Słowo z Pustyni 24.10.2020

«Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, iż to ucierpieli?”
Porównywanie się z innymi, w myśl, jeszcze nie jest ze mną aż tak źle, jest ślepym zaułkiem.
Przed Bogiem nie ma skali zła. Za to jest osobista odpowiedzialność za swoje myśli, decyzję i czyny.
Myślenie,” nie jestem najgorszy/sza, jest tylko otumanianiem swojego sumienia, aby mi nie robiło wyrzutów, że coś zmienić muszę i to już od dawna.
Bywa jednak, że ktoś potrafi wszem i wobec mówić, jaki to jest niedoskonały, tylko po to, aby nie skonfrontować się ze swoim rzeczywistym problemem i grzechem utajonym niczym nowotwór, a najlepiej, żeby go w ogóle nie nazywać po imieniu. 
Zatem prędzej czy później zdamy sprawę przed Bogiem, choćbyśmy się uważali za całkiem przyzwoitego grzesznika…
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni 19.10.2020 r.

„Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości”.

 A teraz czytajmy ze zrozumieniem. Jezus mówi WSZELKIEJ!
Nie chodzi więc wyłącznie o chciwość dóbr materialnych, mimo, iż rozmówca Jezusa, akurat tego rodzaju chciwość przedstawia, domagając się części spadku. 
Żądza, która nie ma dna, nie ma uczucia zaspokojenia, to jest właśnie chciwość. 
Każdy musi sam uczciwie zmierzyć się z prawdą, jakiego rodzaju żądze go dotykają, lub chcą dotknąć!?
KAŻDY jest kuszony do chciwości, i bardzo odmiennie może się ona u każdego przedstawiać. Niestety, chciwość duchowa, jest najbardziej niebezpieczna, najtrudniej z niej się wycofać, sieje najbardziej katastrofalne skutki. 
Bo jeśli człowiek chce być jak Bóg, to nie masz gorszej chciwości. 
Jeśli chce, bardzo też nie realnie wymagać od siebie i innych, to wielce prawdopodobnie, że też działa w energii czerpanej z utajonej chciwości. Ona ma niestety czasami bardzo piękne szaty, nie zawsze jest prymitywna i pazerna. Czasami mierzy wysoko, w imię dobra! 
Jezus, stara się też nam wytłumaczyć, że nie chodzi oto, byś nic nie miał, ale byś, to co masz, posiadał dla drugich. I to jest rodzaj ” bogactwa”, które ceni Bóg.
Przypowieść o przedsiębiorczym rolniku, któremu spichlerze pękały w szwach, i w końcu umarł, może być przypowieścią o każdym z nas.
Mamy być po ludzku ” obrotni”, ale po to, aby innych tym spokojnie obdzielić, a na pewno też innymi nie „zajeżdżać” , dla realizowania swoich wzniosłych celów. 
Tak żyjmy, aby nas Jezus w Niebie nie musiał witać :” Oj, głupcze Ty Mój!”
I badajmy siebie, nie tylko pytając dlaczego czegoś bardzo pragnę, ale obserwujmy, jakie to rodzi owoce, w nas i w innych. 
s. Teresa M.

XXIX Niedziela

„… jak by pochwycić Jezusa w mowie…” (Mt 22, 15-21)

 

            Próbowali podstępu, aby Go pochwycić na braku konsekwencji, aby zarzucić Mu błąd, a tymczasem On odpowiedział tak prosto i przejrzyście, że zawstydzeni musieli odejść. Obyśmy nie popełnili błędu uczonych w Piśmie. Ze Słowem Boga się nie dyskutuje, nie nagina się go do własnych celów, nie szuka się w nim potwierdzenia swojej małoduszności, ani usprawiedliwienia swojego grzechu… Słowo Boga się przyjmuje, aby nim żyć, aby nim się karmić, aby w jego świetle rozwiązywać zawiłości serca. Nigdy odwrotnie!

            Gdy Jezus mówi, dotyka sedna naszych bied i problemów. Daje proste i jasne wskazówki, zdolne poprowadzić do Ojca tych, którzy przyjmą je w całej szczerości swoich serc. Nie do nas należy wystawiać Boga na próbę. Ale od nas zależy, czy Boże Słowo wyda w nas owoc.

s. Agnieszka B.

Słowo z Pustelni 17.10.2020 r.

„Kto się przyzna do Mnie wobec ludzi, przyzna się i Syn Człowieczy do niego wobec aniołów Bożych”.

Życie pokazało, że niekiedy to niby proste przyznanie się do Jezusa, bywa jednak bardzo trudne, w sytuacjach, gdzie człowiek może zapłacić za to cenę utraty życia, a wcześniej poddany być torturom.
Mamy jednak w Kościele bogactwo Świętych Męczenników, którzy ten egzamin zdali celująco i do dziś nas to karmi i krzepi. 
A my?
My nie jesteśmy z innej gliny lepieni. Mamy tę samą kondycję ludzką i Niebo łaski nie żałuje nikomu. 
Najprostszą formą przyznawania się do Jezusa tu i teraz, jest opieranie się pokusom.
 
