1 stycznia 2017 r. Uroczystośc Matki Bożej Rodzicielki

1 stycznia 2017 r. Uroczystośc Matki Bożej Rodzicielki

Dzisiaj obchodzimy uroczystość Matki Bożej Rodzicielki. Z zadziwieniem przyglądam się, Boże, Twoim drogom, które nie są naszymi drogami. Ty, Panie, lubisz przechadzać się wąskimi ścieżkami małości i pokory. Wielki Bóg, Stwórca całego świata, poczyna się w łonie prostej Dziewczyny, wchodzi w ten świat jako maleńkie Dziecię, Niemowlę, powierza siebie ludziom w rodzinie Maryi i Józefa. Jak wielkie zaufanie Boga do człowieka! Jakie uniżenie, zależność, pokora – Syn Boży staje się synem kobiety, synem swojego stworzenia.  Zadziwia mnie też Twa wielka miłość, Boże, pełna szacunku do wolności człowieka, do praw przez Ciebie ustanowionych, którym sam się poddajesz. To z miłości przychodzisz na ten świat, żeby człowieka odnaleźć, wyzwolić, co więcej – uczynić w Jezusie swoim synem. Przychodzisz do ludzi jako człowiek, chociaż mogłeś to uczynić hucznie, w blasku swej mocy, nie pozostawiając miejsca na naszą wiarę, wolność, miłość. Ty robisz to cichutko, a tak skutecznie, zwyczajnie, po ludzku, a jednak po Bożemu.

Dziękuję Ci, Boże, dzisiaj także za Maryję. Pragnę się uczyć od Ciebie zawierzenia Jej miłości i opiece. Ojcze, nie zawahałeś się powierzyć Jej swojego Syna. Zawierzyłeś Jej miłości, Jej uległości, dobrej woli, Jej oddaniu Tobie, bez reszty. Pragnę każdego dnia, tak jak Ty, powierzać Jej siebie samą, wszystkie moje sprawy i troski, ufać Jej i dać się Jej prowadzić. Chcę też w Jej ręce składać moich bliskich, potrzebujących, zagubionych, cały świat błądzący po bezdrożach, aby Ona otoczyła swoją opieką, prowadziła, ratowała, przynosząc wszędzie Jezusa, tak jak kiedyś, tak i dziś. A kiedy czegoś nie rozumiem, gdy coś zdaje się mnie przerastać, pragnę zachować to i rozważać w swoim sercu, oczekując wypełnienia się wielkich dzieł Bożych.

s. Magdalena

Msza w dzień

Msza w dzień

(J 1,1-18)

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o Światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz /posłanym/, aby zaświadczyć o Światłości. Była Światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było /Słowo/, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali – łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, /o Nim/ pouczył.

I tak, w dzień Bożego Narodzenia wędrujemy od słów anioła Pańskiego przez słowo pasterzy aż do Słowa, które było u początku wszystkich tych słów. Jak wiele możemy się o tym Słowie dowiedzieć: Ono było na początku, pochodzi od Boga i jest skierowane ku Bogu (tu można znaleźć echo prawdy, że słowo posłane na ziemię wraca do Boga po wypełnieniu swej misji), jest Słowem stwórczym, jest w Nim życie i światłość. Właśnie to Słowo stało się Ciałem i zamieszkało wśród nas. I nie wyprowadziło się do tej pory. Jest z nami po wszystkie dni aż do skończenia świata.

Jan Ewangelista pokazuje nam dzisiaj dwie postawy wobec Słowa: możemy Je przyjąć i stać się dziećmi Bożymi; możemy Je odrzucić i skazać się na wielką pustkę, gdyż pozbawimy się Pełni. I choć jesteśmy Jego własnością, wybór należy do nas.

s. Bogusława

Msza o świcie

Msza o świcie

(Łk 2,15-20)
Gdy aniołowie odeszli od nich do nieba, pasterze mówili nawzajem do siebie: Pójdźmy do Betlejem i zobaczmy, co się tam zdarzyło i o czym nam Pan oznajmił. Udali się też z pośpiechem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu. A wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali. Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane.

