Wpisy

Słowo z Pustelni – 18.05.2020 r.

„To wam powiedziałem, abyście się nie załamali w wierze. Wyłączą was z synagogi. „

Duch Święty nieustannie w nas PRACUJE, albo urabiając w nas właściwe poznanie i obraz Boga, albo też, czyniąc z nas coraz bardziej wiarygodnych świadków naszych przekonań i wiary wobec innych.I bierze w obronę i pociesza i wychowuje na przemian. Jezus uprzedził wiele pokoleń, przed trudem bycia wykluczonym z Jego powodu.Wiedział z autopsji, jakie to po ludzku jest przykre! Nie mami nas, mówi o tym otwarcie, aby nas to nie załamało.W czasach Jezusa bycie wyłączonym z synagogi, znaczyło tyleż samo, co wykluczenie nas dziś żyjacych ze społeczności Kościoła.Oczywiście raczej, jeśli sami z własnej winy nie popadniemy pod karę ekskomuniki, nikt nam tego nie zrobi, ale czasem dużo boleśniejsze bywają wszelkie nie formalne przejawy wykluczenia ze społeczności, w której żyjemy. I o takim wyłączeniu, Jezus też uprzedza.Co kieruje takimi zachowaniami? Czy tylko zazdrość, zawiść, złość, pycha i głupota? Jezus mówi, że głównym tego powodem jest ich brak poznania prawdy, o Bogu, a więc też o sobie samych.Ma nam więc wystarczyć w tych chwilach bycia wyłączonym, poprostu ta pociecha, którą cicho złoży w naszym sercu wtedy Sam Duch Paraklet!I to pocieszenie, jest i będzie większym przytuleniem Boga, niż aprobata całego świata.Wszystko zależy niestety od nas, co bardziej sobie cenimy.Z doświadczenia jednak wiem, że pociecha od Ducha Świętego, wsączana w serce, z chwili na chwilę, jest o wiele bardziej trwała i wzmacniająca, niż jakakolwiek inna. Bywa, że Duch Święty posłuży się życzliwym nam człowiekiem.Jednak, jeśli ów człowiek pociesza nas na własną rękę, niestety ma to wartość rdzy.To też światło dla nas, abyśmy chcąc pocieszać innych, nie uzurpowali sobie sami tych umiejętności, które ma wyłącznie Duch Pocieszyciel! Lecz módlmy się, aby to On Sam, jeśli chce i na sposób jaki chce, przyszedł wzmocnić osobę, o której wiemy, że tego może potrzebuje.Nie ma nic bardziej irytującego, jak paplanie: „będzie dobrze”, bez wczucia się w dramat drugiego. I jako, że wspominamy dziś  wyjątkową rocznicę, wyjątkowego Polaka, pragnę zakończyć to rozważanie krótką modlitwą Świętego Jana Pawła II, który był człowiekiem Ducha i człowiekiem, którego słowa po dziś dzień niosą prawdziwą, pociechę duchową.„Veni, Sancte Spiritus! Módlmy się tak razem z Maryją, która jest sanktuarium Ducha Świętego, bezcennym przybytkiem Chrystusa wśród nas, aby pomogła nam być żywymi świątyniami Ducha i niestrudzonymi świadkami Ewangelii.”
Amen.

s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 16.05.2020 r.

Ojciec i Syn są dwiema odmiennymi, różnymi Osobami,a jednak są JEDNOŚCIĄ.I o taką jedność modli się dla nas Jezus. W RÓŻNORODNOŚCI!Nie mamy być tacy sami, mieć tę samą wrażliwość, postrzeganie, to samo zdanie na każdy temat, te same upodobania, odczucia, emocjonalność,talenty i co tam jeszcze… Różnice są piękne i jako takie na piękno się składają, piękno tworzą.Nie wolno nikomu z nas, różnicy wykorzystywać do niszczenia kogokolwiek, tylko dlatego, że jest inny od nas.Różnica zawsze jest dopełnieniem i uzupełnieniem, nie jest kontrargumentem, nie jest bronią przeciwko drugiemu.I nie powinna być.Jedność, to nie jest też tylko ludzki wysiłek, raczej na pewno dar Boga, o który wstawienniczo, mocno, usilnie prosił dla każdego z nas On Sam. Jednością tak naprawdę jest Osoba Ducha Świętego, Uosobioną Jednią Ojca i Syna. Bez Tej Uosobionej Jedni, wszystkie relacje stają się wyłącznie jakimś „złem koniecznym.”Co pomaga jedności najbardziej?W moim doświadczeniu otwartość i pokora.

s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 11.05.2020 r.

