Wpisy

Słowo z Pustelni – 29.02.2020 r.

Trzeba to poczuć,co czuł przeciętny człowiek żyjący w tym czasie w Palestynie, na widok każdego celnika.

Więc wyobraź sobie, że masz czwórkę dzieci, małe pole, dwie kozy i klepiesz biedę. Na drodze musisz skonfrontować się z celnikiem,o którym wiesz,że jest nieuczciwy,bo kolaboruje z Twoim okupantem.
I jest tak , że on nakłada podatek na wszystko co masz! W kwocie,która jest przesadnie zawyżona, jednym słowem jesteś ofiarą systemu, który Cię poniża, upokarza i bezwzględnie uciska.W czasach Jezusa, celnicy opodatkowali wszystko! Jeśli chciał, długi także wysoko oprocentowywał.Jednym słowem,wiesz, że ten typ zabiera chleb Twoim dzieciom.
Nie było uczciwych celników.Mateusz też do wyjątków nie należał.I wyobraź sobie, że Ten Jezus, którego kochasz, któremu ufasz, idzie w gościnę do Twojego celnika!Sic!
Czy już coś czujesz? 
Jeśli jesteś prawdziwy, to czujesz złość, sprzeciw, bunt, gniew, może czujesz ból i nawet zawód Osobą Jezusa. I pytasz się siebie: Boże!? No,ale jak!? Do Niego? 
Jezus tak właśnie zrobił! I  proponuję, nie czytaj tej perykopy w formie mocno ugrzecznionej. Inaczej nie poznasz wszystkich mętów swego serca! Inaczej nie uchwycisz tych skłonności i odruchów, które wszyscy mamy! Nie zobaczysz, jak przygryzasz możesz wargi z wściekłości, nie zobaczysz, jak potrafisz rzucić pogardą w jednym swoim spojrzeniu na kogoś, kto tak Cię krzywdzi! A może bardziej?
A Jezus…spojrzał na Mateusza ….z MIŁOŚCIĄ!
Aby to zrozumieć, trzeba nauczyć się bardzo trudnej umiejętności. Odróżniania czynu od osoby. Odnoszenia się do konkretnego czynu, czy postawy, ale poszanowania osoby! My zwykle tego nie kontrolujemy! Nam się to wszystko często zupełnie nie wytrąca, lecz przeciwnie scala w jedno i zaczynamy wymierzać słuszną sprawiedliwość.Jesteśmy mistrzami w okazywaniu pozawerbalnej dezaprobaty!
A nawet jeśli staramy się być kulturalni i chcemy standardowo zmieścić się w swojej źle pojętej doskonałości, po prostu nie widzimy, jak epatujemy chłodem i dystansem.
Ból ściska nam nie jeden mięsień mimiczny i w najlepszym wydaniu przybieramy formę „dozownika”! Tylko nie dozownika na mydło,a dozownika na miłość! Tyle i nie więcej! Odtąd i dotąd! I nie wiedzieć kiedy, stajemy się w tym odruchu dozowania ludziom miłości,akceptacji, szacunku, po prostu już szafą chłodniczą! Drugi człowiek,acz zepsuty może swoimi czynami, nie ma jak przy nas nawet zatęsknić za odmianą swej osoby, swego życia.Nie! Bo więzimy go w naszej chłodnej dezaprobacie!
A Jezus? On jest Słońcem Miłości Ojca, który Wschodzi ciepłem nad wszystkimi!
Jeśli tej trudnej lekcji nie przerobimy na ziemi z Jezusem, niestety nie wejdziemy do Domu Ojca.
Miłość jest ciasną bramą, ale jedyną, bo i Miłością i Bramą jest On Sam. 
W.Post jest szczególnym czasem kontemplowania szalonej Miłości Boga do nas! Więc, jeśli ten czas nie nauczy nas bardziej kochać drugiego człowieka, nie nauczy nas prawdy o tym jak potrafimy być podli bez łaski Bożej, będzie czasem straconym.Jaki post jest miły Bogu?
ROZERWAĆ KAJDANY ZŁA.
Czyż tymi kajdanami nie jest nasza ciasna i mała „miarka ” miłości, spinająca nasz mózg do tego co tylko mieści się w naszym rozumieniu, i spinająca nasze serca, tak, że stają się karzełkami, zafiksowanymi w życiu duchowym?
Obyśmy chociaż w tym W.Poście nikomu NIE DALI ODCZUĆ, że nie zasługuje sobie na naszą sympatię,miłość,czy przebaczenie. Obyśmy choć trochę KOCHALI WIĘCEJ!

