Wpisy

Słowo z Pustelni – 22.02.2020 r.

Jezus nie pyta Ciebie i mnie oto, co o Nim myślą inni,lub kim jest dla innych. Nie pyta, co powinniśmy o Nim wiedzieć, czy myśleć.
Nie pyta też, ile książek o Nim przeczytaliśmy,ile z tego rozumiemy.Nie rozlicza Ciebie i mnie z ilości godzin z Nim spędzonym.Ani ile Komunii Świętych już przyjęliśmy.
Jezus pyta: kim jestem dzisiaj, tak naprawdę dla Ciebie?Kim jestem w Twoim sercu i ile mam miejsca w sferze tęsknot i pragnień?
I nie czeka na szybką, życzeniową odpowiedź,tylko kim JEST w Twoich i moich 24 godzinach każdego dnia!
Święty Piotr wyznał,że Jezus jest Mesjaszem! A to znaczy,że jest tym Jedynym utęsknionym i Jedynym oczekiwanym podskórnie i w głębokości serca!
Rozumiesz,co odpowiada Święty Piotr?To tak jakby powiedział: Jesteś kresem moich oczekiwań,kresem tęsknoty!
Męska odpowiedź,rzeczowa,krótka,ale ukrywa całe armatnie działo strzelające odczuciem SPEŁNIENIA Świętego Piotra w Jezusie!
Może mi się wydaje,może się mylę,może nawet wolałabym się mylić,ale w moim odbiorze, nasze serca nie rzadko grzęzną w jakiś małych pragnieniach, tęsknotach, oczekiwaniach,może nawet w częściowych ich spełnieniach i naprawdę nie zdradzamy czasami nic a nic tęsknoty za Jezusem.Czy mamy wzdychać za Nim publicznie? No nie bynajmniej!Lepiej mało się tym „chwalić”werbalnie.
Gdybyśmy bardziej za Nim tęsknili, to ta tęsknota wiele by nam uporządkowała, wiele odcedziła i uczyniła nas bardziej spójnymi między tym za czym tęsknimy a jak żyjemy od poniedziałku do poniedziałku.
Ojciec w Niebie nie tylko objawia Kim Jezus dla nas jest.On dzieli się także z nami swoją własną miłością do Jezusa. Jeśli masz wyraźne doświadczenie ,że Jezus wcale nie jest Twoim Centrum,nie jest największą tęsknotą, to proś Ojca,a na pewno da Tobie! 
Marana-Tha! Nie nie pomyliłam się: Marana-Tha! 
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 15.02.2020 r.

Ile masz? I ile chcesz dać?

