Wpisy

NIEDZIELA ZMARTWYCHWSTANIA PAŃSKIEGO

Komentarz do Ewangelii wg św. Jana 20,1-9

Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego

„Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu”… Taki jest początek tej najlepszej z nowin, nowiny o Jezusie z Nazaretu, Bogu, który chciał być człowiekiem, Bogu, który umarł w ludzkim ciele, „abyśmy mieli życie i mieli je w obfitości”. Jego Samego tu nie ma; jest jedynie pusty grób, porzucone płótna i miłość. Ta miłość nie pozwoliła Marii usiedzieć w domu i kazała jej pójść do grobu, pomimo ciemności. Ta sama miłość sprawiła, że Piotr i Jan nie szli, lecz biegli, a ten drugi wyprzedził pierwszego. Oczywiście, wiek wiekiem, ale miłość też ma swoje prawa – wierzy wbrew nadziei i uprzedza chwile spotkania, bo po prostu spieszno jej kochać. Taka miłość musiała długo dojrzewać, by móc ujrzeć to, co tylko jej oczom jest dostępne. Popatrzmy choćby na Jana; jak wiele wewnętrznych przeszkód musiała w nim pokonać, by jeden z Synów Gromu spoczął w czwartkowy wieczór, oparty o Serce Jezusa, a ostatecznie sprawić to, co dzisiejsza Ewangelia zamyka w jędrnym skrócie: „Ujrzał i uwierzył”.

Tutaj wystarczyłoby dopisać: „czego i tobie i sobie życzę”, ale chcę życzyć jeszcze czegoś… Chcę życzyć, by w czasie zamętu, niepewności jutra, lęku, kto z nas zostanie zarażony jako następny, nowina o Jezusie, który pokonał grzech i śmierć, otworzyła w tobie i we mnie zupełnie nowy rozdział życia. Można by mu nadać skromny tytuł: „Miłość”, bo ostatecznie jedynie ona daje sens naszemu „teraz”, a w końcu, jedynie ona przenika granice śmierci.

s.A.Z.

Słowo z Pustelni na Wielką Sobotę 11.04.2020 r.

Bo gdy zabiliśmy Słowo Ojca, On już odziewał je w przebaczeniu cichym Zmartwychwstaniem.

Cisza, skrywa dziewictwo myśli Boga o Tobie. Nim się począłeś, byłeś w Jego Ojcowskiej myśli, otulony ciszą. Później gdy zacząłeś istnieć, kształtowałeś się znów w ciszy łona swej matki. Cisza jest pierwszym doświadczeniem jakie znasz. Najpierw cisza. Później w swoją ciszę stopniowo zacząłeś przyjmować dźwięk i słowo.I nie każde miało źródło w Słowie i do Słowa prowadziło. Jesteś dorosłym człowiekiem i teraz sam decydujesz, o jakości Twojej ciszy i o jakości Twego słowa.Ty sam wciąż możesz w wolności decydować, czy cisza, to nieznośna klatka, potrzask, nuda i dwanaście stopni ku rozpaczy, czy może cisza, to otulenie Łona Ojca, niezmienne w każdej okoliczności życia.Czy to po prostu mieszkanie ze Słowem, które prowadzi Cię w coraz głębsze poznanie i szczęście. Ty decydujesz, czy cisza, to dla Ciebie przekleństwo,czy błogosławieństwo.Ty decydujesz, czy cisza, to przyjaciółka, która oswaja Cię łagodnie z przemijaniem i śmiercią, czy jest jak niezręczna pauza, którą wszyscy chcą zagadać, a wśród nich Ty pierwszy. Ty decydujesz czy Twoja cisza, to ciągła transformacja myśli pełnych instynktu samozachowawczego, kąśliwych lęków jak komary, czy raczej tęsknota i czekanie , by znów usłyszeć słodki dźwięk Słowa. Piję cicho ze Zdrojów Zbawienia, a Ty zrób jak chcesz.Możesz zawsze w każdej chwili swą ciszę uczynić w jednym momencie ucztą z Nim.

s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 06.04.2020 r.

Akurat rozrzutność, nieobliczalność, szaleństwo w miłości, Jezus dobrze rozumie.