I zobacz, jak  OKAZANA Miłość odmienia serce!Lewi może pierwszy raz doświadczył, jak to jest być kochanym PO MIMO SWEJ NIKCZEMNOŚCI!

Niech nam Jezus zrobi duży bałagan! Niech nam zburzy naszą  zachowawczość w miłowaniu, zwłaszcza wobec tych, którzy nas pocharatali.
Będę się gorąco modlić, abyśmy w tegorocznym W.Poście zapłonęli od Świętych Ran Jezusa!
Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami!
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 24.02.2020 r.

 Święty Jakub w pierwszym czytaniu, pisze dziś o łagodności, która właściwa jest prawdziwej mądrości.

Nie ważne, że świat i ludzie łagodność pozbawili sensu, a więc, raczej kojarzą ją z naiwnością, wyprutą nie tylko z mądrości, ale i często z roztropności.
Łagodny człowiek w dzisiejszym świecie to człowiek słaby, nie przebojowy,nie elokwentny, lub całkiem ciamajda życiowa! Ktoś z kim nie wiąże się nadziei.
Tymczasem, łagodność, która najbardziej chyba cechuje Osobę Boga i Jego relacje do nas jako grzeszników, po prostu nas ocala! Wnosi pokój i wprowadza harmonię, aby to co wybujałe, uciszyło się i nie pogrążało w bezpłodnych rozterkach ani nas, ani tych, którzy z nami żyją.
Co znaczy być łagodnym?
Nie chodzi teraz o katechizmową, czy teologiczną wykładnię.To pytanie raczej oto, w czym ja i Ty możemy okazywać się jeszcze bardziej łagodni? Bywa, że brakuje nam łagodności do samych siebie, bywa, że w stosunku do osób z którymi żyjemy na co dzień.Choć to bardzo ze sobą powiązane. Bywa, że nasz sposób bycia, myślenia i działania doprasza się o ZŁAGODNIENIE.
Gwałtowność,- nie ta która zdobywa Królestwo, lecz ta, która jakby nami rządzi i zwykle jej żałujemy,  pochodzi z braku przemiany naszego serca i nie rzadko bywa mało subtelnym przejawem po prostu zadufania w sobie i pychy.Zdradza jakąś niespójność i duchowy bałagan.Na przykład : przemawia tonem niezwykle słodkim i subtelnym, ale jak idzie i zamknie drzwi, to jak poirytowany oficer na wojnie. 
Albo stara się wszędzie wszystkim przyznać rację, uchodzi za osobę niekonfliktową, ale zabije Cię wzrokiem, lub zagłuszy Cię swoim śmiechem.
Przypadek opętanego chłopca z Ewangelii przez ducha głuchego i niemego, jest szczególny, właśnie przez gwałtowność w przejawach i oporność na egzorcyzmy Apostołów.I gdy nam wydaje się, że to co głuche i nieme w zasadzie jest nieszkodliwe,to w przypadku z demonami,okazuje się dokładnie odwrotnie! Im demon bardziej zakamuflowany,tym gorszy!
Człowiek w swej naturze ma wiele możliwości ekspresji, jesteśmy różni i nie zawsze nasze gwałtowne i nie nawrócone serce obnaży się w gwałtownej reakcji.Trudno jednak nie zauważyć, że bardzo często ludzie, którzy tłumią w sobie gniew, brak przebaczenia, urazę, którzy cokolwiek,ale po prostu tłumią,maskują, w życiu okazują się zwyczajnie skrajni. I jak to było z chłopcem, tak bywa i z nimi: raz rzucają się w ogień,to znów w wodę. Ale zawsze budząc skrajne odczucia także w tych, którzy są na nich jakby skazani, na ich skrajne stany emocjonalne, czy nawet skrajne decyzje,których są ofiarami.
To nie jest oczywiście wyznacznikiem o ich rzekomym byciu opętanymi, ale na pewno wyznacznikiem ich duchowej kondycji, że coś domaga się konfrontacji z Jezusem.
Gwałtowne skrajności nie pochodzą od Ducha Bożego.Nie umie on też być łagodnym! Może łagodność małpować tylko przez krótki czas, jednak prędzej czy później, zacznie się rzucać i miotać.
I to powinno nam pomóc w codziennym, duchowym rozeznawaniu. Znacie takie powiedzenie: ” co nagle, to po diable!” A także: ” Boże młyny, mielą powoli!”
I na ogół tak bywa. 
Jest także napisane, że Jezus  ” surowo rozkazał ” demonowi, aby wyszedł z chłopca i więcej razy nie powracał. Surowo! To daje jeszcze jedno proste i jasne światło, że całą naszą gwałtowność mamy przekuwać na bardzo zdecydowany opór wobec Złego! Z nim akurat nie mamy dyskutować, ani przejawiać wobec niego łagodności.Czy możemy sami stawić jemu opór? No nie. Nawet nie wskazane, bo polegniemy na pierwszej prostej.My mamy być silni nawet nie naszą modlitwą i nie naszym postem, ale groźni i niebezpieczni Świętym Imieniem Jezus!
A co ze słowami Jezusa: ” ten rodzaj można wyrzucić tylko modlitwą i postem”?
Przyznajmy, że obie formy: modlitwa i post ,są niezwykle ŁAGODNYMI formami walki nas jako ludzi w działaniu, a jednak, okazują się w zjednoczeniu z Jezusem niezwykle skutecznymi, żeby nie powiedzieć najskuteczniejszymi.
I modlitwa i post odzierają nas duchowo i cieleśnie ze złudzeń, że własnymi siłami cokolwiek możemy. I oto chodzi! Żebyśmy do walki z największym naszym wrogiem stawali osłabieni, a jednak wzmocnieni! I modlitwa i post oswajają nas z mocą Boga i pomagają wyrabiać nawyk polegania wyłącznie na Nim, a nie na sobie.Tak, jak Jezus, który zawsze polegał na Mocy Swego Ojca.
Jezu Najłagodniejszy,  zmiłuj się nad nami!Amen.
s. Teresa M.

