Wpisy

Słowo z Pustelni – Sobota Oktawy Wielkiej Nocy

Piękne jest to dzisiejsze  zestawienie Ewangelii i pierwszego czytania z Dziejów Apostolskich. Piękne, bo wydobywa duchowy progres wiary Apostołów. Dojrzewanie ich relacji z Mistrzem.

Przeszli drogę od zachwytu Jezusem, przyzwyczajeniem się do Niego.Głęboki kryzys od wydarzeń w Wieczerniku, po przeżycie bolesnej prawdy, że Go zostawili, aż do spotkań z Nim w nowości Zmartwychwstania, które wciąż działały na ich serca oczyszczająco! Na pewno nie było im łatwo usłyszeć z Jego ust brak wiary i stwierdzony upór! Być może, że to duchowe dojrzewanie, które nam Bóg czasami rozkłada na długie dziesiątki lat, oni musieli to przeżyć mimo wszystko w dużym przyspieszeniu. Wszystko co przeżywali było niezwykle zintensyfikowane.

I Ci sami, posłuszni otrzymanej władzy i posłaniu przez Jezusa słyszymy jak prosto, a jednocześnie, jakże autentycznie, dają odważne świadectwo :” bo my nie możemy nie mówić tego co widzieliśmy i słyszeliśmy”.

Piękne jest to darmowe dziedzictwo naszych jakby pierwszych Ojców duchowości!

Piękne, że mamy taki grunt, takie korzenie!

Nie wiem jak Wy, ale ja mam dziś wyraźną potrzebę podziękowania Im, za ich wszystkie stany wewnętrzne, przez które przeszli, podziękowania za Ich zgodę na pokorne dojrzewanie w wierze.Przecież to wszystko było także dla nas!

Jakże Oni rozumieją trud wiary!

Jakże rozumieją ból nie dorastania do swego powołania! Jakże rozumieją prostą radość z Obecności Tego, za którym się tęskni.

Mamy tak przekochanych, przeuroczych Ojców w wierze!

Jak Ich nie lubić!? Jak nie czuć też tęsknoty za spotkaniem z Nimi ?Tyle pytań mam do Każdego z Nich!

s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – Poniedziałek Wielkanocny

” wybawimy was z kłopotu”Mt.28,14

 Takie ludzkie „zabezpieczenie”, poprzedzone wcześniej manipulacją, odpowiednią sumą pieniędzy, okazało się diabelską kampanią i oczywiście gruchnęła jak zgniłek z drzewa na ziemię! Operacja się nie powiodła, a my dziś,- niezależnie od okoliczności , radujemy się niczym niezniszczalną Tajemnicą Zmartwychwstania, za którą nie jeden brat i siostra oddali mężnie swoje życie.

Dlaczego Duch Święty zatrzymał mnie dziś akurat przy tej części perykopy, a nie tej bardziej przyjemnej, gdzie miłującym kobietom ukazuje się Zmartwychwstały Jezus i bez wielkich, wzniosłości mówi po prostu :”Witajcie”, jakkolwiek  to brzmi we wszystkich językach świata?
Może dlatego, że mamy wysyp kłamców i manipulatorów własnych i cudzych interesów, którzy w swej chciwości i rozhuśtanej pysze nie boją się już żadnych metod bycia skutecznym. Ale, Panem historii na szczęście nie jest mały człowiek. Duch Święty , który jest Pocieszycielem, zwraca uwagę na to, że naprawdę, wszelkie formy walki z Bogiem i Jego wyznawcami nie odniosły i nie odniosą sukcesów! Choć Bóg nam nie obiecuje,- jak szataństwo, że „wybawi nas z kłopotów”. Przeciwnie, trzeba sobie przypomnieć, że tym, którzy zdecydowali się iść za Jezusem, być Jego świadkami, Jezus mówił o samych kłopotach i przeciwnościach!
Po ludzku Bóg może wcale nas od ” kłopotów” nie zachować, jeśli te ” kłopoty” staną się formą naszej dźwigni, ku temu co znacznie lepsze w perspektywie Bożego widzenia rzeczywistości. Tak było z Synem Bożym!
I tak sobie myślę, że my ciągle za mało zdajemy sobie sprawę z tego, że być wyznawcą Jezusa, to być żołnierzem na wojnie. I nie ważne na jakim poziomie by się ona nie toczyła, bo najważniejsze  bitwy, to wciąż niezmiennie te, które każdy toczy sam ze sobą.Wszystkie one, warte są wierności, ponieważ przyjdzie czas, że Jezus Zmartwychwstały stanie sobie przed nami i  powie: Witaj! 
I co wtedy?…Będziemy uciekać jak przed niedźwiedziem,czy damy upust tęsknocie i obejmiemy Go za nogi?
s. Teresa M.