Umie ją też przyjąć.Zawsze będzie brał takich jak Maria w obronę.
Dojrzała miłość potrafi nie tylko wszystko ofiarować, umie także nie bronić się przed przyjęciem wszystkiego.
Dojrzała miłość umie pić nie tylko ze słów, spija miłość gestów.Sama na ogół nie oblicza strat, ale umie być w pełni świadoma ceny.
Miłość dojrzała rozpoznaje ten moment, ten dzień,ten czas.
Maria wie, że choćby wylała hektolitry najdroższych olejków, i tak Jezusa nie prześcignie w hojności.
Dorosły mężczyzna w wieku Jezusa posiada około 6 litrów krwi! Gdybyśmy poszli w matematykę, to jak wymierzyć cenę Krwi wylanej do końca, aż do wypłynięcia wody przez Jezusa, w stosunku do pół litra tych wonności szaleńczo rozlanych na stopy, zamiast na głowę,jak przystało u Żydów?
Maria daje tyle, ile może i potrafi. W darze olejku jest skończona, w darze miłości odczuwa się, że tam się wylewa znacznie więcej…
Jezusa nie prześcigniemy w rozrzutności…
Może to szalone? Ale prawdziwe, w tajemnicy Paschalnej, ukrytej w tajemnicy Eucharystii, Jezus czyni względem Ciebie i mnie to samo co Maria, a nawet dużo więcej. Kąpie nas w Swoim Bóstwie całych, namaszcza i poi Krwią, otula już nie włosami jak Maria, otula Swoim Zmartwychwstałym, Uwielbionym Ciałem. Syci ciszą, kaloryczną od Ducha Świętego i daru pokoju! I wystarczy, że wierzysz…I wystarczy, że uczysz się kochać coraz bardziej…
s. Teresa M.

 Niedziela Męki Pańskiej

 Niedziela Męki Pańskiej Rok A
„Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam?”  (Mt 26, 14-27,66)
W Mateuszowym opisie Męki Jezusa widzimy Boga, dobrowolnie oddającego się w ręce człowieka. Uderzają tu dwie rzeczywistości: pierwsza to okrucieństwo człowieka, a druga – poddanie się Boga woli ludzkiej. Autor Ewangelii z niesamowitą wyrazistością ukazuje podłość ludzką, wyrażającą się poprzez czyny, uderzające w niewinnego Jezusa: najpierw zdrada, opuszczenie, skrępowanie, opluwanie, wyszydzanie, ośmieszanie, policzkowanie, biczowanie, zabawianie się Jego kosztem, osądzenie, rozebranie, aż do krzyżowania i naigrawania się nawet w momencie konania… Tak człowiek traktuje Boga!… Tak grzech upadla człowieka, upadla każdego z nas… Mój grzech sprawia, że do takiego traktowania Boga jestem zdolna… Przerażająca to prawda, ale jednak prawda!…

Co wobec tej sytuacji robi Bóg?… Bez oporu poddaje się woli człowieka. Wydaje się bezsilny… Ale to tylko pozory. To On jest Panem nawet w Męce i śmierci. On szanuje wolność człowieka do tego stopnia, że bierze na siebie konsekwencje jej nadużywania i… umiera, aby wyzwolić nas z niszczącej siły samowoli i grzechu. Niesamowita tajemnica MIŁOŚCI! Niepojęta i nieogarniona przez człowieczy rozum. Pozostaje nam tylko uklęknąć pod krzyżem z wdzięcznością i pokorą, i prosić, aby Boża łaska chroniła nas przed najmniejszym nawet grzechem…

s. Agnieszka B.

Słowo z Pustelni – 04.04.2020r.

Jeśli występuję w swym sercu przeciwko innej osobie, to nawet z jej obiektywnego dobra, czynię nie dobrą nowinę,ale donos. Faktem donosu rozpoczyna się się dzisiejsza Ewangelia i nawoływaniem do kolejnych donosów się kończy.Okoliczności  spięte tymi samymi klamrami: donosem, – mową nie życzliwą, zatrutą.

