Słowo z Pustelni 09.10.2021 r.

„Gdy Jezus mówił, jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego: «Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś».”

Gdy Jezus mówił, a więc tak naprawdę Mu przerwała i weszła w słowo. Podziw, uznanie i rozbudzone pragnienie, by prawdopodobnie móc być bliżej Jezusa i cieszyć się tą bliskością z Nim, wiedząc Kim jest, wywołały w kobiecie tak silne emocje i wzruszenie, że nie wytrzymała, tylko dała upust myślom i tęsknocie. Może inni w tłumie, wydali ją na swoje oceny w myślach, ale nie główny Adresat! Jezus nie zaprzeczył, że to szczęście dla Maryi, że to szczęście dla każdego kto ma przywilej doświadczać Jego Wcielonej bliskości! Ale zaraz podnosi kobietę i nas wszystkich w jej wyznaniu i może w podobnych tęsknotach wyżej i dalej, mianowicie, że przywilej SŁUCHANIA I USŁYSZENIA SERCEM JEZUSA, jest naprawdę stokroć większy! Wydaje się, że Jezus trochę też uchyla rąbka Samego Siebie, czym można Go dotknąć, Jego Serca, przez co zaistnieć BLIŻEJ, no właśnie, zasłuchując się, w sens tego co mówi, przyjmując tym samym najgłębiej Jego istotę i jego życiowe cele. On wtedy zachowa się trochę podobnie jak owa kobieta, bo w momencie, gdy po prostu otworzymy się na słuchanie i przyjmowanie, On poruszony dogłębnie, wyda z Siebie radosny okrzyk wdzięczności :”Wysławiam Cię Ojcze Panie Nieba i ziemi, że Tajemnice  Królestwa, objawiłeś prostaczkom!” 
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni 04.10.2021 r.

Wspomnienie Św.Franciszka z Asyżu
 
„Powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Jezusa na próbę, zapytał: „Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?”
 
Wydawałoby się,że dialog z tym uczonym w Piśmie nie powinien w ogóle zaistnieć i mieć swej kontynuacji w Jezusie, skoro już na starcie Jezus wiedział ,jaki ów człowiek ma do Niego stosunek, jakie ma intencje. A jednak, Jezus obdarza go Swoją uwagą, czasem, troską by miał szansę zrozumieć.Nie daje mu w najmniejszy sposób odczuć swojej dezaprobaty.Tak naprawdę przypowieść o Miłosiernym Samarytaninie, jest obrazową przypowieścią także o Samym Jezusie.W momencie, gdy uczony zadaje pytanie, ma Jezusa w jeszcze większej pogardzie niż miałby może Samarytanina! Tymczasem ten, po którym najmniej oczekuje on dobra, wyświadcza mu je najpełniej i nie oczekuje sympatii w zamian.W przypadku uczonego, Jezus Miłosiernie pochyla się nad jego bałaganem wewnętrznym, nad jego chorą obłudą.Opatruje jego zranioną psychikę uprzedzeniem do Siebie.Taka forma Miłosierdzia, bywa niekiedy o wiele trudniejsza. Jakże trudno podjąć dialog z kimś, o kim wiemy na pewno,że jest wobec nas zwyczajnie nieszczery,obłudny i rozmowę chce prowadzić z nami na dwóch sprzecznych ze sobą poziomach.Czasami miłosierny dialog, może pomóc komuś ponazywać rzeczy po imieniu. Nie zawsze, to oczywiste, ale mimo wszystko, dobrze jest pozostać miłosiernym samarytaninem dialogu z KAŻDYM, na KAŻDY temat,zawsze okazując szacunek,nawet, jeśli rozmówca nie ma go dla nas.
Święty Franciszku, siewco pokoju i dobroci,módl się za nami!
s.T.M.

XXVII NIEDZIELA ZWYKŁA

XXVII Niedziela Zwykła 

Od początku tak nie było.” (Mk 10, 2-12)

W rozmowie z faryzeuszami Jezus odwołuje się do „początku”, czyli do prawa ustanowionego przez Boga wraz ze stworzeniem świata. To prawo miało chronić szczęście człowieka, czuwać nad właściwą jego relacją z Bogiem, samym sobą, drugim człowiekiem i światem. Bóg zaplanował wszystko w taki sposób, aby człowiek był w pełni szczęśliwy. Ale człowiek postawił na swoim, bo wydawało mu się, że wie lepiej, i wszystko zepsuł.

