Słowo z Pustelni na Wielką Sobotę 11.04.2020 r.

Bo gdy zabiliśmy Słowo Ojca, On już odziewał je w przebaczeniu cichym Zmartwychwstaniem.

Cisza, skrywa dziewictwo myśli Boga o Tobie. Nim się począłeś, byłeś w Jego Ojcowskiej myśli, otulony ciszą. Później gdy zacząłeś istnieć, kształtowałeś się znów w ciszy łona swej matki. Cisza jest pierwszym doświadczeniem jakie znasz. Najpierw cisza. Później w swoją ciszę stopniowo zacząłeś przyjmować dźwięk i słowo.I nie każde miało źródło w Słowie i do Słowa prowadziło. Jesteś dorosłym człowiekiem i teraz sam decydujesz, o jakości Twojej ciszy i o jakości Twego słowa.Ty sam wciąż możesz w wolności decydować, czy cisza, to nieznośna klatka, potrzask, nuda i dwanaście stopni ku rozpaczy, czy może cisza, to otulenie Łona Ojca, niezmienne w każdej okoliczności życia.Czy to po prostu mieszkanie ze Słowem, które prowadzi Cię w coraz głębsze poznanie i szczęście. Ty decydujesz, czy cisza, to dla Ciebie przekleństwo,czy błogosławieństwo.Ty decydujesz, czy cisza, to przyjaciółka, która oswaja Cię łagodnie z przemijaniem i śmiercią, czy jest jak niezręczna pauza, którą wszyscy chcą zagadać, a wśród nich Ty pierwszy. Ty decydujesz czy Twoja cisza, to ciągła transformacja myśli pełnych instynktu samozachowawczego, kąśliwych lęków jak komary, czy raczej tęsknota i czekanie , by znów usłyszeć słodki dźwięk Słowa. Piję cicho ze Zdrojów Zbawienia, a Ty zrób jak chcesz.Możesz zawsze w każdej chwili swą ciszę uczynić w jednym momencie ucztą z Nim.

s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 06.04.2020 r.

Akurat rozrzutność, nieobliczalność, szaleństwo w miłości, Jezus dobrze rozumie.

Umie ją też przyjąć.Zawsze będzie brał takich jak Maria w obronę.
Dojrzała miłość potrafi nie tylko wszystko ofiarować, umie także nie bronić się przed przyjęciem wszystkiego.
Dojrzała miłość umie pić nie tylko ze słów, spija miłość gestów.Sama na ogół nie oblicza strat, ale umie być w pełni świadoma ceny.
Miłość dojrzała rozpoznaje ten moment, ten dzień,ten czas.
Maria wie, że choćby wylała hektolitry najdroższych olejków, i tak Jezusa nie prześcignie w hojności.
Dorosły mężczyzna w wieku Jezusa posiada około 6 litrów krwi! Gdybyśmy poszli w matematykę, to jak wymierzyć cenę Krwi wylanej do końca, aż do wypłynięcia wody przez Jezusa, w stosunku do pół litra tych wonności szaleńczo rozlanych na stopy, zamiast na głowę,jak przystało u Żydów?
Maria daje tyle, ile może i potrafi. W darze olejku jest skończona, w darze miłości odczuwa się, że tam się wylewa znacznie więcej…
Jezusa nie prześcigniemy w rozrzutności…
Może to szalone? Ale prawdziwe, w tajemnicy Paschalnej, ukrytej w tajemnicy Eucharystii, Jezus czyni względem Ciebie i mnie to samo co Maria, a nawet dużo więcej. Kąpie nas w Swoim Bóstwie całych, namaszcza i poi Krwią, otula już nie włosami jak Maria, otula Swoim Zmartwychwstałym, Uwielbionym Ciałem. Syci ciszą, kaloryczną od Ducha Świętego i daru pokoju! I wystarczy, że wierzysz…I wystarczy, że uczysz się kochać coraz bardziej…
s. Teresa M.