Niektórzy z nich udali się do faryzeuszów i donieśli im, co Jezus uczynił.
(J 11,46 

Donieśli…no właśnie…O dobru drugiego człowieka możesz mówić, jak o czymś radosnym, czym sam się szczerze cieszysz, możesz mówić z szacunkiem , uznaniem, lub w sposób, który ma zadziałać na jego niekorzyść, i wtedy naprawdę donosisz, nawet jeśli osobiście tego tak nie nazywasz po imieniu.
„Arcykapłani zaś i faryzeusze wydali polecenie, aby każdy, ktokolwiek będzie wiedział o miejscu Jego pobytu, doniósł o tym, by można było Go pojmać.”
Swoją opinią, słowem, działamy zawsze albo na korzyść drugiego, albo też wplatamy się w misternie uwity diabelski łańcuszek, jako jedno z jego ogniw, nakręcając spirale niechęci, zazdrości, zawiści i dezaprobaty. Jezusa zniszczono najpierw językami, które z obfitości serc przemawiały.Innymi słowy, co mieli w sercu , to i na języku.I z nami wcale nie jest lepiej.Jest dokładnie tak samo.

Ze wszystkich rodzajów broni, która jest zarzewiem do najgorszego, uważam , że nadal wciąż pozostaje ta w zasięgu każdego z nas, mianowicie nasz język.
“Życie i śmierć jest w mocy języka” (Prz 18, 21).
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 23.03.2020 r.

„Oto ja stwarzam…”Iz.65,17 a

W tym stwierdzeniu wyraziła się natura Boga względem nas,względem wszystkiego!
Bóg nie stworzył świata raz,nie stworzył też człowieka raz!
Ojciec nieustannie stwarza i nieustannie pragnie stwarzać! Nawet TERAZ.
Bóg się tym nie męczy,to leży w Jego najgłębszej istocie, że stwarza. Czego dotknie, lub wobec czego rzeknie swoje słowo,stwarza nową rzeczywistość.Bóg nieustannie rodzi Życie. Nawet wówczas,gdy nam się może wydawać,że burzy,to w istocie zawsze działa jako Budowniczy i Renowator.
Warto kontemplować tę prawdę, czytając np. w tym kluczu całą Biblię.Śledzić w niej wszystkie przejawy tego nieustannego stwarzania.
Czy to widać wyłącznie w licznych cudach, takich jak choćby ten z dzisiejszej perykopy? Po wnikliwszej i dłuższej lekturze Pisma Świętego widać, że nie.
Najbardziej zachwyca mnie moc stwórcza samych słów Boga. U Boga każde słowo to akt najgłębszej Jego woli. Bóg mówi,bo kocha!Ta moc przejawia się bez względu na kilometry, bez względu nawet na opór.Bóg słowem swoim ma moc nad wszystkim! Choć nie zawsze tej mocy używa.
Jeśli Bóg wydaje z siebie słowo,ono zawsze stwarza nową rzeczywistość.Najbliższe są mi te poruszenia stwórcze,które dokonują się cicho,w ułamkach sekund,wewnątrz nas, na poziomie przemiany serc i przemiany myślenia.
Przez to, że zdecydowana większość z nas obdarzona jest darem mowy, to nam wszystkim ten dar mocno powszednieje.I mało lub nieznacznie na co dzień zdajemy sobie sprawę, że nasze słowa też zawsze mają jakąś moc.Chyba też nieustannie projektujemy własne bezpłodne paplanie na słowa Boga.
U Niego nie ma słów zbędnych, słów pustych, słów pozbawionych sensu i mocy!Bóg się mową nie bawi,a już na pewno względem nas.
Może dlatego gdy On do nas mówi, słuchamy Go jak jednego z nas! A należałoby nieustannie odświeżać wiarę,że to BÓG POWIEDZIAŁ WŁAŚNIE!
Jesteśmy bardzo wrażliwi na słowa ludzi,ale otumanieni na fakt przemawiającej Osoby Żyjącego Boga.
Może wtedy doświadczali byśmy znacznie głębiej jak nas tworzy Ojciec,gdy wypowiada swoje słowo w Jezusie i przez Jezusa.
Czy rozumiemy jaki to przywilej, jaka to łaska,jaki to cud,że chce mówić do nas malutkich SAM BÓG?????
Dużo się teraz mówi i pisze o Komunii Świętej duchowej i dobrze,ale… pocałuj Biblię w domu,pocałuj każde Słowo,które wypowiedział z najgłębszych pokładów swej najczulszej miłości do nas Bóg.
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 16.03.2020 r.