Żydom również wydawało się, że wiedzą lepiej i wymusili na Mojżeszu prawo do listu rozwodowego. I nam często wydaje się, że wiemy lepiej i dajemy sobie prawo do grzechu, a potem, gdy wszystko się sypie, mamy pretensje, dlaczego Bóg nic z tym nie robi…. Jezus cierpliwie wyjaśniał faryzeuszom Boży zamysł, ale z pewnością serce Mu krwawiło z powodu ich zatwardziałości. I teraz też Boże Serce krwawi, gdy napotyka na pychę i upór współczesnego człowieka… Czy stać nas na pocieszenie Bożego Serca uległością wobec Jego zamysłów?… Z pewnością wiele zyskalibyśmy na tym.

s. Agnieszka B.

Słowo z Pustelni 02.10.2021 r.

„lecz cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie”.

Twój i mój Anioł Stróż, jest poniekąd odpowiedzialny za to, aby zapis naszych imion w Niebiańskiej ewidencji, nigdy nie uległ zmianie!
Na ogół jeśli czynimy coś „akuratnie”, to nie nasza w tym zasługa, ani intuicja, tylko daliśmy sobą pokierować właśnie Im.
Czy dociekanie Imienia Swego Anioł Stróża jest czymś pożądanym? Moim zdaniem, jeśli nie czyni tego Sam z wyraźnych powodów, to wszelkie dociekania w sferze ducha, nigdy ani nie są nam potrzebne, ani dość bezpieczne i zawsze trącają lekką pychą. Anioł ma radość bycia Twoim cieniem, a nie lustrem. Ma radość, gdy zajmujesz się Źródłem Światła, a nie promykiem.
Kochaj Go, słuchaj, ale za dużo przy Nim nie majstruj!
s. Teresa M.

XXVI NIEDZIELA ZWYKŁA

Rozważanie do Ewangelii z XXVI Niedzieli Zwykłej, 26.09.2021 r.

 

Mk 9, 28-48

„Lecz Jezus odrzekł: (…) Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami”

 

Uczniowie Jezusa. Zapatrzeni w Mistrza, zafascynowani Jego Osobą, zasłuchani w Jego Słowo. A jednak tak często jeszcze bardziej zapatrzeni w siebie, w swoją pozycję, w swoje znaczenie, w swoją wyjątkowość wynikającą z faktu bycia uczniem Jezusa. Czyż także i teraz, w naszych czasach, nie jest podobnie? Czy nie zdarza się, że my – uczniowie Jezusa – patrzymy zazdrosnym okiem na inną wspólnotę w Kościele? Czy nie zdarza się nam rywalizować, porównywać, wykluczać – także w łonie Kościoła? Dlaczego zapominamy o tym, że kto jest Chrystusem, ten gra w jednej drużynie, bez względu na to, do jakiej wspólnoty należy. Gramy do jednej bramki, mimo że mamy przecież różne role do odegrania. Jakże wymowniejsze i pełniejsze byłoby nasze świadectwo, gdyby więcej było w nas jedności, a mniej zazdrości, rywalizacji, porównywania, konkurowania.

 

„Kto Wam poda kubek wody do picia dlatego, że należycie do Chrystusa, zaprawdę, powiadam Wam, nie utraci swojej nagrody”

 

A jednak – Jezus potwierdza, że my – uczniowie Jezusa – jesteśmy wyjątkowi. Tylko jesteśmy wyjątkowi ze względu na Chrystusa. Jakże często jako siostra zakonna doświadczam ogromnej miłości od ludzi tylko dlatego, że jestem siostrą – że należę do Chrystusa. Nie chodzi personalnie o mnie. Chodzi o Chrystusa. Także ze względu na Chrystusa doświadczam nieraz ludzkiej pogardy i odrzucenia – lecz znowu – nie personalnie, lecz dlatego, że należę do Chrystusa. Wtedy jestem szczęśliwa, że Pan uznał mnie za godną cierpienia dla Jego Imienia. Uczniowie Jezusa – nie zapominajmy, że ludzkie reakcje na nas są często ze względu na to, że należymy do Chrystusa.