Bo w dzisiejszej perykopie uczniowie dopatrzyli się zaledwie siedmiu chlebów na tysiące ludzi! A ludzie wykazali się taką determinacją w zasłuchaniu w słowa Jezusa, że trwali przy nim trzy dni bez zapasów pożywienia! Nikt z tego tłumu nie wyraził prośby o chleb,tym bardziej o rybę.Nikt nie narzekał ,że jest już zmęczony, że gorąco, że ścierpł, że jest głodny! Że Jezus może się rozgadał! Wyczuwa się w opisie trwanie przy Nim, pełne pasji i kompletnego zapomnienia o sobie. Zdumiewający jest już sam ten fakt! A Jezus, który miałby pełne prawo,czuć się pierwszy zmęczony,- jako mówca, myślą i troską obejmuje najpierw tłum swoich słuchaczy! Uruchamia swoją wyobraźnię i próbuje dyskretnie wychować nieco wyobraźnię uczniów.Ma ich obchodzić, tak samo jak Jezusa, że lud jest głodny, a do domów mają daleko! Ma nie być im to obojętne!
My często wolimy nie uruchamiać wyobraźni, aby konsekwentnie, nie obarczać się na rzecz drugiego, a bywa, że może nie chcemy uszczuplać  też swego portfela.
 A co z tymi, którzy portfeli nie mają? Bogaci są jeszcze w: czas, umiejętność słuchania,w czuły dotyk, w dobre i  mądre słowo,w dar modlitwy.
 Troska o drugiego człowieka, może być jednorazowa,-i taka jest zwykle dużo prostsza w„obsłudze”, lub długoterminowa, i jako taka powinna być przemyślana i mądra.Jezus był niezawodny w każdej z tych form troski o człowieka.
Ujmuje mnie zawsze sposób działania Jezusa, cichy, dyskretny, bez tego całego „szoł ” w około własnej osoby! Rozmnaża siedem chlebków i karmi tysiące, w sposób cichego przyrostu, w miarę jego rozdawania! Jakie to jest uroczo ciche! Bez selfi w akcji! A teraz zestawiam sobie Jezusa z Jego słowami „gdy dajesz jałmużnę , nie trąb…”! I rzeczywiście,- nic z 
„trąbienia”…Jakże ujmujące jest to, że Jezus nigdy nie manipuluje ani wolą jednostki ani tłumami! Jeśli wyświadcza miłość, troskę, jeśli daje cokolwiek, to tylko dlatego, że kocha i że wie, że ten konkretny dar ma nam pomóc, a może i służyć innym.Nigdy nie daje niczego, by żebrać o czyjąś uwagę, aby sobie kogokolwiek czymś kupić, zaskarbić czyjeś uznanie, sympatię, poparcie, czy nazbierać followersów, czy w ogóle cokolwiek ugrać! Jeroboam za to z dzisiejszego pierwszego czytania, ugrał wszystko, od początku do końca, i w ten oto sposób stał się pod każdym względem bankrutem! Cała podstępna walka o władzę i wszystko co się z nią wiąże, obróciła się przeciwko niemu.
Ujmuje też serce, że kiedy trwamy przy Bogu, także z czystej chęci u wyboru, z miłości, z zachwytu, On nas nigdy nie pozostawi samym sobie. Ośmielę się stwierdzić, że chyba nie jedna osoba już tego doświadczyła.Dając się porwać miłości, otrzymała od Jezusa miłość nieskończenie większą! Jezus okazał Jej troskę także i oto, o co wcale nie prosiła, czego w najcichszych marzeniach nawet nie oczekiwała.Doświadczenie na co dzień, czym jest Jego Boska Opatrzność, uczy i wychowuje,aby naprawdę nie dać się sprowokować do zbytnich trosk w żadnej sprawie.
Myśli mi się jeszcze, że te opisy rozmnożeń chleba i ryb, są tylko bladym przedsmakiem hojności i gościnności Boga względem każdego, kto po trudach ziemskiej pielgrzymki trafi do Domu Ojca. 
Czy Ten, który zatroszczył się o tak wiele, nie wykaże się wyobraźnią, aby przyjąć duszę w Niebie po tym łez padole?
Na pewno! Dajmy tylko Jemu i sobie samym szansę! Codziennie dajmy Mu to co mamy, bez wymyślania! Tylko siedem chlebków i kilka rybek. W Jego dłoniach nasze marne nic, zamieni się w coś,co na pewno będzie bezcenne,a może też nakarmi tłumy, których my być świadomi teraz wcale nie musimy.  
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 08.02.2020r.