 Niedziela Męki Pańskiej

 Niedziela Męki Pańskiej Rok A
„Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam?”  (Mt 26, 14-27,66)
W Mateuszowym opisie Męki Jezusa widzimy Boga, dobrowolnie oddającego się w ręce człowieka. Uderzają tu dwie rzeczywistości: pierwsza to okrucieństwo człowieka, a druga – poddanie się Boga woli ludzkiej. Autor Ewangelii z niesamowitą wyrazistością ukazuje podłość ludzką, wyrażającą się poprzez czyny, uderzające w niewinnego Jezusa: najpierw zdrada, opuszczenie, skrępowanie, opluwanie, wyszydzanie, ośmieszanie, policzkowanie, biczowanie, zabawianie się Jego kosztem, osądzenie, rozebranie, aż do krzyżowania i naigrawania się nawet w momencie konania… Tak człowiek traktuje Boga!… Tak grzech upadla człowieka, upadla każdego z nas… Mój grzech sprawia, że do takiego traktowania Boga jestem zdolna… Przerażająca to prawda, ale jednak prawda!…

Co wobec tej sytuacji robi Bóg?… Bez oporu poddaje się woli człowieka. Wydaje się bezsilny… Ale to tylko pozory. To On jest Panem nawet w Męce i śmierci. On szanuje wolność człowieka do tego stopnia, że bierze na siebie konsekwencje jej nadużywania i… umiera, aby wyzwolić nas z niszczącej siły samowoli i grzechu. Niesamowita tajemnica MIŁOŚCI! Niepojęta i nieogarniona przez człowieczy rozum. Pozostaje nam tylko uklęknąć pod krzyżem z wdzięcznością i pokorą, i prosić, aby Boża łaska chroniła nas przed najmniejszym nawet grzechem…

s. Agnieszka B.

Słowo z Pustelni – 04.04.2020r.

Jeśli występuję w swym sercu przeciwko innej osobie, to nawet z jej obiektywnego dobra, czynię nie dobrą nowinę,ale donos. Faktem donosu rozpoczyna się się dzisiejsza Ewangelia i nawoływaniem do kolejnych donosów się kończy.Okoliczności  spięte tymi samymi klamrami: donosem, – mową nie życzliwą, zatrutą.

Niektórzy z nich udali się do faryzeuszów i donieśli im, co Jezus uczynił.
(J 11,46 

Donieśli…no właśnie…O dobru drugiego człowieka możesz mówić, jak o czymś radosnym, czym sam się szczerze cieszysz, możesz mówić z szacunkiem , uznaniem, lub w sposób, który ma zadziałać na jego niekorzyść, i wtedy naprawdę donosisz, nawet jeśli osobiście tego tak nie nazywasz po imieniu.
„Arcykapłani zaś i faryzeusze wydali polecenie, aby każdy, ktokolwiek będzie wiedział o miejscu Jego pobytu, doniósł o tym, by można było Go pojmać.”
Swoją opinią, słowem, działamy zawsze albo na korzyść drugiego, albo też wplatamy się w misternie uwity diabelski łańcuszek, jako jedno z jego ogniw, nakręcając spirale niechęci, zazdrości, zawiści i dezaprobaty. Jezusa zniszczono najpierw językami, które z obfitości serc przemawiały.Innymi słowy, co mieli w sercu , to i na języku.I z nami wcale nie jest lepiej.Jest dokładnie tak samo.

Ze wszystkich rodzajów broni, która jest zarzewiem do najgorszego, uważam , że nadal wciąż pozostaje ta w zasięgu każdego z nas, mianowicie nasz język.
“Życie i śmierć jest w mocy języka” (Prz 18, 21).
s. Teresa M.

V NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

KOMENTARZ DO EWANGELII – 29.03.2020

J 11 ,1-45

Wielki Post jest drogą, czterdziestodniową wędrówką, która ostatecznie prowadzi do światła i zmartwychwstania. Mimo że droga ta wiedzie przez znajdujące się na pustyni wyschłe koryta rzeczne, nie została pozbawiona wody, duchowej ochłody. Pokrzepieniem jest tu bowiem zapisane na kolejnych kartach niedzielnych Ewangelii Boże Słowo.

W pierwszą niedzielę Wielkiego Postu była nim sentencja: „«Nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych»” (Mt 4,4). W drugą: „«To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!»” (Mt 17,5). W trzecią: „«Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki»” (J 4,5). W czwartą: „«Idź, obmyj się w sadzawce Siloam»” (J 9,1). W ten sposób, wraz z Jezusem i Jego Słowem przeszliśmy spory kawałek drogi…

Dzisiaj, w piątą niedzielę dotarliśmy do kolejnej perykopy, którą być może najlepiej oddają słowa: „wiara”, „przyjaźń”, „Boża chwała”, „czas Boga”.