Pasterze o wielkich i ufnych sercach poszli do Betlejem, można by powiedzieć szukać znaku pieluszki. Trudno im było powstrzymać się od rozpowiadania słów usłyszanych od anioła Pańskiego. Zapewne panuje ogólny harmider, okrzyki zdziwienia, szepty i pytania, co to wszystko znaczy. Jest jednak jedna osoba, która w całej tej sytuacji zachowuje się inaczej. To Maryja. Ona słucha, zachowuje te WSZYSTKIE słowa w swoim sercu i rozważa je. I choć te słowa przynieśli zwykli pasterze, zatem jedni z najmniej poważanych ludzi, mają one ciągle wartość Bożego słowa. Bóg bowiem działa przez człowieka, którego sam wybiera. Ostateczne Słowo Boga jeszcze milczy w żłobie, jednak nie przeszkadza to mówić Bogu przez pasterzy.

Maryja rozpoznała i przyjęła w pasterskich opowieściach słowa Boga i pokazuje nam drogę słuchania. Wielokrotnie do nas Bóg mówi przez różne osoby, ale czy my potrafimy w nich odkrywać Bożą mowę?

 s. Bogusława

Uroczystość Narodzenia Pańskiego, Pasterka

25.12.2016, Uroczystość Narodzenia Pańskiego, Pasterka

(Łk 2,1-14)

 

W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz. Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie. W tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swoją trzodą. Naraz stanął przy nich anioł Pański i chwała Pańska zewsząd ich oświeciła, tak że bardzo się przestraszyli. Lecz anioł rzekł do nich: Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. A to będzie znakiem dla was: Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie. I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania.

Większość z nas jeszcze dobrze pamięta sznury białych tetrowych pieluch. Jezusa ani Maryi nie minął etap pieluszkowy. Jednak tetra pozostawała wówczas w sferze odległej przyszłości. Ewangelista Łukasz podaje nam jednak, że […] nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i płożyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie. Cóż szczególnego jest w tych pieluszkach, że Łukasz odnotował je aż dwukrotnie? Drugi raz wzmianka o nich pojawia się kilka wersetów dalej, gdy anioł Pański mówi pasterzom, w jaki sposób rozpoznają Zbawiciela: A to będzie znakiem dla was: znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie (Łk 2, 12). Spróbujmy wyobrazić sobie wspomniane Niemowlę w pieluszkach. W czasach biblijnych, pieluszki były to lniane lub bawełniane bandaże o szerokości ok. 12 cm i długości ok. 5 m. Zanim zawinięto w nie noworodka, kąpano go, nacierano solą ( por. Ez 16, 4). Gdy dokonano tych czynności, wówczas łączono nóżki niemowlęcia, a rączki przykładano do tułowia. Tak ułożone niemowlę ciasno owijano owym pieluszkowym bandażem. Oprócz tego, przewiązywano również czoło i podbródek, tak że dziecko nie mogło poruszać kończynami i przypominało raczej kokon czy mumię. Widok tak owiniętego Jezusa niechybnie przypomina moment namaszczenia, i owinięcia w płótna przed złożeniem do grobu. Oprócz odniesień paschalnych, warto zauważyć, że pieluszki są pierwszym odzieniem podarowanym Jezusowi przez Maryję. W tym wymiarze są one wyrazem matczynej troski i dobrze spełnionego obowiązku, jak również mówią nam o tym, że mimo prostoty miejsca narodzin i obecności zwierząt, Jezus był chroniony i otoczony opieką. Świadczą one również o całkowitej zależności Jezusa od swych rodziców, wszak we wszystkim stał się podobnym do ludzi.

A jak ma się spawa ze żłobem naszego serca? Czy wśród niewygód, jakie możemy zaofiarować naszemu Zbawicielowi w naszym sercu jest jednak miejsce na miłość i troskę?

s. Bogusława

IV NIEDZIELA ADWENTU

KOMENTARZ DO EWANGELII NA IV NIEDZIELĘ ADWENTU

 

W naszym życiu często doświadczamy tego, czego doświadczyli Maryja i Józef. Bo otóż doświadczyli oni tego, co po ludzku wydaje się niemożliwe. Dziewica staje się Matką za sprawą Ducha Świętego. To tajemnica, z którą wielu ludzi ma jeszcze dzisiaj problem. Bo dla człowieka to niemożliwe.

