Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego

Ujrzał i uwierzył…!”

(J 20, 1-9)

Wczesnym rankiem w Niedzielę Zmartwychwstania trzy osoby spoglądały na grób Jezusa. Patrzyły w to samo miejsce, ale każda zobaczyła co innego. Magdalena skupiła swój wzrok na odsuniętym kamieniu, którego widok zaskoczył ją i przestraszył, a jej kochające serce zarejestrowało zniknięcie ciała Jezusa. Piotr i Jan ujrzeli więcej. Ich oczom ukazały się płótna i chusta, starannie złożone ze śladami Męki Pana. Nie wiemy, jakie poruszenie ów widok spowodował w sercu Piotra, natomiast Jana doprowadził do wiary w Zmartwychwstanie.

A co my współcześni możemy zobaczyć, aby w naszych sercach ożyła wiara w to, że Jezus żyje i jest obecny wśród nas tak, jak obiecał, aż do skończenia świata?… Nie mamy płócien, chusty, grobu, kamienia, ale mamy znacznie więcej! Mamy samego Pana, ukrytego pod postacią Chleba, zmartwychwstałego i żyjącego na wieki…

Czy znak Chleba Eucharystycznego budzi w nas pewność bliskości Zmartwychwstałego Pana w Jego mocy i chwale?… Patrzmy na świętą Hostię… utkwijmy w niej swój wzrok… i prośmy o dar takiej wiary. On nie odmówi tej prośbie, trzeba tylko patrzeć wytrwale…

s. Agnieszka B.

IV Niedziela Wielkiego Postu 

IV Niedziela Wielkiego Postu

„Ujrzał go Jego ojciec…” (Łk 15, 1-3. 11-32)

Nie tylko ujrzał, ale złamał wszystkie ówczesne i dzisiejsze zasady… Wybiegł na spotkanie tego,
który przecież do niedawna czekał na jego śmierć.. Wybiegł, przytulił, ucałował i… przyjął, przywracając
godność! Tak postąpić może tylko największa Miłość, która się nie obraża, nie chowa urazy, nie unosi
pychą… Miłość, która nieustannie wyczekuje, aby móc obdarować… Miłość, która przebacza i
zapomina… Tak kochać może tylko Bóg, bo cały jest Miłością.
Po ludzku syn nie miał prawa wrócić do domu i doskonale o tym wiedział, dlatego chciał
zatrudnić się, jako najemnik. Wiedział o tym również jego brat, który pomimo ciągłego przebywania z
ojcem, wciąż nie pojmował Miłości ojcowskiego serca. Żaden z nich, ani ten, który fizycznie był przy
ojcu, ani ten, który odszedł, nie rozumiał serca ojca. A ono kocha wciąż niezmiennie i pragnie
obdarowywać Miłością wszystkich: tych wracających z daleka i tych, którzy choć są blisko, wpatrują się
tylko we własne potrzeby.
Pozwólmy się Bogu kochać… Pozwólmy, aby nam przebaczał, aby nas przygarniał, przytulał,
pouczał, karmił, odziewał, obdarowywał… Sprawimy Mu tym największą radość…

s. Agnieszka B.

III Niedziela Wielkiego Postu

III Niedziela Wielkiego Postu
„Czy myślicie, że byli większymi grzesznikami, niż wy?…” (Łk 13, 1-9)

Lubimy myśleć o sobie, że jesteśmy lepsi, że to ten drugi jest winny. Jako Polacy chętnie rościmy
sobie prawo do przywilejów i wyjątkowego traktowania nawet przez Boga, że względu na Jana Pawła II,
czy też św. Faustynę itp. Tymczasem Jezus wyraźnie pokazuje nam absurd takiego rozumowania, gdyż w
oczach Boga nikt nie jest sprawiedliwy. Wszyscy jesteśmy grzesznikami, zasługującymi na kare. Każde
zaś dobro, będące naszym udziałem, czy też owocem wysiłku, jest darem łaski, darmo danym z
niezgłębionego Miłosierdzia Bożego.
Nie należy się zatem pysznić, porównując się z gorszymi według naszej oceny, ale w pokorze
dziękować i przepraszać Boga, bo nikt z nas nie wie kiedy i jak nisko może upaść. Warto też zawczasu
wypraszać dla siebie łaskę nawrócenia i jak najgorliwiej współpracować z nią każdego dnia. Jeśli taka
postawa i staranie stanie się naszym nawykiem, może uchroni nas przed upadkiem.

s. Agnieszka B.