Co do mnie mówisz Jezu Nasz Ukochany? Co chcesz powiedzieć też tutaj przez moje nie czyste usta?

Ty,o którym dziś słyszymy, że gdy wytykałeś bez znieczulenia prawdę o zamkniętym sercu i braku wiary w Ciebie,w odpowiedzi otrzymałeś złość i zawiść, która miała Cię przedwcześnie pozbawić życia,straceniem ze skał.
Łatwo mówić do odbiorców,którzy Cię kochają,którzy Cię pragną.
Łatwo pisać do często zupełnie anonimowych odbiorców.Ale gdybym miała stanąć teraz przed sztabem ludzi możnych tego świata,przerastających mnie tytułami,wiekiem,doświadczeniem, mądrością, inteligencją,to czy miałabym odwagę powiedzieć do nich,co naprawdę słyszę,rozumiem i w co głęboko wierzę i co czuję?
Czy gdybym miała doświadczyć tego co Ty Sam,złości, zawiści,zgrzytania zębów i chęci wprost pozbawienia mnie życia,czy nadal niezmiennie mówiłabym,to co napisze za chwilę?
Nie będę w zarozumiałości i zuchwałości zapewniać,że tak,i nie będę zaprzeczać,że na pewno bym uległa,- jak większość, konformizmowi duchowemu.Nie wiem tego,Ty to  wiesz Jezu! Ale zakładam, że jak nie jeden raz wywołałam sprzeciw w swoim życiu,tak i tym razem mogę wsadzić przysłowiowy” kij w mrowisko.”
Zatem: to co słyszę oparte jest ściśle o nieprzypadkowe dzisiejsze pierwsze czytanie.
Więc zanim walnie ktoś we mnie kamieniem swoich zbuntowanych myśli, proszę po siostrzanemu,pokornie i na klęczkach to pisząc, pochylcie się uważnie ze mną nad treścią dzisiejszego czytania o uzdrowieniu Naamana.
Naaman nie był wierzącym!
Ale znalazł się w życiowym potrzasku.Trąd był w jego czasach nie tylko pewnym wyrokiem śmierci,był też wyrokiem społecznym.Groziła mu potworna i nie ludzka izolacja i odtrącenie.Zawaliło mu się wszystko. Całe życiowe powodzenie, przepych,poczucie złudnego bezpieczeństwa.Dowiedział się,że jest jakiś tam prorok,i że jego Bóg może go uzdrowić.I w zasadzie tylko tyle od tego Boga,-jeszcze wtedy mu obcemu, chciał.Nic więcej.Był tak zdeterminowany, że udał się do proroka Elizeusza.Ale…miał na to swój scenariusz.Biedak stanął przed skromnym domkiem proroka z całym swoim przepychem i resztkami ” pseudo” wielkości i skuteczności.Nadźwigały się juczne zwierzaki jego blichtru i zapłaty! Udał się tam jako wciąż ” coś znaczący” i ” ważny” człowiek.
I mądry, pełen Ducha Świętego Elizeusz tak „poprzebijał” tego „zadufanego balona”,jego nadymane ego,że go prawie obraził! O włos urażona miłość własna Naamana, pozbawiłaby go… uzdrowienia!
A czemu tak? 
Otrzymał bowiem lekcję pierwszą: prorok w ogóle do niego  NIE WYSZEDŁ!
A masz! Pierwszy policzek, ktoś raczył wysłać do niego sługę.
A potem recepta na zdrowie okazała się być irytująco prostacka! Taki intelekt,taka powaga, ma się tak nagiąć i zrobić coś tak uderzająco prostego,jak zanurzyć się w wodach nie za czystego Jordanu i to siedem razy! Oczywiście dzisiejszy człowiek dla zdrowia, nie miałby oporów,zanurzyłyby się nawet w fekaliach.Różne rzeczy już widziałam,które ludzie czynili dla swego zdrowia.
Upomniany z kolei przez swego sługę,że tak naprawdę nie ma nic do stracenia,podejmuje to wezwanie,i śmiem podejrzewać że bez wszystkich do tego dyspozycji serca.Męska duma i co tam jeszcze, na pewno sporo tego buzowało w jego głowie.Jeśli czytaliście,to wiecie, jaki był mimo wszystko efekt końcowy.
