XXX NIEDZIELA ZWYKŁA

Dzisiejsza Ewangelia zaprasza nas do podróży wraz z Jezusem, do przejścia drogi, podczas której
wydarzy się coś niezwykłego. Jezus wychodzi z Jerycha – miasta położonego w depresji, już ten fakt
przemawia do nas i opisuje sytuację bohatera dzisiejszej Ewangelii, ponadto dowiadujemy się, że on
nie posiada własnej tożsamości – nazwany jest synem Tymeusza. Patrzmy dalej na Bartymeusza –
siedzi przy drodze, na której dzieje się życie, jemu zaś ucieka ono między palcami. Dodatkowo
pozbawiony jest wzroku i środków do utrzymania. Zastanówmy się jak on może się czuć, co przeżywa.
Może i ja znajduje się nieraz w takim stanie? Może mam wrażenie że życie przechodzi obok mnie?
Jest jednak nadzieja – Jezus, który nie tylko nie nastaje na Bartymeusza, ale zauważa go i wzywa do
siebie. I tu wszystko się zmienia, Bartymeusz zostaje uzdrowiony przez Jezusa. Zmienia się cała jego
sytuacja, wszystko co było do tej pory brakiem zostaje wypełnione. Miłość Chrystusa rozlewa się w
jego wnętrzu, przenika jego ciało i umysł. Zaczyna żyć.
Prośmy dziś Jezusa, aby wszedł w moją rzeczywistość i ją przemienił, by wypełnił ją życiem w obfitości
i dotykał mojego serca.

s. Izabela P.

Słowo z Pustelni 25.10.2021 r.

„A była tam kobieta, która od osiemnastu lat miała ducha niemocy”

Nie czytaj o kobiecie, ale o sobie!
Gdzie w Tobie ujawnia się, bądź też cicho siedzi i Cię pochyla do ziemi Twój Duch niemocy?! Gdzie go masz w sobie?! W jakiej części życia usiadł i się pasie?! 
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni 23.10.2021 r.

„Panie, jeszcze na ten rok go pozostaw, aż okopię go i obłożę nawozem; i może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz go wyciąć”».”

Jesteśmy czasami, może nie jak drzewo, które w ogóle nie przynosi owoców, ale częściej jak drzewo chore, uszkodzone, którego owoce nie są wymierne do starań Ogrodnika. Jedne z naszych  owoców są słodkie, a inne kwaśne, a jeszcze inne może wiszą zgnite i straszą. Innymi słowy, na ogół jest w nas „bogaty” przekrój owoców życia i doprasza się o solidne przebranie, tego co się w nas nadaje do dialogu z Bogiem i tego co jest i powinno być odpadem.
Ten zbawienny dla drzewa i uzdrawiający „nawóz”, to często dopuszczone przez Boga na nas rozmaite przeciwności i cierpienia, aby zaczęły przyspieszać nieco nasze dojrzewanie i wydawanie pożądanych owoców duchowych.
Nam się wtedy często wydaje, że już wszystko skończone, stracone, że to co miało żyć już ginie, tymczasem, ma się urodzić lepsze. 
s.   Teresa M.

Dni skupienia dla Dziewcząt 16+ – Warszawa

Słowo z Pustelni 18.10.2021 r.

„wysłał ich po dwóch”
Na modlitwę i odpoczynek Jezus wysyłał uczniów w pojedynkę, mówiąc: „idźcie wy sami osobno” , do ciężkich zadań i byciem posłanym między ludzi, wysyłał już ich po dwóch.
Co o tym myśleć?
A no to,że w zadaniowych sprawach tej ziemi potrzebujemy wzajemnego wsparcia, potrzebujemy ubogacającego  współtworzenia, natomiast w spotkaniu z Bogiem, potrzeba nam przede wszystkim, pogłębiać najpierw relacje z Nim, potem w samotności  poznawać  również bardziej siebie, a dopiero wtedy, na tym  fundamencie, można mówić o sensowności budowania czegoś wspólnie z innymi. Odczytywanie każdego charyzmatu, każdej formy życia, powinno odbywać się w świetle tego Ewangelicznego porządku, jaki podał nam Sam Jezus.
s. T.M.

Słowo z pustelni 16.10.21r.

