II Niedziela Zwykła

17.01.2021 II Niedziela Zwykła
„Przyprowadził go do Jezusa.” (Mk 1, 35-42)

A Jezus, jakby na to czekał. Na powitanie zmienił Szymonowi imię, przyjmując go do grona
swoich uczniów i obdarowując ważną misją. Ale u początku tego ważnego powołania było świadectwo
brata. Andrzej musiał mówić bardzo przekonująco, skoro Piotr – trzeźwo przecież stąpający po ziemi
prosty rybak dał się poprowadzić. Zachwyca mnie moc tego Andrzejowego świadectwa, bo przecież sam
Jezus doświadczył, jak trudno jest ewangelizować swoich. Ileż musiało być w Andrzeju entuzjazmu i
prostej pewności wiary, że zdołał zachwycić nią Piotra! Świadczy to o tym, że prawdziwie i głęboko

przeżył wcześniej własne spotkanie z Jezusem. Ewangelia milczy o tym, co wydarzyło się w ciągu dnia,
który Andrzej i Jan spędzili u Jezusa. Milczy, bo przestrzeń osobistego doświadczenia łaski jest tak
wielką tajemnicą, że trudno wyrazić ją słowami. Jedno jest pewne: piękno przemienionego łaską serca
pociąga i prowadzi do Pana tych, których On sam wybrał. Niech zatem św. Andrzej patronuje naszemu
świadczeniu o spotkaniu z Panem wśród domowników.

Słowo z Pustelni 11.01.2021 r.

„Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców naszych przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna”.

Czy dajesz Ojcu prawo przemawiania do Swego serca?
Czy znasz dialekt Jego mowy Synem!?
Czy Jezus jest dla Ciebie opanowanym na pamięć tekstem z kartki, czy wciąż nie doczytanym listem Ojca?
Czy Ojciec dziś mógłby coś do Ciebie wyszeptać, Jezusowym sposobem i zrobiłby to, bez zakłóceń i przerywania?
A w ogóle Osoba Ojca Cię coś obchodzi?
 
Nie ma mowy o zrozumieniu Jezusa, jeśli nie pojąłeś, że On cały na wskroś jest Słowem Ojca! 
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni 09.01.2021 r.

„Ten zaś, kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości. „A któż się już wydoskonalił? Jesteśmy w drodze… Ten proces trwa. Uczymy się kochać bardziej i w życiu kierować się zawsze i wszędzie mądrą miłością. Uczymy się wyzwalać, z naszych rozmaitych lęków. Nie ma nikogo na tym świecie, kto by w prawdzie mógł powiedzieć: „ja już nie boję się niczego, nie ma we mnie lęku, bo ufam Bogu! „. Bo nawet jeśli Mu ufasz, i tak masz cały czas skłonność, do zatrwożenia się,to już takie nasze znamię po grzechu w Raju. Już zawsze Bóg wychodząc ku nam, będzie nas musiał wywoływać z jakiś krzaków i chaszczy, gdzie się chowamy w obawie. Nie będę się rozpisywać o tych wszystkich powodach do lęku, które nas dosięgają, ludzi dorosłych i myślących samodzielnie. Wszystko to nazbyt dobrze znamy. Ale popatrzmy też na wydarzenie na jeziorze Genezaret.
„bo wiatr był im przeciwny”
To w przeciwnościach ujawnia się nasz głęboko ukorzeniony lęk. To przeciwności, odzierają nas i innych z masek, jeśli mamy, to przeciwności, są życiowym scenariuszem Boga, w które On wkracza, aby nas w nich uczynić mocniejszymi!
Dobrze jest zrobić sobie taki „życiowy spacer”, za rękę z Jezusem, aby powtórnie gdzieś się nie zapaść. Trzymając Go, przyjrzeć się wszystkim tym sytuacjom, wydarzeniom, które napełniły nas głęboko lękiem. Zobaczyć je jeszcze raz, ocenić, na ile jesteśmy go już świadomi, na ile od niego wolni. Na ile on dochodzi do głosu w naszym życiu, na ile wślizguje się w motywacje, w relacje?
Życzę odważnego chodzenia po tych wodach, ale tylko za rękę z Nim. Życzę opanowania swoich leków, utrzymując się na tafli zawierzenia i zdania  na Jego troskę.

s. Teresa M.