I teraz,co nam to DZIŚ mówi?
Czuję, że dużo.
Zalecenia są PROSTE!
Ale dla wielu tak proste,że aż nie wykonalne,a wręcz gorszące! No jak?
Zostać w domu?
Albo, jak już idziesz,to przyjąć Jezusa najpierw na tronik z dłoni w Adoracji i czci,by następnie samodzielnie spożyć Jezusa.
I spójrzcie, jakie to nie łatwe?
Co nam wszystkim właściwie dolega? O co nam chodzi?
Kogo my właściwie deklarujemy się w życiu SŁUCHAĆ????Komu chcemy być POSŁUSZNI?!
Rząd i Kościół,nasi diecezjalni Biskupi proszą,a my ( nie mówię że wszyscy) ,ale czy nie jesteśmy „mądrzejsi od”?
I tak jest z nami w zasadzie we wszystkim.
 Najpierw nie umiemy słuchać siebie nawzajem i być sobie poddani,posłuszni i ulegli,bo nie mamy tej postawy wobec Samego Boga.Przestaliśmy słuchać Jego prostych rad do szczęścia!
I teraz, czy coś tracimy na tym,że choćby posłuchamy głosu Kościoła,w zaufaniu Bogu Samemu? Czy stracę coś na tym,że posłucham kogoś,kto w moich oczach może stracił wiarygodność?
Nie,nic nie stracę, jeśli ten akt, skieruje wprost ku Bogu.
To po pierwsze, a po drugie:
Co nam wszystkim po zdrowiu i świecie bez Boga? Ludzie,których kocham do bólu!
Co jeszcze musi nam zacząć dolegać,aby nasza zarozumiałość pękła jak balon Naamana, abyśmy zrozumieli, że potrzeba nam nade wszystko iść się oczyścić w Sakramencie Pokuty i Pojednania?!
Upraszczam rzeczywistość?
Tak, świadomie, bo upraszcza ją dla nas Sam Miłosierny Bóg!
Zadaj sobie pytanie z czego chcesz i powinieneś/naś się iść obmyć,aby naprawdę wyzdrowieć duchowo?
Zatrważające,ale człowiek umie się tak oswoić ze sobą i  swoimi wadami, że ich nie dostrzega,a nawet jest mu z nimi dobrze i broni ich jak cnót!
Myślę,że zwłaszcza dotyczy to środowiska osób konsekrowanych! Ale nie tylko,dotyczy także tych,którzy  zadomowili się w grzechach ciężkich.Przepraszam,ale tak jest…
Więc gdybym miała stanąć na areopagu wszystkich możnych tego świata,z całą pokorą powiedziałabym:
 ludzkie starania,-tak, rozumne profilaktyki i restrykcje,-tak,ale jeśli chcemy wszyscy być szczelni na  zło,i z mocą jeszcze raz napisze SZCZELNI NA ZŁO i jego skutki,proszę Was wszystkich pokornie posłuchajmy prostych zaleceń naszych Pasterzy,nawet jeśli nam się nie podobają,a  oprócz tego,niech się KAŻDY z nas uderzy w piersi i pójdzie obmyć do Konfesjonału! Tego nam jeszcze NIKT nie zabronił,wręcz przeciwnie,o ile mi wiadomo możliwości płyną wartkim strumieniem, niczym w Jordanie. 
Wiem, wielkie intelekty każą mi się zaraz postukać w czoło! A co kulturalniejsi powiedzą biedna pustelnica,no chyba ma zmiany w umyśle.Ale mnie to nie przeszkadza, proszę Was, nim będzie za późno,nikogo nie straszę, idźmy się WSZYSCY pojednać z Bogiem.
Nie ma innej formy uszczelnienia przed złem i wszystkimi jego skutkami.Idźcie Kochani! A przekonacie się, że dla Boga nie ma nic nie możliwego!
I nie proszę oto z pozycji tej lepszej,wręcz przeciwnie,mówię to z pozycji jadącej z Wami w tym samym przedziale i piszę to z miłości do KAŻDEGO CZŁOWIEKA.
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni 14.03.2020 r.