Bóg nigdy nie bierze sobie urlopu od czułej troski o nas.
Jeśli stado nie jest odpowiednio chronione,wystarczy tylko jeden wilk, który w swojej inteligencji wie, że ma łatwy dostęp do źródła pokarmu.Ataki będzie powtarzać i zagryzie więcej owiec niż będzie w stanie zjeść. Oprócz tego zamknięta zagroda w chwili ataku,tak naprawdę staje się wrogiem samych owiec.Nie czmychną w las i w góry.Takie sytuacje musiał nie jednokrotnie obserwować dorastający Jezus.Świadomość zwykłej, ludzkiej odpowiedzialności za taki stan rzeczy, musiała w jego człowieczeństwie, i wschodniej mentalności rosnąć tym bardziej, że każda taka strata pogrążała i tak już biednych ludzi.Widok masakry na bezbronnych kozłach,czy owcach też nie należał do miłych wspomnień.Wrażliwe serce Jezusa dojrzewając, przekładało sobie ten obraz z życia wzięty, na rzeczywistość jaka miała miejsce u jemu współczesnych, pozostawionych sobie samym ludziach. Pozbawionych tak naprawdę autentycznej troski tych, którzy za pasterzy uważali się tylko dla elit.Przyszły w końcu dni, gdy Jezus wystąpił w obronie wszystkich „owiec”, zapełniając raz na zawsze tę ogromną przepaść, jaka dzieliła pasterzy od owiec całym Sobą, oddając za nas życie.
Dzisiejsza perykopa opowiada o jednej z wielu takich sytuacji, gdzie bycie z kimś, nie było planowane, nie było zamierzone.
Czuła troska o zagubionego człowieka nieustannie inspiruje Bożą Miłość.
Myślę sobie, dlaczego Jezus „wpuszcza” nas w takie nie planowane sytuacje, spotkania, rozmowy. Coś nagle nam zmienia, przewraca o 180 ° !?
 Jestem osobiście przekonana, że czyni tak, ponieważ lepiej od nas zna taktykę Złego.
W odróżnieniu od nas dobrze wie, że Zły duch niczym wilk, poddaje nas nieustannej obserwacji, i jeśli my coś planujemy, to on planuje to razem z nami.Ileż sytuacji naprawdę bardzo dla nas niekorzystnych Jezus zmienił! Czasami z udziałem naszej świadomości i wolnej woli,a często i bez. Wiem, że takie zaskakujące nas historie, zawsze albo mają pomóc nam samym, albo też, występujemy w roli posłanych i to ktoś drugi, ma przez nas doświadczyć Bożej troski.Litość Serca Jezusa, zawsze działa na naszą korzyść, zawsze jest obroną.Bóg zawsze jest murem za nami, bo lepiej niż my dostrzega zagrożenia duchowe i wszystkie zastawione na nas pułapki Złego.
Zaraz mnie pożrą wszyscy, którzy uważają, że jednak Bóg bywa nie litościwy, gdy umiera na nowotwór młoda matka czwórki dzieci,albo giną niewinni ludzie.Właśnie i wtedy  wierzę Bogu, że mimo wszystko wie lepiej i widzi dalej niż my.Ktoś powie: piszesz sobie o trudnych sprawach tak lekko, bo nie doświadczyłaś czym jest cierpienie.Przeciwnie.
Ponieważ doświadczyłam nie jednego rodzaju cierpienia, z perspektywy czasu zaczynam rozumieć i być Bogu teraz bardzo wdzięczną za wszystko co mi pozmieniał i wywrócił do góry nogami.Dlaczego? Bo dostrzegam jak bardzo byłam i jestem chroniona i dzięki temu sama mogę też być schronieniem dla kogoś drugiego, kogo On do mnie przysłał,lub jeszcze przyśle.Nam się często tylko mocno wydaje, że dzieje nam się krzywda, podczas gdy od największej krzywdy właśnie nas uchroniła Boża Opatrzność. Kimkolwiek jesteś i będziesz to czytać, proszę Cię, nigdy nie wątp w to, że Jezus stoi murem za Tobą! Nigdy! Cały czas Nasz Baranek Boży, chroni Cię niczym kokosz swoje pisklę.Całym Sobą, całą Swoją Ofiarą Zbawczą wypełnia tę niebezpieczną przestrzeń po między Tobą, a Złym, więcej, Jego kochające przebite i Zmartwychwstałe ramiona, są dla Ciebie bezpieczną zagrodą, przed którą każdy Zły duch skomle jak przerażony pies. Jest tylko jedno ale, jeden warunek takiej ochrony : Ty musisz tego chcieć! Nie ma bezpiecznej strefy duchowej dla Ciebie poza Nim.Więc jeśli się chcesz poruszać w życiu zdany na własne siły, to stajesz się łatwym łupem wrogich Tobie i nie widzialnych mocy.Takie są moje doświadczenia i osobiście też jestem udręczona widokiem duchowej masakry, rzezi, jaka się rozgrywa na moich oczach na niejednej duszy, tylko dlatego, że ktoś bezmyślnie wchodzi w strefę 
„wilka” i szuka,ale poza Jezusem, poza Kościołem. Jezus aby Cię uchronić, aby dać Ci odczuć, że nie jesteś zaniedbaną owcą bez Pasterza, nie rzadko pozmienia Swoje plany, bo nie jest ich niewolnikiem, pozmienia je również tym, którzy mają Tobie służyć, ale proszę Cię w imieniu Kochającego,troskliwego Jezusa: nie oddalaj się niebezpiecznie od Niego! Lub też podejmij decyzję zbliżenia się ku Niemu i nie udawaj, że jesteś fenomenem, który Boga nie potrzebuje i dobrze mu z tym.To kłamstwo prędzej czy później życie zweryfikuje i poczujesz się zwiedziony. Nawet teraz,gdy to czytasz, On wpatrzony jest w nas, jak Ojciec wpatruje się w swoje małe dziecko, które pod Jego okiem uczy się samodzielnie chodzić.
Niech to troskliwe spojrzenie Jezusa przeniknie Twoje i moje serce ,amen.
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni 04.02.2020r.