Niedziela Chrztu Pańskiego 

10.01.2021 Niedziela Chrztu Pańskiego 
„Tyś jest mój Syn Umiłowany, w Tobie mam upodobanie.” (Mk 3, 13-17)

Jan Chrzciciel zapowiadał i ogłaszał, a lud oczekiwał przyjścia Mesjasza na ziemię, snując
własne wyobrażenia o wielkim wyzwolicielu. Tymczasem Jezus dyskretnie i cicho wmieszał się w tłum i
pokornie przyjął chrzest z rąk Jana, utożsamiając się w ten sposób z wszystkimi grzesznikami świata,
których grzechy miał ponieść na krzyż. I zapewne nikt nie zwróciłby na Niego uwagi, gdyby nie cudowna
interwencja Boga Ojca, który objawił tożsamość swojego Syna i potwierdził swoje w Nim upodobanie.
Tak właśnie Bóg wkracza w życie człowieka: delikatnie i dyskretnie, wybierając najbardziej
zwyczajne sposoby przychodzenia. I choć ludzie wciąż oczekują spektakularnych interwencji Bożych, On
upodobał sobie w tym, co pokorne, ostatnie, nie rzucające się w oczy… Jan chrzcił wodą, a na Jezusa
zstąpił Duch Święty. W chrzcie św. nasze czoła również zostały polane wodą, ale Duch Święty w
niewidoczny dla nas sposób uczynił nas Bożymi dziećmi. I chociaż nikt z obecnych w świątyni podczas
naszego chrztu nie słyszał głosu Boga Ojca, On w naszych sercach wypowiedział te same przepiękne
słowa, które wybrzmiały nad Jordanem: „Tyś jest moje dziecko umiłowane”. Nie tylko wypowiedział, ale
nadał im moc sprawczą, przyjmując mnie i Ciebie za swoje umiłowane dziecko. Umiłował nas Ojciec tak
bardzo, że swego Syna posłał na śmierć, aby dać nam życie!

Czy wierzysz, że wciąż jesteś umiłowanym dzieckiem Boga, takim „oczkiem w głowie”
Niebieskiego Taty i nic tego nie zmieni?… Uciesz się tym i z wdzięcznością staraj się tak żyć, aby On
wypowiadał nad tobą te słowa wciąż z dumą i radością, a nie z bólem…

s. Agnieszka B.

II Niedziela po Bożym Narodzeniu 

3.01.2021 II Niedziela po Bożym Narodzeniu 
„Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli.” (J 1, 1-18)

Ewangelista Jan wyśpiewuje dla nas przepiękny hymn o Jezusie Chrystusie – Odwiecznym i
Jedynym Słowie Ojca, które wyraża Jego nieskończoną Miłość do każdego człowieka. Jezus przychodzi
do nas dyskretnie i pokornie. Można Go nie zauważyć, choć Jego Światła nie zdoła zgasić żadna
ciemność: ani grzech, ani okoliczności, ani prześladowania, ani cierpienie. Każda noc musi ustąpić przed
Światłością Wszechmogącego Boga. Mimo to można Go nie przyjąć, chociaż każdy z nas jest Jego
własnością, a nasze serca Jego domem. Jednak nie wchodzi tam na siłę. W delikatność Jego
przychodzenia wpisane jest ryzyko nierozpoznania i nieprzyjęcia, bo Miłość szanuje wolność człowieka.
Tylko, czy warto zatrzasnąć drzwi przed Tym, Który przynosi Życie i to życie w obfitości?…
Z bólem myślę o tych, którzy Go nie rozpoznali i nie przyjęli kiedyś w Betlejem i o tych, którzy
teraz Go odrzucają… I z drżeniem proszę codziennie, aby dawał mi światło i siłę do rozpoznawania Jego
nawiedzenia, aby wszystkie przestrzenie mojego serca były dla Niego otwarte, a moje codzienne zajęcia i
relacje mogły napełniać się nieustannie Jego obecnością.

s. Agnieszka B.