II Niedziela Wielkiego Postu 

II Niedziela Wielkiego Postu
„Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił.” (Łk 9, 28b-36)

Zawsze, gdy czytam Łukaszowy opis Przemienienia Jezusa, mocno porusza mnie wzmianka o
tym, że miało ono miejsce podczas Jego modlitwy. Jedynie ten Ewangelista zwraca na to uwagę. I czuję
w sercu tęsknotę za taką modlitwą, która by przemieniła moje serce, duszę i mnie całą… Ufam też ze
wszystkich sił, że choć zewnętrznie tego nie widać, przy spotkaniu z Panem serce i wnętrze człowieka
powolutku upodabnia się do Tego, przed którym stoi… Ufam, że każdy pacierz, każda Komunia św.,
każda chwila spędzona u stóp konsekrowanej hostii, czynią nas coraz bardziej Bożymi. Taki jest przecież
cel i sens modlitwy. Spędzając czas z Bogiem, upodabniamy się do Niego… Nasze serce zaczyna bić w
rytm Bożego Serca. Boża Miłość wypełnia nas, uzdrawiając rany i otwierając nas na potrzeby bliźnich…
Czas modlitwy szczerej, gorącej ma naprawdę moc zmienić nas nawet zewnętrznie, dlatego
zawalczmy o ten czas każdego dnia!

s. Agnieszka B.

 I Niedziela Wielkiego Postu

I Niedziela Wielkiego Postu
„Jeśli jesteś Synem Bożym…” (Łk 4, 1-13)

Relacja Jezusa z Ojcem należy do istoty Boga, który jako Trójca jest Wspólnotą doskonałej
Miłości. Ta właśnie Miłość stała się źródłem walki Boga o zagubionego w grzechu człowieka. To z
Miłości do nas Bóg pozwolił się ogołocić najpierw przez przyjęcie ludzkiej natury wraz z jej
ograniczeniami, a potem cierpienia i Męki. Diabeł w swoim kuszeniu uderza więc w istotę. Próbuje
wzniecić w sercu Jezusa wątpliwości co do Miłości Ojca i chce zniszczyć świadomość Jego tożsamości.
Taką samą pokusą uderzy potem w Syna Bożego na krzyżu, wmawiając Mu, że Ojciec Go opuścił, że się
o Niego nie troszczy… Kusiciel doskonale wie, że gdy podda w wątpliwość prawdziwość więzi między
Ojcem, a Synem, zniszczy dzieło zbawienia. Ale Jezus nie daje się zwieść. Jego pewność jedności z
Ojcem nie chwieje się ani na moment. On doskonale wie, Kim jest i czyje dzieło pełni.
Od chrztu św. każdy człowiek jest dzieckiem Boga. Wszystkie dary i łaski Boga są naszym
udziałem. Boża Miłość do nas jest nieskończona. Dopóki tą pewnością będziemy żyli, jesteśmy
bezpieczni. Dlatego diabeł za wszelką cenę będzie próbował zniszczyć w nas tę pewność Bożego
dziecięctwa i zniekształcić Boży obraz w naszej duszy. Każda pokusa, każdy grzech zmierza do tego, aby
osłabić, a potem zniszczyć więź, łączącą nas z Bogiem. Cała nasza troska winna więc być skierowana na
budowanie i umacnianie tej najważniejszej w życiu relacji i świadomości, iż jestem dzieckiem Boga –
ukochanym i chcianym… I nie może tego zmienić nawet mój grzech, bo ramiona Ojca zawsze są otwarte
i zawsze mogę do Niego wrócić.

s. Agnieszka B.