NIEDZIELA ZMARTWYCHWSTANIA PAŃSKIEGO

Komentarz do Ewangelii wg św. Jana 20,1-9

Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego

„Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu”… Taki jest początek tej najlepszej z nowin, nowiny o Jezusie z Nazaretu, Bogu, który chciał być człowiekiem, Bogu, który umarł w ludzkim ciele, „abyśmy mieli życie i mieli je w obfitości”. Jego Samego tu nie ma; jest jedynie pusty grób, porzucone płótna i miłość. Ta miłość nie pozwoliła Marii usiedzieć w domu i kazała jej pójść do grobu, pomimo ciemności. Ta sama miłość sprawiła, że Piotr i Jan nie szli, lecz biegli, a ten drugi wyprzedził pierwszego. Oczywiście, wiek wiekiem, ale miłość też ma swoje prawa – wierzy wbrew nadziei i uprzedza chwile spotkania, bo po prostu spieszno jej kochać. Taka miłość musiała długo dojrzewać, by móc ujrzeć to, co tylko jej oczom jest dostępne. Popatrzmy choćby na Jana; jak wiele wewnętrznych przeszkód musiała w nim pokonać, by jeden z Synów Gromu spoczął w czwartkowy wieczór, oparty o Serce Jezusa, a ostatecznie sprawić to, co dzisiejsza Ewangelia zamyka w jędrnym skrócie: „Ujrzał i uwierzył”.

Tutaj wystarczyłoby dopisać: „czego i tobie i sobie życzę”, ale chcę życzyć jeszcze czegoś… Chcę życzyć, by w czasie zamętu, niepewności jutra, lęku, kto z nas zostanie zarażony jako następny, nowina o Jezusie, który pokonał grzech i śmierć, otworzyła w tobie i we mnie zupełnie nowy rozdział życia. Można by mu nadać skromny tytuł: „Miłość”, bo ostatecznie jedynie ona daje sens naszemu „teraz”, a w końcu, jedynie ona przenika granice śmierci.

s.A.Z.

Słowo z Pustelni na Wielką Sobotę 11.04.2020 r.

Bo gdy zabiliśmy Słowo Ojca, On już odziewał je w przebaczeniu cichym Zmartwychwstaniem.

Cisza, skrywa dziewictwo myśli Boga o Tobie. Nim się począłeś, byłeś w Jego Ojcowskiej myśli, otulony ciszą. Później gdy zacząłeś istnieć, kształtowałeś się znów w ciszy łona swej matki. Cisza jest pierwszym doświadczeniem jakie znasz. Najpierw cisza. Później w swoją ciszę stopniowo zacząłeś przyjmować dźwięk i słowo.I nie każde miało źródło w Słowie i do Słowa prowadziło. Jesteś dorosłym człowiekiem i teraz sam decydujesz, o jakości Twojej ciszy i o jakości Twego słowa.Ty sam wciąż możesz w wolności decydować, czy cisza, to nieznośna klatka, potrzask, nuda i dwanaście stopni ku rozpaczy, czy może cisza, to otulenie Łona Ojca, niezmienne w każdej okoliczności życia.Czy to po prostu mieszkanie ze Słowem, które prowadzi Cię w coraz głębsze poznanie i szczęście. Ty decydujesz, czy cisza, to dla Ciebie przekleństwo,czy błogosławieństwo.Ty decydujesz, czy cisza, to przyjaciółka, która oswaja Cię łagodnie z przemijaniem i śmiercią, czy jest jak niezręczna pauza, którą wszyscy chcą zagadać, a wśród nich Ty pierwszy. Ty decydujesz czy Twoja cisza, to ciągła transformacja myśli pełnych instynktu samozachowawczego, kąśliwych lęków jak komary, czy raczej tęsknota i czekanie , by znów usłyszeć słodki dźwięk Słowa. Piję cicho ze Zdrojów Zbawienia, a Ty zrób jak chcesz.Możesz zawsze w każdej chwili swą ciszę uczynić w jednym momencie ucztą z Nim.