Ktoś, kto zaufał Bogu i idzie Jego drogą prędzej czy później doświadczy, że dzieją się w jego życiu rzeczy niemożliwe. Bóg traktuje nas naprawdę poważnie. Kiedy pozwalamy Mu działać w naszym życiu, to wprowadza nas w przestrzeń wiary, która przenosi góry. Jest to piękne, ale i trudne zarazem, bo przecież jest w nas ludzka obawa, że nikt nam nie uwierzy. I pewnie wielu nie uwierzy, ale dla wielu innych będzie to świadectwo, że Bóg jest i działa wielkie rzeczy i czyni to, co po ludzku jest niemożliwe.

s. Aleksandra Ł.

III Niedziela Adwentu

III Niedziela Adwentu

Jan w więzieniu. Zamknięty w łonie Elżbiety rozradował się przybyciem Pana. Teraz zamknięty w więzieniu za mówienie prawdy, śledzi działalność Jezusa wysłuchując coraz to nowszych doniesień.

Nie chce wątpić, choć okoliczności skłaniają go ku temu. Wprawdzie nie wątpi w autorytet Jezusa, inaczej nie wysyłałby do Niego swoich uczniów; nie szukałby odpowiedzi u Tego, w którego powątpiewałby. Nie o taka wątpliwość tu chodzi. Jan jest człowiekiem z pogranicza przymierzy: nowego i starego. Jako świadek pierwszego mówi: oto baranek Boży, który gładzi grzech świata, jako zaś pobożny Żyd swoich czasów jest zanurzony wciąż w tradycji swoich przodków oczekujących Mesjasza z własnych interpretacji pism świętych. Być może doświadczając przemocy zniewolenia szczególnie wyczekiwał spełnienia się słów z księgi proroka Izajasza (Iż 58,5): Czyż nie jest raczej postem, który Ja wybieram: rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić na wolność uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać? Tymczasem Jan pozostaje zamknięty, a z nim na zesłanie została skazana prawda. Nic też nie wskazuje na to, by coś się miało zmienić. O co więc chodzi w działalności Jezusa? Czy nie On miał wyzwolić Izraela? Jan być może nie rozumie jeszcze słów: Baranek Boży, choć już ich używa. Stąd przez uczniów dopytuje: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? Słowo klucz: innego.  Wielokrotnie mamy wyobrażenie innego Jezusa, innej Jego obecności. Chrystus odpowiada Chrzcicielowi rzucając nowe światło na to, o czym słyszy. Nowe spojrzenie często jest tym, czego potrzebujemy w naszej posłudze: potrzeba nam Bożej interpretacji. Do nas i do Jana Jezus mówi: Błogosławiony jest ten, który we Mnie nie zwątp

s. Joanna Szewczyk

II Niedziela Adwentu

II Niedziela Adwentu

Mt 3,1-12

Głos

Każdego dnia, nieustannie, docierają do nas różne „głosy świata”: opinii, układów, kalkulacji, haseł politycznych, reklamy,… Aby nie dać się im zdominować, trzeba jak Jan Chrzciciel w odpowiednim momencie „wyjść na pustynię”, odejść od zgiełku codzienności.

„Pustynia w Adwencie” jest potrzebna, aby nauczyć się mówić i żyć  „innym głosem”. Jezus nie chce przeglądać się wypastowanej podłodze czy sprawdzać  bieli firanek. On pragnie mojego nawrócenia. Abym z miłości do Niego chciała „przemówić innym głosem”. Głosem miłości, pokoju, miłosierdzia…, a to nie jest możliwe bez ciszy, modlitwy i kontemplacji Boga w samotności.