 VIII Niedziela Zwykła 

 VIII Niedziela Zwykła 

Belki we własnym oku nie dostrzegasz…” (Łk 6, 39-45)

Dzisiejsze Słowo stanowi jakby papierek lakmusowy, pozwalający każdemu zbadać stan swojego człowieczeństwa. Często bowiem uważamy się za ekspertów w ocenianiu innych, będąc przy tym bardzo wymagającymi, natomiast dla siebie mamy jedną tylko ocenę – tę najwyższą. Tymczasem Jezus w bardzo sugestywnych obrazach pokazuje fałsz tych ocen i uczy, jak bardzo trzeba nam być ostrożnymi w wydawaniu opinii o innych… Znacznie lepiej zająć się z uwagą własnym wnętrzem; zbadać jakość czynów, słów, myśli, przy których trwamy, bo to one wskazują, jakie jest nasze serce. Jeśli będziemy to czynić systematycznie, uczciwie i pokornie, bardzo szybko przejdzie nam ochota osądzania bliźnich, bo zawstydzimy się własną niedoskonałością.

s. Agnieszka B.

II Niedziela po Bożym Narodzeniu

„Świat Go nie poznał…”
(J 1, 1-18)

Nie poznał wtedy i nie poznaje teraz… Nie otworzył drzwi wtedy i nie otwiera teraz… Odepchnął
wtedy i odpycha teraz, skazując się na samotność, ciemności, śmierć… Jakże to bolesne i smutne, jak
tragiczne w skutkach! Jezus w ogromie swej pokornej Miłości wciąż szuka szczelin, przez które może
wejść i zamieszkać u tych, którzy choć odrobiną pragnienia dobra i miłości otwierają dla Niego serce.
Jakże są szczęśliwi, bo mogą gościć w sobie Boga i oglądać Jego chwałę. Ci nieliczni przekazują światu
prawdziwe Światło. To dzięki nim Bóg ma szansę odnowić i ożywić świat, w którym przyszło nam żyć,
świat zatruty przez grzech.
Czy mam odwagę stać się jednym z tych wybranych, którzy na przekór utartym stylom życia będą
wnosić Boga w pustkę współczesnego świata?…Czy stać mnie na szaleństwo Miłości w zalewie
egoizmu?…, na odrobinę pokory pośród pychy współczesności, na uczciwość, solidność, wierność,
posłuszeństwo na przekór panującym modom?… Wówczas będę świadkiem, jak Jan i przygotuję drogę
Zbawicielowi, który tak bardzo chce przyjść tam, gdzie Go wciąż nie chcą przyjąć.

s. Agnieszka B.

I Niedziela Adwentu 

I Niedziela Adwentu

Będą znaki…”

(Łk 21, 25-28.34-36)

W całym swoim nauczaniu Jezus kilkakrotnie zwraca uwagę na potrzebę odczytywania znaków. Oznacza to, że jest to ważna umiejętność i warto podjąć starania, aby ją posiąść. Problem jednak w tym, że my lubimy wypatrywać znaki i zwykle na tym kończymy, nie podejmując trudu ich rozeznawania. Czas, jaki obecnie przeżywamy, zdaje się być nabrzmiały wielorakimi znakami. Dlatego tym bardziej trzeba nam dzisiaj wsłuchać się w wyjaśnienia Pana, aby przyjąć właściwą postawę. A co Jezus mówi o znakach?… Mówi jasno, że będą zwiastowały Jego przyjście i nasze odkupienie; że trzeba nam podnieść głowę i nabrać ducha, bo …. na przyjście Zbawiciela oczekuje się z radością! W dzisiejszym Słowie jest jednak ważne ostrzeżenie i wezwanie do czuwania w gotowości, aby nie przegapić i nie zmarnować czasu, przeznaczonego na przygotowanie się do stanięcia przed Panem. To tak, jak dzwonki w teatrze: powtarzają się w określonych odstępach czasu, aby, gdy kurtyna zostanie podniesiona, wszyscy byli gotowi.

s. Agnieszka B.