„lecz temu, kto bluźni przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie przebaczone.”
Wiele już wywodów napisano i wygłoszono, czym w istocie jest ów grzech przeciw Duchowi Świętemu, którego jako jedynego nie będzie można odpuścić. Nic mnie nie przekonuje do końca. Zapytałam w końcu  u Źródła , więc się dzielę.
Otóż, nie ma grzechu, którego Bóg nie mógłby przebaczyć, jeśli tylko człowiek za niego żałuje! Więc jedynym grzechem, bez możliwości odpuszczenia, jest permanentny upór w złym!
Teoretycznie każdy ciężki grzech, którego nie będę żałować, będę mieć wolę zdecydowanego tkwienia w nim po uszy, mimo ostatecznej konfrontacji z Bogiem, może się okazać dla mnie tym grzechem przeciwko Duchowi Świętemu. Ponieważ, to Duch Święty przekona świat o grzechu, świat, ale i każdego z nas osobno. Zatem, w Osobę Ducha Świętego, można uderzyć najbardziej i nieodwołalnie, będąc właśnie  zamkniętym na skruchę serca , żal i chęć zmiany.
Tylko ten stan jest nie do odpuszczenia, jest aż grzechem przeciwko Temu, Który pragnie nas uświęcić. Odmowa, upór i bunt, wiążą działanie nawet Samego Ducha Świętego.
s.T.M.

Abp Z. Sz. Feliński, tercjarz św. Franciszka, wierny syn Kościoła

s. Teresa Antonietta Frącek, RM
Warszawa, 17 październik 2021.

Abp Z. Sz. Feliński, tercjarz św. Franciszka, wierny syn Kościoła

W październiku, miesiącu poświęconym czci Najświętszej Maryi Panny
Różańcowej, w specjalny sposób kierujemy swoje prośby do Boga poprzez
modlitwę różańcową, ufając, że tak jak pod Lepanto (1571), dzięki tej modlitwie
Bóg dał zwycięstwo chrześcijaństwu, tak i dziś dzięki modlitwie różańcowej
możemy wyjednać zwycięstwo w naszych osobistych i rodzinnych trudnościach,
uprosić jedność w Narodzie, obronić granice państwa. Toteż wołamy: „Jak
paciorki Różańca przesuwają się chwile, nasze smutki radości i blaski. A Ty
Bogu je zanieś, połączone w różaniec Święta Panno Maryjo, Pełna Łaski”.
Błogosławiony Prymas Tysiąclecia wielokrotnie powtarzał słowa kard.
Hlonda: Zwycięstwo, jakie przyjdzie, to będzie zwycięstwo Maryi.
Czcicielem Matki Najświętszej, który umiłował modlitwę różańcową i szedł
przez życie z wiarą i ufnością, z różańcem w ręku, był abp Z. Sz. Feliński,
którego 12 rocznicę kanonizacji obchodziliśmy 11 października b.r., wspominając
słowa homilii Benedykta XVI: „Zygmunt Szczęsny Feliński … był wielkim
świadkiem wiary i duszpasterskiej miłości w czasach bardzo trudnych dla
Narodu i Kościoła w Polsce. … W każdej sytuacji zachował niewzruszoną
ufność w Bożą Opatrzność. … Dziś jego ufne i pełne miłości oddanie Bogu i
ludziom staje się świetlanym wzorem dla całego Kościoła”.
Ten syn polskiej ziemi, wierny naśladowca św. Franciszka, który umiłował
Ojczyznę, przez całe życie odznaczał się miłością Kościoła i synowskim
przywiązaniem do Stolicy Piotrowej. Kościół dla niego był po prostu – Matką.
Uczucia wierności wobec Głowy Kościoła manifestował w słowach i pismach.
Jego gorącą miłość Kościoła potwierdzają słowa: „Tak, Panie, Kościół, to
największy skarb mój, to cel życia mojego, to jedyne kochanie moje na ziemi,
boś Ty jest duszą jego, a On Mistycznym Ciałem Twoim” (1889). Dobru
Kościoła podporządkował własne życie i całą swoją działalność kapłańską i
pasterską. „Co do mnie – wyznaję wobec Boga i ludzi – pisał w liście
pasterskim, iż pomyślność Kościoła … jest najważniejszym dla mnie na tej
ziemi zadaniem, nie tylko dlatego, że z powołania i urzędu o stan Kościoła
dbać powinienem, lecz że w Kościele Chrystusowym najżywotniejsze kwestie
jak promienie w ognisku się jednoczą, życie i siłę zeń czerpiąc” (13.10.1862).
W najtrudniejszych chwilach Kościoła nie upadał na duchu, przywołując
słowa Chrystusa: Ufajcie; Nie lękajcie się; Ja jestem z wami aż do skończenia
świata. I mocno wierzył w zwycięstwo Krzyża Chrystusowego
Z jarosławskiej samotni kierował też do przyjaciół wezwanie do jedności i
solidarności oraz do wiernego trwania przy Namiestniku Chrystusowym:

„Teraz więcej, niż kiedy, potrzeba nam tego poczucia solidarności i
duchowego zjednoczenia … Co to za szczęście, że poza tym rozhukanym
morzem, gdzie każda pojedyncza łódka tak łatwo o fale rozbić się może,
widnieje dla nas wierzących port bezpieczny, i że pielgrzymkę do niego
odbywamy nie na wątłym czółenku, ale na wspaniałej łodzi, u steru której
stoi Pański Namiestnik, a w jej głębi sam Pan odpoczywa!” (1870).
O bezwarunkowym poddaniu się Pasterza-Wygnańca decyzjom Ojca
Świętego świadczy wypowiedź o nim: Arcybiskup Feliński pokłada
nieograniczoną ufność w Ojcu Świętym, gdyż wie, że Stolica Apostolska ma
asystencję Ducha Świętego w zarządzie Kościoła … i przyjmuje z
bezwarunkowym zaufaniem wszelkie decyzje Ojca Świętego”  (1883).
Głos Papieża był dla niego wyrazem woli Bożej, o czym wyraźnie
zaświadczył: „głos Ojca Świętego zawsze uważałem i aż do śmierci uważać nie
przestanę za nieomylną wskazówkę woli Bożej we wszystkich sprawach
tyczących się Kościoła” (list do kard. M. Ledóchowskiego, 26 XII 1884).
W jednym z jego listów znajdujemy słowa: „Prawdziwie przyszedł na cały
Kościół tempus flendi, bo wszystko, co najlepsze i najzacniejsze, cierpi ucisk i
prześladowanie, ale w tym samym zbytku cierpienia pociecha się mieści,
przypominając Pańskie ostrzeżenie: ‘na świecie ucisk mieć będziecie, ale ufajcie
– Jam zwyciężył świat’.
Czasem wyrzucam sobie – pisał – jako obojętność na losy Kościoła, ów
spokój, jakiego doznaję patrząc na tyloliczne klęski, jakie się na Kościół i na
Głowę Jego w tych czasach zwaliły, ale z drugiej strony – czy godzi się
poddawać trwodze, a nawet zbyt ludzkiemu smutkowi, pomnąc na tak
wyraźne i uroczyste obietnice Pańskie, że ‘bramy piekielne nie przemogą
przeciw Piotrowej Opoce’.
Czyż nie zgromiłby nas tenże Zbawiciel za małoduszność i słabość wiary,
który zgromił Apostołów, zdjętych bojaźnią na widok miotających łodzią
bałwanów? Mimo całą osobistą nędzę, z łaski Bożej, pełen jestem otuchy pod
względem interesów Kościoła… Może Bóg da, że i sami jeszcze chwili
tryumfu prawdy dożyjemy, a jeśli nawet nie sądzono mi cielesnymi oczyma
tryumf ten oglądać, to wzrokiem wiary dziś już podwyższenie chorągwi
Krzyża oglądam” (l. do bpa Popiela, 29 XI 1870, n.17).
Nie straciły na aktualności wezwania tego Apostoła pokoju, zgody narodowej
i ewangelicznego braterstwa, nawołujące do wzajemnej miłości i do miłości
Kościoła. O miłość przede wszystkim starać się winniśmy: o miłość Boga i
bliźniego, … o miłość Kościoła, gdzie Boga i bliźniego jedną objąć możemy
miłością”. Jeżeli zaś zapytacie, dlaczego tak często potrzebę Miłości Kościoła
wam powtarzam, odpowiem z Janem św., bo takie jest to Pańskie
przykazanie”. (Konferencje duchowne, konf.30, t.2, s.216-217).
Odpowiedzią naszą na słowa Pasterza-Wygnańca niech będzie nasza miłość i
wierność wobec Kościoła oraz modlitwa o zwycięstwo Krzyża Chrystusowego.

Słowo z Pustelni 11.10.2021r.