Po „schodach” po cud!

Tym razem słyszę o przeszkodach, które mam szanse ominąć.Są to  tzw.”przeszkadzajki” życiowe,w które bywa, że mogę się zapętlić i do jakiegoś cudu,który Bóg chce mi po prostu ofiarować, nie dojdzie! Spróbujmy pokonać je wspólnie:

1.Fakty, które uderzają w rozum i prowokują do racjonalizacji.
” Twoja córka umarła.Czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?”
Świat tak nam „pomaga” wszystko racjonalizować,że mamy ten nawyk oswojony niczym oddychanie.
Ileż razy stwierdzamy, : no w tym momencie to już nie ma sensu, albo: po co,gdy i tak to nic nie zmieni. Niby nic takiego,a jednak już na wstępie możemy nie podjąć wezwania.
2. Zniechęcanie nas.
To już jakby skutek racjonalizowania.Jeśli jednak jesteśmy ludźmi wiary,to warto zapamiętać, że będzie ono uderzało w nas przez całe życie z trzech źródeł: z nas samych, poprzez ludzi i przez Złego.
I już na tym etapie zmagania, trzeba przypominać sobie i bronić się tarczą i mieczem słów Jezusa:
” Nie bój się, tylko wierz!”
3.Samotność i oddzielenie od źródeł zgiełku.
” I nie pozwolił nikomu iść ze sobą, z wyjątkiem…”
Nie ciągnijmy uparcie ze sobą i we wszystkie swoje sprawy wszystkich, których podsunie nasza pomysłowość.Przestańmy tyle mówić o tym, co jest problemem!I nie mówię, żeby zaniechać w ogóle poruszania tego co problem obiektywnie może stanowić.Ale warto być czujnym,by nie stać się gderającym,którego narzekanie stało się już jak dwutlenek węgla! Ten zgiełk zagłusza nam serce, aby było zdolne usłyszeć szelest nadchodzącego i wkraczającego w jakiś sposób w sam środek naszej biedy Jezusa! Użalamy się, robimy dramę, komórki przegrzane od zdawania relacji innym,a co mówi Jezus?
„Dlaczego robicie zgiełk i płaczecie?….”On zaś WYRZUCIŁ wszystkich…”
Proponuje „przerzedzić ” swój tłum ludzi lub intensywność nadawania tylko w jedno ucho.
Proponuje dobrze zlokalizować źródła zgiełku,które sami robimy.
4.Wolność od opinii ludzkich.
” Lecz oni wyśmiewali się z Niego”.
Nie jest dobrze, jeśli czyjaś opinia tak mnie wiąże, że aż paraliżuje.
Nie jest dobrze, jeśli ktoś się ze mnie śmieje i mnie to zwija kłębek.
Nie jest dobrze, jeśli jakakolwiek dezaprobata ludzka wycofuje mnie.
Jezus robił swoje,a do prześmiewców miał duży dystans.I tak jest zdrowo.
Praktykuje. I powiem,że jest mi z tym naprawdę lżej.
5.Przełamać barierę wstydu przed Jezusem.
Jeśli chcesz cudu,choćby tego małego,duchowego,nie spektakularnego,wpuść Jezusa w swoje miejsce,obszar, gdzie coś wygląda na jakby martwe.Może jest upokarzajace.
Pozwól by On ujął to za konkret, ” wziął dziecko za rękę” i nie zagaduj Boga, bo On chce z mocą DZIŚ do Ciebie i do mnie w jakimś bardzo konkretnym wymiarze,obszarze wyszeptać, bez pompy na stadionach: „Talitha kum”!
6.Do cudu zawsze potrzebna jest wiara dziecka.
Masz w sobie jeszcze tę wewnętrzną dziewczynkę? Lub tego chłopca, który wierzy Bogu i ufa, że On wie co robi?
Jeśli tak,to pozostaje mi życzyć już tylko smacznego,bo po tych bojach o uzdrowienie, Jezus zwykle lubi też nakarmić ciało.” I powiedział, aby dali jej jeść”!
W sumie dziewczynka nie była świadoma ile „schodów” Jezus miał do tego cudu,ile przeszkód. Przez to przechodził za to jej ojciec, przełożony synagogi.
Może tak być, że wszystkich potrzebnych dyspozycji,o które prosimy dla innych, Bóg najpierw chce dla nas samych i to my będziemy musieli wykazać się dojrzalszą postawą wewnętrzną lub otwartymi na cuda najpierw z nami.
7.W całość wątku wplata się od tyłu kobieta, cierpiąca na krwotok.

