XXX NIEDZIELA ZWYKŁA

Dzisiejsza Ewangelia zaprasza nas do podróży wraz z Jezusem, do przejścia drogi, podczas której
wydarzy się coś niezwykłego. Jezus wychodzi z Jerycha – miasta położonego w depresji, już ten fakt
przemawia do nas i opisuje sytuację bohatera dzisiejszej Ewangelii, ponadto dowiadujemy się, że on
nie posiada własnej tożsamości – nazwany jest synem Tymeusza. Patrzmy dalej na Bartymeusza –
siedzi przy drodze, na której dzieje się życie, jemu zaś ucieka ono między palcami. Dodatkowo
pozbawiony jest wzroku i środków do utrzymania. Zastanówmy się jak on może się czuć, co przeżywa.
Może i ja znajduje się nieraz w takim stanie? Może mam wrażenie że życie przechodzi obok mnie?
Jest jednak nadzieja – Jezus, który nie tylko nie nastaje na Bartymeusza, ale zauważa go i wzywa do
siebie. I tu wszystko się zmienia, Bartymeusz zostaje uzdrowiony przez Jezusa. Zmienia się cała jego
sytuacja, wszystko co było do tej pory brakiem zostaje wypełnione. Miłość Chrystusa rozlewa się w
jego wnętrzu, przenika jego ciało i umysł. Zaczyna żyć.
Prośmy dziś Jezusa, aby wszedł w moją rzeczywistość i ją przemienił, by wypełnił ją życiem w obfitości
i dotykał mojego serca.

s. Izabela P.

XXVII NIEDZIELA ZWYKŁA

XXVII Niedziela Zwykła 

Od początku tak nie było.” (Mk 10, 2-12)

W rozmowie z faryzeuszami Jezus odwołuje się do „początku”, czyli do prawa ustanowionego przez Boga wraz ze stworzeniem świata. To prawo miało chronić szczęście człowieka, czuwać nad właściwą jego relacją z Bogiem, samym sobą, drugim człowiekiem i światem. Bóg zaplanował wszystko w taki sposób, aby człowiek był w pełni szczęśliwy. Ale człowiek postawił na swoim, bo wydawało mu się, że wie lepiej, i wszystko zepsuł.

Żydom również wydawało się, że wiedzą lepiej i wymusili na Mojżeszu prawo do listu rozwodowego. I nam często wydaje się, że wiemy lepiej i dajemy sobie prawo do grzechu, a potem, gdy wszystko się sypie, mamy pretensje, dlaczego Bóg nic z tym nie robi…. Jezus cierpliwie wyjaśniał faryzeuszom Boży zamysł, ale z pewnością serce Mu krwawiło z powodu ich zatwardziałości. I teraz też Boże Serce krwawi, gdy napotyka na pychę i upór współczesnego człowieka… Czy stać nas na pocieszenie Bożego Serca uległością wobec Jego zamysłów?… Z pewnością wiele zyskalibyśmy na tym.

s. Agnieszka B.

XXVI NIEDZIELA ZWYKŁA

Rozważanie do Ewangelii z XXVI Niedzieli Zwykłej, 26.09.2021 r.

 

Mk 9, 28-48

„Lecz Jezus odrzekł: (…) Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami”

 

Uczniowie Jezusa. Zapatrzeni w Mistrza, zafascynowani Jego Osobą, zasłuchani w Jego Słowo. A jednak tak często jeszcze bardziej zapatrzeni w siebie, w swoją pozycję, w swoje znaczenie, w swoją wyjątkowość wynikającą z faktu bycia uczniem Jezusa. Czyż także i teraz, w naszych czasach, nie jest podobnie? Czy nie zdarza się, że my – uczniowie Jezusa – patrzymy zazdrosnym okiem na inną wspólnotę w Kościele? Czy nie zdarza się nam rywalizować, porównywać, wykluczać – także w łonie Kościoła? Dlaczego zapominamy o tym, że kto jest Chrystusem, ten gra w jednej drużynie, bez względu na to, do jakiej wspólnoty należy. Gramy do jednej bramki, mimo że mamy przecież różne role do odegrania. Jakże wymowniejsze i pełniejsze byłoby nasze świadectwo, gdyby więcej było w nas jedności, a mniej zazdrości, rywalizacji, porównywania, konkurowania.