„To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. „
Innymi słowy Jezus zapowiedział dość restrykcyjnie, z czym spotka się przewrotność ludzkiego serca.Znakiem Jonasza, był, jest i na zawsze już pozostanie wieloryb,który go połknął na krótki czas.To bliska zapowiedź śmierci Jezusa ,która również pożarła Go na trzy doby.Później,Ci, którzy ufali i w bólu budowali swoje serca do wiary ,mogli doświadczyć wielu znaków Jego żywej Obecności, nawet specjalnie tego nie oczekując, dostępowali tych łask.Jezus po swym Zmartwychwstaniu, nie ukazał się żadnemu przewrotnemu sercu!.Nikomu nic nie udowadniał ani za życia, ani po śmierci i Zmartwychwstaniu.
Tak samo dzieje się w życiu duchowym. Jeśli będziesz Boga cisnął, że ma Ci dawać znaki,możesz się spotkać z głuszą grobową.Nie polecam!
s.T.M.

Słowo z Pustelni 09.10.2021 r.

„Gdy Jezus mówił, jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego: «Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś».”

Gdy Jezus mówił, a więc tak naprawdę Mu przerwała i weszła w słowo. Podziw, uznanie i rozbudzone pragnienie, by prawdopodobnie móc być bliżej Jezusa i cieszyć się tą bliskością z Nim, wiedząc Kim jest, wywołały w kobiecie tak silne emocje i wzruszenie, że nie wytrzymała, tylko dała upust myślom i tęsknocie. Może inni w tłumie, wydali ją na swoje oceny w myślach, ale nie główny Adresat! Jezus nie zaprzeczył, że to szczęście dla Maryi, że to szczęście dla każdego kto ma przywilej doświadczać Jego Wcielonej bliskości! Ale zaraz podnosi kobietę i nas wszystkich w jej wyznaniu i może w podobnych tęsknotach wyżej i dalej, mianowicie, że przywilej SŁUCHANIA I USŁYSZENIA SERCEM JEZUSA, jest naprawdę stokroć większy! Wydaje się, że Jezus trochę też uchyla rąbka Samego Siebie, czym można Go dotknąć, Jego Serca, przez co zaistnieć BLIŻEJ, no właśnie, zasłuchując się, w sens tego co mówi, przyjmując tym samym najgłębiej Jego istotę i jego życiowe cele. On wtedy zachowa się trochę podobnie jak owa kobieta, bo w momencie, gdy po prostu otworzymy się na słuchanie i przyjmowanie, On poruszony dogłębnie, wyda z Siebie radosny okrzyk wdzięczności :”Wysławiam Cię Ojcze Panie Nieba i ziemi, że Tajemnice  Królestwa, objawiłeś prostaczkom!” 
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni 04.10.2021 r.

Wspomnienie Św.Franciszka z Asyżu
 
„Powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Jezusa na próbę, zapytał: „Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?”
 
Wydawałoby się,że dialog z tym uczonym w Piśmie nie powinien w ogóle zaistnieć i mieć swej kontynuacji w Jezusie, skoro już na starcie Jezus wiedział ,jaki ów człowiek ma do Niego stosunek, jakie ma intencje. A jednak, Jezus obdarza go Swoją uwagą, czasem, troską by miał szansę zrozumieć.Nie daje mu w najmniejszy sposób odczuć swojej dezaprobaty.Tak naprawdę przypowieść o Miłosiernym Samarytaninie, jest obrazową przypowieścią także o Samym Jezusie.W momencie, gdy uczony zadaje pytanie, ma Jezusa w jeszcze większej pogardzie niż miałby może Samarytanina! Tymczasem ten, po którym najmniej oczekuje on dobra, wyświadcza mu je najpełniej i nie oczekuje sympatii w zamian.W przypadku uczonego, Jezus Miłosiernie pochyla się nad jego bałaganem wewnętrznym, nad jego chorą obłudą.Opatruje jego zranioną psychikę uprzedzeniem do Siebie.Taka forma Miłosierdzia, bywa niekiedy o wiele trudniejsza. Jakże trudno podjąć dialog z kimś, o kim wiemy na pewno,że jest wobec nas zwyczajnie nieszczery,obłudny i rozmowę chce prowadzić z nami na dwóch sprzecznych ze sobą poziomach.Czasami miłosierny dialog, może pomóc komuś ponazywać rzeczy po imieniu. Nie zawsze, to oczywiste, ale mimo wszystko, dobrze jest pozostać miłosiernym samarytaninem dialogu z KAŻDYM, na KAŻDY temat,zawsze okazując szacunek,nawet, jeśli rozmówca nie ma go dla nas.
Święty Franciszku, siewco pokoju i dobroci,módl się za nami!
s.T.M.