Może nigdy nie będziemy musieli oddawać życia za wiarę i przynależność do Jezusa, ale już teraz i każdego dnia, naprawdę możemy przyznawać się do Niego, poprzez przylgnięcie choćby bardziej do tego co On chce, do Jego Woli, a nie swojej. 
I to już wystarczy. 
Okazuje się bowiem, że dla wielu, nawet konsekrowanych osób, czyli z założenia zaprawionych wewnętrznie w chodzeniu za Barankiem dokądkolwiek idzie, to nadal pozostaje trudne, i wcale tego nie realizują. 
Życie to niestety weryfikuje. 
Zatem, przyznawać się do Jezusa, trzeba nie w założeniu: „idę choćby na śmierć” , ale dużo pokorniej, a w sumie życiowo realniej :
przyznaje się do Ciebie Jezu, dlatego tu i teraz, wolę to co Ty chcesz, a nie ja.
 W taki sam sposób, przygotowywał się do oddania życia Jezus. Przez trzydzieści lat wybierał co chce Ojciec, by w końcu mieć kondycję przyznać się do Ojca umierając za nas na Krzyżu. 
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni 12.10.2020

„To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza.” 

Można należeć do Kościoła, wspólnoty charyzmatycznej, można być w zakonie, a nadal pozostać zawsze i wszystko kwestionującym, a to ni miej ni więcej, tylko przejaw bycia przewrotnym.

Jest wiele przeszkód na drodze do autentycznej wiary, ale przewrotność chyba jest najbardziej kapryśną, nieznośną i w sumie drażniącą Samego Boga.

W moim skromnym odczuciu, postawa mocno powiązana z brakiem otwartości i tchórzostwem duchowym.

Czy pokusy bycia przewrotnym mogą nas dopaść?

Jak najbardziej! Dlatego dobrze jest jak najwcześniej wyłapać w sobie tendencje do tego, w jakich sytuacjach, bylibyśmy do tego po prostu zdolni.

 Jeśli ktoś twierdzi, że jest od tego wolny, kłamie.

 Człowiek duchowy, nie boi się konfrontacji z każdą prawdą o sobie i tylko taki rodzaj odwagi, uzdalnia do coraz dojrzalszego określania się wobec Boga i ludzi. 

s. Teresa M.

XXVIII Niedziela Zwykła

„Zlekceważyli zaproszenie króla.” (Mt 22, 1-14)

            Kolejny obraz pychy człowieka ukazuje Jezus w przypowieści o uczcie. Postępowanie zaproszonych już na pierwszy rzut oka dziwi, ale przecież wyczuwamy, że ono doskonale obnaża nasze ludzkie myślenie i wywróconą hierarchię wartości. Tyle razy przecież wybieramy doczesne korzyści kosztem wiecznych. Tak często lekceważymy Boże napomnienia na rzecz wygody i egoizmu. Tak łatwo przychodzi nam usprawiedliwiać swoje grzeszne postawy i decyzje, a uganiając się za błahostkami tracimy nieraz tak wiele! Zuchwałość człowieka wobec cierpliwej Miłości Boga zdaje się nie mieć granic… Ale jak długo wolno nam będzie nadużywać tę cierpliwość?…

            Dobra nowina w tym Słowie jest taka, że Bóg codziennie zastawia dla nas stół: ten duchowy i ten doczesny. Wystarczy więc otworzyć oczy i serce, aby nasze życie stało się nieustanną ucztą. Nie lekceważmy tego daru!

s. Agnieszka B.

Słowo z Pustelni

«Tak, błogosławieni są raczej ci, którzy słuchają słowa Bożego i go przestrzegają».

To jest odpowiedź Jezusa dana kobiecie, która miała piękne pragnienia, ale nie doceniała też piękna swojej sytuacji. Bo oto może siedzieć blisko Niego, choć w tłumie i wsłuchiwać się we wszystko, co płynie Z Świętych UST Jezusa.
My czasami bywamy podobni w swoich zachowaniach, odruchach i marzeniach do owej kobiety. Czasami wzdychamy do łaski, której nie mamy, a pragnęlibyśmy posiadać, czasami do miejsca, czasami do bliskich osób, tymczasem, Jezus zawsze otwiera oczy na TU  I TERAZ.
Czasami też tęsknota za czymś, co w naszym przekonaniu byłoby niezwykle uszczęśliwiające, potrafi pozbawić nas w ogóle bycia szczęśliwymi ludźmi. I wtedy warto usłyszeć słowa Jezusa: 
tak, ale TU I TERAZ JESTEM Z TOBĄ I CHCĘ CIĘ USZCZĘŚLIWIĆ. 
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni 05.10.2020 r.