 „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, i mieszkanie u niego uczynimy.”

Nic się samo nie zachowuje. Albo o coś dbamy pieczołowicie, albo wręcz przeciwnie.Zachowuje się naukę Jezusa, nie tyle w pamięci,- to zaledwie początek preludium.
Zachowuje się w przeciwnościach, w walkach, zmaganiach i burzach. Zachować, znaczy ochraniać całym sobą przed czymś, lub przed kimś.Nie dać sobie zmącić, zabrudzić, ulać, ukraść, czy wręcz zatruć.
Jezus zachowanie niezmąconej swojej nauki, wprost określa miłowaniem Jego Osoby.Dopowiada przy tym o rzeczywistości niepojętej dla naszych małych rozumów. Skutkiem tak wyrażanej miłości, prowokujemy nie jako Boga, by konsekwentnie zapragnął wejść w nas, wraz Ojcem, jak wchodzi się w przytulne mieszkanie. To są słowa obietnicy Samego Jezusa.Niepojęty Bóg chce zamieszkiwać nasze wnętrza!
Uganiamy się niekiedy za dużo mniej wartościowymi przejawami szczęścia, a na ile obchodzi nas i cenimy sobie ten nadzwyczajny dar, wcale nie zastrzeżony wyłącznie dla wybranych mistyków! 
Nie jeden Anioł chciałby dostąpić tej łaski, być w takim stopniu włączonym w wewnętrzne Życie Boga jak my.
s. Teresa

V NIEDZIELA WIELKANOCNA

TROSKA – Komentarz do Ewangelii J 14, 1-12

Jedną z piękniejszych cech (zalet) jaką możemy ujrzeć u Jezusa jest troska. Jezus nie przyszedł na ziemię tylko po to, aby głosić dobrą nowinę, czy uzdrawiać…, ale przyszedł przede wszystkim po to, aby zatroszczyć się o człowieka i jego zbawienie.

Już w ogrodzie Oliwnym Jezus wypowiedział słowa pełne troski: „Ojcze nie utraciłem żadnego z tych, których mi dałeś” (J 18,9) oraz słowa wypowiedziane w Jerozolimie, gdy obchodzono pamiątkę poświęcenia świątyni: „Ja też daję im życie wieczne i nigdy nie zginą ani nikt nie wyrwie ich z mojej ręki” (J 10,28). Dotykają również słowa: „Nie zostawię was sierotami” (J 14,18).

Te słowa ukazują, że Jezus naprawdę był dobrym Pasterzem, który znał swoje owce i czynił wszystko, aby nic złego się im nie przydarzyło. Możemy również w tej postawie odkryć cechy wiernego przyjaciela, wiernego do końca. Jezus – dobry Ojciec, dobry Pasterz, dobry Przyjaciel. Potwierdzają to słowa: „Nie nazywam was sługami ale przyjaciółmi” (J 15,15). Niesamowite jest to, jak pięknie Jezus wypełniał swoją misję. Był blisko swoich uczniów, swoich owiec, dbał o nie na ziemi, ale Jego miłość do nich sprawiała, że pragnął, aby byli oni blisko Niego również i w niebie: „Teraz idę tam, aby przygotować wam miejsce, abyście byli tam gdzie ja jestem” (J 14,2-3). To czytelne zaproszenie Jezusa, aby wszyscy przebywali wraz z Nim w niebie. „Ja jestem drogą, prawdą i życiem” (J 14,6). Przyjaźń z Jezusem jest drogą, która prowadzi do nieba.