Dla mnie jest obrazem kogoś , z kogo uchodzi życie.Krew zaś w Biblii jest synonimem życia. Życie uchodzić z nas może na dwa sposoby.Albo wykańcza nas choroba, która toczy ciało, albo też cierpimy z jakiegoś powodu wewnętrznie i to odbiera nam życiową energię.Spotkanie, które miało ,- według scenariusza kobiety, przebiegać sprawnie i niezauważalnie, bez angażowania świadomości Jezusa, On czyni na tyle ważnym, że dziś o nim możemy czytać i z niego czerpać,choć minęło już tyle wieków!

To pokazuje, jak czasami dalecy jesteśmy od Jego mentalności, w swoim sposobie przychodzenia do Jezusa, myślenia o Nim, potrafimy być bardzo odlegli od tego, co dla Niego tak naprawdę jest ważne! Jak bardzo czuły jest Nasz Jezus na wiarę, na pokorę i skromność.Jak można Go dotknąć dogłębnie i samemu odzyskać życie, nawet jeśli nam się wydaje, że przedzieramy się przez gęsty tłum, że jakby Jezus stoi do nas plecami i w dodatku sięgamy gdzieś jakiegoś frędzla, a to i tak w naszym mniemaniu dużo.Tymczasem Nasz Jezus uczynił się formą Chleba, którą mamy możliwość przyjąć, jak głodne dziecko na język codziennie, a wiarą już nie podchodzić gdzieś od pleców, ale ufnie się wtulić w Niego.I co najważniejsze,- nie musimy sobie na taką bliskość zasługiwać.No nie musimy!Nie musimy być czyści, bez zarzutu i godni Jego uwagi. Wystarczy, że bardzo tego pragniemy i , że mamy w sercu wiarę w sensowność bliskości z Nim.
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni 03.02.2020r.

Zadziwiające, jak Szatan błaga Jezusa, by go posłać choćby w świnie. Wychodzi na to, jakby potrzebował ulgi,litości,wręcz odpoczynku od tego by przebywać w samym sobie i w towarzystwie pozostałych duchów nieczystych!Już chwila pomieszkania choćby w najbardziej nieczystym zwierzęciu,wydaje się być dla niego ulgą.Z jakiegoś powodu Jezus daje mu na to swoje przyzwolenie.I to pozostaje tajemnicą,jak i inne przyzwolenia Boga na jego  popisy w dzisiejszym świecie.

Jak to się kończy w szaleńczym tempie trzody dla Legionu złych duchów, wiemy już z opisu.
Co nam to mówi? 
Może , że wszystko co stworzył Bóg z natury jest stworzone do zamieszkania w Jego jakże przyjemnych głębokościach.Jakim piekielnym zatem doświadczeniem jest jakby ” bezdomność” Lucyfera, który z własnej woli wytrącił się z mieszkania w Światłości Boga niczym olej od wody.Te refleksje każą mi być głęboko wdzięczną,że łaska uświęcająca pozwala mi być zamieszkałą przez całą Trójcę Świętą oraz, że przez łaskę Chrztu, mogę mieszkać nie jako po środku Łona Ojca w jedynym Synu! I ta łaska ZAMIESZKANIA w Bogu będzie stałym atakiem zawiści i zazdrości całego piekła.
Mam też drugą refleksję,trochę smutną,bo jest mi smutno,gdy sobie myślę,że Jezus wyświadczył całej tej krainie przysługę, przywrócił jej upragniony pokój,a jednak prosili by sobie od nich poprostu poszedł i Nasz Kochany Jezus to uszanował.Przykre to, że dwa tysiące trzody świń,w ostatecznym rozrachunku stanowiło dla nich większą stratę,niż utrata takiej Osoby, jaką jest Jezus!
Można być tak pragmatycznym,tak mocno wrytym w swoje cele, że zaczynamy je przeceniać nad Samą Obecność Jezusa!
Niech nas chroni przed taką postawą, wierność łasce bycia zamieszkanym przez Boga. 
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 01.02.2020 r.