 

„Kto Wam poda kubek wody do picia dlatego, że należycie do Chrystusa, zaprawdę, powiadam Wam, nie utraci swojej nagrody”

 

A jednak – Jezus potwierdza, że my – uczniowie Jezusa – jesteśmy wyjątkowi. Tylko jesteśmy wyjątkowi ze względu na Chrystusa. Jakże często jako siostra zakonna doświadczam ogromnej miłości od ludzi tylko dlatego, że jestem siostrą – że należę do Chrystusa. Nie chodzi personalnie o mnie. Chodzi o Chrystusa. Także ze względu na Chrystusa doświadczam nieraz ludzkiej pogardy i odrzucenia – lecz znowu – nie personalnie, lecz dlatego, że należę do Chrystusa. Wtedy jestem szczęśliwa, że Pan uznał mnie za godną cierpienia dla Jego Imienia. Uczniowie Jezusa – nie zapominajmy, że ludzkie reakcje na nas są często ze względu na to, że należymy do Chrystusa.

 

„Jeśli twoje oko jest dla Ciebie powodem do grzechu, wyłup je, lepiej jest dla Ciebie jednookim wejść do Królestwa Bożego niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła”

Mocne. Radykalne. Konkretne. Z grzechem nie ma dyskusji. Uczniowie Jezusa słyszą na koniec bardzo mocne słowa Jezusa. Albo – albo. Jeśli szczerze chcesz być uczniem Jezusa i być blisko Niego w Królestwie Niebieskim, to należy podejmować mocne, radykalne, konkretne decyzje. Jeśli coś mnie oddala od mojego Pana – należy to usunąć. Z grzechem nie ma kompromisów. Zachowajmy ostrość i przejrzystość sumienia, uczniowie Jezusa.

s. Magda

XXV NIEDZIELA ZWYKŁA

Boże dziecięctwo. Jezus jak zawsze jest blisko swoich uczniów. Jest blisko człowieka. Zawierza im Boże plany. Że nadejdzie czas kiedy będzie niezrozumiany… wydany w ręce ludzi, zabity… Jakże to były trudne słowa dla uczniów. Bali się Go zapytać o wyjaśnienie. Ale szybko przeszli do innych rozmów. Nie przejęli się zbytnio słowami Jezusa. Dla nich ważne było kto jest największy. Ważna była ludzka doczesność. Ludzka wartość. A nie Boża logika pokory. I Jezus po raz kolejny zaskakuje. Odwraca do góry nogami ich myślenie. Zaprasza by stać się jak dziecko. By być sługą. By być ostatnim.
Droga Jezusa, pełna zawierzenia, pokory, oddania, zatroskania o Niebo jest przeciwieństwem drogi, którą chcą kroczyć uczniowie. Jeszcze do końca nie doświadczyli Jej piękna, Jej bogactwa, Jej wartości. Ważne by zdobywać sukces ale nie ten Boży.
Dzisiejsza lekcja z Ewangelii jest zaproszeniem by wejść na drogę Jezusa. By zostawić zaszczyty a zapragnąć Bożego prowadzenia ku świętości, ku Niebu.
Niech modlitwa przy Tabernakulum w ciszy, wyjedna nam tę łaskę Bożego Dziecięctwo, Bożego zaufania. A wtedy staniemy się najwięksi w oczach Najwyższego. Amen.

s. Magdalena B.

21 NIEDZIELA ZWYKŁA

Jesteśmy w VI rozdziale Ewangelii wg. świętego Jana, za nami spotkanie z Jezusem, który rozmnaża chleb i chodzi po wodzie. Gdy staje po drugiej stronie jeziora i rozmawia z przybyłym tłumem, na pytanie o to jaki jeszcze znak uczyni, by uwierzyli w Niego, wygłasza mowę Eucharystyczną. Opowiada o największym cudzie jakiego dokona: przez ręce kapłanów pozostanie z ludźmi do końca świata. Zebrani jednak nie rozumieją Jego słów, mówią: „trudna jest ta mowa” i odchodzą…