Święto Świętej Rodziny 

 Święto Świętej Rodziny 
„Dziwili się temu, co o Nim mówiono…” (Łk 2, 22-40)

Józef i Maryja dziwili się, słysząc z ust Symeona słowa proroctwa o ich Synu Jezusie. Choć
przecież doskonale wiedzieli, kim Jezus jest, ich zachowanie pokazuje, że nie czuli się dobrze, będąc w
centrum uwagi. W świątyni ustawili się w kolejce razem ze wszystkimi ludźmi, aby złożyć ofiarę, której
tak naprawdę składać nie musieli. A potem wrócili do Nazaretu, do zwykłej rodzinnej codzienności, gdzie
jak inni pracowali i odpoczywali, cieszyli się i przeżywali troski, rozmawiali i modlili się… A Jezus

rósł… Był z nimi…. Obecny w ich szarej codzienności, w jej najmniejszych szczegółach. Był obecny i
wzrastał, czyli rozwijała się ich relacja z Nim.
Podobnie i teraz Jezus chce być obecny w naszym codziennym życiu; w życiu naszych rodzin i
wspólnot. Dyskretnie i pokornie czeka, aż zabierzemy Go do siebie. Chce swoją obecnością uświęcać
nasze zwyczajne szare sprawy. Pozwólmy Mu na to…

s. Agnieszka B.

Uroczystość Bożego Narodzenia 2020

25.12.2020 Uroczystość Bożego Narodzenia 
„Pokój ludziom, w których Bóg ma upodobanie.” (Łk 2, 1-14)

Wydarzenie Bożego Narodzenia jest kontynuacją tego, co stało się w Nazarecie. Tam Bóg
objawił się nic w owych czasach nie-znaczącej dziewczynie, pochodzącej z pogardzanego miasteczka.
Nie tylko się objawił, ale na Jej słowie „Fiat”, które w tamtych realiach nie miałoby u ludzi żadnego
znaczenia, oparł najważniejszą w dziejach ludzkości misję – zbawienie świata.

Podobnie dzieje się w Betlejem. Syn Boży przychodzi na świat poza murami miasta, w
opuszczonej stajni, w warunkach nie-ludzkich. Aniołowie objawiają Bożą chwałę pasterzom,
pogardzanym przez wielkich tamtego świata.

A my… Słyszymy o tym co roku, a ciągle tak trudno nam pojąć, że Bóg ma upodobanie w
prostocie, pokorze i małości. Brzydzi się tym, co w oczach świata wielkie, bo zatruwa to jad pychy…
Zauważmy, z jak wielkim sentymentem współczesny człowiek podchodzie do świat Bożego Narodzenia,
bo są pełne ciepła i miłości, bo wlewają w serce nadzieję i pokój. Mają w sobie coś, co sprawia, że nawet
ludzka pycha zgina kolana przed żłóbkiem, pokonana prostotą i dostępnością Tajemnicy.
Kiedy wreszcie otworzymy oczy i serca i pojmiemy to, w czym Bóg ma upodobanie…

s. Agnieszka B.

Słowo z Pustelni 21.1.2020

„a skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie?”