Słowo Boże przedstawia historię schorowanego i bliskiego już śmierci Łazarza. Wraz ze swymi siostrami, Marią i Martą, był on zaufanym przyjacielem Jezusa. Jednakże, gdy oznajmiono Zbawicielowi w jak ciężkim stanie zdrowia znajduje się Jego przyjaciel, odpowiedział: «Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą»” (J 11,4).

Zaskoczeni…? Zdumieni…? Z reguły przyjaźń kojarzy się nam z niecierpiącym zwłoki działaniem. Spodziewalibyśmy się, że Jezus zerwie się na równe nogi, pobiegnie do Betanii i uzdrowi Łazarza. Tymczasem, patrząc zupełnie po ludzku, Jezus niewiele sobie zrobił z usłyszanej historii. Czy nie dotknęły Go słowa o potrzebującym pomocy przyjacielu?

Dla wielu, Jego decyzja jest absurdalna. Zgodnie z wszechogarniającą nas technologiczną modą: „klikam i mam”, człowiek domaga się natychmiastowych odpowiedzi na trud, cierpienie i śmierć. Szukamy rozwiązań, które często są zgubne i nie pozwalają nam głębiej zobaczyć dojrzewających w czasie oczekiwania przyszłych owoców.

Ktoś jednak powiedział: „Trudny czas często prowadzi do najpiękniejszych chwil naszego życia. Nie trać wiary. Zobaczysz, że było warto”. Tego właśnie uczy nas dzisiaj Jezus – aby w czasie próby całkowicie Mu zaufać, tak jak uczyniła to Marta: „«(…) wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga»” (J 11,22) oraz „«Tak, Panie! Ja mocno wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat»” (J 11,27). Gdyby Jezus od razu przyszedł, od razu uzdrowiłby Łazarza, nie byłoby czasu na piękny dialog, na wyznanie wiary i niezawodną pewność Marty – totalne zaufanie.

Można tutaj przywołać Ewangelię – Mt 8,23-27 – Uciszenie burzy na jeziorze  – jak Jezus zasnął w łódce. I zerwała się burza. Jezus mógł od razu ją uciszyć…ale tego nie uczynił. Dał uczniom czas, aby zobaczyć jak bardzo Mu ufają, jak głębokiej są wiary… Poczekaj na cud, aby objawiła się Chwała Boża.

Jezus zaprasza nas, abyśmy oddali Mu nasz czas, bo On jest Panem także tego wymiaru. W obliczu próby nie żądajmy od Niego doraźnych rozwiązań, lecz pozwólmy Mu działać tak jak On tego chce, a zatem, aby wobec wszystkich ukazały się Jego wielkie dzieła.

Tak pisał o tym ks. Jan Twardowski:

„Kiedy się modlisz – musisz zaczekać

wszystko ma czas swój

widzą prorocy

trzeba wciąż prosząc przestać się spodziewać

niewysłuchane w przyszłości dojrzewa

to niespełnione dopiero się staje

Pan wie już wszystko nawet pośród nocy

dokąd się mrówki nadgorliwe śpieszą

miłość uwierzy przyjaźń zrozumie

nie módl się skoro czekać nie umiesz”.

Możemy się zapytać: Co rodzi w nas piękno? Pośpiech – gdy wszystko leci nam z rąk? Czy ufne oczekiwanie, które potrafi przemienić nas, nasze wnętrze, nasze relacje i spojrzenie na otaczający nas świat? Przyjaźń z Jezusem jest najpiękniejszą przygodą, nawet gdy niejednokrotnie każe nam czekać na cud!!!

Czekamy na cud. Bóg się opóźnia, ale tak jak kiedyś do Marty, tak i dziś kieruje do mnie te same słowa: „«Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?»” (J 11,40).

Zanurzając się w te Słowa Ewangelii o Łazarzu, stają się one nadzieją…ponieważ również obecna sytuacja w naszym kraju i na świecie staje się wielkim znakiem zapytania! Zadajemy sobie pytania: Dlaczego?  Ile to jeszcze potrwa? …i rodzi się w nas lęk…im więcej informacji, tym jesteśmy bardziej przerażeni: Coronawirus. Czy Pan Bóg śpi… gdy dzieje się taka burza? Wszyscy czekają na Cud! I On czeka. ”Ta walka o przeżycie ma objawić Moją Większą Chwałę” – czy tak brzmią dzisiaj Jego Słowa?…ale czy ta trudna sytuacja, to oczekiwanie na przemianę nie jest inspiracją do wydobywania z nas piękna? Tyle pięknych inicjatyw, przekazywania sobie nadziei, iskierek pozytywności … Czy jesteśmy zdolni żyć nadzieją pomimo tak wielkiej burzy?