 

„Jeśli twoje oko jest dla Ciebie powodem do grzechu, wyłup je, lepiej jest dla Ciebie jednookim wejść do Królestwa Bożego niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła”

Mocne. Radykalne. Konkretne. Z grzechem nie ma dyskusji. Uczniowie Jezusa słyszą na koniec bardzo mocne słowa Jezusa. Albo – albo. Jeśli szczerze chcesz być uczniem Jezusa i być blisko Niego w Królestwie Niebieskim, to należy podejmować mocne, radykalne, konkretne decyzje. Jeśli coś mnie oddala od mojego Pana – należy to usunąć. Z grzechem nie ma kompromisów. Zachowajmy ostrość i przejrzystość sumienia, uczniowie Jezusa.

s. Magda

Słowo z Pustelni 25.09.2021 r.

 „Weźcie wy sobie dobrze do serca te właśnie słowa: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi”.
Jezus wypowiada te słowa w chwili , gdy zarzucany jest tanim i płytkim podziwem. Z samego bowiem podziwu naprawdę nic nie wynika w relacji z Bogiem.
Kiedyś słyszałam te słowa wyłącznie w kontekście ofiary Jezusa, którą zgodził się złożyć w męce i śmierci raz jeden. Dziś rozumiem, że Jezus wcale nie przestał być „wydawany w ręce ludzi”, w nasze ręce! Zgodził się być WYDANYM i takim pozostaje poniekąd do ostatniej chwili, dla każdej duszy ludzkiej, która się ostatni raz określi jeszcze w godzinie  swojej śmierci. Wydany i zdany na mnie ,na Ciebie, na wolę każdego.
Choć pozostaje Bogiem wolnym od wszelkiej szkody, nie korzysta ze sposobności bycia Bogiem i nie wyręcza nas w byciu wolnymi.
s.T.M.

Słowo z Pustelni 20.09.2021 r.

„Bo kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, temu zabiorą i to, co mu się wydaje, że ma”.

Jeśli starasz się naprawdę wszystko mieć u Boga, wątpliwe, abyś popadł w złudzenia do tego co masz, no bo nic nie masz dla siebie, w sensie ,aby tego kurczowo strzec. Albo inaczej, Twoim Jedynym Inwestorem jest Bóg, a skoro tak, nie ty obracasz czymkolwiek, tylko On. Ileż niepokojów i stresów się do Ciebie wtedy nie przykleja i masz słodki sen.

Czy to jest takie proste? Myślę, że zarozumialec stwierdzi, że tak, a pokorny powie, że wciąż się tego uczy, bardziej i bardziej..

s. T.M.

XXV NIEDZIELA ZWYKŁA

Boże dziecięctwo. Jezus jak zawsze jest blisko swoich uczniów. Jest blisko człowieka. Zawierza im Boże plany. Że nadejdzie czas kiedy będzie niezrozumiany… wydany w ręce ludzi, zabity… Jakże to były trudne słowa dla uczniów. Bali się Go zapytać o wyjaśnienie. Ale szybko przeszli do innych rozmów. Nie przejęli się zbytnio słowami Jezusa. Dla nich ważne było kto jest największy. Ważna była ludzka doczesność. Ludzka wartość. A nie Boża logika pokory. I Jezus po raz kolejny zaskakuje. Odwraca do góry nogami ich myślenie. Zaprasza by stać się jak dziecko. By być sługą. By być ostatnim.
Droga Jezusa, pełna zawierzenia, pokory, oddania, zatroskania o Niebo jest przeciwieństwem drogi, którą chcą kroczyć uczniowie. Jeszcze do końca nie doświadczyli Jej piękna, Jej bogactwa, Jej wartości. Ważne by zdobywać sukces ale nie ten Boży.
Dzisiejsza lekcja z Ewangelii jest zaproszeniem by wejść na drogę Jezusa. By zostawić zaszczyty a zapragnąć Bożego prowadzenia ku świętości, ku Niebu.
Niech modlitwa przy Tabernakulum w ciszy, wyjedna nam tę łaskę Bożego Dziecięctwo, Bożego zaufania. A wtedy staniemy się najwięksi w oczach Najwyższego. Amen.

s. Magdalena B.

Słowo z Pustyni 18.09.2021 r.

„Czemu Mnie szukaliście? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?”