VII Niedziela Zwykła

Mt 5,38-48
Jezus wzywa nas do dążenia do doskonałości. Nie można tego osiągnąć o własnych siłach.
Miłość nieprzyjaciół jest sercem chrześcijaństwa. Te słowa są rewolucyjne. One mogą nawet gorszyć! One wzywają Każdego z nas do nawrócenia! 
Może ktoś się oburzy i powie: jak to, ja mam się nawracać? Przecież chodzę do kościoła, modle się… A jednak to nie stanowi.o byciu chrześcijaninem. 
Kochaj Boga z całego serca; przebacz każdemu; kochaj nieprzyjaciół – to jest tożsamość chrześcijanina.
Człowiek, choćby sam się bardzo wysilał, nie potrafi sam z siebie kochać wroga, zdrajcy, nieprzyjaciela… Kiedy mężczyzna kocha kobietę lub matka kocha swoje dziecko, nie jest to niczym nadzwyczajnym – jest to miłość naturalna. Do miłowania nieprzyjaciół nie wystarczą uczucia, silna wola czy dobre wychowanie! To przekracza nasze możliwości.
Do miłowania nieprzyjaciela może nas natchnąć tylko Duch Święty. To jest Jego dzieło, które przekształca w nas człowieka nowego, podobnego do Chrystusa i czyni to za darmo, nie w nagrodę za jakieś nasze zasługi. 
s. Marta J.

DZIEŃ REFLEKSJI, MODLITWY I WSPÓLNYCH POSZUKIWAŃ 

ŹRÓDŁO, CZYLI TAJEMNICA POCZĄTKU DROGI

Szukasz, pytasz o drogę i nie znajdujesz odpowiedzi? Być może czasami warto podarować sobie odrobinę pustyni, spotkać się z tymi, którzy zadają podobne pytania i razem poszukać odpowiedzi.

Siostry Franciszkanki Rodziny Maryi zapraszają dziewczęta w wieku 12 – 16 lat na DZIEŃ REFLEKSJI, MODLITWY I WSPÓLNYCH POSZUKIWAŃ  15 lutego 2020 r. (od 9:00 – 15:00),

do naszego domu w Krakowie, ul. Parkowa 11 B.