Okrzyk Św. Elżbieta, jest tak naprawdę okrzykiem całego Kościoła i każdej żyjącej w nim duszy. Każdy z nas może przedłużać w sobie to zadziwienie: „a skądże mi to, że Matka Mojego Pana przychodzi do mnie?”
Właśnie do mnie?!
Maryja ma doskonały słuch duchowy. Śpieszy do starszej kuzynki, bo informacji o niej od Anioła, nie przyjęła, jako potwierdzającego znaku, dla swojej wiary. Ona słyszy w tym, delikatne zaproszenie do służby. I faktycznie wybiera się w długą i męczącą górską wędrówkę, by pomóc.
Maryja przyjdzie niezwłocznie, choćbyś Ją zawołał tylko raz jeden! Bywa, że przyjdzie jeszcze nim zawołasz, tak jak to było ze Świętą Elżbietą. 
Ona jest cała” DLA” Boga, „DLA” człowieka. Gdy trzeba, umie nie być, gdy znów trzeba, jest bardziej niż myślisz.
 Umie milczeć i umie wybuchnąć potokiem słów pełnych Uwielbienia Boga.
Umie czekać i gnać z pośpiechem w góry. Umie być bierna, jeśli tylko, to służy Bogu i potrafi zaangażować wszystkie swoje władze, by nadal służyć i to „za dwóch” ! 
Umie przeżywać troskę w Bogu, i Boga „beztroskiego” przyjmować swoim kosztem.
Umie być mała i wielka! 
Potrafi być Matką Boga i Matką Człowieka.
Umie przeżywać ból splątany z radością i radość w cierpieniach wyłuskać. 
Umie być Dziewicą i Małżonką jednocześnie. 
Umie kochać i nie potrafi już przestać. Przestać kochać nie mieści się w Jej naturze.
Czego byś więc nie przeżywał, Ona jest. A skądże mi to?
s. Teresa m.

 IV Niedziela Adwentu 

 IV Niedziela Adwentu 
„Oto Ja służebnica Pańska, niech mi się stanie…”(Łk 1, 26-32)

Historia Maryi pokazuje, że zgoda na to, co Bóg chce czynić w życiu człowieka owocuje w
sposób, przekraczający wszelkie ludzkie wyobrażenia. Cud poczęcia Boga w Jej łonie, to owoc Jej
pokory, posłuszeństwa i całkowitego zaufania.
Jakże bardzo te postawy są niemodne w dzisiejszym świecie, nastawionym na krytykę i sprzeciw
wobec wszystkiego, co człowiek uważa za narzucone mu w jakikolwiek sposób. Tymczasem
wszechmogący Bóg upodobał sobie w pokorze, zależności i małości. Te cnoty, niczym magnes
przyciągają Jego łaski. Tak, jak w chwili Zwiastowania całe niebo oniemiało z zachwytu nad pięknem
postawy Maryi i wielkością Bożego obdarowania, tak samo może być dzisiaj w twoim i moim życiu. Gdy
przed Bogiem uznamy naszą małość i odrzucimy pokusę decydowania o sobie, ufnie powierzając się w
Jego ręce, On obdaruje nas ponad nasze oczekiwania.
Czy jednak stać Ciebie i mnie na taką ufność, na takie posłuszeństwo i taką pokorę?… Prośmy
dziś Niepokalaną, aby pomogła nam zawalczyć o te cnoty.

s. Agnieszka B.

Słowo z Pustelni 19.12.2020

„A oto będziesz niemy i nie będziesz mógł mówić aż do dnia, w którym się to stanie, bo nie uwierzyłeś moim słowom, które się spełnią w swoim czasie”.

Nam się wydaje, gdy tego słuchamy, że tylko Zachariasz oniemiał przez swoje niedowiarstwo. Tymczasem wcale nie rzadko, nas samych dotyka podobny stan i co gorsza nie mamy skojarzeń z faktami! Nie czujemy i nie widzimy, że nasza wewnętrzna, duchowa drętwota, pochodzi bardzo często z naszej własnej, duchowej niedojrzałości, z trwania z uporem maniaka, przy własnej wizji życia i tego co byśmy chcieli, a się nie dzieje! Niemoc, raczej nie jest owocem Ducha Świętego.
W dodatku Zachariasz naprawdę był już leciwy i wiara w słowa Anioła, miała być tą z wyższej półki. My mamy często przyjąć z wiarą wydarzenia dużo prostsze i też mamy „duchową niestrawność”.
Dlaczego tak się dzieje!?
Być może czasami nasza nie wiara , uczy nas pokornie wiary…, a upokarzająca niemoc, urabia nas do kapitulacji przed Bogiem, by w końcu przestać polegać na sobie. 
s. Teresa M.