W obecnych czasach, my również często wypowiadamy te słowa. Trudno jest żyć według Ewangelii dziś. Mimo, że jesteśmy blisko Jezusa, słuchamy Jego słów i przyjmujemy Jego Ciało, pewnie nie raz wychodzimy z Eucharystii z poczuciem,  że nie damy rady, że świat, który jest wokół skutecznie zniechęca nas do tego, by za Nim kroczyć. Przyjrzyjmy się jednak odpowiedzi Piotra: „Panie, do kogo pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego” i w nich szukajmy sensu. Może warto dziś zastanowić się, czy ja mimo swej kruchości i słabości mogę powiedzieć, że Słowa Jezusa dają mi pokrzepienie? Wróćmy może na moment do początku Ewangelii Jana, spójrzmy na prolog, usłyszmy kolejny raz słowa: „Przed wszystkim było słowo, wszystko przez nie się stało, w nim było życie…” to Jezus – Słowo daje życie i nadaje mu sens, nie bójmy się Jego wymagań i uczmy się od Niego żyć Słowem, które pochodzi z ust Boga.

19 NIEDZIELA ZWYKŁA

Komentarz do Ewangelii wg św. Jana 6, 41-51

Dzisiejsze Słowo, zwłaszcza jego ostatnie cztery wersy, w sposób niezwykle zwięzły odsłania Szaleństwo Boga, Szaleństwo Jego Bezmiernej Miłości, Która w określonym punkcie historii świata, oblekła się w ciało – stając się pełnym człowiekiem. Ten człowiek, Jezus z Nazaretu, Sam musiał przejść daleką drogę odkrywania tego, Kim w istocie Jest, by móc pod koniec swego ziemskiego życia, niemal w przededniu swej Męki i okrutnej śmierci wypowiedzieć te trzy ważne zdania: „Ja jestem chlebem życia”, „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba”, i wreszcie: „Chlebem, który Ja dam, jest moje Ciało, wydane za życie świata”.

Trzy ważne zdania – niczym pomost przerzucony nad otchłanią świata – abym nie ustała w drodze, przemierzając meandry życia, abym, spożywając ten Chleb, stawała się kimś żywym, to znaczy kimś, kto żyje i kocha – na podobieństwo Tego, Który Jest Życiem i Miłością, a wreszcie, abym sama powoli przemieniała się w kawałek chleba dla wszystkich głodnych i spragnionych – na jakikolwiek sposób. A to nie może nie boleć.

s.A.Z.

16 NIEDZIELA ZWYKŁA

Mk 6,30 – 34

Czas odpoczynku – harmonia

Nasze życie jest tak ułożone, aby człowiek mógł poświęcać czas na wszystko: na modlitwę, na pracę i na odpoczynek. Dzisiejsza Ewangelia nam przypomina zwłaszcza o odpoczynku. „Pójdźcie wy sami osobno na pustkowie i odpocznijcie nieco”.

Po trudach wypełnionej misji Apostołów, Jezus zaprasza ich na odpoczynek. Jeśli Jezus mówi o tym w Ewangelii, to znaczy, że jest to bardzo ważne. Często zatracamy się w nieustannej aktywności myśląc, że to jest najlepsza droga do osiągnięcia sukcesu. Na pewno dzięki naszej pracy, poświęceniu, sukcesy będą …i one są ważne. Ale nie możemy żyć tylko pracą, misją do wypełnienia, osiągnięciami… wyeksploatujemy się. Czy o to chodzi Jezusowi? Już św. Benedykt w świętej regule napisał: módl się i pracuj. Rozważając dzisiejszą Ewangelię, możemy dodać: módl się, pracuj i odpoczywaj. Warto tutaj głębiej zatrzymać się nad tymi słowami.

Bez modlitwy czy bez dążenia do tego, żeby we wszystkim Bóg był uwielbiony, życie, jak to Jan Paweł II mówił, jest nijakie. Jak się modlisz i masz pracę – nie daj się jej pochłonąć – znajdź czas na odpoczynek.

Modlitwa – czas dla Boga, czas dla duszy… pielęgnowanie niezwykłej relacji z Dobrym Ojcem.

Praca – czas na możliwość rozwoju, dzielenia się talentem, osiąganie pięknych owoców naszych wysiłków.

Odpoczynek – czas relaksu, oderwania się od codziennych spraw i zostawienie na boku wszystkiego co nas pochłania.