W programie:                                                    

  • konferencja
  • bibliodrama
  • obiad
  • adoracja Najświętszego Sakramentu

(możliwość spowiedzi i rozmowy z

księdzem lub siostrą)

  • Eucharystia
  • Koronka do Bożego Miłosierdzia

 

Nie zapomnijcie zabrać ze sobą:

  • Pisma Świętego
  • Różańca
  • notesu
  • pantofli
  • a nade wszystko szeroko otwartego serca 🙂

ZGŁOSZENIA s. Agnieszka – 601 784 308; s. Dorota – 697 590 006

 

 

Słowo z Pustelni – 15.02.2020 r.

Ile masz? I ile chcesz dać?

Bo w dzisiejszej perykopie uczniowie dopatrzyli się zaledwie siedmiu chlebów na tysiące ludzi! A ludzie wykazali się taką determinacją w zasłuchaniu w słowa Jezusa, że trwali przy nim trzy dni bez zapasów pożywienia! Nikt z tego tłumu nie wyraził prośby o chleb,tym bardziej o rybę.Nikt nie narzekał ,że jest już zmęczony, że gorąco, że ścierpł, że jest głodny! Że Jezus może się rozgadał! Wyczuwa się w opisie trwanie przy Nim, pełne pasji i kompletnego zapomnienia o sobie. Zdumiewający jest już sam ten fakt! A Jezus, który miałby pełne prawo,czuć się pierwszy zmęczony,- jako mówca, myślą i troską obejmuje najpierw tłum swoich słuchaczy! Uruchamia swoją wyobraźnię i próbuje dyskretnie wychować nieco wyobraźnię uczniów.Ma ich obchodzić, tak samo jak Jezusa, że lud jest głodny, a do domów mają daleko! Ma nie być im to obojętne!
My często wolimy nie uruchamiać wyobraźni, aby konsekwentnie, nie obarczać się na rzecz drugiego, a bywa, że może nie chcemy uszczuplać  też swego portfela.
 A co z tymi, którzy portfeli nie mają? Bogaci są jeszcze w: czas, umiejętność słuchania,w czuły dotyk, w dobre i  mądre słowo,w dar modlitwy.
 Troska o drugiego człowieka, może być jednorazowa,-i taka jest zwykle dużo prostsza w„obsłudze”, lub długoterminowa, i jako taka powinna być przemyślana i mądra.Jezus był niezawodny w każdej z tych form troski o człowieka.
Ujmuje mnie zawsze sposób działania Jezusa, cichy, dyskretny, bez tego całego „szoł ” w około własnej osoby! Rozmnaża siedem chlebków i karmi tysiące, w sposób cichego przyrostu, w miarę jego rozdawania! Jakie to jest uroczo ciche! Bez selfi w akcji! A teraz zestawiam sobie Jezusa z Jego słowami „gdy dajesz jałmużnę , nie trąb…”! I rzeczywiście,- nic z 
„trąbienia”…Jakże ujmujące jest to, że Jezus nigdy nie manipuluje ani wolą jednostki ani tłumami! Jeśli wyświadcza miłość, troskę, jeśli daje cokolwiek, to tylko dlatego, że kocha i że wie, że ten konkretny dar ma nam pomóc, a może i służyć innym.Nigdy nie daje niczego, by żebrać o czyjąś uwagę, aby sobie kogokolwiek czymś kupić, zaskarbić czyjeś uznanie, sympatię, poparcie, czy nazbierać followersów, czy w ogóle cokolwiek ugrać! Jeroboam za to z dzisiejszego pierwszego czytania, ugrał wszystko, od początku do końca, i w ten oto sposób stał się pod każdym względem bankrutem! Cała podstępna walka o władzę i wszystko co się z nią wiąże, obróciła się przeciwko niemu.
Ujmuje też serce, że kiedy trwamy przy Bogu, także z czystej chęci u wyboru, z miłości, z zachwytu, On nas nigdy nie pozostawi samym sobie. Ośmielę się stwierdzić, że chyba nie jedna osoba już tego doświadczyła.Dając się porwać miłości, otrzymała od Jezusa miłość nieskończenie większą! Jezus okazał Jej troskę także i oto, o co wcale nie prosiła, czego w najcichszych marzeniach nawet nie oczekiwała.Doświadczenie na co dzień, czym jest Jego Boska Opatrzność, uczy i wychowuje,aby naprawdę nie dać się sprowokować do zbytnich trosk w żadnej sprawie.
Myśli mi się jeszcze, że te opisy rozmnożeń chleba i ryb, są tylko bladym przedsmakiem hojności i gościnności Boga względem każdego, kto po trudach ziemskiej pielgrzymki trafi do Domu Ojca. 
Czy Ten, który zatroszczył się o tak wiele, nie wykaże się wyobraźnią, aby przyjąć duszę w Niebie po tym łez padole?
Na pewno! Dajmy tylko Jemu i sobie samym szansę! Codziennie dajmy Mu to co mamy, bez wymyślania! Tylko siedem chlebków i kilka rybek. W Jego dłoniach nasze marne nic, zamieni się w coś,co na pewno będzie bezcenne,a może też nakarmi tłumy, których my być świadomi teraz wcale nie musimy.  
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 10.02.2020r.