Czy nie jest tak,że lęk prowokuje nas nie tylko do zwykle chybionych decyzji, ale najpierw wystawia nas na pośmiewisko naszych wewnętrznych osądów?

Widać to w lękowej reakcji uczniów, w zagrożeniu, gdy burza na jeziorze zdaje się już pochłaniać żywiołem ich łódź.
To stwierdzenie:” nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?”….
Zarzucać Bogu, że  nie obchodzi Go nasz los jest czymś mocno nie na miejscu, a jednak wszyscy wpadamy w tę pułapkę. Posiadamy lęki, których jesteśmy świadomi, ale może mamy też takie,o których sprawy sobie jeszcze nie zdajemy,które nami na co dzień rządzą, określają nasze relacje, nasze reakcje, zwłaszcza,gdy tracimy poczucie bezpieczeństwa.
Bywa, że tylko kryzysowe sytuację dopuszczone przez Boża Opatrzność, ujawniają, nasze rzekome zaufanie Bogu. Trzeba sobie powiedzieć, że to często tylko pobożność i księga poradnictwa ale tylko dla innych. I myślenie mocno życzeniowe.Dobrze jest pozbyć siebie i innych złudzeń,że jesteśmy ludźmi głębokiej wiary. Na ile faktycznie jesteśmy ludźmi zawierzenia, pokazują przeciwności i nasze reakcje.
Nie wystawiaj swoich burz zewnętrznych do uciszenia, wystawiaj lęki, by Jezus mógł im nakazać milczenie. Twój najbardziej ukryty lęk,jest najgorszym żywiołem do ujarzmienia!
Niech zapanuje głęboka cisza, tam gdzie twój lęk niszczy  Ciebie i może jeszcze kogoś obok…
Jezusa ZAWSZE obchodzi Twój los. Zawsze! Nie bój się, czasami Jezus jakby ” wycofuje ” się tylko po to aby wydobyć z nas choćby zakamuflowane lęki.
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 27.01.2020 r.

Czego nie może wybaczyć Bóg? Wyłącznie tego, czego nie chcemy nazwać i wyznać jako grzechu.

Co zatem jest grzechem przeciwko Duchowi Świętemu?
Wszystko to, czego bronimy jako nienaruszalne, niepodważalne i idziemy w zaparte i z Kościołem i jego nauczaniem i z Samym Bogiem. Czy ten stan jest odwracalny? Tak, lecz tylko w momencie gdy pozwalamy sobie przemówić do serca i rozumu, że może nie mamy racji. Wtedy pozwalamy zadziałać Duchowi Świętemu, który to ma moc nas przekonywać o grzechu, ma moc nas uświęcać, jednak nie bez naszej współpracy.
Myślę, że ten najgroźniejszy z grzechów wisi jak pułapka najbardziej nad tymi, którzy są inteligentni, którzy mają sporo wiedzy o Bogu, a jednak na jakimś etapie życia Mistrz kłamstwa i Ten, który najbardziej Ducha Świętego obraził na trwałe,czyli Szatan tak ich omamia, że tam, gdzie powinni widzieć zagrożenie widzą dla siebie drogę wyjścia, a tam gdzie Duch Święty poucza ich jak czuła Matka, otula skrzydłami Słowa Bożego, jest Cichym Apologetom ich serc, mówią: to zły duch, to Belzebub.
Kontekst tej prawdy jest o tyle bolesny, że uczeni w piśmie z samej Jerozolimy, powinni byli się wykazać większą uczonością i pokorniejszą otwartością na Tajemnice Syna Bożego. Ale w momencie gdy pozwalają sobie mówić o Jezusie nie faktami tylko osądami faktów, utrwalają w swoich sercach i umysłach gęstą ciemność. Te trujące opary Lucyfera, pozbawiają nasze ludzkie umysły nawet zdrowej logiki, co Jezus jasno wykazał.
Ktoś powie: mnie to nie dotyczy.
No i nie byłabym tego taka pewna. Bo ileż to razy czynimy podobnie. Ktoś działa w naszym środowisku pod wpływem łaski Bożej, a my już z góry „wiemy”, że nie ma w tym Boga i jeszcze mamy odwagę o tym mówić do innych, niczym ” uczeni w piśmie”na szkodę drugiego. Stąd już  bardzo cienka granica do grzesznej postawy, którą Jezus określił wystarczająco jasno. Bezpieczniej dla nas czasami przyznać, że brakuje nam rozeznania duchowego, że coś nas zwyczajnie przerasta, niż opierać się na swoich sądach i rozeznaniach, lub co gorsza na powtarzanych opiniach, bo tak mówią. Nawet jeśli trzeba będzie się nam niekiedy wyłamać z większości i pozostać osamotnionym w oczekiwaniu na rozeznanie. Nie wiemy ilu dokładnie było uczonych w piśmie, twierdzących, że Jezus ma Belzebuba, ale wiadomo, że nikt spośród nich nie odważył się myśleć inaczej.
Nie warto, naprawdę nie warto być zarozumiałym, bo nie wiedzieć kiedy, możemy się stać podatnymi do  nazywania tego co Święte – złym, a tego co naprawdę złe- jedynym odpowiednim.
Duchu Święty, strzeż naszych serc od wszelkich przejawów bycia zarozumiałymi.
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 25.01.2020 r.