Czas oczekiwania na cud niech będzie skierowaniem naszych umysłów i serc na to, co piękne i dobre – jednym słowem – pozytywne. Życzmy sobie, aby poprzez wzajemne przekazywanie sobie pozytywnych myśli i słów, w każdym z nas mogła zakwitnąć wiosenna nadzieja i radość.

Niech ten czas będzie piękny i dobry, bogaty w niespodzianki oraz zachwyt i zdumienie nad tym, że pomimo tego, co nas obecnie spotyka, Bóg jest, kocha swoje dzieci i czuwa nad nimi. Ufamy, że przesyłane sobie wzajemnie iskierki pozytywności będą wyrazem Jego miłości do nas. 

s. Magdalena B.

 

 

Słowo z Pustelni – 28.03.2020 r.

„I powstało w tłumie rozdwojenie z Jego powodu.”
Trzeba by dodać, że trwa po dziś dzień…
W czym tkwi problem? 
O co my się właściwie wszyscy nieustannie przewracamy?
To też byłoby za pewne kolejnym powodem do podziału.
Czy nie dlatego, że wszyscy za dużo mówimy, a za mało nasłuchujemy tego, co właściwie ma nam do powiedzenia Sam Bóg?
Czy nie dlatego,że podczas, gdy jedni odmawiają Koronki, Różance, Nowenny i mnożą, mnożą pacierze jak zaklinacze węży, inni próbują wsłuchiwać się w Słowo Boga? W Jego mowę poprzez ciszę i poprzez wydarzenia życia?
Cisza naprawdę oddramatyzowuje spojrzenie i płucze jak czysta woda psychikę i serce z tego, co jest tylko szumem medialnym. Szumem cudzych myśli, sądów lub diagnoz.
Jezus do dzisiaj ma z nami pod górkę, bo nieustannie stawiamy Mu granice tego jakim dajemy Mu w swej zarozumiałości prawo być, a jakim Go znać i przyjąć nie chcemy. Do dziś ma z nami pod górkę, bo albo narzekamy, że jest niedostępny i daleki, albo jęczymy, że jest za prosty, za bliski. Albo zamykamy Go tylko w kapiących złotem Bazylikach, albo znów stwierdzamy, że w czterech ścianach naszego domu Go nie ma. Im bardziej wzmagają się te wyścigi teologicznych dociekań lub wyścigi wypowiedzi tego co jest teraz bardziej właściwe, tym bardziej staje się to odrażające.
Albo zaczniemy czytać Biblie i stamtąd czerpać Światło, albo będziemy się stawali coraz bardziej karłami uprawiania wiedzy o Bogu i wiedzy o tym, co to znaczy wierzyć.
A Jezus? …”Ja zaś jak potulny Baranek”…Przeraża mnie czasami,jak łatwo my mali ludzie potrafimy zakrzyczeć Cichego Boga.
Maryjo, Matko słuchająca, naucz nas przyjmować Jezusa bez szemrania w tym wszystkim co JEST. Naucz Go znajdować, słyszeć i TRWAĆ.
Tak, jakbyśmy mieli zostać unicestwieni ze wstydu,że czegoś nie rozumiemy, że coś nas przerasta, że nie mamy światła zaraz na każdy temat i każdą sprawę.

Cisza i milczenie uczą zaś pokornego czekania i cierpliwości,aby Bóg Sam objawił nam, jak bardzo mądre są Jego zrządzenia i dopusty, i jak bardzo przykłada się nieustannie do  Ojcowskiej troski o każdego z nas.
Chyba to jest to, co miała Maryja,że umiała czekać nie nazywając zaraz wszystkiego i wcale nie wszystko rozumiejąc, ” rozważała w sercu Swoim”.
Może dlatego,ta umiejętność rozważania przed mówieniem, pomagała Jej w szarej, mozolnej, żmudnej codzienności sprawić, że Jezus  czuł się przy Niej wyjątkowo dobrze, wyjątkowo bezpiecznie i wyjątkowo mógł być przy niej Sobą.Pochwalił tę umiejętność Swej Ukochanej Matki,gdy w innym miejscu usłyszał,jak błogosławione były łono i piersi, które ssał. Nie zaprzeczył i owszem! Ale , błogosławieni są także Ci,którzy słuchają Słowa Bożego i je zachowują!
Tak sobie myślę Maryjo, jaki był heroizm Twego milczenia. A któż mógłby lepiej niż Ty potwierdzić tożsamość Jezusa? Kim jest i skąd pochodzi i dokąd zmierza!?
Podczas gdy wszyscy skaczą sobie do oczu i gardeł, Ty wiesz skąd się Jezus wziął w Twoim łonie i milczysz…
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 23.03.2020 r.

