Słowo z Pustelni 07.11.2020 r.

” Powiedział więc do nich: «To wy właśnie wobec ludzi udajecie sprawiedliwych, ale Bóg zna wasze serca.”
Jezus naprawdę nie zawsze był dla wszystkich miły. Warto to pamiętać, w czasach, gdzie ogromna większość, ulega tej pokusie, by z chrześcijaństwa, z bycia katolikiem, uczynić kostkę cukru i zawsze i wszędzie, wszystkim słodzić, w imię bardzo źle pojętej miłości To nie jest Duch Chrystusowy. Uczeń Jezusa ma być, nie jak cukier, lecz jak sól dla świata. I zawsze będzie wnosił sprzeciw, nie bynajmniej z powodu tego, że będzie to efekt jego celu, ale dlatego, że będzie sam starał się wiernie żyć Ewangelią.
Jeśli wsłuchujesz się w słowa Jezusa, to Sam  powiedział : „świat was znienawidzi, ale miejcie odwagę! Jam zwyciężył świat! „
Próby więc zaistnienia w tym świecie, jako taki dobry człowieczek, który zawsze i tylko jest miły ,by przypadkiem nie wnieść podziału, za cenę rozmycia i zgubienia prawdy, jest w istocie niczym innym jak służeniem dwóm panom” Bogu i mamonie”. Mamonę należy tu rozumieć jako wszystko inne, co jest dla nas ważne, na równi z Bogiem niestety, lub też nieco ważniejsze.
Nie bądźmy zatem cukierkami, ale solą tej ziemi!
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni – Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych

„Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego”. Po tych słowach wyzionął ducha.” 

Z góry przepraszam, że to rozważanie może nie będzie pocieszające. Jednakże nie potrafię pisać tego, co rzeczywiście mam w sercu i w duszy. Dzielę  się tym, bo jak większość, modlę się za wszystkich, którzy prześladują Kościół  i każdego, kto staje się głosem wymordowanej ludzkości, pozbawionej szansy na życie, rozwój i służbę także społeczeństwu. Mówię o tej przerażającej liczbie małych ludzi, zamordowanych pod gładko przechodzącym terminem przez usta: „aborcja” . 
Obawiam się, że jak nam Pan Bóg zliczy i powie, jaka to liczba ofiar, sumując z każdego kraju, to wszyscy umrzemy z jakiegoś wstydu i przerażenia, ciążącej na nas odpowiedzialności.
Wyszłam od cytatu śmierci Samego Jezusa. Nagle zdałam sobie sprawę, że gdy Jezus konał w Ogrójcu i na Krzyżu, naprawdę już znał grzechy w liczbach, jestem więc pełna podziwu, że nie umarł już w Ogrójcu, ale siłą Miłości przebaczającej, dotrwał do Krzyża.
To teraz, popatrzmy oczyma tych, którzy stali blisko pod Krzyżem. 
Umiera Bóg! Zniszczony Bóg! Przegrany Bóg! Pokonany Bóg!
Tak to wyglądało pozornie, powierzchownie. Trzeba to zobaczyć i odczuć ten dramat! I nie mądrzyć się o Zmartwychwstaniu!
Owszem nastąpiło, ale najpierw, było pokorne dźwignięcie, tej przytłaczającej scenerii. Po co trzeba to przeżyć? Aby w końcu zrozumieć, że nie ma chyba innej drogi dla Kościoła! 
Kościół jako Wspólnota, jest Jedną Oblubienicą Chrystusa i nie ominie Jej ta droga. Może w Polsce akurat, nie będą nas już krzyżować w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale, Jezus zapowiadał prześladowania i to jest ten czas. 
Wielu Jezusa opuściło, był nieciekawym obiektem, wstydem, był rozczarowaniem. 
Nie dla wszystkich. Dlatego choćby nasz Kościół zaczął przypominać straconego na śmierć Jezusa, nie zostawiajmy Go. Może być jeszcze trudniej, jeszcze gorzej, jeszcze ciemniej. Dlatego trzymaj się kurczowo Matki Bożej, Ona ma po prostu już wiele za Sobą, zna rozwój wydarzeń przyszłych i nie uciekła od Jezusa nigdy! 
Niech Maryja wspiera nas, gdy widok Kościoła będzie nas może przyprawiał o łzy, ból, a może też wstyd. Pamiętajmy też, nie tylko modlić się za dusze czyścowe, Wspólnotę Kościoła stanowiące, ale prośmy za ich przyczyną o ratowanie grzeszników, idących na Wieczne potępienie, na niewyobrażalne męki. 
s. Teresa M.