Kolejną piękną myślą dzisiejszej Ewangelii są słowa: „Kto mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca” (J 14,9). Jezus jest tak blisko Ojca, długo przy Nim trwa, że doskonale jest do Niego podobny, jest w Nim Jego odbicie. Jak mówi stare przysłowie: „Z kim przestajesz takim się stajesz”. Przebywanie w czyjejś obecności sprawia, że przybieram takich samych kolorów, myśli, uczuć i to rysuje się na mojej twarzy. Patrząc na człwieka, można dostrzec jak bardzo na jego twarzy odbija się oblicze Ojca. Im więcej czasu spędzam z Bogiem, tym więcej blasku Jego miłości mnie opromienia. Im dłużej patrzę na słońce, im więcej na nim przebywam, tym bardziej jestem opalona. Doświadczyła tego oblubienica z Pieśni nad Pieśniami: „Czarna jestem lecz piękna. Nie patrzcie na mnie, że jestem czarna, że mnie spaliło słońce” (Pnp 1,5-6). Zjednoczenie dwóch serc: „Ja jestem w Ojcu a Ojciec we mnie” (J 14,10). Doskonała jedność. Bliskość. Zdumiewająca bliskość.

W końcowej części Ewangelii Jezus uroczyście nas zapewnia: „Kto wierzy we mnie, dokona większych dzieł niż ja” (J 14, 12). Wiara jest biletem, przepustką do czynienia cudów w Imię Jezusa. Mocą tej wiary Piotr uzdrowił paralityka: „Nie mam złota ani srebra. Ale dam ci to, co mam. W imieniu Jezusa Chrystusa z Nazaretu mówię ciWstań i chodź! Po czym prawą ręką pomógł mu stanąć. Chory natychmiast odzyskał władzę w stopach i kostkach, że aż podskoczył, i zaczął chodzić! (Dz 3, 6-7).

Podsumowując dzisiejsze rozważanie otrzymaliśmy trzy drogowskazy na życie:

  1. troska o drugiego człowieka;
  2. trwanie w obecności Jezusa, by być jak On i mieć ten sam blask;
  3. wiara w Jezusa, że Jego mocą będziemy czynić cuda.

s. Magdalena B.

Słowo z Pustelni – 04.05.2020 r.

Jeśli Jezus z rzadka mówiący wprost o sobie, z naciskiem powtarza, że jest Dobrym Pasterzem, to naprawdę musi Mu bardzo zależeć, abyśmy Go nie tylko usłyszeli, ale i coraz głębiej rozumieli. Jeśli z taką pasją trzyma się tej metafor to znaczy, że ją osobiście lubi i wkłada w nią nie mały ładunek emocjonalny.

Jezus mówi: nie kocham Cię jak jakiś kiepski najemnik, który prędzej Cię zostawi, niż siebie narazi na niebezpieczeństwo, ale przeciwnie, mówi : kocham Cię do utraty własnego życia, własnego szczęścia, powodzenia. Kocham Cię duszo i jesteś dla mnie jedyna!
Nie giniesz mi w masie, w tłumie, nie jesteś jedną z wielu. Znam Cię z imienia i znam Cię dogłębnie, całą! Wszystko , także to co chciałabyś przede mną ze wstydu ukryć.Wszystko znam, kocham i przenikam. Więc jeśli mi się dobrowolnie oddalisz, wszędzie rozpoznam Twój głos, Twój płacz, Twoje wołanie, wszędzie pójdę za Tobą, nie czekając aż sama wrócisz! Nawet jeśli uczynisz najgłupsze i najbardziej bezwstydne  i kiepskie rzeczy, i zaszkodzisz sobie tak, że już bardziej nie można, nadal będę Cię szukał osobiście i zawsze stanę przed Tobą z wyciągniętą dłonią. Jeśli nie będziesz chciała uchwycić się Mojej Pasterskiej, troskliwej dłoni, nadal całym Sobą będę próbował Cię ocalić. Sam przyprowadzę Cię na Swoich Boskich nogach, nie na Twoich!
Opatrzę Twe rany, włączę znów w stado, we wspólnotę, ogrzeje Miłością. Nie zniechęcisz mnie duszo niczym! Zawsze będę Cię szukał i znajdę Cię z Moim przebaczeniem w miejscu Twego największego odejścia, w miejscu Twojej śmiertelnej pułapki i zguby! Nie będę Cię reanimował byle czym, ale Swoją Najczystszą Krwią i Swoim najpożywniejszym Ciałem, pełnym ożywiającego Bóstwa.
Dlaczego?
Bo Jestem Twoim Dobrym Pasterzem.
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 02.05.2020 r.