Co roku robili przez lata tak samo, sielanka i nic się niepokojącego nie działo, a tu nagle taka niespodzianka! Jeśli się zestawi co się mogło kotłować w głowach i sercach Józefa i Maryi przez trzy dni poszukiwać dziecka, które tak długo zdołali uchronić, a teraz Go nie ma, z widokiem całkowitej beztroski, zaangażowanego Jezusa w dysputy z Rabinami, naprawdę rośnie ciśnienie, któremu upust dała w swoim pytaniu Maryja: „Czemuś nam tak zrobił?” czyli, czemu tak nie wczułeś się w nasze położenie i wystawiłeś nas tak lekko, na ból serca?! No właśnie odpowiedź Jezusa, choć wówczas nie pojęta, jednak rzuca światło na to, że to nie wina Jezusa, że mają Syna lat już dwanaście i po mimo zażyłości, nadal szukają Go po omacku, bez jakiegokolwiek związku z tym, co im mówił przez te lata, a przynajmniej przez ostatnie pięć . A musiał mówić nie jeden raz, skoro w tej dramatycznej scenerii, nie waha się nazywać Boga Ojcem, a Świątynie Jego Domem. To pokazuje, że Józef z Maryją naprawdę się Jezusa, jako Boga pokornie uczyli, że często słuchali z zapartym tchem, ale nie rozumieli, że też im trochę powszedniał i nie zadawali sobie trudu każdego dnia, by zgłębiać, właściwie, to co On miał na myśli? W życiu duchowym, Jezus czasami właśnie tam, gdzie się czujemy zbyt pewni, zbyt bezpieczni zbyt osadzeni jakby w relacji z Nim, On nas wprowadzi w ból nowych i ciemnych niewiadomych, wprowadzi w zmagania, a nawet może doprowadzić nas do stanu, w którym w końcu się doczeka, że wyjdzie z nas to, na co nigdy wcześniej byśmy sobie wobec Niego nie pozwolili. Np. ktoś popadł w bardzo subtelną pychę i samozadowolenie, że nigdy w stronę Boga nie krzyczał, nigdy nie podnosił głosu, zawsze był taki ułożony, subtelny, delikatny, a tu nagle trach! Poleciały pociski słowne! Jezus będzie nas czasami w życiu duchowym bardzo prowokował, nawet pozwoli na wiele złemu, ale tylko po to, abyśmy wyszli poza ramy własnego wizerunku i ramy tego co o sobie i o Bogu już rzekomo wiemy. Będzie wydobywał z nas, to wszystko, co nawet nie wiedzieliśmy, że trzymamy pod siedmioma kluczami bycia opanowanym. Będzie nas rozmontowywał jak bombę, czasami doprowadzając do eksplozji, która jako jedyna ujawni, co w nas siedzi i jak bardzo On od dawna siedział obok tego wszystkiego. Myślę, że Maryja i Józef długo nie mogli dojść do siebie i mierzyli się z jakimś nowym wizerunkiem siebie samych w roli rodziców Boga. Jezus naprawdę Ich wtedy rozsadził wewnętrznie.
To był nowy etap, w którym być może pokornie stwierdzili oboje, że bardziej czują się dziećmi Jezusa niż Jego opiekunami. Na pewno ten szlif ich bolał jeszcze po cichu długo.

s. Teresa M.

Słowo z Pustelni 13.09.2021 r.

„Ci zjawili się u Jezusa i prosili Go usilnie: «Godzien jest, żebyś mu to wyświadczył – mówili – miłuje bowiem nasz naród i sam zbudował nam synagogę». Jezus przeto zdążał z nimi.” 

Wbrew pozorom, Jezus nie jest zmotywowany argumentami Żydów, jest wolny od takich układów i układzików, że ktoś coś zasponsorował, coś dał, pomógł coś wybudować, – w tym przypadku synagogę, i należy mu się, choćby z tytułu wdzięczności Jezusowa przysługa. Jezus nie wchodzi w potwierdzający dialog, takiego myślenia i takich zależności! Jezus idzie, bo zna setnika serce już na odległość. Idzie tak naprawdę nie tylko uzdrowić jego sługę, ale chce pochwalić wiarę, której nawet u proszących Żydów nie znalazł.

Nie rzadko i nas próbuje się wcisnąć w podobne myślenie, że ktoś „godzien jest tego, aby to czy tamto”. 
Na takich chorych zależnościach, upadło już nie jedno. Miejmy odwagę być Jezusowi, idźmy czynić dobrze, ale bez tych chorych uzależnień i wiążących wdzięczności, przez które niejednokrotnie, możemy wchodzić w decyzję, których normalnie sami nie chcemy. Osobiście praktykuję przyjmowanie darów dla pustelni, które mi nie wikłają ani mego myślenia, ani wyborów ani bycia wolnym. Bywa, że ktoś dając, dając, dając, chce nami manipulować. Ale to od nas zależy, czy nam to odpowiada, czy mamy do tego obrzydzenie. 
s. Teresa m.