Uroczystość Wszystkich Świętych

    01.11.2020 XXXI Niedziela Zwykła

Uroczystość Wszystkich Świętych 

„Błogosławieni ubodzy w duchu…” (Mt 5, 1-12)

            Jezusowy program błogosławieństw niejednego może przerazić, bo ukazuje sytuacje wielorakiej biedy człowieczej, a tej za wszelką cenę chcielibyśmy uniknąć. Jednak Jezus błogosławi te sytuacje, a raczej ludzi, którzy przyjmują je otwartym sercem. Osobiście jestem przekonana, że każde z kolejnych błogosławieństw mieści się w pierwszym, bowiem związane jest z jakimś ubóstwem, brakiem, z powodu którego człowiek cierpi. I właśnie zgoda na ten brak, na konkretne ubóstwo przyciąga Boże błogosławieństwo, mające moc uczynić człowieka wewnętrznie szczęśliwym.

            Ile razy staję przed Jezusem uboga, ogołocona z tego wszystkiego, co czyniłoby mnie po ludzku szczęśliwą, zabezpieczoną i samowystarczalną, otrzymuję nieskończony dar – Jego Samego!… Gdy przychodzę do Niego w różnorakich sytuacjach swojego bólu, cierpienia, pozbawiona ludzkiego oparcia, jestem bogata tym swoim ubóstwem, bo to On staje się moim oparciem – jedynym realnym i pewnym w tym świecie… On staje się wówczas bogactwem mojego serca tak wielkim, że wypełniając mnie całą, zaspokaja wszelki mój głód i każde pragnienie… To wtedy i tylko wtedy Jego Miłość może wypełnić mnie całą, bo nie natrafi na żadną przeszkodę, która blokowałaby jej wejście… Na tym właśnie polega niepojęte szczęście owego błogosławieństwa.

s. Agnieszka B.

 

 

Uroczystość Poświęcenia Kościoła

„Zacheuszu, dziś muszę zatrzymać się w twoim domu!” (Łk 19, 1-10)

            Bóg lubi zaskakiwać! O tym, jak jest nieprzewidywalny, przekonał się na własnej skórze Zacheusz. Jako zwierzchnik celników, nosił na swoich barkach piętno opinii ludzkiej – poniżenia i pogardy. Nie wiemy, czy w swoim sercu podzielał tę ocenę, ale na pewno nie czuł się dobrze wśród mieszkańców Jerycha. Wiedział doskonale, co o nim myślą i niewykluczone, że ta wiedza uniemożliwiała mu nawrócenie… Chociaż rodacy mieli prawo myśleć o nim źle, to nie znali całej prawdy jego serca i nie wiedzieli o gorącym pragnieniu zobaczenia Jezusa, które w nim drzemało. To pragnienie dostrzegł Jezus i zrobił Zacheuszowi prawdziwą niespodziankę, wywracając stereotypy myślowe całego Jerycha. Swoim wproszeniem się do jego domu nie tylko wywyższył go w oczach całego miasta, ale podźwignął z poczucia niższości, uwolnił od brzemienia niskiej wartości i otworzył serce na dar nawrócenia.

Tam, gdzie przychodzi Pan i gdzie spotyka się z nami w najgłębszej głębinie serca jest przestrzeń święta. To On ją tworzy i uświęca nas sobą. Każdy z nas nosi taką izdebkę w sercu. Tam ukryte są nasze najgłębsze pragnienia i tam Bóg chce spotykać się z nami wbrew wszelkim ludzkim i naszym sądom. Tam jest najpiękniejsza świątynia 🙂

s. Agnieszka B.