„I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.”J 19,27 b

Co to była za godzina? To była godzina pierwszej Mszy Świętej, a Krzyż był pierwszym Ołtarzem, z którego, gdy jeszcze mógł mówić, wypowiedział te słowa Najwyższy Kapłan i Zbawca człowieka.
Myślę, że ma to nie małe znaczenie, aby przyjmować osobę Maryi do swojego życia właśnie w trakcie każdej, dobrze przeżytej Eucharystii.
Dlaczego? Bo tak chciał Jezus.On wie, że nikt lepiej od Niej, nie potrafi zaopiekować się Jezusem, także tym żyjącym w nas, poprzez łaskę Eucharystii i Komunii Świętej.
Wziąć Maryję podczas Eucharystii, to dużo więcej niż pobożność Maryjna, dużo więcej niż odmawianie różańca, dużo więcej niż głoszenie choćby najwznioślejszych rekolekcji o Maryi. Dlaczego? Ponieważ gwarantem jest tutaj nie tyle nasz wysiłek co Wola Samego Jezusa i moc za tym idąca sakramentalnie.Wszystko co czynimy w Jego woli, ma siłę łaski. To On nas nauczył wołać do Boga:  Ojcze nasz i ta najpiękniejsza z modlitw, tworzy Liturgię Mszy Świętej.Podobnie jest i ma być z naszą relacją do Maryi. Jezus mówi: „weź ją do siebie”, nie znaczy weź i postaw figurkę, i na tym koniec, ale weź , w znaczeniu Eucharystycznym! Gdy mówi o swoim Boskim Życiu, które chce nam dawać pod postacią Chleba i Wina, to też mówi : Bierzcie! Bierz! I jedz! Bierz i pij! Weź też Moją Matkę! Ale nie podziwiaj , nie ścigaj się z wszystkimi „współczesnymi ekspertami od Maryi”, tylko, komunikuj z Nią! Żyj Jej wewnętrznym życiem, które Ona chce Ci dawać, abyś zachował dar życia, złożony w tobie podczas Eucharystii! Dar Jego Boskiego życia i dar Jego słowa!
Co znaczy jeszcze przyjąć Matkę Jezusa do siebie? 
Nie ten Ją przyjął, kto o Niej pięknie z ambon opowiada, nie ten, kto o Niej najpiękniejsze pieśni tworzy, nie ten, kto najwięcej różańców Jej daje, nie ten…, lecz ten, kto zrozumiał, co znaczy umierać sobie, by Jezus w tobie żył.Przyjąć Maryję, to pozwolić by Ona dobrze tego procesu wewnętrznego pilnie strzegła, okiem troskliwej Matki. To pozwolić, by Ona Sama czule przeprowadzała Cię w oczyszczaniu z Ciebie samego! Inna maryjność jest tylko biciem piany na własną chwałę i chowaniem się za autorytet Jej Osoby, ale to jest nadużycie!
Szczerze? Wolę zdecydowanie Maryjnych ludzi, niż o Niej mówiących. Różnica? Zasadnicza.
Maryjna dusza, ma po prostu  nabyte od Niej cechy, Jej właściwe. Atrapa? Każdy kto w jednej ręce ma różaniec, a słowem i postawą odbiega od postawy, którą przyjęłaby Ona.
Zachęcam do głębokiej lektury Jana Pawła II, który pisał wprost o Maryi, jako Niewieście Eucharystycznej, choćby w Encyklice o Eucharystii Ecclesia de Eucharistia.
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 27.04.2020r.