„Oto ja stwarzam…”Iz.65,17 a

W tym stwierdzeniu wyraziła się natura Boga względem nas,względem wszystkiego!
Bóg nie stworzył świata raz,nie stworzył też człowieka raz!
Ojciec nieustannie stwarza i nieustannie pragnie stwarzać! Nawet TERAZ.
Bóg się tym nie męczy,to leży w Jego najgłębszej istocie, że stwarza. Czego dotknie, lub wobec czego rzeknie swoje słowo,stwarza nową rzeczywistość.Bóg nieustannie rodzi Życie. Nawet wówczas,gdy nam się może wydawać,że burzy,to w istocie zawsze działa jako Budowniczy i Renowator.
Warto kontemplować tę prawdę, czytając np. w tym kluczu całą Biblię.Śledzić w niej wszystkie przejawy tego nieustannego stwarzania.
Czy to widać wyłącznie w licznych cudach, takich jak choćby ten z dzisiejszej perykopy? Po wnikliwszej i dłuższej lekturze Pisma Świętego widać, że nie.
Najbardziej zachwyca mnie moc stwórcza samych słów Boga. U Boga każde słowo to akt najgłębszej Jego woli. Bóg mówi,bo kocha!Ta moc przejawia się bez względu na kilometry, bez względu nawet na opór.Bóg słowem swoim ma moc nad wszystkim! Choć nie zawsze tej mocy używa.
Jeśli Bóg wydaje z siebie słowo,ono zawsze stwarza nową rzeczywistość.Najbliższe są mi te poruszenia stwórcze,które dokonują się cicho,w ułamkach sekund,wewnątrz nas, na poziomie przemiany serc i przemiany myślenia.
Przez to, że zdecydowana większość z nas obdarzona jest darem mowy, to nam wszystkim ten dar mocno powszednieje.I mało lub nieznacznie na co dzień zdajemy sobie sprawę, że nasze słowa też zawsze mają jakąś moc.Chyba też nieustannie projektujemy własne bezpłodne paplanie na słowa Boga.
U Niego nie ma słów zbędnych, słów pustych, słów pozbawionych sensu i mocy!Bóg się mową nie bawi,a już na pewno względem nas.
Może dlatego gdy On do nas mówi, słuchamy Go jak jednego z nas! A należałoby nieustannie odświeżać wiarę,że to BÓG POWIEDZIAŁ WŁAŚNIE!
Jesteśmy bardzo wrażliwi na słowa ludzi,ale otumanieni na fakt przemawiającej Osoby Żyjącego Boga.
Może wtedy doświadczali byśmy znacznie głębiej jak nas tworzy Ojciec,gdy wypowiada swoje słowo w Jezusie i przez Jezusa.
Czy rozumiemy jaki to przywilej, jaka to łaska,jaki to cud,że chce mówić do nas malutkich SAM BÓG?????
Dużo się teraz mówi i pisze o Komunii Świętej duchowej i dobrze,ale… pocałuj Biblię w domu,pocałuj każde Słowo,które wypowiedział z najgłębszych pokładów swej najczulszej miłości do nas Bóg.
s. Teresa M.