Jakże ważne jest, aby wśród tych trzech wymiarów w naszym życiu panowała harmonia. Być blisko Jezusa to sprawić, aby w Jego obecności wszystko było na swoim miejscu. Boży człowiek – to oaza pokoju. Można to osiągnąć dbając o swoje życie wewnętrzne – Bóg na pierwszym miejscu, a następnie o życie zewnętrzne: o pracę – wykonując ją rzetelnie i z dokładnością, i o odpoczynek – czas zatrzymania się i regeneracji. 

Dzisiaj Jezus zaprasza nas, abyśmy zweryfikowali naszą postawę, nasze działania: co jest dla nas ważne, co najważniejsze? Jaką mamy hierarchie wartości? Czy w naszym życiu jest harmonia?

Stanę przed Jezusem, zaproszę Go do mojego życia i poproszę o łaskę, abym umiejętnie gospodarowała swoim czasem i przy tym stawała się oazą pokoju, Bożym człowiekiem.

s. Magdalena B.

15 NIEDZIELA ZWYKŁA

Mk 6, 7-13 Rozesłanie Dwunastu

Każdy z nas jest powołanym i posłanym… Powołanym do życia i świętości, posłanym do miłości…

Na tej drodze jedynym i najpewniejszym zapewnieniem jest ufność złożona w Tym, który posyła i  siła wiary, w którą wyposaża nas na drogę Posyłający.

Jeszcze jedno. Trzeba iść w wolności. Głosić życiem bez przymusu i „spiny”. To nie od nas zależy efektywność głoszenia…

Iść, głosić, iść dalej, nie mieć żalu, pozostawiać wolność, wierzyć… kochać…

s. Zofia

14 NIEDZIELA ZWYKŁA

Komentarz do Ewangelii na 14 Niedzielę Zwykłą

Mk 6,1-6

Jezus został posłany na świat, aby objawić nam Miłość Ojca. Nie oszczędzał swych nóg, by wędrować zarówno przez Palestynę, jak i przez pogańskie wsie i miasta, głosząc Dobrą Nowinę o Królestwie Bożym.

Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam, jak Jezus wraz z uczniami zawędrował do swego rodzinnego miasta. Wrócił do domu, nauczał w synagodze, a wielu słuchając Go było zdziwionych Jego mądrością i dokonywanymi przez Niego cudami. 

Jezus mieszkał wśród nich przez 30 lat, znali Go jako syna cieśli, prostego i skromnego człowieka. A tu nagle wraca i naucza. A jego bliscy z wioski pytają powątpiewając: „skąd to u Niego?”

Dzisiaj otrzymujemy lekcję w jaki sposób dawać świadectwo wiary. Gdy wędrujemy po świecie, łatwiej nam głosić, świadczyć o Jezusie. Nikt tam nas tak do głębi nie zna. Słuchający rzeczywiście skupiają się na Słowie, które wypowiadamy. 

Jednakże gdy wracamy do naszego rodzinnego domu, w którym wielu zna nas od wczesnego dzieciństwa, to często trudno jest im skupić uwagę na darze Słowa. Skupiają się na tym kim byliśmy, a nie do czego zostaliśmy posłani. Dlatego najtrudniej jest głosić Dobrą Nowinę swoim najbliższym.  

Ludzie przyzwyczaili się do Jezusa. Cóż On mógł im dać? Pisze o tym w swoim komentarzu ks. Krzysztof Wons SDS: „Postawa ziomków, którzy przywykli do Jezusa, przestrzega mnie przed skutkami złych przyzwyczajeń. Przyzwyczajenie zabija gorliwość, spłyca relacje z Jezusem i wówczas nie może On dokonać we mnie żadnej przemiany”. (źródło: www.niezbednik.niedziela.pl)

Umieć spojrzeć dalej, poza rutynę i przyzwyczajenie. Wyjść z mechanicznych schematów, które nie pozwalają na głębsze doświadczenie Boga w naszym życiu. Odkryć na nowo modlitwę serca, przylgnąć do Jezusa codziennie na nowo, codziennie zanurzać się w Jego nieustannej miłości do nas. Jezus nas dzisiaj do tego zaprasza.

s. Małgorzata B.