Słowo z Pustyni 24.10.2020

«Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, iż to ucierpieli?”
Porównywanie się z innymi, w myśl, jeszcze nie jest ze mną aż tak źle, jest ślepym zaułkiem.
Przed Bogiem nie ma skali zła. Za to jest osobista odpowiedzialność za swoje myśli, decyzję i czyny.
Myślenie,” nie jestem najgorszy/sza, jest tylko otumanianiem swojego sumienia, aby mi nie robiło wyrzutów, że coś zmienić muszę i to już od dawna.
Bywa jednak, że ktoś potrafi wszem i wobec mówić, jaki to jest niedoskonały, tylko po to, aby nie skonfrontować się ze swoim rzeczywistym problemem i grzechem utajonym niczym nowotwór, a najlepiej, żeby go w ogóle nie nazywać po imieniu. 
Zatem prędzej czy później zdamy sprawę przed Bogiem, choćbyśmy się uważali za całkiem przyzwoitego grzesznika…
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni 19.10.2020 r.

„Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości”.

 A teraz czytajmy ze zrozumieniem. Jezus mówi WSZELKIEJ!
Nie chodzi więc wyłącznie o chciwość dóbr materialnych, mimo, iż rozmówca Jezusa, akurat tego rodzaju chciwość przedstawia, domagając się części spadku. 
Żądza, która nie ma dna, nie ma uczucia zaspokojenia, to jest właśnie chciwość. 
Każdy musi sam uczciwie zmierzyć się z prawdą, jakiego rodzaju żądze go dotykają, lub chcą dotknąć!?
KAŻDY jest kuszony do chciwości, i bardzo odmiennie może się ona u każdego przedstawiać. Niestety, chciwość duchowa, jest najbardziej niebezpieczna, najtrudniej z niej się wycofać, sieje najbardziej katastrofalne skutki. 
Bo jeśli człowiek chce być jak Bóg, to nie masz gorszej chciwości. 
Jeśli chce, bardzo też nie realnie wymagać od siebie i innych, to wielce prawdopodobnie, że też działa w energii czerpanej z utajonej chciwości. Ona ma niestety czasami bardzo piękne szaty, nie zawsze jest prymitywna i pazerna. Czasami mierzy wysoko, w imię dobra! 
Jezus, stara się też nam wytłumaczyć, że nie chodzi oto, byś nic nie miał, ale byś, to co masz, posiadał dla drugich. I to jest rodzaj ” bogactwa”, które ceni Bóg.
Przypowieść o przedsiębiorczym rolniku, któremu spichlerze pękały w szwach, i w końcu umarł, może być przypowieścią o każdym z nas.
Mamy być po ludzku ” obrotni”, ale po to, aby innych tym spokojnie obdzielić, a na pewno też innymi nie „zajeżdżać” , dla realizowania swoich wzniosłych celów. 
Tak żyjmy, aby nas Jezus w Niebie nie musiał witać :” Oj, głupcze Ty Mój!”
I badajmy siebie, nie tylko pytając dlaczego czegoś bardzo pragnę, ale obserwujmy, jakie to rodzi owoce, w nas i w innych. 
s. Teresa M.

XXIX Niedziela

„… jak by pochwycić Jezusa w mowie…” (Mt 22, 15-21)

 

            Próbowali podstępu, aby Go pochwycić na braku konsekwencji, aby zarzucić Mu błąd, a tymczasem On odpowiedział tak prosto i przejrzyście, że zawstydzeni musieli odejść. Obyśmy nie popełnili błędu uczonych w Piśmie. Ze Słowem Boga się nie dyskutuje, nie nagina się go do własnych celów, nie szuka się w nim potwierdzenia swojej małoduszności, ani usprawiedliwienia swojego grzechu… Słowo Boga się przyjmuje, aby nim żyć, aby nim się karmić, aby w jego świetle rozwiązywać zawiłości serca. Nigdy odwrotnie!

            Gdy Jezus mówi, dotyka sedna naszych bied i problemów. Daje proste i jasne wskazówki, zdolne poprowadzić do Ojca tych, którzy przyjmą je w całej szczerości swoich serc. Nie do nas należy wystawiać Boga na próbę. Ale od nas zależy, czy Boże Słowo wyda w nas owoc.

s. Agnieszka B.

Słowo z Pustelni 17.10.2020 r.

„Kto się przyzna do Mnie wobec ludzi, przyzna się i Syn Człowieczy do niego wobec aniołów Bożych”.

