mocy.Takie są moje doświadczenia i osobiście też jestem udręczona widokiem duchowej masakry, rzezi, jaka się rozgrywa na moich oczach na niejednej duszy, tylko dlatego, że ktoś bezmyślnie wchodzi w strefę 
„wilka” i szuka,ale poza Jezusem, poza Kościołem. Jezus aby Cię uchronić, aby dać Ci odczuć, że nie jesteś zaniedbaną owcą bez Pasterza, nie rzadko pozmienia Swoje plany, bo nie jest ich niewolnikiem, pozmienia je również tym, którzy mają Tobie służyć, ale proszę Cię w imieniu Kochającego,troskliwego Jezusa: nie oddalaj się niebezpiecznie od Niego! Lub też podejmij decyzję zbliżenia się ku Niemu i nie udawaj, że jesteś fenomenem, który Boga nie potrzebuje i dobrze mu z tym.To kłamstwo prędzej czy później życie zweryfikuje i poczujesz się zwiedziony. Nawet teraz,gdy to czytasz, On wpatrzony jest w nas, jak Ojciec wpatruje się w swoje małe dziecko, które pod Jego okiem uczy się samodzielnie chodzić.
Niech to troskliwe spojrzenie Jezusa przeniknie Twoje i moje serce ,amen.
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 01.02.2020 r.

Czy nie jest tak,że lęk prowokuje nas nie tylko do zwykle chybionych decyzji, ale najpierw wystawia nas na pośmiewisko naszych wewnętrznych osądów?

Widać to w lękowej reakcji uczniów, w zagrożeniu, gdy burza na jeziorze zdaje się już pochłaniać żywiołem ich łódź.
To stwierdzenie:” nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?”….
Zarzucać Bogu, że  nie obchodzi Go nasz los jest czymś mocno nie na miejscu, a jednak wszyscy wpadamy w tę pułapkę. Posiadamy lęki, których jesteśmy świadomi, ale może mamy też takie,o których sprawy sobie jeszcze nie zdajemy,które nami na co dzień rządzą, określają nasze relacje, nasze reakcje, zwłaszcza,gdy tracimy poczucie bezpieczeństwa.
Bywa, że tylko kryzysowe sytuację dopuszczone przez Boża Opatrzność, ujawniają, nasze rzekome zaufanie Bogu. Trzeba sobie powiedzieć, że to często tylko pobożność i księga poradnictwa ale tylko dla innych. I myślenie mocno życzeniowe.Dobrze jest pozbyć siebie i innych złudzeń,że jesteśmy ludźmi głębokiej wiary. Na ile faktycznie jesteśmy ludźmi zawierzenia, pokazują przeciwności i nasze reakcje.
Nie wystawiaj swoich burz zewnętrznych do uciszenia, wystawiaj lęki, by Jezus mógł im nakazać milczenie. Twój najbardziej ukryty lęk,jest najgorszym żywiołem do ujarzmienia!
Niech zapanuje głęboka cisza, tam gdzie twój lęk niszczy  Ciebie i może jeszcze kogoś obok…
Jezusa ZAWSZE obchodzi Twój los. Zawsze! Nie bój się, czasami Jezus jakby ” wycofuje ” się tylko po to aby wydobyć z nas choćby zakamuflowane lęki.
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 27.01.2020 r.

Czego nie może wybaczyć Bóg? Wyłącznie tego, czego nie chcemy nazwać i wyznać jako grzechu.