Nie z przypadku dane jest nam słyszeć dziś przypowieść o marnotrawnym synu…choć osobiście wolę ją czytać jako przypowieść o Miłosiernym Ojcu.Dziś mnie uderza w  niej pewna stwierdzona konsekwencja.Zaczyna się od tego,że to jeden z synów żąda połowy majątku,jeszcze za życia Ojca,a więc uśmierca go,gdy ten jeszcze żyje!Uczynił Ojca trupem w swoim sercu!Ojciec,którego opuszcza właściwie przestał mieć większe znaczenie dla niego.
Być może dlatego,z taką łatwością bierze swoją część i nie wnika,co czuje Ojciec, jaką on właściwie dał informację temu Ojcu: nie jesteś mi do szczęścia potrzebny!

I zdumiewają mnie słowa Ojca o nim,gdy powraca:” był umarły, a ożył”! Czyli, tak naprawdę uśmiercając Ojca w swoim życiu,uśmiercił siebie samego!
Taka jest logika i konsekwencje wszystkich naszych oddaleń od  Naszego Ojca w Niebie. Im głębiej i dłużej wymazujemy Go z listy naszych potrzeb,tym bardziej skrajnie sami pakujemy się w śmierć duchową.
W zasadzie przypowieść Jezusa jest tak piękna i głęboka sama w sobie, że ona się jakby samo-komentuje dla każdego serca,które czyta ją uważnie i w modlitewnym zasłuchaniu.
To nie jest przypowieść o niej,o nim,o tamtych,czy o tych! To przypowieść o Tobie i o mnie.
Zobacz, że Ojciec POZWOLIŁ synowi zadecydować, odejść,roztrwonić,upaść moralnie,pozwolił mu cierpieć,a więc pozwolił mu jakiś czas ponosić konsekwencje swego wyboru! Pozwolił mu zdobyć wiedzę i doświadczenie kim jest on sam i jaka jest Osoba Ojca!I gdyby nie te bolesne konsekwencje,może nigdy by się nie opamiętał. Tacy właśnie jesteśmy, na ogół wymuszamy na Bogu,aby dopuszczał bolesne konsekwencje rozmaitych naszych wyborów na nas.Wie,że w przeciwnym razie zatracili byśmy się w złu.Przedłużalibyśmy sobie w nieskończoność,to wszystko co nas niszczy.Czy obecny czas,który wszyscy przeżywamy, nie jest przypadkiem dźwiganiem niepięknych konsekwencji oddalania się od Źródła naszego Życia?
Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości o tym, że Ojciec szanuje naszą wolność i nie przestaje kochać i czekać?
W świetle ostatnich wydarzeń marzę i błagam Boga w modlitwach,aby pierwsze zdania dzisiejszej Ewangelii po prostu się działy!!!
Bo czytamy:
„W owym czasie przybliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać.”
Niech tak się stanie W OWYM CZASIE ,tzn. tym czasie, TERAZ!
Niech się odważnie przybliżą WSZYSCY,którzy dostrzegają w sobie grzech, aby Go słuchać!
Słuchajmy ze słodkich ust Jezusa tej najpiękniejszej z przypowieści,która nas bierze w obronę! 
Docenimy TEN CZAS.
Starszego syna nie ruszam celowo, wymagałby jeszcze długich refleksji i pisania.
Jedno tylko napiszę, niech czytanie o nim będzie nam przestrogą przed taką postawą porównywania się z kimkolwiek,także w TYM CZASIE.
Nikogo lepiej nie osądzajmy, Ojciec widzi w ukryciu i patrzy na serce!
Ojciec nie jest zainteresowany takim wizerunkiem Samego Siebie,Ojca, który wybiega na przeciw życiowego poparańca,aby mu wypomnieć jakim to nieudacznikiem się okazał! I dobrze mu tak…
I nie wyręczamy Ojca w dawaniu innym odczuć,że zasłużyli na karę!
s. Teresa M.