” wystawiając Jezusa na próbę”

Zadziwia mnie i zawstydza, sposób prowadzonej rozmowy Jezusa z uczonym w piśmie, po mimo jego przecież nie pięknej intencji względem Jezusa. Po mimo duchowego rozeznania, że jest poraz kolejny wystawiany na próbę, Jezus nie demaskuje tej intencji, dialog kontynuuje delikatnie, łagodnie, rzeczowo i trochę przypomina to wyciąganie niedostatecznej wiedzy ucznia, na stopień przynajmniej dobry. Zaangażowanym Nauczyciel em, jest tu oczywiście Jezus. I to jest Miłosierdzie z „wyższej półki”, które zwykle nam umyka, bo skupiamy się na przypowieści o Miłosiernym Samarytaninie.
 Tymczasem, rozmowa ta, ujawnia Prawdziwego Tytana Miłosierdzia. Życzliwość względem uczonego, bierze górę nad ewentualnie chłodnym dystansem, który nam by się już wymknął spod kontroli.
I to jest często trudniejsza forma obmycia leżącego brata! Uczony nawet nie zdaje sobie sprawy, że właśnie ma opatrywane rany przez Jezusa, że jest dźwigany, niesiony przez Niego Miłosiernym  Sercem, które jest w drodze na przebicie.
Uczony w Prawie, nawet nie dociera do tego bycia obmywanym, które się subtelnie rozgrywa, w mocy słów Jezusa. Nie wie, jak bardzo potrzebuje  otrzymać Miłosierdzie i że otrzymuje, bez względu, na swoją nie życzliwość, która się nagromadziła w nim, wobec Jezusa.
Jaki to paradoks, że może ktoś nas przyjść pytać o miłość, jednocześnie, nie mając jej wcale dla nas?! A my? Mamy nie dać się sprowokować niczemu, co złe, nie dać się wpuścić w maliny tego samego „tonu”.
W Jezusie, stać nas na bycie miłosiernymi! Stać nas na wyciąganie bliźniego z jego złości, bo może jest w nim bardziej destrukcyjna niż tysiąc zbójców. Może jego złośliwość sprawiła, że on już leży wewnętrznie i tylko każdy  go omija wielkim łukiem.
O! Takie Miłosierdzie do mnie przemawia i jest o wiele trudniejsze. A jego brak na tym pułapie, trudno zagłuszyć tanimi gestami zewnętrzne.
s. Teresa M.

XXVII Niedziela Zwykła

XXVII Niedziela Zwykła
„Uszanują mojego Syna.”
(Mt 21, 33-43)

Jakże naiwne wydaje się myślenie gospodarza i jak tragiczne w skutkach! A może to nie
naiwność, ale odwieczny porządek rzeczy, ustanowiony przez Stwórcę, który w swej nieskończonej
Miłości bez reszty zaufał człowiekowi i powierzył jego trosce nie tylko jego własne życie, ale życie
innych istot ludzkich, a także świat. Powierzył, wyposażając go wcześniej we wszystko, co potrzebne,
aby spełnił wyznaczoną mu misję.

Nie trzeba być odkrywcą, aby dostrzec, jak bardzo zawiedliśmy zaufanie Ojca Niebieskiego.
Gołym okiem widać dzieło zniszczenia świata i człowieka, dokonywane przez pychę stworzeń. I choć
wydaje się czasem, że nie można już tej machiny zła zatrzymać, ostatnie słowo na pewno należeć będzie
do Boga i będzie to słowo Miłości. Boża Miłość ma moc uleczyć i podźwignąć na nowo zniszczony przez
człowieka świat, a wierność i łzy wybranych uczynić fundamentem Królestwa Bożego.

s. Agnieszka B.

Słowo z Pustelni 28.09.2020 r.

„Lecz Jezus, znając tę myśl w ich sercach,

wziął dziecko,
postawił je przy sobie
i rzekł do nich”
Takie jest właśnie usposobienie dziecka. Po pierwsze pozwoli się Jezusowi wziąć, bez tłumaczeń po co.
Nie będzie się bronić, zadawać zbędnych pytań, dociekać działania Jezusa.
Po drugie pozwoli się postawić Jezusowi przy sobie, bez zakładania masek, bez kokieterii, wielkich zawstydzeń. Dziecku wszystko jedno, czy Ten, komu ufa bezgranicznie stawia go na świeczniku, czy może w ogóle trzyma w cieniu.
Dziecko nie ma takich trosk, w jakich sytuacjach stawia je Jezus. Jest tak proste i tak dalece nie zainteresowane sobą, jak może być odebrane przez innych, że wręcz jakby nie uczestniczy w tym geście, jest jak „eksponat”.
Dorosły człowiek nie pozwoliłby Jezusowi na tyle. „Schody”, zaczęłyby się już przy pierwszym, spontanicznym geście Jezusa, gdy dziecko wziął!
Czego dziecko ewangeliczne, uczy nas dzisiaj najbardziej?
Czego uczy Ciebie i mnie? Z czym mamy problem, kiedy on się pojawia  i dlaczego? W którym momencie przestajemy być ewangelicznym dzieckiem, a w zamian zakładamy maskę?
Rzecz jasna nie tę szmacianą 🙂
s. Teresa M.