Życie pokazało, że niekiedy to niby proste przyznanie się do Jezusa, bywa jednak bardzo trudne, w sytuacjach, gdzie człowiek może zapłacić za to cenę utraty życia, a wcześniej poddany być torturom.
Mamy jednak w Kościele bogactwo Świętych Męczenników, którzy ten egzamin zdali celująco i do dziś nas to karmi i krzepi. 
A my?
My nie jesteśmy z innej gliny lepieni. Mamy tę samą kondycję ludzką i Niebo łaski nie żałuje nikomu. 
Najprostszą formą przyznawania się do Jezusa tu i teraz, jest opieranie się pokusom.
 
Może nigdy nie będziemy musieli oddawać życia za wiarę i przynależność do Jezusa, ale już teraz i każdego dnia, naprawdę możemy przyznawać się do Niego, poprzez przylgnięcie choćby bardziej do tego co On chce, do Jego Woli, a nie swojej. 
I to już wystarczy. 
Okazuje się bowiem, że dla wielu, nawet konsekrowanych osób, czyli z założenia zaprawionych wewnętrznie w chodzeniu za Barankiem dokądkolwiek idzie, to nadal pozostaje trudne, i wcale tego nie realizują. 
Życie to niestety weryfikuje. 
Zatem, przyznawać się do Jezusa, trzeba nie w założeniu: „idę choćby na śmierć” , ale dużo pokorniej, a w sumie życiowo realniej :
przyznaje się do Ciebie Jezu, dlatego tu i teraz, wolę to co Ty chcesz, a nie ja.
 W taki sam sposób, przygotowywał się do oddania życia Jezus. Przez trzydzieści lat wybierał co chce Ojciec, by w końcu mieć kondycję przyznać się do Ojca umierając za nas na Krzyżu. 
s. Teresa M.

Słowo z Pustelni 12.10.2020

„To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza.” 

Można należeć do Kościoła, wspólnoty charyzmatycznej, można być w zakonie, a nadal pozostać zawsze i wszystko kwestionującym, a to ni miej ni więcej, tylko przejaw bycia przewrotnym.

Jest wiele przeszkód na drodze do autentycznej wiary, ale przewrotność chyba jest najbardziej kapryśną, nieznośną i w sumie drażniącą Samego Boga.

W moim skromnym odczuciu, postawa mocno powiązana z brakiem otwartości i tchórzostwem duchowym.

Czy pokusy bycia przewrotnym mogą nas dopaść?

Jak najbardziej! Dlatego dobrze jest jak najwcześniej wyłapać w sobie tendencje do tego, w jakich sytuacjach, bylibyśmy do tego po prostu zdolni.

 Jeśli ktoś twierdzi, że jest od tego wolny, kłamie.

 Człowiek duchowy, nie boi się konfrontacji z każdą prawdą o sobie i tylko taki rodzaj odwagi, uzdalnia do coraz dojrzalszego określania się wobec Boga i ludzi. 

s. Teresa M.

XXVIII Niedziela Zwykła

„Zlekceważyli zaproszenie króla.” (Mt 22, 1-14)

            Kolejny obraz pychy człowieka ukazuje Jezus w przypowieści o uczcie. Postępowanie zaproszonych już na pierwszy rzut oka dziwi, ale przecież wyczuwamy, że ono doskonale obnaża nasze ludzkie myślenie i wywróconą hierarchię wartości. Tyle razy przecież wybieramy doczesne korzyści kosztem wiecznych. Tak często lekceważymy Boże napomnienia na rzecz wygody i egoizmu. Tak łatwo przychodzi nam usprawiedliwiać swoje grzeszne postawy i decyzje, a uganiając się za błahostkami tracimy nieraz tak wiele! Zuchwałość człowieka wobec cierpliwej Miłości Boga zdaje się nie mieć granic… Ale jak długo wolno nam będzie nadużywać tę cierpliwość?…

            Dobra nowina w tym Słowie jest taka, że Bóg codziennie zastawia dla nas stół: ten duchowy i ten doczesny. Wystarczy więc otworzyć oczy i serce, aby nasze życie stało się nieustanną ucztą. Nie lekceważmy tego daru!

s. Agnieszka B.