Ziemia nie kreci się

 by się zawsze kręciła
słońce nie po to świeci
by zawsze już tylko świecić
ludzkość nie żyje po to
by swoim życiem potwierdzać
bezsens
i nie chcieć czegoś 
co jest  czymś 
więcej
wszystko ma swój początek
ale nie wszystko ma koniec
nie tul Boga bo ciepły
On tak nie chce
choć woli gdy zimna nie cierpisz
tul Boga gdy jest odległy
bo przybliża Ci prawdę
żeś
wieczny
szukaj Go
nie dla deszczu
i powodzeń i życia bez problemu
szukaj
dla wyboru
który z trudnością
przyjdzie
zrozumieć
sytemu
s. Teresa M.

III Niedziela Wielkiej Nocy

„ A my spodziewaliśmy się…” Tyle mamy wyobrażeń, oczekiwań, rozwiązań. T powinno być tak, tu należy zrobić to, a tam coś innego. Nawet dla Pana Boga często mamy wyznaczone zadania, z których powinien się wywiązać, zareagować. Coraz częściej słyszy się, że powinien powstrzymać pandemię, zesłać deszcz, nie dopuścić do głodu…

„O nierozumni (głupi), jak nieskore są wasze serca do wierzenia…” I wyjaśniał im to, co mieli przecież zapisane w Pismach. Wtedy poznali Go przy łamaniu chleba. Proszę Cię dziś, Boże, o łaskę wiary w Twoje Słowo, w Twoją miłość. Daj mi wytrwałość w karmieniu się Twoim Słowem, w czytaniu, słuchaniu go i światło, bym je mogła rozumieć. Otwieraj moje oczy na cud Eucharystii – największego daru Boga dla człowieka, szaleństwa Bożej miłości. Wierzę, że to Ty będziesz mi tłumaczył, wykładał, że mnie poprowadzisz, nie według moich oczekiwań ale drogą Twojej odwiecznej mądrości, zniżającej się troskliwie do kruchości człowieka.

s. Magdalena M.

Słowo z Pustelni 25.04.2020 r/

„Najmilsi:
Wszyscy wobec siebie wzajemnie przyobleczcie się w pokorę”
Słowa te, z obfitości serca, padają z ust Św. Piotra! Kocham te przemiany Apostołów! Są takie autentyczne! Przecież nie od razu tak było.Początki Piotra były trudne. Nieco narwany, trochę sangwinik, trochę choleryk. Tyle razy się wyrywał, nim pomyślał.Tyle razy ulegał pokusie porównywania się, brał udział w niejednym sporze w gronie Apostołów, jak choćby oto, kto jest wśród nich najważniejszy! Serce Piotra jednakże jest piękne, bo po swoich wpadkach i upadkach, umie i chce na nowo wciąż szukać autentycznej relacji z Jezusem. Zaparcie się Mistrza, pozbawiło go wszystkich prawie złudzeń o sobie i wszystkich masek.Pozwolił się urabiać i kształtować Jezusowi. Stawał się w ogromnym przyspieszeniu skałą.
I tenże Święty Piotr wypowiada słowa, które są znaczące dla naszego sposobu bycia w ogóle! Dla właściwego bycia uczniem takiego Pana! I dziękuję Mu, że mówi o przyobleczeniu, a więc, z góry mamy założyć, że pokora, nawet jeśli będzie naszą koszulą firmową, nigdy jednak nie będzie wypływała z nas samych! Będzie ciągłym przyjmowaniem jej daru w osobie Jezusa! Widziałam w życiu już różne atrapy „pokory” i za każdym razem budziły niesmak.Zresztą sama, też czasami pokracznie, pokorną być próbowałam.To właśnie wszystkie próby ubierania się we własne pomysły na pokorę, bez związku z prawdziwą pokorą Chrystusa.
W sumie, trzeba powiedzieć też jasno i zdecydowanie, że tylko ona jest płodna w tym byciu posłanym przez Jezusa do świata.
Posłaniu, o którym relacjonuje św. Marek: : „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. „
Nie można głosić zbawienia i zaprzeczać swoją dufną, zarozumiałą, pyszną postawą, temu co głosimy. Jest to najbardziej odrażające i zniechęcające, a także niestety uderza we Wspólnotę Kościoła pozostałych członków Święta Teresa od Dzieciątka Jezus lubiła mawiać, że „pokora, to prawda”. I to jest mądra synteza tego, czym pokora jest.
Maryjo, Dziewico cała obleczona w Słońce Pokory Boga, wychowuj nas, żebyśmy nie przynosili wstydu Niebu, Trójcy Świętej i Kościołowi.
I ucz nas, czym jest autentyczna pokora.Oblekaj nas, nasze myślenie, bo zwykle tam jej brak, robi najwięcej bałaganu!