s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 06.04.2020 r.

Akurat rozrzutność, nieobliczalność, szaleństwo w miłości, Jezus dobrze rozumie.

Umie ją też przyjąć.Zawsze będzie brał takich jak Maria w obronę.
Dojrzała miłość potrafi nie tylko wszystko ofiarować, umie także nie bronić się przed przyjęciem wszystkiego.
Dojrzała miłość umie pić nie tylko ze słów, spija miłość gestów.Sama na ogół nie oblicza strat, ale umie być w pełni świadoma ceny.
Miłość dojrzała rozpoznaje ten moment, ten dzień,ten czas.
Maria wie, że choćby wylała hektolitry najdroższych olejków, i tak Jezusa nie prześcignie w hojności.
Dorosły mężczyzna w wieku Jezusa posiada około 6 litrów krwi! Gdybyśmy poszli w matematykę, to jak wymierzyć cenę Krwi wylanej do końca, aż do wypłynięcia wody przez Jezusa, w stosunku do pół litra tych wonności szaleńczo rozlanych na stopy, zamiast na głowę,jak przystało u Żydów?
Maria daje tyle, ile może i potrafi. W darze olejku jest skończona, w darze miłości odczuwa się, że tam się wylewa znacznie więcej…
Jezusa nie prześcigniemy w rozrzutności…
Może to szalone? Ale prawdziwe, w tajemnicy Paschalnej, ukrytej w tajemnicy Eucharystii, Jezus czyni względem Ciebie i mnie to samo co Maria, a nawet dużo więcej. Kąpie nas w Swoim Bóstwie całych, namaszcza i poi Krwią, otula już nie włosami jak Maria, otula Swoim Zmartwychwstałym, Uwielbionym Ciałem. Syci ciszą, kaloryczną od Ducha Świętego i daru pokoju! I wystarczy, że wierzysz…I wystarczy, że uczysz się kochać coraz bardziej…
s. Teresa M.

 Niedziela Męki Pańskiej

 Niedziela Męki Pańskiej Rok A
„Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam?”  (Mt 26, 14-27,66)
W Mateuszowym opisie Męki Jezusa widzimy Boga, dobrowolnie oddającego się w ręce człowieka. Uderzają tu dwie rzeczywistości: pierwsza to okrucieństwo człowieka, a druga – poddanie się Boga woli ludzkiej. Autor Ewangelii z niesamowitą wyrazistością ukazuje podłość ludzką, wyrażającą się poprzez czyny, uderzające w niewinnego Jezusa: najpierw zdrada, opuszczenie, skrępowanie, opluwanie, wyszydzanie, ośmieszanie, policzkowanie, biczowanie, zabawianie się Jego kosztem, osądzenie, rozebranie, aż do krzyżowania i naigrawania się nawet w momencie konania… Tak człowiek traktuje Boga!… Tak grzech upadla człowieka, upadla każdego z nas… Mój grzech sprawia, że do takiego traktowania Boga jestem zdolna… Przerażająca to prawda, ale jednak prawda!…

Co wobec tej sytuacji robi Bóg?… Bez oporu poddaje się woli człowieka. Wydaje się bezsilny… Ale to tylko pozory. To On jest Panem nawet w Męce i śmierci. On szanuje wolność człowieka do tego stopnia, że bierze na siebie konsekwencje jej nadużywania i… umiera, aby wyzwolić nas z niszczącej siły samowoli i grzechu. Niesamowita tajemnica MIŁOŚCI! Niepojęta i nieogarniona przez człowieczy rozum. Pozostaje nam tylko uklęknąć pod krzyżem z wdzięcznością i pokorą, i prosić, aby Boża łaska chroniła nas przed najmniejszym nawet grzechem…

s. Agnieszka B.