Co zatem jest grzechem przeciwko Duchowi Świętemu?
Wszystko to, czego bronimy jako nienaruszalne, niepodważalne i idziemy w zaparte i z Kościołem i jego nauczaniem i z Samym Bogiem. Czy ten stan jest odwracalny? Tak, lecz tylko w momencie gdy pozwalamy sobie przemówić do serca i rozumu, że może nie mamy racji. Wtedy pozwalamy zadziałać Duchowi Świętemu, który to ma moc nas przekonywać o grzechu, ma moc nas uświęcać, jednak nie bez naszej współpracy.
Myślę, że ten najgroźniejszy z grzechów wisi jak pułapka najbardziej nad tymi, którzy są inteligentni, którzy mają sporo wiedzy o Bogu, a jednak na jakimś etapie życia Mistrz kłamstwa i Ten, który najbardziej Ducha Świętego obraził na trwałe,czyli Szatan tak ich omamia, że tam, gdzie powinni widzieć zagrożenie widzą dla siebie drogę wyjścia, a tam gdzie Duch Święty poucza ich jak czuła Matka, otula skrzydłami Słowa Bożego, jest Cichym Apologetom ich serc, mówią: to zły duch, to Belzebub.
Kontekst tej prawdy jest o tyle bolesny, że uczeni w piśmie z samej Jerozolimy, powinni byli się wykazać większą uczonością i pokorniejszą otwartością na Tajemnice Syna Bożego. Ale w momencie gdy pozwalają sobie mówić o Jezusie nie faktami tylko osądami faktów, utrwalają w swoich sercach i umysłach gęstą ciemność. Te trujące opary Lucyfera, pozbawiają nasze ludzkie umysły nawet zdrowej logiki, co Jezus jasno wykazał.
Ktoś powie: mnie to nie dotyczy.
No i nie byłabym tego taka pewna. Bo ileż to razy czynimy podobnie. Ktoś działa w naszym środowisku pod wpływem łaski Bożej, a my już z góry „wiemy”, że nie ma w tym Boga i jeszcze mamy odwagę o tym mówić do innych, niczym ” uczeni w piśmie”na szkodę drugiego. Stąd już  bardzo cienka granica do grzesznej postawy, którą Jezus określił wystarczająco jasno. Bezpieczniej dla nas czasami przyznać, że brakuje nam rozeznania duchowego, że coś nas zwyczajnie przerasta, niż opierać się na swoich sądach i rozeznaniach, lub co gorsza na powtarzanych opiniach, bo tak mówią. Nawet jeśli trzeba będzie się nam niekiedy wyłamać z większości i pozostać osamotnionym w oczekiwaniu na rozeznanie. Nie wiemy ilu dokładnie było uczonych w piśmie, twierdzących, że Jezus ma Belzebuba, ale wiadomo, że nikt spośród nich nie odważył się myśleć inaczej.
Nie warto, naprawdę nie warto być zarozumiałym, bo nie wiedzieć kiedy, możemy się stać podatnymi do  nazywania tego co Święte – złym, a tego co naprawdę złe- jedynym odpowiednim.
Duchu Święty, strzeż naszych serc od wszelkich przejawów bycia zarozumiałymi.
s. Teresa M.

II Niedziela Zwykła

Komentarz do Ewangelii wg św. Jana 1, 29-34

Czas Świąt Bożego Narodzenia za nami.

Pierwsza refleksja, która zrodziła się to pytanie: czy znalazłam czas, aby pochylić się nad Betlejemskim Żłóbkiem, czy znalazłam czas na adorację Betlejemskich jasełek, czy mimo pustych dłoni pośpieszyłam z pasterzami tam, gdzie Słowo stało się Ciałem?
W II Niedzielę okresu zwykłego z zapartym tchem słucham Jana Chrzciciela.
Oto syn Elżbiety i Zachariasza jako ostatni z proroków wskazał na Chrystusa jako Zbawiciela. To, co było mglistą zapowiedzią, nad wodami Jordanu, stało się rzeczywistością.
Jan może być uważany za tego, który opowiada niesamowitą opowieść o Bogu pośród nas. Wreszcie Jan Chrzciciel pokazuje nam Baranka Bożego, który gładzi grzech świata.
Pierwszy rozpoznaje Jezusa. Ujrzał i daje świadectwo, że On jest Synem Bożym, w Którym sam Bóg staje się dostępny i uchwytny dla człowieka.

I dzisiaj wielu Janów wskazuje na Chrystusa, przez swoje życie, miłość, powołanie. Niech Duch Święty ożywi w każdym z nas wezwanie do bycia odważnymi i radosnymi Świadkami Chrystusa.

s. Bożena S.