Moc Jana Chrzciciela tkwi w niespotykanej pokorze i służbie Odwiecznemu Słowu, które rozpoznał w Jezusie Chrystusie. Jan jest postacią wyrazistą i jednoznaczną, głosi słowo w sposób surowy. Nie liczy się w wrażliwością odbiorców. Wobec szanowanych w społeczeństwie faryzeuszy jest ostry. Nie zabiega o niczyją sympatię. Jest wolny wewnętrznie.

Wdrażając w życie słowa: „Idźcie i głoście”, każdy z nas może i powinien stać się Janem Chrzcicielem, czyli głosem wołającym we współczesnym świecie. Głosem radyklanym i bezkompromisowym, ale pełnym miłości.

Nie przeżyjemy owocnie tajemnicy Bożego Narodzenia, jeśli zabraknie Adwentu, wyjścia na pustynię, wejścia w głąb siebie, w ciszę, w modlitwę. Zbyt szybkie tempo życia prowadzi do „wypalenia”, dlatego właśnie w adwentowym czasie Kościół prowadzi nas na „pustynię”, abyśmy na pytanie: Kim jesteś? Mogli odpowiedzieć: Głosem  wołającego na pustyni.

s. Joanna Szewczyk

UROCZYSTOŚĆ CHRYSTUSA KRÓLA WSZECHŚWIATA

UROCZYSTOŚĆ CHRYSTUSA KRÓLA WSZECHŚWIATA /Łk 23,35-43/

Króluj nam Chryste!  z wysokości krzyża…

Zawsze i wszędzie…z wysokości krzyża.

Kim jesteś bracie, siostro, tam…na Golgocie?  Lud stał i patrzył, Wysoka Rada drwiła, żołnierze szydzili, jeden łotr urągał i chciał wybawienia, a JEDEN szeptał modlitwę – „JEZU, wspomnij na mnie…”

Kim jesteś (byłeś) w kończącym się Roku Miłosierdzia dla swojego Bliźniego? Obserwatorem, który stoi i patrzy, czasami drwi i szydzi, uważa, że los głodnego, spragnionego, samotnego, nagiego, smutnego, podróżnego, grzesznego…w ogóle nie jest jego sprawą?

s. Bożena S.

Kurs Filip

W dniach 4 – 6 listopada w Poznaniu odbyła się kolejna edycja rekolekcji ewangelizacyjnych – kurs Filip. Wzięły w nim udział dwadzieścia trzy osoby z różnych stron Polski. Uczestnicy z entuzjazmem przyjęli wszystkie niespodzianki, które w tym czasie przygotował im Jezus i z pełną ufnością i gotowością powrócili do swoich domów, by w mocy Ducha Świętego kroczyć drogami Ewangelii, realizując wezwanie do głoszenia Dobrej Nowiny o Królestwie Bożym.

20161106_131141

Pielgrzymka Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi do Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu

W sobotę 12 listopada odbyła się trzecia pielgrzymka Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi do Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu. Pielgrzymka zgromadziła dużą liczbę Sióstr, na czele z Matką Generalną, Siostrą Wikarią oraz Matkami Prowincjalnymi trzech polskich Prowincji. Obecni byli także przyjaciele Zgromadzenia, współpracownicy i podopieczni Sióstr. Spotkanie rozpoczęło się uroczystym odśpiewaniem akatystu ku czci św. Józefa. Następnie miejsce miała krótka inscenizacja przygotowana przez siostry aspirantki. Mszy Świętej o godz. 12.00 przewodniczył. ks. bp Łukasz Buzun, a współkoncelebransami byli m.in.: ks. prof. Antoni Swoboda z Poznania oraz ks. kan. Krzysztof Ordziniak z Mikstatu. Na zakończenie Eucharystii Matka Generalna wraz z zebranymi Siostrami odmówiły Akt zawierzenia św. Józefowi. Po wspólnej modlitwie wszyscy zebrani udali się na poczęstunek do Domu Pielgrzyma, gdzie miało miejsce dalsze świętowanie.

IMG_0005 IMG_0009 IMG_0011 IMG_0017 IMG_0024
siostryFranciszkanki03 siostryFranciszkanki42siostryFranciszkanki16