Słowo z Pustelni 01.11.2021 r.

„Błogosławieni…” 

Błogosławiony ubogi w duchu, to ten, który za życia zdecydował, że jego największym bogactwem jest Sam Bóg. 

Kiedy przyjdą powody do smutku, 
umie odnaleźć pociechę w Nim Samym. 
Kiedy będzie wybierać między mieć, a być, wybierze każdą formę cichości, bo woli być, choćby za cenę jakby nieistnienia na scenie świata. Dlatego Jezus da Mu więcej, niż mieli głośni. 
Wybór Boga, wystawi go w tym świecie na wiele łaknień i nie spełnionych pragnień, wystawi  na potoki łez, ale gdy poczeka, jego los odmieni Sam Stwórca. Cierpliwość oczyści jego serce, więc widzieć będzie dalej i głębiej, aż do widzenia Boga. 
Bóg uczyni go Swoim rozlaniem pokoju, wszędzie gdzie się pojawi i czego dotknie, jednych namaści to Bożą Obecnością, a drugich rozdrażni tak, że będą go prześladować. Bo nie będą chcieli uznać, że sami pozbawiają się szczęścia. Błogosławiony, to ten, kto w niczym i z niczym nie wiąże już swego szczęścia. Nauczył się być szczęśliwy, wciskając swoją mała stopę, w Święte ślady stóp Swego Boga. Rozumie, że z miłości dla Niego, przeszedł drogę wszystkiego co po ludzku przeklęte i zamienił ją na Błogosławieństwa.
S. Teresa M.

XXXI NIEDZIELA ZWYKŁA

„Jeden z uczonych w Piśmie podszedł do Jezusa i zapytał Go: «Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?»”

To pytanie uczonego w Piśmie często stawiam sobie i ja.
„Panie, co mam uczynić, żeby się Tobie podobać? Które Twoje przykazania, nakazy są najważniejsze? O czym powinnam pamiętać w relacji z Tobą? Co zrobić, żeby być dobrą siostrą? 
Może częściej odmawiać różaniec?
 A może więcej czasu spędzać na medytacji Słowa?
Podjąć jakieś dodatkowe umartwienie? Zrezygnować z jakiejś przyjemności?
Być bardziej dla innych?
Ćwiczyć się w pokorze?
Jakich całopaleń i ofiar jeszcze ode mnie żądasz?”
No właśnie…wpadam często w pułapkę myślenia, że mogę coś Bogu dać od siebie, że te moje dary mają tak wielką wartość, że są w stanie przykryć moje wady, słabości i grzechy. Że Jezus patrzy na mnie przez pryzmat tych ofiar, uzależniając od ich wielkości swoją miłość i błogosławieństwo. „Słuchaj, Izraelu, i pilnie tego przestrzegaj, aby ci się dobrze powodziło…”
Dzisiejsze Słowo daje jednak inną odpowiedź na moje pytanie. Tylko ofiara Jezusa ma moc mnie zbawić, czyli uwolnić od grzechu, na wieki. Dlaczego? Bo Jezus ofiarował się z miłości, raz na zawsze. Miłość jest wartością niezbywalną, nieprzemijającą, dającą życie. I tylko takiego daru chce Bóg ode mnie: miłości. Wszystko inne, jeśli jest pozbawione miłości, jeśli nie ma w niej początku – jest bez wartości…
Więc chcę powtarzać za psalmistą: „Miłuję Cię, Panie, Mocy moja, Panie, Opoko moja i Twierdzo, mój Wybawicielu!”
s. Ewa C.