IV NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU 

IV NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU 
Przeżywamy wielkie rekolekcje, szczególny czas, trudny czas, i może pojawia się pytanie „Rabbi, kto zgrzeszył”, że pojawił się koronawirus, i odpowiedź Jezusa „…stało się
tak aby się objawiły sprawy Boże”.
W Ewangelii dzisiejszej niedzieli, warto zwrócić uwagę na postać niewidomego. Posiada on cechy, które jako ludzie wierzący powinniśmy starać się naśladować. Po pierwsze jest posłuszny. Nie byłoby jego uzdrowienia, gdyby nie wykonał on polecenia Jezusa i nie poszedł się obmyć w sadzawce. Po drugie, jest uczciwy i odważny. Mówi to, co jest zgodne z jego wiedzą. I kolejne, może najważniejsze, jest w pełni otwarty na łaskę, gotowy wierzyć, gdy zostanie mu objawiona prawda. Niewidomy był w ciemności od urodzenia, a teraz jest światłością w Panu. Jak wylicza św. Paweł w Liście do Efezjan „owocem bowiem światłości jest prawość i
sprawiedliwość i prawda”. Czy pozwoliłabym dzisiaj, aby Jezus nałożył swoją ślinę na moje oczy? Jeszcze za jedno jestem wdzięczna niewidomemu, za jego świadectwo o Jezusie „Bóg wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę”. Słowa jakże pełne nadziei dla nas na dzisiaj i na najbliższy czas.
Panie, w Tobie jest Światło, w Tobie jest Życie. Ja jestem tym niewidomym. Dałeś mi życie i wzrok przy Chrzcie, ale przez grzech straciłam go. Nie widzę. Nikt nie może mnie uleczyć. Twoje słowo doprowadziło mnie do Ciebie. Nałóż błoto na moje oczy. Uczyń ze mną to samo co z niewidomym. Ty jesteś ten sam wczoraj, dzisiaj i na zawsze i masz tę samą moc, by nas uzdrowić, by nas zbawić. Zmiłuj się nade mną, Jezu. Amen.

s. Bożena S.

Słowo z Pustelni 21.03.2020r.

Trudne doświadczenia życia i modlitwa, zawsze prędzej czy później, w ciszy, odsłaniają prawdę o nas samych, o tym co naprawdę mamy w sercu i o naszej relacji z Bogiem.
Przypowieść Jezusa nie pozostawia żadnych wątpliwości co do tego.
Oboje ludzi znajdowało się bowiem wewnątrz świątyni na spotkaniu z Bogiem.
Można być bardzo blisko Jego Osoby, biorąc pod uwagę, że Jezus Sam o Sobie dał świadectwo, że jest Żywą Świątynią, możemy to rozumieć, że oboje ludzi ma łaskę bycia zanurzonym we wnętrzu Samego Boga.Mimo tego przywileju, tylko jeden z nich naprawdę SPOTYKA SIĘ sercem z Najwyższym.
Sama obecność w świątyni, jeszcze nic nie znaczy! Można w niej być i nadal grzeszyć! Można w niej być i nadal pozostawać z pasją zajętym celebracją siebie lub co jeszcze gorsze, brakiem cnoty innych!
Co zatem Jezus ceni w spotkaniu ze Sobą?
Czy jesteś po pierwsze prawdziwy, bez masek, czy nie odgrywasz jakiejś roli, czy jesteś otwarty jako człowiek na prawdę o sobie, czy co najważniejsze, nie próbujesz się Bogu samozareklamować i czy nie ma w tym sercu choć jednej osoby, którą dyskredytujesz w poczuciu bycia bardziej akuratnym.
Nie chodzi też wcale Bogu oto,żebyś zawsze walił się w piersi głośniej od innych i zawsze uważał się za nikczemnika.Chodzi oto, że w sytuacji przyjęcia postawy serca bycia tym choćby odrobinę lepszym, stajesz przed Bogiem w kłamstwie i tym samym utrudniasz Mu swobodną rozmowę z Tobą.
Jeśli ktoś ma dzieci,lub też pracował z nimi,wie, że nie ma nic gorszego,jeśli oboje umówią się na temat zabawy,i nagle jedno z nich wytrąci drugie z jego roli,nie uznając prawdy,że jest w tej zabawie żoną, mężem,lub strażakiem.
Poprostu….zabawa ma trwać w temacie!
Więc zadajmy sobie pytanie, jak to przebiega u nas,czy czasami nie próbujemy wcisnąć Jezusa na modlitwie, by wszedł z nami w jakąś rolę i bawił się z nami na temat tego,że choćby jesteśmy LEPSI….
Okazuje się,że nawet ostatnie wydarzenia mocno to weryfikują.Lepsi Ci co poszli na Mszę,czy ci co zostali w domach?
Tylko Ci się Bogu podobają,którzy pragną się z Nim spotkać, czerpać z Jego miłości,w okolicznościach,jakie On Sam dopuszcza.
Tylko Ci się Jemu podobają,którzy potrafią zapomnieć o sobie,swoich pragnieniach ,choćby najświętszych i dalecy są od osądzania KOGOKOLWIEK.
Niech Maryja,która posiada Najczystsze Serce,wyprasza nam wszystkim łaskę czystości serc.
S. Teresa M.