Słowo z Pustelni – 04.04.2020r.

Jeśli występuję w swym sercu przeciwko innej osobie, to nawet z jej obiektywnego dobra, czynię nie dobrą nowinę,ale donos. Faktem donosu rozpoczyna się się dzisiejsza Ewangelia i nawoływaniem do kolejnych donosów się kończy.Okoliczności  spięte tymi samymi klamrami: donosem, – mową nie życzliwą, zatrutą.

Niektórzy z nich udali się do faryzeuszów i donieśli im, co Jezus uczynił.
(J 11,46 

Donieśli…no właśnie…O dobru drugiego człowieka możesz mówić, jak o czymś radosnym, czym sam się szczerze cieszysz, możesz mówić z szacunkiem , uznaniem, lub w sposób, który ma zadziałać na jego niekorzyść, i wtedy naprawdę donosisz, nawet jeśli osobiście tego tak nie nazywasz po imieniu.
„Arcykapłani zaś i faryzeusze wydali polecenie, aby każdy, ktokolwiek będzie wiedział o miejscu Jego pobytu, doniósł o tym, by można było Go pojmać.”
Swoją opinią, słowem, działamy zawsze albo na korzyść drugiego, albo też wplatamy się w misternie uwity diabelski łańcuszek, jako jedno z jego ogniw, nakręcając spirale niechęci, zazdrości, zawiści i dezaprobaty. Jezusa zniszczono najpierw językami, które z obfitości serc przemawiały.Innymi słowy, co mieli w sercu , to i na języku.I z nami wcale nie jest lepiej.Jest dokładnie tak samo.

Ze wszystkich rodzajów broni, która jest zarzewiem do najgorszego, uważam , że nadal wciąż pozostaje ta w zasięgu każdego z nas, mianowicie nasz język.
“Życie i śmierć jest w mocy języka” (Prz 18, 21).
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 28.03.2020 r.

„I powstało w tłumie rozdwojenie z Jego powodu.”
Trzeba by dodać, że trwa po dziś dzień…
W czym tkwi problem? 
O co my się właściwie wszyscy nieustannie przewracamy?
To też byłoby za pewne kolejnym powodem do podziału.
Czy nie dlatego, że wszyscy za dużo mówimy, a za mało nasłuchujemy tego, co właściwie ma nam do powiedzenia Sam Bóg?
Czy nie dlatego,że podczas, gdy jedni odmawiają Koronki, Różance, Nowenny i mnożą, mnożą pacierze jak zaklinacze węży, inni próbują wsłuchiwać się w Słowo Boga? W Jego mowę poprzez ciszę i poprzez wydarzenia życia?
Cisza naprawdę oddramatyzowuje spojrzenie i płucze jak czysta woda psychikę i serce z tego, co jest tylko szumem medialnym. Szumem cudzych myśli, sądów lub diagnoz.
Jezus do dzisiaj ma z nami pod górkę, bo nieustannie stawiamy Mu granice tego jakim dajemy Mu w swej zarozumiałości prawo być, a jakim Go znać i przyjąć nie chcemy. Do dziś ma z nami pod górkę, bo albo narzekamy, że jest niedostępny i daleki, albo jęczymy, że jest za prosty, za bliski. Albo zamykamy Go tylko w kapiących złotem Bazylikach, albo znów stwierdzamy, że w czterech ścianach naszego domu Go nie ma. Im bardziej wzmagają się te wyścigi teologicznych dociekań lub wyścigi wypowiedzi tego co jest teraz bardziej właściwe, tym bardziej staje się to odrażające.
Albo zaczniemy czytać Biblie i stamtąd czerpać Światło, albo będziemy się stawali coraz bardziej karłami uprawiania wiedzy o Bogu i wiedzy o tym, co to znaczy wierzyć.
A Jezus? …”Ja zaś jak potulny Baranek”…Przeraża mnie czasami,jak łatwo my mali ludzie potrafimy zakrzyczeć Cichego Boga.
Maryjo, Matko słuchająca, naucz nas przyjmować Jezusa bez szemrania w tym wszystkim co JEST. Naucz Go znajdować, słyszeć i TRWAĆ.
Tak, jakbyśmy mieli zostać unicestwieni ze wstydu,że czegoś nie rozumiemy, że coś nas przerasta, że nie mamy światła zaraz na każdy temat i każdą sprawę.