s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 20.04.2020 r.

„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego”.
Rozmowę  Jezusa z Nikodemem Kościół i Duch Święty, podaje nam jako duchową strawę i Słowo Życia zaraz po Niedzieli Miłosierdzia Bożego.
Słowa z wczorajszej oracji wyjaśniają związek:  „abyśmy wszyscy głębiej pojęli, jak wielki jest chrzest, przez który zostaliśmy oczyszczeni, jak potężny jest Duch, przez którego zostaliśmy odrodzeni, i jak cenna jest Krew, przez którą zostaliśmy odkupieni.”
Oczywiście ten tydzień przeżywamy jako tydzień Miłosierdzia ,ale gdzieś nam wszystkim trochę umyka przy okazji wezwanie tej oracji.Mamy ZGŁĘBIAĆ   łaskę swego Chrztu i raczej mało komu się uda powiedzmy szczerze uczynić to jednego dnia, jednej niedzieli, jednej godziny.Potrzebujemy na to życia całego.Nie mniej, ten tydzień, nie powinien być wyłącznie targiem uczynków, co kto  jeszcze dał, co zrobił i jak bardzo jest przy tej okazji medialny.Pamiętajmy, że ogrom dobra dzieje się bez rozgłosu, bez tkz. „polubień”.A dobrzy i ofiarni, miłosierni ludzie żyją jeszcze poza internetowym szumem. Warto w tym tygodniu postanowić choć przez kwadrans każdego dnia, przeczytać fragment Katechizmu Kościoła Katolickiego, rozdział o Sakramencie Chrztu Świętego. Warto uświadamiać sobie, ile martwych łask, zamrożonych drzemie jeszcze w nas ,a które chcą żyć i bez zgłębiania ich wiarą , niepodobna by nagle zaczęły działać z automatu.Warto chociaż przez cały ten tydzień codziennie raz podziękować Bogu za łaskę Chrztu Św.Warto zrobić rachunek sumienia, może nawet generalny z tego, jak do tej pory żyłem/łam swoim Chrztem Świętym ? W moim przekonaniu istnieje bardzo ścisły związek po między tym, na ile zgłębiamy swoją godność Dziecka Bożego,w łasce Chrztu Św. z tym  na ile naprawdę mamy miłosierne serce i na ile potrafimy uruchamiać też „wyobraźnie miłosierdzia”, o której mówił Święty Jan Paweł II.
Jeśli skupiasz się na tym, że jesteś Dzieckiem Boga, przestajesz się skupiać na sobie, bo nie możesz oderwać spojrzenia duszy od tak wielkiej Miłości! A wtedy zaczynasz też widzieć więcej, oczyma Swego Ojca w Niebie i tak jak On, gdy dajesz, czy to dary materialne, czy czysto duchowe, nie wie twoja lewica, co czyni prawica.Innymi słowy, z powodu bycia miłosiernym nie trąbisz, bo po prostu to wypływa z twego bycia Dzieckiem takiego OJCA.
Żyjmy swoim  Chrztem  Świętym, a to już wystarczy!Albowiem dostajemy w nim NOWE JA  W CHRYSTUSIE! Gdybyśmy się tylko tego trzymali…
s.T.M.