II Niedziela Wielkiego Postu

Dzisiaj Pan Jezus wyprowadza swoich uczniów na górę, z dala od ludzi, na miejsce odosobnione. Tam umacnia ich ukazując swoją boską naturę. Ojciec daje świadectwo, że to Jego Syn umiłowany, że to prawdziwy Syn Boży. Potrzebne było Apostołom to doświadczenie przed męką Jezusa. Potrzebne, by nie stracili wiary podczas próby krzyża, by otworzyć ich serca na przyjęcie światła zmartwychwstania, by poszli głosić radosną nowinę…

Mnie też Pan Jezus wprowadza na Górę Przemienienia. Stać się nią może każda adoracja. Wychodzę wtedy z mojej codzienności, od ludzi, od spraw. Wpatruję się, Jezu, w Twoją Twarz ukrytą w Najświętszym Sakramencie, a Ty mnie umacniasz, przemieniasz,  przenikasz Sobą, pozwalasz trwać w Twojej miłości, w Tobie samym, osłaniasz świetlistym obłokiem. A potem trzeba zejść z góry, wrócić do obowiązków, ludzi, zajęć, czasem do trudu, prób, cierpień, pokus… Jednak wracam inaczej, umocniona Twą łaską, z pewnością w sercu, że zawsze ze mną jesteś.

s. Magdalena S.

Słowo z Pustelni – 07.03.2020 r.

„Bądźcie więc wy doskonali,jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski”. 

Te słowa nie mają nas przytłoczyć swoim niedościgłym wzorem! Nie mają wywołać wytrzeszczu gałek ocznych z naciskiem na doskonałość.

Więc o co chodzi Jezusowi gdy to do nas mówi? To nie wie jakimi jesteśmy? To nie wie,że tak postawiona poprzeczka wywołać może  zadyszkę jeszcze przed biegiem?Wszystko to wie i nikt nie posiada lepszego wyczucia natury ludzkiej nad Jezusa!

Jezus mówi zawsze w jakimś kontekście. Mówił do społeczności, która potępiała i Samarytan i Rzymian i innych nie obrzezanych! Tutaj mówiąc o charakterze miłości Ojca,odwołuje się do pogody. 

Jedno słonce dla wszystkich i jeden życiodajny deszcz dla wszystkich.Przejawy Bożego Błogosławieństwa.

I mówi to do nas ponad czasowo do wszystkich, bo wie,że my jesteśmy mistrzami robienia różnic w traktowaniu  ludzi.Mistrzami nawet bardziej w dawaniu odczuć, niż w słowach!

Nie musimy zaraz uderzać w najgłośniejszy dzwon! Myślę,że naprawdę posiadamy niewielu prawdziwych wrogów, czyli ludzi źle do nas nastawionych i działających wprost lub pośrednio przez innych na naszą niekorzyść.Nie chodzi o ciepłe uczucia wględem tych, którzy choćby pozbawiają nas na stałe prawa do dobrej opinii na nasz temat. Chodzi oto,że krocząc razem z Jezusem, stać nas na to,aby wbrew temu co czujemy,chcieć całym sercem tego samego dobra dla tych którzy nas ranią, co dla tych, których kochamy. 

Nie chodzi zaraz o spektakularną akceptację.W duchowości Jezusa zawsze idzie o SERCE.

Popatrzmy,że dla nas wszystkich Ojciec cały czas jest Cichym Dawcą Życia,Cichą Opatrznością naszych potrzeb.

Więc to podobieństwo do Ojca ma dotyczyć nade wszystko serca, DOBRZE NASTAWIONEGO,nasze serce,a później nasze myślenie i wola wszystko ma być CICHYM PRZEDŁUŻENIEM BŁOGOSŁAWIEŃSTWA OJCA.

Nam się tylko wydaje,że to za mało. To cały sukces,który jeśli jest autentyczny sprawi,że obejmie on całe nasze człowieczeństwo, we wszystkich jego przejawach.

Być dla wszystkich  cichym przedłużeniem Błogosławieństwa Samego Ojca, to pozwolić Jezusowi być w nas Sobą!

Nie siłą, nie mocą naszą, lecz łaską Ducha Świętego! Amen.

s. Teresa M.