Cisza i milczenie uczą zaś pokornego czekania i cierpliwości,aby Bóg Sam objawił nam, jak bardzo mądre są Jego zrządzenia i dopusty, i jak bardzo przykłada się nieustannie do  Ojcowskiej troski o każdego z nas.
Chyba to jest to, co miała Maryja,że umiała czekać nie nazywając zaraz wszystkiego i wcale nie wszystko rozumiejąc, ” rozważała w sercu Swoim”.
Może dlatego,ta umiejętność rozważania przed mówieniem, pomagała Jej w szarej, mozolnej, żmudnej codzienności sprawić, że Jezus  czuł się przy Niej wyjątkowo dobrze, wyjątkowo bezpiecznie i wyjątkowo mógł być przy niej Sobą.Pochwalił tę umiejętność Swej Ukochanej Matki,gdy w innym miejscu usłyszał,jak błogosławione były łono i piersi, które ssał. Nie zaprzeczył i owszem! Ale , błogosławieni są także Ci,którzy słuchają Słowa Bożego i je zachowują!
Tak sobie myślę Maryjo, jaki był heroizm Twego milczenia. A któż mógłby lepiej niż Ty potwierdzić tożsamość Jezusa? Kim jest i skąd pochodzi i dokąd zmierza!?
Podczas gdy wszyscy skaczą sobie do oczu i gardeł, Ty wiesz skąd się Jezus wziął w Twoim łonie i milczysz…
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 23.03.2020 r.

„Oto ja stwarzam…”Iz.65,17 a

W tym stwierdzeniu wyraziła się natura Boga względem nas,względem wszystkiego!
Bóg nie stworzył świata raz,nie stworzył też człowieka raz!
Ojciec nieustannie stwarza i nieustannie pragnie stwarzać! Nawet TERAZ.
Bóg się tym nie męczy,to leży w Jego najgłębszej istocie, że stwarza. Czego dotknie, lub wobec czego rzeknie swoje słowo,stwarza nową rzeczywistość.Bóg nieustannie rodzi Życie. Nawet wówczas,gdy nam się może wydawać,że burzy,to w istocie zawsze działa jako Budowniczy i Renowator.
Warto kontemplować tę prawdę, czytając np. w tym kluczu całą Biblię.Śledzić w niej wszystkie przejawy tego nieustannego stwarzania.
Czy to widać wyłącznie w licznych cudach, takich jak choćby ten z dzisiejszej perykopy? Po wnikliwszej i dłuższej lekturze Pisma Świętego widać, że nie.
Najbardziej zachwyca mnie moc stwórcza samych słów Boga. U Boga każde słowo to akt najgłębszej Jego woli. Bóg mówi,bo kocha!Ta moc przejawia się bez względu na kilometry, bez względu nawet na opór.Bóg słowem swoim ma moc nad wszystkim! Choć nie zawsze tej mocy używa.
Jeśli Bóg wydaje z siebie słowo,ono zawsze stwarza nową rzeczywistość.Najbliższe są mi te poruszenia stwórcze,które dokonują się cicho,w ułamkach sekund,wewnątrz nas, na poziomie przemiany serc i przemiany myślenia.
Przez to, że zdecydowana większość z nas obdarzona jest darem mowy, to nam wszystkim ten dar mocno powszednieje.I mało lub nieznacznie na co dzień zdajemy sobie sprawę, że nasze słowa też zawsze mają jakąś moc.Chyba też nieustannie projektujemy własne bezpłodne paplanie na słowa Boga.
U Niego nie ma słów zbędnych, słów pustych, słów pozbawionych sensu i mocy!Bóg się mową nie bawi,a już na pewno względem nas.
Może dlatego gdy On do nas mówi, słuchamy Go jak jednego z nas! A należałoby nieustannie odświeżać wiarę,że to BÓG POWIEDZIAŁ WŁAŚNIE!
Jesteśmy bardzo wrażliwi na słowa ludzi,ale otumanieni na fakt przemawiającej Osoby Żyjącego Boga.
Może wtedy doświadczali byśmy znacznie głębiej jak nas tworzy Ojciec,gdy wypowiada swoje słowo w Jezusie i przez Jezusa.
Czy rozumiemy jaki to przywilej, jaka to łaska,jaki to cud,że chce mówić do nas malutkich SAM BÓG?????
Dużo się teraz mówi i pisze o Komunii Świętej duchowej i dobrze,ale… pocałuj Biblię w domu,pocałuj każde Słowo,które wypowiedział z najgłębszych pokładów swej najczulszej miłości do nas Bóg.
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni 21.03.2020r.