 ” A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie.”

Najwdzięczniej leczy się pacjenta, który nie tylko ma już świadomość choroby, ale chce powrotu do zdrowia i współpracuje z lekarzem. Słucha jego porad i zażywa leki, lub prowadzi tryb życia, który ma mu pomóc w poprawie kondycji. Z tego co mi wiadomo, najbardziej irytujący jest pacjent, który mówi lekarzowi, co ma robić.Niby wszystko to wiemy…

Lekarza  Najlepszego  jaki tylko może być, zwłaszcza od chorób duszy, mamy w każdym Tabernakulum, to co cierpliwie zaleca, mamy  zaś w Piśmie Świętym,a na ile poważnie traktujemy swoją duszę, to już odpowiedzialność każdego, przed którą się nie ucieknie.
Osobiście zachęcam, aby jednak uznać się za chorego!
Świadomość bycia pacjentem Samego Boga, naprawdę daje dużo pokoju i radości na co dzień! A nawet nie rzadko niezły ubaw z samego siebie i swego niedołęstwa.
 Aha – Ten Lekarz,- jako jedyny, ma dla każdego czasu bez limitów!
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni 04.02.2020r.

Po „schodach” po cud!

Tym razem słyszę o przeszkodach, które mam szanse ominąć.Są to  tzw.”przeszkadzajki” życiowe,w które bywa, że mogę się zapętlić i do jakiegoś cudu,który Bóg chce mi po prostu ofiarować, nie dojdzie! Spróbujmy pokonać je wspólnie:

1.Fakty, które uderzają w rozum i prowokują do racjonalizacji.
” Twoja córka umarła.Czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?”
Świat tak nam „pomaga” wszystko racjonalizować,że mamy ten nawyk oswojony niczym oddychanie.
Ileż razy stwierdzamy, : no w tym momencie to już nie ma sensu, albo: po co,gdy i tak to nic nie zmieni. Niby nic takiego,a jednak już na wstępie możemy nie podjąć wezwania.
2. Zniechęcanie nas.
To już jakby skutek racjonalizowania.Jeśli jednak jesteśmy ludźmi wiary,to warto zapamiętać, że będzie ono uderzało w nas przez całe życie z trzech źródeł: z nas samych, poprzez ludzi i przez Złego.
I już na tym etapie zmagania, trzeba przypominać sobie i bronić się tarczą i mieczem słów Jezusa:
” Nie bój się, tylko wierz!”
3.Samotność i oddzielenie od źródeł zgiełku.
” I nie pozwolił nikomu iść ze sobą, z wyjątkiem…”
Nie ciągnijmy uparcie ze sobą i we wszystkie swoje sprawy wszystkich, których podsunie nasza pomysłowość.Przestańmy tyle mówić o tym, co jest problemem!I nie mówię, żeby zaniechać w ogóle poruszania tego co problem obiektywnie może stanowić.Ale warto być czujnym,by nie stać się gderającym,którego narzekanie stało się już jak dwutlenek węgla! Ten zgiełk zagłusza nam serce, aby było zdolne usłyszeć szelest nadchodzącego i wkraczającego w jakiś sposób w sam środek naszej biedy Jezusa! Użalamy się, robimy dramę, komórki przegrzane od zdawania relacji innym,a co mówi Jezus?
„Dlaczego robicie zgiełk i płaczecie?….”On zaś WYRZUCIŁ wszystkich…”
Proponuje „przerzedzić ” swój tłum ludzi lub intensywność nadawania tylko w jedno ucho.
Proponuje dobrze zlokalizować źródła zgiełku,które sami robimy.
4.Wolność od opinii ludzkich.
” Lecz oni wyśmiewali się z Niego”.
Nie jest dobrze, jeśli czyjaś opinia tak mnie wiąże, że aż paraliżuje.
Nie jest dobrze, jeśli ktoś się ze mnie śmieje i mnie to zwija kłębek.
Nie jest dobrze, jeśli jakakolwiek dezaprobata ludzka wycofuje mnie.
Jezus robił swoje,a do prześmiewców miał duży dystans.I tak jest zdrowo.
Praktykuje. I powiem,że jest mi z tym naprawdę lżej.
5.Przełamać barierę wstydu przed Jezusem.
Jeśli chcesz cudu,choćby tego małego,duchowego,nie spektakularnego,wpuść Jezusa w swoje miejsce,obszar, gdzie coś wygląda na jakby martwe.Może jest upokarzajace.
Pozwól by On ujął to za konkret, ” wziął dziecko za rękę” i nie zagaduj Boga, bo On chce z mocą DZIŚ do Ciebie i do mnie w jakimś bardzo konkretnym wymiarze,obszarze wyszeptać, bez pompy na stadionach: „Talitha kum”!
6.Do cudu zawsze potrzebna jest wiara dziecka.
Masz w sobie jeszcze tę wewnętrzną dziewczynkę? Lub tego chłopca, który wierzy Bogu i ufa, że On wie co robi?
Jeśli tak,to pozostaje mi życzyć już tylko smacznego,bo po tych bojach o uzdrowienie, Jezus zwykle lubi też nakarmić ciało.” I powiedział, aby dali jej jeść”!
W sumie dziewczynka nie była świadoma ile „schodów” Jezus miał do tego cudu,ile przeszkód. Przez to przechodził za to jej ojciec, przełożony synagogi.
Może tak być, że wszystkich potrzebnych dyspozycji,o które prosimy dla innych, Bóg najpierw chce dla nas samych i to my będziemy musieli wykazać się dojrzalszą postawą wewnętrzną lub otwartymi na cuda najpierw z nami.
7.W całość wątku wplata się od tyłu kobieta, cierpiąca na krwotok.

Dla mnie jest obrazem kogoś , z kogo uchodzi życie.Krew zaś w Biblii jest synonimem życia. Życie uchodzić z nas może na dwa sposoby.Albo wykańcza nas choroba, która toczy ciało, albo też cierpimy z jakiegoś powodu wewnętrznie i to odbiera nam życiową energię.Spotkanie, które miało ,- według scenariusza kobiety, przebiegać sprawnie i niezauważalnie, bez angażowania świadomości Jezusa, On czyni na tyle ważnym, że dziś o nim możemy czytać i z niego czerpać,choć minęło już tyle wieków!

To pokazuje, jak czasami dalecy jesteśmy od Jego mentalności, w swoim sposobie przychodzenia do Jezusa, myślenia o Nim, potrafimy być bardzo odlegli od tego, co dla Niego tak naprawdę jest ważne! Jak bardzo czuły jest Nasz Jezus na wiarę, na pokorę i skromność.Jak można Go dotknąć dogłębnie i samemu odzyskać życie, nawet jeśli nam się wydaje, że przedzieramy się przez gęsty tłum, że jakby Jezus stoi do nas plecami i w dodatku sięgamy gdzieś jakiegoś frędzla, a to i tak w naszym mniemaniu dużo.Tymczasem Nasz Jezus uczynił się formą Chleba, którą mamy możliwość przyjąć, jak głodne dziecko na język codziennie, a wiarą już nie podchodzić gdzieś od pleców, ale ufnie się wtulić w Niego.I co najważniejsze,- nie musimy sobie na taką bliskość zasługiwać.No nie musimy!Nie musimy być czyści, bez zarzutu i godni Jego uwagi. Wystarczy, że bardzo tego pragniemy i , że mamy w sercu wiarę w sensowność bliskości z Nim.
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni 03.02.2020r.