Święty Paweł zdążył się już obyć ze swoim  wewnętrznym i zewnętrznym „zadęciem”.

Jechał na koniu pewny siebie, na kolejne podboje, jako zagorzały i niezwykle skuteczny prześladowca chrześcijan. Może nawet nieco znużony powtarzalnością zdarzeń: swoją przewagą, miażdżąca siłą i jak zwykle obrzydzony słabością bezbronnych wyznawców jakiegoś tam Jezusa, których z łatwością więzi, krzywdzi i zabija.
Bóg zrobił w sumie bardzo  niewiele z tego co mógł. Jak zwykle bardzo pokornie, tylko trochę intensywniej zaświecił Swym naturalnym blaskiem Chwały. I cóż!? No i do dziś obchodzimy jedyny w swoim rodzaju bolesny upadek z wysokości konia! Przyznaję, że przy całym tym dramacie i powadze wydarzeń, jednak mnie od dłuższego czasu opis tych wydarzeń trochę bawi. A nawet dostrzegam tu subtelny humor Jezusa. Taką personę, tak nie elegancko, bez dyplomacji zrzucić z konia! Jezus mógł mieć nieskończoną ilość scenariuszy na to spotkanie z Szawłem, ale wybiera taki, a nie inny sposób dotarcia do jego już mocno „upasionej” pychy.
Dialog w sumie też łagodny, choć bardzo konkretny.
I nagle Ten, Który przemawia do Szawła ze środka jasności, budzi respekt, zawstydza pychę i siłę i całe to zadęcie pęka niczym bańka mydlana, bo oto Szaweł słyszy, że ośmiela się tak naprawdę walczyć z Samym Bogiem! I to Boga prześladuje, Boga, który jest do tego stopnia po stronie swego skrzywdzonego każdego wyznawcy, że zaciera różnice! Mówi przecież w imieniu wszystkich w pierwszej Osobie. Jezusowe Ja, z mocą i w świetle, zjednoczone z każdym  Swoim wyznawcą! 
Mogę sobie tylko trochę wyobrazić przez jakie duchowe ciemności przechodził Szaweł w ciągu tych trzech zaledwie dni, by odrodzić się jako mały, pokorny, skruszony Paweł.
I cóż?…Pochylanie się nad tymi wydarzeniami wyzwoliło kiedyś we mnie prostą modlitwę. Przypomina mi się ona zawsze każdego 25 stycznia, ale też wtedy, gdy mi coś ewidentnie mi nie wychodzi, tak po prostu,w codzienności.
Jezu, bądź moim jedynym Światłem, jedynym blaskiem, a gdy trzeba zrzucaj mnie z konia pychy, zadęcia, z konia wyniosłości, z konia, który mi jedzie w stronę wyrządzania komukolwiek krzywdy, choćby jedną myślą lub słowem.
I powiem z humorem, że Jezus ma sposoby.
Więc odwagi – do bycia nieustannym uczniem Jezusowej Światłości i Prawdy. Odwagi do proszenia Go oto, aby nas uczył chodzić swoimi drogami i po ojcowsku zrzucał z konia. Boli trochę,ale warto! I najlepiej abyśmy byli gorliwi w tej prośbie względem samych siebie, a nie innych. Jezus ma moc nas chronić, walczyć o nas, ma moc Sam wydać o nas najbardziej wiarygodne rekomendacje, ale też ma moc zawrócić i zrzucić nas w proch, jeśli będzie trzeba.
Święty Pawle módl się za nami!
s. Teresa M.