Trudne doświadczenia życia i modlitwa, zawsze prędzej czy później, w ciszy, odsłaniają prawdę o nas samych, o tym co naprawdę mamy w sercu i o naszej relacji z Bogiem.
Przypowieść Jezusa nie pozostawia żadnych wątpliwości co do tego.
Oboje ludzi znajdowało się bowiem wewnątrz świątyni na spotkaniu z Bogiem.
Można być bardzo blisko Jego Osoby, biorąc pod uwagę, że Jezus Sam o Sobie dał świadectwo, że jest Żywą Świątynią, możemy to rozumieć, że oboje ludzi ma łaskę bycia zanurzonym we wnętrzu Samego Boga.Mimo tego przywileju, tylko jeden z nich naprawdę SPOTYKA SIĘ sercem z Najwyższym.
Sama obecność w świątyni, jeszcze nic nie znaczy! Można w niej być i nadal grzeszyć! Można w niej być i nadal pozostawać z pasją zajętym celebracją siebie lub co jeszcze gorsze, brakiem cnoty innych!
Co zatem Jezus ceni w spotkaniu ze Sobą?
Czy jesteś po pierwsze prawdziwy, bez masek, czy nie odgrywasz jakiejś roli, czy jesteś otwarty jako człowiek na prawdę o sobie, czy co najważniejsze, nie próbujesz się Bogu samozareklamować i czy nie ma w tym sercu choć jednej osoby, którą dyskredytujesz w poczuciu bycia bardziej akuratnym.
Nie chodzi też wcale Bogu oto,żebyś zawsze walił się w piersi głośniej od innych i zawsze uważał się za nikczemnika.Chodzi oto, że w sytuacji przyjęcia postawy serca bycia tym choćby odrobinę lepszym, stajesz przed Bogiem w kłamstwie i tym samym utrudniasz Mu swobodną rozmowę z Tobą.
Jeśli ktoś ma dzieci,lub też pracował z nimi,wie, że nie ma nic gorszego,jeśli oboje umówią się na temat zabawy,i nagle jedno z nich wytrąci drugie z jego roli,nie uznając prawdy,że jest w tej zabawie żoną, mężem,lub strażakiem.
Poprostu….zabawa ma trwać w temacie!
Więc zadajmy sobie pytanie, jak to przebiega u nas,czy czasami nie próbujemy wcisnąć Jezusa na modlitwie, by wszedł z nami w jakąś rolę i bawił się z nami na temat tego,że choćby jesteśmy LEPSI….
Okazuje się,że nawet ostatnie wydarzenia mocno to weryfikują.Lepsi Ci co poszli na Mszę,czy ci co zostali w domach?
Tylko Ci się Bogu podobają,którzy pragną się z Nim spotkać, czerpać z Jego miłości,w okolicznościach,jakie On Sam dopuszcza.
Tylko Ci się Jemu podobają,którzy potrafią zapomnieć o sobie,swoich pragnieniach ,choćby najświętszych i dalecy są od osądzania KOGOKOLWIEK.
Niech Maryja,która posiada Najczystsze Serce,wyprasza nam wszystkim łaskę czystości serc.
S. Teresa M.