Zadziwiające, jak Szatan błaga Jezusa, by go posłać choćby w świnie. Wychodzi na to, jakby potrzebował ulgi,litości,wręcz odpoczynku od tego by przebywać w samym sobie i w towarzystwie pozostałych duchów nieczystych!Już chwila pomieszkania choćby w najbardziej nieczystym zwierzęciu,wydaje się być dla niego ulgą.Z jakiegoś powodu Jezus daje mu na to swoje przyzwolenie.I to pozostaje tajemnicą,jak i inne przyzwolenia Boga na jego  popisy w dzisiejszym świecie.

Jak to się kończy w szaleńczym tempie trzody dla Legionu złych duchów, wiemy już z opisu.
Co nam to mówi? 
Może , że wszystko co stworzył Bóg z natury jest stworzone do zamieszkania w Jego jakże przyjemnych głębokościach.Jakim piekielnym zatem doświadczeniem jest jakby ” bezdomność” Lucyfera, który z własnej woli wytrącił się z mieszkania w Światłości Boga niczym olej od wody.Te refleksje każą mi być głęboko wdzięczną,że łaska uświęcająca pozwala mi być zamieszkałą przez całą Trójcę Świętą oraz, że przez łaskę Chrztu, mogę mieszkać nie jako po środku Łona Ojca w jedynym Synu! I ta łaska ZAMIESZKANIA w Bogu będzie stałym atakiem zawiści i zazdrości całego piekła.
Mam też drugą refleksję,trochę smutną,bo jest mi smutno,gdy sobie myślę,że Jezus wyświadczył całej tej krainie przysługę, przywrócił jej upragniony pokój,a jednak prosili by sobie od nich poprostu poszedł i Nasz Kochany Jezus to uszanował.Przykre to, że dwa tysiące trzody świń,w ostatecznym rozrachunku stanowiło dla nich większą stratę,niż utrata takiej Osoby, jaką jest Jezus!
Można być tak pragmatycznym,tak mocno wrytym w swoje cele, że zaczynamy je przeceniać nad Samą Obecność Jezusa!
Niech nas chroni przed taką postawą, wierność łasce bycia zamieszkanym przez Boga. 
s. Teresa M.

Święto Ofiarowania Pańskiego – Matki Bożej Gromnicznej

W święto życia konsekrowanego, po raz kolejny zatrzymujemy się nad Tajemnicą Ofiarowania Pana Jezusa w świątyni. Jakże niezwykła jest postawa Maryi i Józefa…, pełna zawierzenia i poczucia, że otrzymany Dar nie należy do nich, lecz zgodnie ze słowami Pisma: „Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu” (Łk 2,23), jest własnością Boga.

Gdy w naszym życiu Bóg jest najważniejszy, wtedy też na każdy otrzymany od Niego dar, potrafimy spojrzeć oczami Ofiaro-Dawcy. Tylko wtedy jesteśmy w stanie zrozumieć, że przyjęcie daru związane jest z ofiarą, nieustannym oddawaniem go Bogu. To właśnie wydarzyło się w życiu Maryi i Józefa w świątyni. W perspektywie dalszej trzeba stwierdzić, że Maryja przez całe swoje życie przeżywała ofiarowanie Jezusa Bogu.

Począwszy od Jej „Fiat” w dniu Zwiastowania, poprzez codzienne wsłuchiwanie się w Boże natchnienia i rozważanie ich w swym wrażliwym Sercu, a na Kalwarii kończąc, Ona oddawała Bogu swojego Syna. Jej postawa zdumiewa i uczy nas, w jaki sposób my sami powinniśmy przeżywać z Bogiem relację „ofiarowania”.

Oprócz tej zdumiewającej postawy Maryi i stojącego obok Niej Józefa, dostrzegamy także figurę starca Symeona i prorokini Anny. Ich postawę charakteryzuje modlitwa, uwielbienie i oczekiwanie na spotkanie z „Pocieszeniem Izraela”. Tak przeżywali obecność Jezusa w swoim życiu, że w „dniu nawiedzenia” potrafili rozpoznać przechodzącego i przychodzącego do nich i całego izraelskiego ludu Zbawiciela.