Słowo z Pustelni – 16.03.2020 r.

Co do mnie mówisz Jezu Nasz Ukochany? Co chcesz powiedzieć też tutaj przez moje nie czyste usta?

Ty,o którym dziś słyszymy, że gdy wytykałeś bez znieczulenia prawdę o zamkniętym sercu i braku wiary w Ciebie,w odpowiedzi otrzymałeś złość i zawiść, która miała Cię przedwcześnie pozbawić życia,straceniem ze skał.
Łatwo mówić do odbiorców,którzy Cię kochają,którzy Cię pragną.
Łatwo pisać do często zupełnie anonimowych odbiorców.Ale gdybym miała stanąć teraz przed sztabem ludzi możnych tego świata,przerastających mnie tytułami,wiekiem,doświadczeniem, mądrością, inteligencją,to czy miałabym odwagę powiedzieć do nich,co naprawdę słyszę,rozumiem i w co głęboko wierzę i co czuję?
Czy gdybym miała doświadczyć tego co Ty Sam,złości, zawiści,zgrzytania zębów i chęci wprost pozbawienia mnie życia,czy nadal niezmiennie mówiłabym,to co napisze za chwilę?
Nie będę w zarozumiałości i zuchwałości zapewniać,że tak,i nie będę zaprzeczać,że na pewno bym uległa,- jak większość, konformizmowi duchowemu.Nie wiem tego,Ty to  wiesz Jezu! Ale zakładam, że jak nie jeden raz wywołałam sprzeciw w swoim życiu,tak i tym razem mogę wsadzić przysłowiowy” kij w mrowisko.”
Zatem: to co słyszę oparte jest ściśle o nieprzypadkowe dzisiejsze pierwsze czytanie.
Więc zanim walnie ktoś we mnie kamieniem swoich zbuntowanych myśli, proszę po siostrzanemu,pokornie i na klęczkach to pisząc, pochylcie się uważnie ze mną nad treścią dzisiejszego czytania o uzdrowieniu Naamana.
Naaman nie był wierzącym!
Ale znalazł się w życiowym potrzasku.Trąd był w jego czasach nie tylko pewnym wyrokiem śmierci,był też wyrokiem społecznym.Groziła mu potworna i nie ludzka izolacja i odtrącenie.Zawaliło mu się wszystko. Całe życiowe powodzenie, przepych,poczucie złudnego bezpieczeństwa.Dowiedział się,że jest jakiś tam prorok,i że jego Bóg może go uzdrowić.I w zasadzie tylko tyle od tego Boga,-jeszcze wtedy mu obcemu, chciał.Nic więcej.Był tak zdeterminowany, że udał się do proroka Elizeusza.Ale…miał na to swój scenariusz.Biedak stanął przed skromnym domkiem proroka z całym swoim przepychem i resztkami ” pseudo” wielkości i skuteczności.Nadźwigały się juczne zwierzaki jego blichtru i zapłaty! Udał się tam jako wciąż ” coś znaczący” i ” ważny” człowiek.
I mądry, pełen Ducha Świętego Elizeusz tak „poprzebijał” tego „zadufanego balona”,jego nadymane ego,że go prawie obraził! O włos urażona miłość własna Naamana, pozbawiłaby go… uzdrowienia!
A czemu tak? 
Otrzymał bowiem lekcję pierwszą: prorok w ogóle do niego  NIE WYSZEDŁ!
A masz! Pierwszy policzek, ktoś raczył wysłać do niego sługę.
A potem recepta na zdrowie okazała się być irytująco prostacka! Taki intelekt,taka powaga, ma się tak nagiąć i zrobić coś tak uderzająco prostego,jak zanurzyć się w wodach nie za czystego Jordanu i to siedem razy! Oczywiście dzisiejszy człowiek dla zdrowia, nie miałby oporów,zanurzyłyby się nawet w fekaliach.Różne rzeczy już widziałam,które ludzie czynili dla swego zdrowia.
Upomniany z kolei przez swego sługę,że tak naprawdę nie ma nic do stracenia,podejmuje to wezwanie,i śmiem podejrzewać że bez wszystkich do tego dyspozycji serca.Męska duma i co tam jeszcze, na pewno sporo tego buzowało w jego głowie.Jeśli czytaliście,to wiecie, jaki był mimo wszystko efekt końcowy.
I teraz,co nam to DZIŚ mówi?
Czuję, że dużo.
Zalecenia są PROSTE!
Ale dla wielu tak proste,że aż nie wykonalne,a wręcz gorszące! No jak?
Zostać w domu?
Albo, jak już idziesz,to przyjąć Jezusa najpierw na tronik z dłoni w Adoracji i czci,by następnie samodzielnie spożyć Jezusa.
I spójrzcie, jakie to nie łatwe?
Co nam wszystkim właściwie dolega? O co nam chodzi?
Kogo my właściwie deklarujemy się w życiu SŁUCHAĆ????Komu chcemy być POSŁUSZNI?!
Rząd i Kościół,nasi diecezjalni Biskupi proszą,a my ( nie mówię że wszyscy) ,ale czy nie jesteśmy „mądrzejsi od”?
I tak jest z nami w zasadzie we wszystkim.
 Najpierw nie umiemy słuchać siebie nawzajem i być sobie poddani,posłuszni i ulegli,bo nie mamy tej postawy wobec Samego Boga.Przestaliśmy słuchać Jego prostych rad do szczęścia!
I teraz, czy coś tracimy na tym,że choćby posłuchamy głosu Kościoła,w zaufaniu Bogu Samemu? Czy stracę coś na tym,że posłucham kogoś,kto w moich oczach może stracił wiarygodność?
Nie,nic nie stracę, jeśli ten akt, skieruje wprost ku Bogu.
To po pierwsze, a po drugie:
Co nam wszystkim po zdrowiu i świecie bez Boga? Ludzie,których kocham do bólu!
Co jeszcze musi nam zacząć dolegać,aby nasza zarozumiałość pękła jak balon Naamana, abyśmy zrozumieli, że potrzeba nam nade wszystko iść się oczyścić w Sakramencie Pokuty i Pojednania?!
Upraszczam rzeczywistość?
Tak, świadomie, bo upraszcza ją dla nas Sam Miłosierny Bóg!
Zadaj sobie pytanie z czego chcesz i powinieneś/naś się iść obmyć,aby naprawdę wyzdrowieć duchowo?
Zatrważające,ale człowiek umie się tak oswoić ze sobą i  swoimi wadami, że ich nie dostrzega,a nawet jest mu z nimi dobrze i broni ich jak cnót!
Myślę,że zwłaszcza dotyczy to środowiska osób konsekrowanych! Ale nie tylko,dotyczy także tych,którzy  zadomowili się w grzechach ciężkich.Przepraszam,ale tak jest…
Więc gdybym miała stanąć na areopagu wszystkich możnych tego świata,z całą pokorą powiedziałabym:
 ludzkie starania,-tak, rozumne profilaktyki i restrykcje,-tak,ale jeśli chcemy wszyscy być szczelni na  zło,i z mocą jeszcze raz napisze SZCZELNI NA ZŁO i jego skutki,proszę Was wszystkich pokornie posłuchajmy prostych zaleceń naszych Pasterzy,nawet jeśli nam się nie podobają,a  oprócz tego,niech się KAŻDY z nas uderzy w piersi i pójdzie obmyć do Konfesjonału! Tego nam jeszcze NIKT nie zabronił,wręcz przeciwnie,o ile mi wiadomo możliwości płyną wartkim strumieniem, niczym w Jordanie. 
Wiem, wielkie intelekty każą mi się zaraz postukać w czoło! A co kulturalniejsi powiedzą biedna pustelnica,no chyba ma zmiany w umyśle.Ale mnie to nie przeszkadza, proszę Was, nim będzie za późno,nikogo nie straszę, idźmy się WSZYSCY pojednać z Bogiem.
Nie ma innej formy uszczelnienia przed złem i wszystkimi jego skutkami.Idźcie Kochani! A przekonacie się, że dla Boga nie ma nic nie możliwego!
I nie proszę oto z pozycji tej lepszej,wręcz przeciwnie,mówię to z pozycji jadącej z Wami w tym samym przedziale i piszę to z miłości do KAŻDEGO CZŁOWIEKA.
s. Teresa M.