Czy i ja potrafię dostrzegać Jego obecność w moim życiu? Czy nie stawiam innej obecności ponad Jego obecność? Czy umiem być świadkiem i dawać świadectwo o Jezusie innym? Czy przeżywam swoje życie jako dar i w darze każdego dnia zawierzam je Bogu? 

Gdy jestem blisko Boga, gdy Nim żyję, Jego promienie Miłości, Dobroci, Życzliwości i Pokoju płyną z mojego wnętrza, dotykając ludzi i zwiastując im Jego obecność.

 

Warto jeszcze raz podkreślić, że święto Ofiarowania Pańskiego jest z ustanowienia Jana Pawła II dniem poświęconym Osobom Życia Konsekrowanego. Konsekracja oznacza poświęcenie, zawierzenie swojego życia Bogu na wzór ofiarowania Pana Jezusa w świątyni. Warto zatrzymać się choć na chwilę nad głębią tego aktu. 

Zgodnie ze słowami wypowiedzianymi przez Jezusa w Ogrodzie Oliwnym: „«(…) nie moja, lecz Twoja [wola] niech się stanie!»” (Łk 22,42), poświęcenie należy rozumieć jako czysty dar serca i zjednoczenie ludzkiej woli z odwieczną wolą Ojca. 

Potwierdzają to także słowa naszego Ojca Założyciela św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego: „Nie proszę przeto Pana Boga, aby to lub owo zrządził, ale żeby wszystko to, co zrządzić raczy, miało dla mnie taki urok i powab tylko, że jest to wola Jego, żebym pokusy nawet nie miał, co innego pragnąć”.

Naśladując Maryję, która w chwili Zwiastowania oddała się całkowicie na służbę Bogu i w świątyni ofiarowała Mu Jego Syna, wstępując w ślady Jej wiernego sługi św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, który poświęcając się Bogu, tak bardzo ukochał wolę Bożą, prośmy, aby nasza konsekracja stawała się każdego dnia radosnym „Fiat”, a tym samym, aby przyczyniała się do wierności naszej drodze powołania. 

Niech nasze serca przepełnia wdzięczność za dar szczególnego powołania do życia zakonnego. Dziękujmy Bogu za wszystkie dary jakie wypływają z naszej konsekracji. Niech nasza służba staje się pięknym świadectwem wierności Trójjedynemu Bogu. Amen.

s. Magdalena B.

Słowo z Pustelni – 01.02.2020 r.

Czy nie jest tak,że lęk prowokuje nas nie tylko do zwykle chybionych decyzji, ale najpierw wystawia nas na pośmiewisko naszych wewnętrznych osądów?

Widać to w lękowej reakcji uczniów, w zagrożeniu, gdy burza na jeziorze zdaje się już pochłaniać żywiołem ich łódź.
To stwierdzenie:” nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?”….
Zarzucać Bogu, że  nie obchodzi Go nasz los jest czymś mocno nie na miejscu, a jednak wszyscy wpadamy w tę pułapkę. Posiadamy lęki, których jesteśmy świadomi, ale może mamy też takie,o których sprawy sobie jeszcze nie zdajemy,które nami na co dzień rządzą, określają nasze relacje, nasze reakcje, zwłaszcza,gdy tracimy poczucie bezpieczeństwa.
Bywa, że tylko kryzysowe sytuację dopuszczone przez Boża Opatrzność, ujawniają, nasze rzekome zaufanie Bogu. Trzeba sobie powiedzieć, że to często tylko pobożność i księga poradnictwa ale tylko dla innych. I myślenie mocno życzeniowe.Dobrze jest pozbyć siebie i innych złudzeń,że jesteśmy ludźmi głębokiej wiary. Na ile faktycznie jesteśmy ludźmi zawierzenia, pokazują przeciwności i nasze reakcje.
Nie wystawiaj swoich burz zewnętrznych do uciszenia, wystawiaj lęki, by Jezus mógł im nakazać milczenie. Twój najbardziej ukryty lęk,jest najgorszym żywiołem do ujarzmienia!
Niech zapanuje głęboka cisza, tam gdzie twój lęk niszczy  Ciebie i może jeszcze kogoś obok…
Jezusa ZAWSZE obchodzi Twój los. Zawsze! Nie bój się, czasami Jezus jakby ” wycofuje ” się tylko po to aby wydobyć z nas choćby zakamuflowane lęki.
s. Teresa M.